Fotografia to iluzja. Zuza Krajewska o potrzebie piękna

Michał Suchora 09 maja 2016, 13:05
Partner magazynu czytaj ten artykuł
Beata Tyszkiewicz, Katarzyna Figura, Magdalena Cielecka czy Borys Szyc. To tylko niektóre gwiazdy, które stanęły przed obiektywem Zuzy Krajewskiej.

Filozofia Platona oparta jest na trzech podstawowych cnotach: prawdzie, pięknie i dobru. Jak wygląda relacja między tymi trzema rzeczami w przemyśle, w którym pracujesz?

W tym biznesie to, co naprawdę prawdziwe, rzadko jest uważane za piękne. Fotografią komercyjną rządzi przede wszystkim piękno, to wartość najwyższa, najważniejsza. A prawda? To my stwarzamy nową, ulepszoną wersję prawdy, w którą każemy wierzyć konsumentom. W tym sensie trzecia platońska kategoria, dobro, staje się szalenie subiektywna (śmiech).
Oczywiście, w tym stwarzaniu świata na nowo w fotografii komercyjnej należy zachować właściwe proporcje, nie odrywać się zupełnie od rzeczywistości. Według mnie to mistrzowskie fotografowanie, to umiejętność pokazania w piękny sposób tego, co na pierwszy rzut oka piękne nie jest.

Nadal istnieje coś takiego jak kanon piękna? Kto decyduje o tym, co aktualnie uważamy za piękne?

Kanon piękna jest rzeczą umowną, zmieniają się proporcje ciała, w modzie poszukujemy intrygujących, innych typów urody, piegusek, chłopczyc itd., ale w mediach panuje ten najprostszy wzór, bo jest najbardziej popularny i lubiany. Zobacz, z jednej strony krzyczą "moda na naturalność", z drugiej zaś coraz częściej ingerujemy we własne ciała, by dostosować je do wzoru piękna z okładek tabloidow. To schizofreniczne czasy, w których jednocześnie modne są operacje plastyczne i dziewczyny bez mejkapu. Ja lubię patrzeć na dziewczyny naturalne i seksi, i nie lubię tych bardzo chudych, to mnie niepokoi.

Zuza Krajewska

Zuza Krajewska

Źródło: Zuza Krajewska

Kto decyduje o tym, co jest piękne?

Badania. Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, ale to, co widzą w gazetach, reklamach, telewizji to efekt badań opinii. Nikt nie wyda milionów na kampanię jakiegoś produktu bez sprawdzenia go w sondażu. Wiele magazynów traci swą medialną moc, bo nie kształcą, nie proponują czytelnikowi czegoś zaskakującego, nie dają się dłużej zastanowić, bo w badaniach wychodzi, że według pani X jest to niezrozumiałe. Może za kilka dni, gdyby się zastanowiła, porozmawiała z kumpelką, synem, córką, inaczej by na to spojrzała. Moim zdaniem nie jest to najlepsza droga, bo oznacza swojego rodzaju populizm estetyczny. Może to zabrzmi górnolotnie, ale uważam, że obcowanie z twórczością bardzo rozwija, karmi duszę, tworzy marzenia. Trzeba kombinować, robić ciekawe rzeczy, ryzykować. A komercja ma ogromną siłę, bo jest, bo jest wszechobecna. Pozwólmy się jej czasem zaskoczyć!

Co zatem bierzesz pod uwagę, planując realizację zlecenia?

Najważniejsza jest oddziaływalność, czyli stopień, w jakim moje zdjęcie przyciągnie uwagę odbiorców. Z jednej strony musi być „uśrednione” przez badania rynkowe, a z drugiej wyróżniać się wśród wszystkich innych rzeczy na rynku. Na tym polega unikalność stylu każdego dobrego fotografa; na rozpychaniu się w wąskich ramach narzuconych przez klienta. Tak naprawdę nasza praca to zawód wymagający bardzo dużego potencjału kreacyjnego. Dla mnie idealnymi warunkami do pracy są jasno zdefiniowane potrzeby klienta, jego zaufanie do mnie i do moich pomysłów.

Fotografia jest medium obiektywnym?

Absolutnie nie jest i nigdy nie była. To tylko iluzja, na którą złapali się w XIX wieku impresjoniści i cały świat, który właśnie wtedy odkrył tę technikę. Przede wszystkim fotografia jest dwuwymiarowa, a przedstawia trójwymiarowy świat. To ogromne pole do manipulacji; wystarczy dobrze ustawić twarz, a wielki nos zyskuje idealne proporcje. Fotografia to iluzja. Już samo widzenie świata okiem aparatu czy kamery jest subiektywne, bo ty decydujesz, co masz w kadrze.

Kasia Zawadzka

Kasia Zawadzka

Źródło: Zuza Krajewska

Na czym w takim razie polega praca portrecistki?

Na dotarciu do człowieka. Portret to wynikowa wielu działań. Przydaje się wiedza o portretowanym, relacja emocjonalna, więź, spostrzegawczość, reagowanie na sytuacje, które się dzieją, otwartość, zabawa. Lubię lubić swoich modeli. I staram się im nie robić krzywdy.

Są ludzie ładni i brzydcy?

Są ciekawi i mniej ciekawi, prawdziwi i nieprawdziwi, tacy, którzy starają się coś ukryć i tacy, którzy kochają swoje wady, tworzą z nich moc. Poza tym piękno i brzydota są subiektywne, a sam wygląd można bardzo modelować. Uwielbiam robić piękne portrety ludziom uważanym za niepięknych.

Czy światem rządzi imperatyw piękna?

No jasne, sam wymieniłeś je na początku jako jedną z podstawowych cnót. W mojej pracy, tak samo jak w każdej innej, spełniam ludzką potrzebę obcowania z rzeczami ładnymi, harmonijnymi. Ludzie tego potrzebują w reklamach, samochodach, meblach, we wszystkim. Potrzebujemy piękna.

Są osoby, których sportretowania byś się nie podjęła?

Na pewno nie z uwagi na ich wygląd. Reszta zależy od tego, w jakim jestem miejscu w życiu. Bardzo długo myślałam o zrobieniu portretów wychowanków poprawczaka w Studzieńcu - IMAGO, ale musiałam do tego dojrzeć. W końcu przyszedł moment, w którym wiedziałam, że jestem na to gotowa. Wcześniej mogłabym tej konfrontacji nie wytrzymać. Jeśli chodzi o zlecenia komercyjne, nie zdarzyło mi się odmówić zlecenia ze względu na urodę osoby, którą miałam fotografować.

TWINS IMAGO

TWINS IMAGO

Źródło: Zuza Krajewska

Są ludzie, których szczególnie lubisz fotografować?

Przyjaciele. Z nimi pracuje mi się najlepiej. W zleceniach komercyjnych bardzo dobrze pracuje mi się z modelkami z wysokiej półki, bo świetnie pracują, ryzykują i mają bardzo ciekawe charaktery. Uwielbiam pracować z aktorami, odbywa się wtedy żonglerka emocjami. Widzisz, nawet portret Magdy Cieleckiej wisi w salonie. Z jej twarzy, z całej osoby bije spokój i takie piękno duchowe, coś, co trudno opisać słowami, a można sfotografować.
W mojej pracy bardzo ważna jest empatia i umiejętność komunikacji. Oczywiście trudniej jest z osobami, które się nie akceptują, zazwyczaj potrzebują więcej czasu, żeby zaufać, ale kiedy już złapię z kimś flow, idzie dużo łatwiej. Mówiłam ci, staram się nie robić ludziom krzywdy aparatem.

Portret Magdaleny Cieleckiej

Portret Magdaleny Cieleckiej

Źródło: Zuza Krajewska

Co myślisz o retuszu?

To jest zwykłe narzędzie fotografa, jak obiektyw czy lampa. Użycie photoshopa krytykować może tylko ktoś, kto nie ma pojęcia o fotografii. Retusz to nic nowego; od narodzin tej techniki poprawiano zdjęcia. Nie pamiętasz domalowanych na kliszy rumieńców na zdjęciach komunijnych swoich rodziców?
Najwięksi fotografowie poprawiali swoje zdjęcia. Spójrz choćby na Avedona. Jednak dobry fotograf tak używa retuszu, że staje się nieistotny, że nie zakłóca odbioru zdjęcia. Dobry retusz jest jak użycie dobrej lampy; powoduje, że zdjęcie wygląda tak, jak ma wyglądać w wizji fotografa. Jeszcze raz: fotografia nie jest medium obiektywnym! Oczywiście, zdarzają się zdjęcia, które nie wymagają żadnej poprawki, ale tak czy owak tonacje odbitki, kolor, tonacje musisz wybrać, więc ingerujesz.

Jest ktoś, o kogo sportretowaniu marzysz?

Cały czas wymyślam sobie nowych bohaterów, zakochuję się w swoich wizjach, dzwonię, umawiam się. Żałuję, że dałam się powstrzymać mojej babci, za każdym razem krzyczała, że jest brzydka i mam natychmiast odłożyć aparat, chociaż była naprawdę piękną kobietą, zawsze tak zabawnie wydymała usta - dzisiejszy dziubek. Chciałabym mieć też więcej autoportretów z Luleczką (córeczką artystyki - red.), muszę o tym pomyśleć szybko.

Zdarza się, że zaprzyjaźniasz się z tymi, których portretujesz?

Czasem podczas sesji wytwarza się między mną a portretowanym taka więź, że później się kumplujemy, bardzo to lubię. Moim marzeniem jest zrobienie filmu i mam już taki zeszyt z osobami, z którymi dobrze mi się pracowało i które chciałyby zagrać kiedyś w moim filmie.
Wiesz, każde spotkanie na planie zdjęciowym ma na mnie wpływ. Spotykasz naprawdę ciekawych ludzi. Dlatego to robię: fotografuję, żeby poznawać ciekawych ludzi i ich historie.

Jak to się właściwie stało, że zaczęłaś fotografować?

Zaczęło się już w liceum plastycznym w Gdyni-Orłowie. Pamiętam, że pierwszego Zenita dostałam od taty, jak miałam 15 lat. Poszłam z moją ukochaną przyjaciółką, ilustratorką Agatą Endo Nowicką na plażę, rozebrałam ją i zrobiłam swoje pierwsze zdjęcia. Robiłam je nieprzerwanie w szkole, później prywatnie, pracując jako art director w agencji reklamowej, aż kiedyś ówczesny dyrektor marki House zaproponował mi, żebym zamiast projektować mu kampanie, zrobiła sama zdjęcia. Od tego się zaczęło fotografowanie na serio.
W ogóle cały czas mam przy sobie aparat, Contaxa, bo mieści mi się w ręce i jest szybki. Zapisuje różne momenty, a teraz, kiedy pojawiła się Luleczka, robię dużo portretów właśnie jej. To niesamowite, jak szybko się zmienia. Każdy dzień to troszkę inny, bardziej dorosły człowieczek.