Jacek i Andrzej mają dwóch synów Adama i Brandona. Normalna, kochająca się rodzina. Przynajmniej w Wielkiej Brytanii, gdzie panowie zalegalizowali związek i adoptowali dzieci. W Polsce ich rodzina nie byłaby objętą żadną ochroną prawną. Dlaczego mimo blisko trzech dekad wolności w naszym kraju są związki równe i równiejsze? W rozmowie z WP Jacek i Andrzej opowiedzieli, jak wygląda życie ich rodziny w Anglii.

Łukasz Knap: Jak długo jesteście razem?

Jacek Kacprzak-Kubiński: Prawie dziesięć lat. Poznaliśmy się w 2008 roku.

Kiedy wyjechaliście do Anglii?

Jacek: Po dziewięciu miesiącach znajomości. Zaczynaliśmy jak większość Polaków, którzy tu przyjechali. Imaliśmy się prostych prac, które dawały szybki przypływ gotówki. Teraz oboje rozkręcamy własne biznesy. Ja mam firmę usługową dla domów i mieszkań, Andrzej we wrześniu otworzył zakład fryzjerski. Ale najbardziej jesteśmy dumni z tego, ile udało nam się osiągnąć jako para jednopłciowa. Pobraliśmy się w 2010 roku, w 2013 roku adoptowaliśmy dzieci.

Skąd pomysł na adopcję?

Andrzej Kubiński-Kacprzak: Poszliśmy na spotkanie dla rodzin, które chcą adoptować dzieci. Wiedzieliśmy, że impreza jest dla wszystkich, bez względu na orientację seksualną. Spotkaliśmy tam mojego znajomego, okazało się, że ze swoim partnerem adoptował dwójkę dzieci. Opowiedział nam, jak wygląda proces i wyjaśnił, że w Anglii każdy ma szansę na dziecko. W ten sposób powoli zaczęliśmy dojrzewać do decyzji o adopcji.

Źródło: Archiwum prywatne

Dlaczego chcieliście mieć dzieci?

Jacek: Zalegalizowaliśmy związek, chcieliśmy pójść krok dalej.

Andrzej: Chcieliśmy mieć pełną rodzinę. To, że jesteśmy gejami i biologia nie pozwala nam ich urodzić, nie oznacza, że nie możemy być rodzicami. Jest wiele związków heteroseksualnych, które nie mogą mieć dzieci, ale nikomu nie przychodzi do głowy, żeby z tego powodu zabronić im bycia rodzicem. Mamy takie same prawa, jak rodziny heteroseksualne.

Jacek: Chęć posiadania dziecka nigdy nie była naszą fanaberią. Chcieliśmy stworzyć stabilny dom, w którym na pierwszym miejscu stawiamy dobro naszych dzieci.

Nie myśleliście o zatrudnieniu surogatki?

Jacek: Rozważaliśmy taką opcję. Jest kilka miejsc na świecie, gdzie legalnie świadczy się takie usługi. W Anglii też można wynająć surogatkę, ale wiąże się to z pewnym ryzykiem, bo po urodzeniu dziecka surogatka może zatrzymać dziecko.

Andrzej: Generalnie byliśmy nastawieni na adopcję. Nie mieliśmy wymagania, że dziecko musi być niemowlakiem. Uznaliśmy, że starsze dzieci też zasługują na normalny dom. Nasi chłopcy Adam i Brandon są braćmi, mieli po 2,5 i 4,5 lat, gdy byli w rodzinie zastępczej. Ze względu na wiek najstarszego planowano, żeby ich rozłączyć, bo wtedy byłyby większe szanse na adopcję dla młodszego.

Jacek: Gdy okazało się, że mają w połowie polskie korzenie, stwierdziliśmy, że adoptujemy ich bez względu na wszystko.

Jak wyglądała procedura adopcyjna?

Jacek: Gdy się zdecydowaliśmy na adopcję, znaleźliśmy agencję, która przeprowadziła nas przez cały proces. Zajęło nam to równo rok. Gdy zaakceptowano nas jako rodziców, zaczął się kolejny etap. Naszych synów znaleźliśmy na specjalnej stronie kilka miesięcy wcześniej, ale najpierw musieliśmy otrzymać formalną zgodę, że możemy być rodzicami.

Andrzej: Warunkiem było posiadanie odpowiedniej przestrzeni życiowej, osobnego pokoju dla dziecka i brak nałogów. Okazało się, że adopcja nie jest możliwa dla palaczy, z tego względu, że dzieciaki często są genetycznie obciążone uzależnieniami i powinny być od nich wolne w okresie formującym.

Jacek: Pracownik socjalny opowiadał nam, jak wyglądało życie dzieci, zanim trafiały do rodzin zastępczych. Większość z nich wiele przeszła. Ktoś, kto decyduje się na taki krok, musi być przygotowany na wszystko.

Jak agencja sprawdzała, czy nadajecie się na rodziców?

Jacek: Zaczęliśmy od rozmowy wstępnej w biurze agencji adopcyjnej. Jednym z warunków jest znajomość języka angielskiego na poziomie komunikatywnym, by móc porozumiewać się z dzieckiem czy dziećmi, które adoptujesz. Ponadto są sprawdzane referencje od osób bliskich i stan zdrowia kandydatów. Musieliśmy przygotować drzewo genealogiczne naszych rodzin 10 lat wstecz i opisać 2-3 osoby, które miały wpływ na nasze życie. Są lokalne agencje adopcyjne, które wymagają, by każde adoptowane dziecko miało osobną sypialnię. Ważne jest też, by mieć w okolicy kogoś znajomego, na kogo można liczyć w razie kryzysowej sytuacji.

Źródło: Archiwum prywatne

Jak wyglądało pierwsze spotkanie z dziećmi?

Andrzej: Pojechaliśmy do Londynu, gdzie wtedy chłopcy mieszkali. Pierwszego dnia spotkaliśmy się na godzinę, ale dziś wspominam ten dzień jako najbardziej emocjonujący w moim życiu. Następnego dnia spotkaliśmy się na dwie godziny. Poznaliśmy jak wygląda dzień chłopaków w rodzinie zastępczej, by moc podobnie zaplanować domowe reguły.

Co was ujęło w chłopakach?

Jacek: Na pewno to, że Adam był bardzo podobny do Andrzeja kiedy był w podobnym wieku. Podobało nam się też, że nasze dzieci mają polskie korzenie.

Andrzej: Nawet moi koledzy z klasy mówią, że Adam jest do mnie podobny (śmiech). Chcieliśmy im przekazać kulturę, której kiedyś na pewno będą szukać. Coraz lepiej mówią po polsku.

Jacek: Bardzo szybko złapaliśmy kontakt. Pierwszy etap adaptacji był zaplanowany na dwa tygodnie, ale chłopaki tak szybko złapali z nami kontakt, że wystarczył tydzień. Po tym czasie konsylium i my sami stwierdziliśmy, że dzieci mogą zostać z nami już na stale bez konieczności drugiego etapu poznawania się.
Drugi etap polega na przeprowadzce dziecka do miejscowości, w której mieszkają kandydaci na rodziców. W tym czasie mieszkają z rodziną zastępczą w hotelu i powoli zapoznają się z nowym domem.

Źródło: Archiwum prywatne

Chłopcy są już z wami cztery lata. Czy przez ten czas mieliście jakieś problemy wychowawcze?

Andrzej: W naszym wypadku wszystko przebiegło bardzo gładko. Na pewno pomogło im to, że chłopcy byli od początku razem, mogli się wspierać.

Nie obawialiście się, że przez was dzieci będą wytykane palcami w szkole?

Jacek: Miejscowość, w której mieszkamy, jest bardzo otwarta. Nie ma mowy o dyskryminacji w szkole. Przez cztery lata nigdy nie doświadczyliśmy żadnej niechęci ze strony nauczycieli czy innych rodziców. Wręcz przeciwnie, ludzie są bardzo mili. Raz znajomi z Polski przyznali nam, że nie wierzyli, że adopcja może nam się udać, ale teraz, gdy widzą, jaką jesteśmy zgraną rodziną, są za nami na milion procent.

Andrzej: Któregoś dnia Adam i Brandon wrócili ze szkoły i powiedzieli, że mieli na lekcjach opowiedzieć o swoich rodzinach. Później nauczycielka opowiadała, że Adam z pasją i dumą opowiadał o swojej rodzinie. Zdjęcie naszej rodziny wisiało przez tydzień w klasie. Szkoła uczy dzieci, że rodzina może składać się z mamy i taty, taty i dziadka, mamy i mamy, taty i taty, że nie ma jednego schematu. Mieliśmy oczywiście wcześniej pewne obawy, jak będziemy odbierani, ale one bardzo szybko minęły, bo nigdy nikt nie dał nam poznać, że coś jest nie tak. Od czasu do czasu chłopcy chodzą do kolegów i zostają u nich na noc, a czasem my gościmy kolegów naszych synów. Nie ma żadnych problemów.

Jaką jesteście rodziną?

Andrzej: Jesteśmy normalną rodziną, nie różnimy się niczym od innych… no, może poza mega miłością, jaką dajemy naszym dzieciom.

Jacek: Staramy się pokazać dzieciom świat. Dużo podróżujemy, ostatnio byliśmy we Włoszech, Austrii, Hiszpanii, Portugalii, Polsce i Francji. Chcemy im pokazać jak różnorodny jest świat.

Andrzej: Jesteśmy konsekwentni, rozsądni. Mamy w domu jasno wyznaczone zasady. Dzieci wiedzą, co można, a czego nie. Słuchamy dzieci i uczymy je, że musimy słuchać się wzajemnie. Staramy się spełniać ich wszystkie rozsądne zachcianki. Żyjemy zdrowo.

Źródło: Archiwum prywatne

Jak wygląda podział obowiązków w domu?

Andrzej: Jak jestem w domu, to gotuję, piorę i sprzątam, a jak jestem w pracy, to robi to Jacek. Nie ma u nas sztywnego podziału ról. Po otwarciu salonu jestem rzadziej w domu, więc siłą rzeczy Jacek przejmuje pewne obowiązki.

Czy dzieciaki nigdy nie pytały was o to, dlaczego mają tatę i tatę, a nie mamę i tatę?

Andrzej: Jeszcze nie, ale takie pytania pewnie przyjdą z wiekiem. Na razie wszystko jest dla nich naturalne.

Jacek: Wiedzą, że mają mamę, która nie mogła się nimi zajmować, z drugiej strony wiedzą, że jesteśmy rodziną, jesteśmy zżyci i nie ma tematów, których nie moglibyśmy poruszyć.

Źródło: Archiwum prywatne

I naprawdę nigdy nie mieliście żadnych problemów wychowawczych?

Jacek: Przykro nam, ale nie (śmiech).

Andrzej: Każde dziecko ma lepsze i gorsze dni. Czasami dziecku nie chce się czegoś zrobić albo słuchać na lekcji. Albo wejdzie na drzewo i zrobi jakąś głupotę. Chłopcy lubią się wyszaleć.

Jacek: Sami jesteśmy zdziwieni, że wszystko przebiega bez większych problemów. Nie wierzyliśmy, że adopcja może pójść tak gładko. Jesteśmy bardzo szczęśliwi jako rodzina. Masa osób nas wspiera, mamy mały fanklub na Facebooku.

Nikt wam nie powiedział, że zrobicie z dzieci gejów?

Jacek: Nie. To byłoby głupie, bo przecież każdy gej w Polsce został wychowany w rodzinie heteroseksualnej. Nie ma tu żadnej zależności. Zresztą, Brandon już się chwalił, że ma dziewczynę (śmiech).

Andrzej: Mówi się czasami, że związki homoseksualne są bardziej krótkotrwałe, że geje szybciej się rozstają, ale to jest nieprawda. Jako fryzjer, któremu ludzie uwielbiają się zwierzać, zapewniam, że ludzie tak samo się zdradzają w związkach homo i heteroseksualnych. Te związki są takie same. Łatwiej jest mówić o tym, co jest złego w dyskryminowanej części świata. Znam mnóstwo wieloletnich związków jednopłciowych.

Nie wkurza was, że prezydent i inni politycy od PO do PIS, mówią, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny?

Andrzej: Oczywiście, że wkurza. Politycy są koniunkturalni, mówią, co im się opłaca. Polska jest krajem katolickim, mało otwartym na inność. Nie chcemy w Polsce czarnego, Chińczyka, ale sami chcemy, żeby wszyscy mówili o nas dobre rzeczy. Ale to się zmienia, bo ludzie boją się tego, czego nie znają, a coraz więcej Polaków poznaje inne modele życia. Mam wielu polskich klientów, którzy nam kibicują, gdy widzą na Facebooku, jaką mamy fajną rodzinę. Widzą, że nie gryziemy, że jesteśmy dalecy od jakiejkolwiek patologii. Światli politycy powinni mieć odwagę mówić, co myślą, i o tym, co dobre dla wszystkich obywateli, także tych, których jest mniej.

Myśleliście kiedykolwiek o powrocie do Polski?

Jacek: Na pewno nie teraz, kiedy jest tak niedobry klimat polityczny. Nie chcielibyśmy, żeby nasze dzieci spotkała kiedykolwiek krzywda, choćby słowna. PO jakie było, takie było, ale jeszcze parę lat temu nie czuliśmy takiej agresji. Teraz ludzie sobie skaczą do gardeł.

Andrzej: Jest przyzwolenie z góry, że można potępiać związki jednopłciowe i generalnie wszystko, co nie jest narodowe i katolickie. W Polsce politycy przyzwalają na nieakceptowalne zachowania. W Anglii nasza rodzina jest tak normalna, że w ogóle nikomu nawet nie przyszłoby do głowy, żeby zrobić z nami wywiad (śmiech).

Wasze rodziny w Polsce wiedzą, jak wygląda wasze życie?

Andrzej: Moi rodzice od dawna nie żyją, ale moja przybrana mama, trzy siostry i dalsza rodzina popierają nas. Wszyscy, którzy byli u nas w domu, widzą, że dajemy dzieciom szansę. Rodzice heteroseksualni chcieli zniszczyć życie dzieciom, którym my przychylamy nieba.

Jacek: Moja mama nie żyje, ale tato jest szczęśliwy, że ma wnuki. Gdy zobaczył, jak żyjemy, powiedział, że chciałby, żeby każda polska rodzina wyglądała jak nasza.

Jacek i Andrzej są bohaterami filmu dokumentalnego "Artykuł osiemnasty", który wszedł do kin. Film odpowiada na pytanie, dlaczego w Polsce nie udało się wprowadzić prawa umożliwiającego formalizację związków osób tej samej płci i osoby nieheteroseksualne nadal spotykają się z dyskryminacją, a politycy nie traktują ich problemów poważnie.