W designie wygląd to tylko element. Mazur tłumaczy nowe technologie

Izabela O'Sullivan 09 maja 2016, 08:00
Partner magazynu czytaj ten artykuł
Ostatnio z rzeczy, które widziałem, zachwyciła mnie proteza nogi sterowana myślami. Z Michałem Mazurem, autorem bloga TrendNomad.com, który na całym świecie szuka nowych trendów, rozmawia Izabela O’Sullivan.

Hulajnogo-walizko-kamera to pana znak rozpoznawczy. Używa pan tego pojazdu dla wygody, czy jest on częścią budowanego przez pana wizerunku?

Michał Mazur*: Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem walizko-hulajnogę w Mediolanie, była to miłość od pierwszego wejrzenia. Pomyślałem, że bardzo ułatwi mi pracę. Od razu po powrocie zamówiłem ją w sklepie internetowym. Z czasem, kiedy zacząłem pracować na własną rękę i chciałem zacząć wykorzystywać filmy, dokupiłem kamerę. Na początku był więc cel pragmatyczny, ale rzeczywiście, pojazd wzbudza duże zainteresowanie i jestem z nim kojarzony. Postanowiłem udostępnić go jako powierzchnię reklamową i również w taki sposób finansować swoje wyprawy.

Hulajnogo-walizko-kamera to znak rozpoznawczy Michała Mazura, autora bloga TrendNomad.com

Hulajnogo-walizko-kamera to znak rozpoznawczy Michała Mazura, autora bloga TrendNomad.com

Źródło: TrendNomad.com

Liczył pan, ile czasu spędza w podróży?

Rocznie odwiedzam około dwudziestu targów, festiwali i konferencji o designie i nowych technologiach, odbywających się w różnych miejscach na świecie – od Tokio, przez Berlin i Londyn, po Las Vegas. Jeden lub dwa tygodnie w miesiącu spędzam w podróży. Kiedy jestem w domu w Warszawie, obrabiam zdjęcia, montuję filmy i przygotowuję teksty na bloga. Piszę po polsku i po angielsku.

Zanim zaczął pan prowadzić bloga TrendNomad.com, był pan redaktorem prowadzącym magazynu „Futu”. Skąd decyzja o działalności na własny rachunek?

Praca w piśmie drukowanym dała mi solidne podstawy dziennikarskie. Ale pokazała też, w jaki sposób nie chcę pracować: zza biurka albo na bazie wyjść na zaproszenie. Polegając tylko na informacjach prasowych, trudno przygotować rzetelny materiał. Doszedłem do wniosku, że brakuje mi tytułu, marki, która by pisała wyłącznie o tym, co dziennikarz sam sprawdził. A właśnie teraz to robię – działam na zasadzie: byłem, widziałem, opisuję, rekomenduję.

Ambitnie. Ale przy takim trybie pracy nie może powstać wiele tekstów.

Dla mnie znacznie ważniejsza jest ich jakość. Wolę opublikować jeden dopracowany wpis w tygodniu, niż codziennie wypuszczać powierzchowne ciekawostki niewiadomego pochodzenia. Wiele internetowych mediów o trendach i designie w Polsce stawia na liczbę newsów i niskie koszty pozyskania tematów. Pojawia się mnóstwo niepotrzebnych informacji, obliczonych wyłącznie na kliknięcia. Podawanie ich źródeł to już rzadkość. Nie chcę pisać o projektantach czy start-upowcach w taki sposób, jakby to byli celebryci.

Jaką pan przyjął zasadę?

Piszę wyłącznie o tym, co widziałem na własne oczy i co osobiście omówiłem z projektantem czy przedstawicielem danej firmy. Podczas wyboru tematu nie kieruję się estetyką projektu. Kształt i kolor przedmiotu oczywiście są ważne, ponieważ mogą sprawić, że klient chętniej wyda na niego pieniądze, ale strona wizualna to tylko jeden z aspektów projektowania. Szukam trendów, które za pięć czy dziesięć lat mogą wejść do głównego nurtu. Na początkowym etapie wygląd nie jest najważniejszy.

Michał Mazur pisze wyłącznie o tym, co widział na własne oczy

Michał Mazur pisze wyłącznie o tym, co widział na własne oczy

Źródło: TrendNomad.com

Dużo się mówi o robotyzacji, o tym, że urządzenia coraz skuteczniej zastępują ludzi. Pan też podejmuje te tematy, ale czytelnik bloga nie ma poczucia, że nadchodzi zagłada.

Być może dlatego, że wszystkie informacje weryfikuję osobiście i przez to pewnie pokazuję z nieco innej perspektywy. W zeszłym roku media obiegła wiadomość, że w Japonii został otwarty pierwszy na świecie zrobotyzowany hotel. Postanowiłem tam pojechać. Nagrałem proces meldunku, potem przespacerowałem się po obiekcie, spędziłem w nim noc i zdałem relację ze swojego pobytu. Rzeczywiście, robotów było sporo, ale wykonaniem kopii paszportu czy przygotowaniem śniadania zajmują się tam ludzie. Z jednej strony poczułem rozczarowanie, że wcześniej w mediach nikt o tym nie wspomniał, a z drugiej, wielką ulgę, że nie wszystkich pracowników można zastąpić automatami.

Pisze pan o płatnościach zbliżeniowych autoryzowanych biciem serca, o aplikacji, dzięki której właściciel na odległość może się bawić ze swoim kotem czy o samoprowadzących się samochodach. Które trendy śledzi pan ze szczególnym zainteresowaniem?

Obecnie wiele uwagi poświęcam pojazdom samowystarczalnym energetycznie i elektronice drukowanej w 3D, ale też zupełnie przeciwstawnym trendom, takim jak powrót do natury czy odcinanie się od cyfrowego świata. To jest bardzo ciekawe, że obserwuje się jakiś nowy trend i natychmiast pojawia się jego przeciwieństwo. Świat offline i ekologiczne rolnictwo mają się równie dobrze co bardzo zaawansowane technologie.

Mazur rocznie odwiedza około dwudziestu targów, festiwali i konferencji o designie i nowych technologiach

Mazur rocznie odwiedza około dwudziestu targów, festiwali i konferencji o designie i nowych technologiach

Źródło: Anna Wojczyńska

Pamięta pan, żeby podczas podróży i oglądania tysięcy stoisk coś pana wyjątkowo zachwyciło?

Niedawno z DesignMarch w Reykjaviku przywiozłem wywiad o pierwszej na świecie bionicznej protezie nogi sterowanej myślami. To niesamowite, że tak skomplikowane urządzenie działa i za kilka lat prawdopodobnie będzie funkcjonować na rynku. Kiedy trafiam na taki temat, to wiem, że śledzenie nowości w designie ma sens. To nie są tylko przedmioty, które ładnie wyglądają na półce czy okładce magazynu. Nowa technologia naprawdę może poprawić czyjeś życie.

A widział pan ostatnio coś, co uznał za kompletnie bezużyteczne? Do tego stopnia, że zastanawiał się, po co ktoś włożył w to tyle energii i pieniędzy?

Niepotrzebnych projektów i produktów jest całe mnóstwo. Ale nie lubię wytykać błędów, szkoda na to czasu.

Które z nowych technologii warto wcielić do naszego życia na szerszą skalę?

Chciałbym, aby w dużych sklepach spożywczych przyjęła się technologia rozpoznawania obrazu. Wtedy świeża żywność nie musiałaby być pakowana do plastikowych torebek, oblepionych naklejkami. W Japonii są już piekarnie, w których pieczywo nakłada się na tacę, tę umieszcza na ladzie, a skaner po kształcie, nie po kodzie kreskowym, rozpoznaje poszczególne produkty. Technologia rozpoznawania obrazu przyspiesza proces obsługi klienta i jest przyjazna środowisku. Chciałbym, żebyśmy produkowali mniej śmieci.

*Michał Mazur – dziennikarz, bloger. Podróżuje po całym świecie w poszukiwaniu nowych trendów i technologii. Swoje odkrycia opisuje na stronie TrendNomad.com. Jest magistrem ekonomii, ukończył też studia podyplomowe na kierunkach prognozowanie trendów w modzie i dizajnie oraz historia i krytyka dizajnu. Należy do Rady Ekspertów plebiscytu must have, wyróżniającego najlepsze polskie produkty, organizowanego podczas Łódź Design Festival.