Łukasz Michalik , 8 września 2017

Jak brzmi internet? Wie to każdy, kto pamięta lata 90.

wikimedia Commons

Mniej więcej 20 lat temu w wielu polskich domach odbywał się przedziwny rytuał. Tysiące Polaków, siedząc obok beżowych skrzynek – często z napisem "Optimus", "Adax" albo "Compaq" – w skupieniu wpatrywały się w niewielkie pudełko z szeregiem diod. Powietrze wypełniały dziwne trzaski, piski i szumy. Tak brzmiał internet.

Czas pionierów

Pierwsza połowa lat 90. to pionierski czas rozwoju sieci. Tim Berners-Lee i Robert Cailliau, pracownicy Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN-u), udostępnili światu usługi WWW czyli po prostu strony internetowe. Zainteresowanie siecią zaczęło błyskawicznie rosnąć.

Symboliczny początek internetu w Polsce to moment nieco wcześniejszy. 20 sierpnia 1990 roku właśnie z CERN-u wysłano do Polski pierwszego emaila. Z punktu widzenia przeciętnego Polaka oba te fakty niewiele jednak zmieniały. Dostęp do sieci był ciągle trudny i bardzo drogi.

0202122

Zmiana nastąpiła wraz z pojawieniem się firm udostępniających internet poprzez tzw. dostęp wdzwaniany. Za pomocą modemu trzeba było zadzwonić pod odpowiedni numer telefoniczny. Prawdziwy przełom miał miejsce w 1996 roku za sprawą Telekomunikacji Polskiej, która udostępniła ogólnopolski numer 0202122.

Dźwięk łączącego się modemu to jeden z najbardziej charakterystycznych odgłosów tamtej epoki. Pamięta go każdy, kto korzystał wtedy z sieci, tak jak dźwięk syreny oznaczającej start ICQ (jednego z pierwszych komunikatorów tekstowych) czy odgłos uruchamianego Windowsa 95. To artefakty kultury, które są dla swoich czasów tak znaczące, jak dla lat 60. twórczość Warhola czy dla lat 80. muzyka Michaela Jacksona. Dziś znajdziemy je tylko w muzeach – także w internetowym Muzeum Dźwięków Zagrożonych założonym przez Brendana Chillcuta.

Co oznaczają dźwięki modemu?

Łączący się z internetem modem telefoniczny wydawał z siebie serie trzasków, szumów i pisków. Każdy z nich ma swoją funkcję. Rozpiszmy to na graficznej reprezentacji całej sekwencji:

Źródło: Youtube.com

1. Pierwszy ton był sygnałem zgłoszenia centrali. Nadal można go usłyszeć, podnosząc słuchawkę telefonu stacjonarnego. W tym momencie modem "wiedział", że jest podłączony do linii i może wybierać numer.

2. Seria kolejnych dźwięków to również znane ze zwykłych telefonów tonowe wybieranie numeru. Są to tzw. tony DTMF będące mieszanką dwóch częstotliwości. Każdy z nich odpowiada za jedną cyfrę.

3. Następująca chwilę później seria pisków to dźwięk modemu dostawcy internetu, który po swojej stronie "podnosi słuchawkę" i nawiązuje komunikację z modemem użytkownika. Ten odpowiada własnym piskiem. Urządzenia „wymieniają uścisk dłoni” i ustalają najbardziej podstawowe parametry.

4. Łączące się ze sobą modemy są trochę niczym handlarze na arabskim targu. Po początkowych uprzejmościach przechodzą do negocjacji prędkości transmisji, kolejno wymieniając serie danych.
5. Gdy uda się dojść do "wspólnej wersji", następujące po tym dwa głośne dźwięki pozwalają sprawdzić parametry linii. Jeśli i ona jest dostosowana do tego, co ustaliły modemy, interes zostaje ubity i można przejść do pożegnalnych uprzejmości.

6. Słyszalny na końcu szum to testowanie przez oba urządzenia odbieranych sygnałów - dźwięk już nie modemów, ale samego internetu. W sensie dosłownym tak brzmią przekazywane informacje; rozbijające się o brzeg cyfrowe fale w morzu danych. Po nawiązaniu połączenia następuje wyłączenie głośnika modemu. Gdyby to nie nastąpiło, sieci można by słuchać dalej.

Źródło: Wikimedia Commons CC BY-SA

Wieczorami taniej!

Jak "brzmi" internet wiemy dziś w pewnym sensie za sprawą przestarzałej technologii. Linie telefoniczne wynaleziono jeszcze w XIX wieku. Z oczywistych względów nie były dostosowane do przekazywania cyfrowych danych pod koniec następnego stulecia. Jakoś się jednak udawało, choć prędkość i niezawodność tej metody pozostawiała wiele do życzenia.

Widoczne w specyfikacji najpopularniejszych ówczesnych modemów 56 kb/s (kilobitów na sekundę) to realnie 7 kilobajtów na sekundę (a niektóre starsze modele obsługiwały połączenia jeszcze wolniejsze!). Przeciętny utwór zapisany w słabej jakości pliku MP3 miał około 3,5 MB. Pobranie go zajmowało około 6 minut - zakładając maksymalną (i realnie rzadko osiąganą) prędkość transferu. Dzisiejsze łącza bez problemów pobiorą tyle danych w sekundę.

Zupełnie niewiarygodny wydaje się też sposób rozliczania połączeń z internetem oparty na tzw. impulsach. Jeden impuls miał 3 minuty i określoną cenę. Jednak po dwudziestej drugiej (a w późniejszych latach już po osiemnastej) był naliczany co 6 minut. To oznaczało, że godzina połączenia kosztowała zamiast sześciu, "jedynie" około trzy złote. Trudno o lepsze zobrazowanie przysłowia "czas to pieniądz".

mediaID=1455045#

mediaID=1455045#

Źródło: Skan dokumentu, TP S.A.

Wielka zmiana

Epoka modemu okazała się wyjątkowo długa, ale nie wszyscy byli na niego skazani. Już w 1999 roku na rynku pojawiła się oferowana przez Telekomunikację Polską usługa SDI (Szybki Dostęp do Internetu) pozwalająca na połączenie o dwukrotnie większej przepustowości. Najistotniejszą zmianą był jednak fakt, że było to tzw. stałe łącze: pobierano za nie określoną opłatę, niezależną od czasu połączenia. Na dodatek użytkownicy SDI mogli w tym samym czasie korzystać z sieci i rozmawiać przez telefon, choć prędkość połączenia znacząco wówczas spadała.

Dzisiaj internet po prostu jest - w telefonach, telewizorach czy komputerach, podłączonych do Sieci przez 24 godziny na dobę. Następca TP S.A., firma Orange, oferuje najnowocześniejsze łącza oparte na światłowodach, dzięki czemu przepustowość liczymy w setkach megabitów na sekundę. A zaczęło się od serii pisków, szumów i trzasków.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Orange Polska