O współczesnych kobietach ma lepsze zdanie niż o dzisiejszych mężczyznach. Nawet w filigranowej dziewczynie dostrzega siłę, która go pasjonuje. Niemniej w swoich książkach nie ma dla nich żadnej litości. Jak ognia unikał armii, a na wojnę wysłać się nie da. Jednocześnie kocha broń palną i świetnie strzela z rewolweru. O tym, ile we wrocławskim pisarzu z Brudnego Harry'ego i czy fantaście łatwo zdobyć broń, opowiada w Magazynie WP.

Przemysław Ciszak: Gdzie poczytni autorzy trzymają rewolwer? Pod poduszką czy w szufladzie biurka, przy którym piszą swoje powieści?

Andrzej Ziemiański: Ależ skąd! (śmiech) W kasie pancernej oczywiście! W stanie rozładowanym z magazynkami obok i amunicją w pudełkach. Wszystko zgodnie europejskimi wytycznymi i polskimi przepisami.

Czyli nie przechadzasz się nabrzeżem Odry z pistoletem wciśniętym za pasek albo chociaż wiszącym w kaburze pod pachą, dumając nad koleją książkową sceną?

No nie. To strasznie niewygodne. Broń w codziennych czynnościach jest niezwykle nieporęczna. Ciąży, gniecie i stale trzeba na nią uważać.

Jazda samochodem z załadowanym pistoletem wrocławskimi ulicami, czy skorzystanie z łazienki z pistoletem za paskiem… Nie polecam. To nie wygląda tak, jak w kinie akcji. Na żadnym z filmów tego nie pokazują, ale wyobraź sobie, że dopada cię rozstrój żołądka. Z obłędem w oczach dobiegasz do publicznej toalety i… I co z pistoletem? W ręku będziesz trzymał? Nabitą spluwę? Nie, nie. Z bronią zastaniesz mnie tylko na strzelnicy.

Powiedź w takim razie, co bardziej leży ci w dłoni - rewolwer Colta, a może na modę Brudnego Harry'ego słynny 0,44 Magnum?

O broni mógłbym snuć wielogodzinną opowieść. Każdy egzemplarz jest inny, ma swoją duszę. Ostatnio najbardziej leży mi w dłoni jeden szczególny - pistolet zaprojektowany już ponad 100 lat temu – amerykański Colt 1911 A1 o kalibrze 0,45 cala.

Duży.

Jeden z największych z dostępnych w Polsce użytkowych kalibrów. Według naszej miary to 11,43 milimetra.

Autor: Andrzej Ziemiański

Źródło: Archiwum prywatne

Twoja żona podziela tę pasję?

Tak, ona również ma swoją armatę. To "Duduś".

"Duduś"?

Tak go nazwała. To izraelski pistolet wojskowy Jericho o całkiem dużym kalibrze.

Trudno jest zdobyć licencję na broń znanemu pisarzowi fantastyki?

Nie jest trudno. I nie ma znaczenia, czy jest się pisarzem, czy dziennikarzem albo kimkolwiek innym. Trzeba się jedynie wykazać pewnymi cechami osobowości i spełnić parę stosownych warunków. To jak z prawem jazdy. Dokładanie tak samo kupuje się pistolet w sklepie, jak, nie przymierzając, samochód czy motocykl.

Ciekawe porównanie. Mówisz poważnie?

Absolutnie. Jeśli chcesz jeździć samochodem to musisz osiągnąć określony wiek, wykazać się wiedzą i umiejętnościami. Wyjeździć godziny i zdać egzamin. Dopiero wówczas możesz wsiąść za kółko. Z pozwoleniem na broń jest podobnie. Tyle że licencję musisz okazać już w czasie zakupów.

Autor: Przemysław Bednarczyk /bedur.com/Fabryka Słów

Źródło: Fabryka Słów

Dałbyś broń wszystkim Polakom?

A ty dałbyś możliwość jeżdżenia samochodem ludziom bez prawa jazdy? W Polsce, w tej chwili, jest powszechny dostęp do broni palnej. Z tym że jeśli chcesz mieć w domu broń, to musisz spełnić odpowiednie warunki. Notabene bardzo podobne do tych, jakie są wymagane przy uzyskaniu zawodowego prawa jazdy.

Moim zdaniem obecna ustawa jest w porządku. Jeśli ktoś chce mieć broń, jest człowiekiem odpowiedzialnym, z właściwymi umiejętnościami, to takie pozwolenie otrzyma. W Polsce, jeśli bardzo komuś zależy, to - w jako jednym z nielicznych krajów - może legalnie posiadać nawet broń maszynową.

Mimo tego ze statystyk wynika, że jesteśmy jednym z najbardziej zdemilitaryzowanych społeczeństw. Statystycznie 1,3 sztuki broni przypada na 100 mieszkańców. Dla porównania w Niemczech 30 sztuk przypada na 100 obywateli, 45 w Szwajcarii, nie mówiąc już o USA gdzie aż 90 sztuk broni.

To mnie zastanawia najbardziej. Czasami mam wrażenie, że ludzie tylko krzyczą, że chcą powszechnego dostępu do broni, a nie sprawdzą, jak łatwo uzyskać pozwolenie. Po prostu albo im się nie chce i wolą typowe, polskie malkontenctwo: "wszystko źle, niech rząd powie jak żyć!". Albo są utopistami, którzy chcieliby, żeby broń leżała w supermarkecie przy stoisku z piwem.

Oczywiście można dążyć do polepszenia ustawy. Zlikwidować czynnik uznaniowości w decyzji, przenieść procedurę z policji do organów administracji cywilnej. Nie wiem. Zanim jednak nie odbuduje się kultura posiadania broni w społeczeństwie wolałbym uniknąć możliwości rzucenia jednym tchem: "proszę sześciopak piwa, półautomat i naboje. Idę poważnie porozmawiać z tym co mi zajechał drogę dziś rano…".

Autor: Andrzej Ziemiański

Źródło: Archiwum prywatne

No wiesz, w dobie terroryzmu, coraz więcej mówi się o potrzebie posiadania broni przez cywili. Również napięte stosunki międzynarodowe, zagrożenie wojną hybrydową, stanowią oręż zwolenników dozbrojenia Polaków.

Nie czarujmy się. Na co komu pistolet wobec samobójcy z bombą? Rewolwer nie obroni także przed wyszkolonym odziałem Specnazu. Nie pomógłby ani w Nicei przy taranowaniu ludzi ciężarówką, ani w Bostonie podczas bombowego ataku. Owszem, teoretycznie broń mogłaby pomóc podczas krwawego ataku w hali koncertowej w Paryżu. Mówię "teoretycznie", ponieważ wątpię, czy gdziekolwiek można wnosić broń palną na imprezy masowe. Tam nawet scyzoryk nie wchodzi w grę.

Pozostaje więc obrona własnego domu, mieszkania. I tu naprawdę broń palna w rękach wyszkolonego gospodarza byłaby skutecznym argumentem wobec bandytów. Ale to też teoria, bo najpierw trzeba zmienić ustawę o przekraczaniu granic obrony koniecznej - więc nie rozmawiamy tak naprawdę o broni tylko o polskim prawodawstwie w innych dziedzinach.

W twoich książkach broń pojawia się niemal wszędzie. Zawsze bardzo dokładnie i chętnie objaśniasz jej działanie.

Lubię broń, to połączenie artyzmu i inżynierii.

To dlatego wśród bohaterów twojego ostatniego cyklu – "Pomnika Cesarzowej Achai" - pojawia się rusznikarz? Postać Kadira była takim hołdem złożonym konstruktorom broni?

Po części, być może tak. Broń palna to serum architektury. Musi ją zaprojektować i wykonać inżynier, inaczej nie będzie działała, ale ten inżynier musi mieć zmysł artysty, bo ważna jest też jej elegancja.

Skąd właściwie u ciebie takie zamiłowanie do militariów?

Nie wiem. Łączę w sobie skrajnie różne cechy. Jestem miłośnikiem wszelkiej broni, a jednocześnie mam przekonania pacyfistyczne. Przemoc jest mi obca. Strzelectwo to jedna z moich pasji. Ale przecież nie jedyna.

Lubię wiele męskich sportów, ale uwielbiam też spacery po nastrojowych miejscach. Chwile zadumy, kiedy pozwalam się ogarnąć melancholii. Strzelanie sprawia mi po prostu wielką przyjemność i powoduje przyjemny skok adrenaliny. Wymaga też skupienia, opanowania i precyzji. To mnie relaksuje.

Autor: Przemysław Bednarczyk /bedur.com/Fabryka Słów

Źródło: Fabryka Słów

Podobną fascynacją co bronią obdarzasz również mundur i armię? Z tego co wiem wojska unikałeś jak ognia.

Szczerze mówiąc, to armii nie znoszę. Robiłem wszystko, by nie wzięli mnie do wojska i nigdy, na szczęście, nie trafiłem w kamasze. Nie dam się też zbałamucić i wysłać na wojnę. Armia to dla mnie jedynie ciekawe zjawisko socjologiczne, które jest ciągle jeszcze nie do uniknięcia w naszym świecie. Machina absurdu, którą rzeczywiście często opisuję w książkach.

Mam wrażenie, że tworząc fantastyczną fabułę w swoich książkach częściej opisujesz nawet bardziej rzeczywistość niż fikcję. Również w kwestii wojskowych.

Czerpię dużo z rzeczywistości, ale wszystko w granicach rozsądku.

Ciekaw jestem, czy w kolejnych opowieściach wykorzystasz obecne realia. Ta, jak ją nazwałeś, "machina absurdu", dziś służy wieloma nieprawdopodobnym tematami. Choćby ostatnie masowe odejścia 26 generałów i 254 pułkowników. Straty większe niż na niejednej wojnie. Nadaje się na wątek?

W to, obawiam się, czytelnik by nie uwierzył. Takie rzeczy mogą zdarzyć się w naszym kraju, ale w książce by nie przeszły. Może zabrzmi to absurdalnie, ale fantastyka musi mieć jakieś ramy prawdopodobieństwa. A rzeczywistość - polityczna w szczególności - no cóż, często przerasta wyobraźnię.

Pisarz , który tworzy fantastykę, musi więc ją tonować, bo opisana w powieści potraktowana zostałaby, jako stek nieprawdopodobnych bzdur. Nie raz można się przekonać, że świat Achai, jest się znacznie bardziej racjonalny od naszej rzeczywistości.

A propos "Achai", tworząc tę jedną z najciekawszych postaci kobiecych w rodzimej fantastyce, też wzorowałeś na rzeczywistej postaci i też związanej z armią. Podobno za pierwowzór służyła pani podchorąży ZMECH-u (potoczna nazwa Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych).

Tak, to prawda. Kiedyś to był ZMECH, a dziś Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych. Jednak nie sam przydział wojskowy był tu istotny i mnie pociągał, ale osobowość tej kobiety. Była to filigranowa postać, wydawała się specjalistką od walki wręcz o mocnym charakterze, a przy tym bardzo kobieca. Dlatego później stała się jednym z pierwowzorów mojej bohaterki

Większość opisywanych przez ciebie dziewczyn, to silne, waleczne, twarde osobowości. Często w przeciwieństwie do mężczyzn.

Bo takie są naprawdę. Czy noszą mundur czy nie, czy potrafią zrobić użytek z pistoletu, czy raczej uroku i czaru, kobiety są znacznie od nas – mężczyzn - silniejsze. W dodatku łączą w sobie pewną dwoistość, która tak nas pociąga. Są kruche i twarde jednocześnie. To sprawia, że tak trudno nam facetom jest je rozgryźć. Kreując moje bohaterki, nie wymyślam ich od podstaw. Czerpię inspirację z rzeczywistych wzorców.

Płeć piękna od czasów "Achai" jest motorem wykreowanego przez ciebie świata. Najnowsza książka będzie jednak o szermierzach, o niepokonanym mistrzu, którego na kolana rzuci dopiero Achaja. W tej powieści również znajdziemy podobnie silne kobiety?

Nie chcę wiele zdradzać, ale odpowiem tak: do tej pory były u mnie silne kobiety, teraz zrobiłem wielki krok na przód.

Autor: Przemysław Bednarczyk /bedur.com/Fabryka Słów

Źródło: Fabryka Słów

A więc co, czas na silnych mężczyzn?

Gdzieś tacy w moich powieściach się pojawiają, choć niekoniecznie w przewadze. Nie opisuję ich zbyt często, bo ciężko znaleźć mi we współczesności silne osobowości męskie.

Chcesz powiedzieć, że ich czas na dobre przeminął?

Nie wiem, czy to nasza epoka jest taka atroficzna pod tym względem, czy może tak naprawdę nigdy ich nie było. A na pewno nie w nadmiarze.

Nie przesadzaj. A co wielkimi wodzami, genialnymi strategami i wojownikami?

Za większością z nich stała jakaś kobieta. Weźmy takiego Napoleona. Podbił pół ówczesnego świata. Warto jednak sobie zadać pytanie, czy to on był takim kozakiem? A może raczej kierowała nim Józefina, która zmuszała go do różnych posunięć, by później mógł go ponieść wiatr historii?

Podobnie jest z moimi bohaterami. Człowiek, który do czegoś dąży, zaczyna działać, ma cel… Ale później już zbyt wiele czynników wchodzi w grę, by dało się wszystko przewidzieć i wszystkim sterować. Mechanizm raz puszczony w ruch zaczyna działać sam według własnych reguł. I niesie ludzi w przypadkowym już kierunku, silnie ograniczając pole dalszych manewrów. Ot, życie takie.

A więc za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa kobieta?

Trudno powiedzieć. Z jednej strony trudno sobie wyobrazić na przykład artystę bez inspirującej go muzy, z drugiej nie bardzo widzę też skutecznej kobiety, która nie ma silnego wsparcia przy sobie. Jestem zdecydowanym zwolennikiem dążenia do wszystkiego w zespole, we współpracy, negocjując i dogadując się w każdych warunkach. Przy tym pogódźmy się z faktem, że czasem jednak to nie wychodzi i rodzi się konflikt. Być może więc wojna jest naszym przeznaczeniem? Ale na pewno nie taka, którą prowadzi się przy pomocy armat i bomb atomowych. Bądźmy optymistami - po wojnie zawsze nastaje pokój.

Andrzej Ziemiański - pisarz, architekt, czasem nawet bloger. Porzucił karierę naukową dla snucia fanstastycznych opowieści. Nazywany jest często kolekcjonerem nagród, na swoim koncie ma aż dwa prestiżowe Zajdle i trzy Nautilusy, a także pięć SFinksów. Ponadto trzy razy wygrał plebiscyt "Nowej Fantastyki" na najlepsze opowiadania roku. "Achaja" to jego najsłynniejsza i najbardziej kasowa seria. Pierwsze dwa tomy nominowane były do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Drugi tom otrzymał w 2004 roku Nagrodę Nautilus.