Partner wydania
Franciszkowi nie mogło się podobać to, co od dawna określał uszczypliwie mianem "ostatniego dworu w Europie". A Kurii Rzymskiej nie mógł przypaść do gustu papież wybrany między innymi po to, by ukrócić skandale i konflikty za Spiżową Bramą.

Ewa Koszowska, Wirtualna Polska: Papież, który zapalił świat... Czyli?

Gian Franco Svidercosch: Rozpala serca, rozbudza uczucia, wznieca namiętności... Jest to papież, który rozpoczyna całkowicie nowy ruch w Kościele. Jako jezuita otwiera pewne nowe drogi i nie zawsze może je zamyka. Ale zdecydowanie mamy do czynienia z robioną przez niego rewolucją, "trzęsieniem ziemi", które wywołuje kryzys pośród wierzących i mnoży szeregi przeciwników.

Podam może przykład. W ostatnim czasie odbyły się dwa synody biskupów dotyczące rodziny. Papież Franciszek pierwszy raz w historii poszerzył te synody o udział wiernych świeckich. Rodziny wypowiadały się na swój własny temat. Jest to więc ogromny krok do przodu. Ale trzeba popatrzeć jeszcze, jak to się przekłada na parafie, diecezje, wtedy będzie widać udział wiernych, do którego zachęca Ojciec Święty.

Wielu katolików nie ukrywa swojego rozczarowania Franciszkiem. Uważają, że przez tego papieża zapanował chaos. Mają rację?

Z ich punktu widzenia to będzie chaos, ponieważ są przyzwyczajeni do takiego, a nie innego Kościoła i takiej, a nie innej religijności. Przywykli do tego, że w duszpasterstwie nie ma żadnych zmian, że Kościół jest widziany jako monarchia, a papież jako monarcha. Czy to jest chaos? Na pewno jest to jakieś zamieszanie.

Franciszek wprowadza zamieszanie w Watykanie?

Franciszek wprowadza zamieszanie w Watykanie?

Autor: AP /Andrew Medichini

Źródło: East News

Poza tym zapomnieliśmy już, że ponad 50 lat temu, podczas Soboru Watykańskiego II, też wprowadzono ogromne zmiany. Zmieniono język liturgii - łacina została zastąpiona językami narodowymi lub miejscowymi, co pozwoliło wiernym lepiej zrozumieć przebieg Eucharystii. Poza tym otwarto się na prawa człowieka i w końcu przyznano, że Chrystusa nie zamordowali Żydzi.

To też były rewolucje w Kościele - rewolucja sumienia i przyzwyczajeń. Jest w jakiś sposób naturalne, że każda taka zmiana w Kościele prowadzi do reakcji i oporu.

Doszło jednak do takiego paradoksu, że papież katolicki stał się idolem dla ateistów i agnostyków, natomiast nie cieszy się szacunkiem wielu konserwatywnych katolików.

Rzeczywiście, mamy do czynienia z takim paradoksem. Rozpoczęło się to w zasadzie w chwili, gdy papież przemówił po swoim wyborze, kiedy powiedział "buonasera" (dobry wieczór), czym od razu zjednał sobie ludzi. To było pozdrowienie skierowane do całego świata, a nie tylko grupy wiernych. Niezwykły był też sposób, w jaki się przedstawił: nie jako papież, ale biskup Rzymu. I jego powrót z konklawe autobusem, w którym żartował z kardynałami. I w końcu jego najbardziej zaskakująca decyzja, by zamiast w Pałacu Apostolskim, zamieszkać w Domu św. Marty.

Papież Franciszek chce zmienić Kościół, dlatego podejmuje jego krytykę. Upomina biskupów, którzy nie zachowują się jak pasterze. Strofuje proboszczów, którzy maja wywieszone cenniki za posługi. Ale robi to dlatego, że musi przekształcać Kościół od środka. Krytykuje więc tych, którzy są w środku, którzy są w Kościele. A że przy okazji widzą go tak dobrze inni ludzie, to jest to jakiś efekt, który jest z tym związany.

Język papieża celowo jest prowokacyjny czy też Franciszek najzwyklej w świecie strzela gafy w niektórych sytuacjach?

Oczywiście, słyszymy ten ostry język, ale weźmy pod uwagę, że język Chrystusa w Ewangelii też czasami był twardy i surowy. To nie były same miłe słowa. I taki jest też charakter papieża Franciszka. On sam przyznaje, że czasami mówiąc coś, nie myśli o konsekwencjach. A papież chyba powinien w sposób bardziej przemyślany się wypowiadać.

Na przykład w ostatniej książce wywiadzie-rzece "Papież Franciszek: spotkania z Dominique Woltonem; polityka i społeczeństwo" Ojciec Święty przyznał, że kiedy był prowincjałem jezuitów w Argentynie przeżywał bardzo trudne chwile. Jego współbracia chcieli się żenić z kobietami, chcieli wstępować do wojska i brać udział w walkach. Franciszek nie mógł na to pozwolić i wielu z nich musiał usunąć z zakonu. To wszystko skończyło się tym, że musiał skorzystać z pomocy psychoanalityka. "W tym momencie życia tego potrzebowałem" - mówił w wywiadzie Ojciec Święty.

Wyznanie papieża wzbudza jakieś wątpliwości?

Wierni zaczynają się zastanawiać, czy czasami nie mają racji ci, którzy gdzieś w Brazylii, czy w innych krajach nazywają go "el loco" (szaleńcem).

Wydaje mi się, że papież stał się trochę więźniem swojej wolności, swojej popularności. Kiedy okazało się, że ten szczery, prosty, bezpośredni język podoba się ludziom, to Franciszek zaczął go coraz częściej używać. Czasami właśnie w sposób nieprzemyślany i pozbawiony ograniczeń. Ma to służyć ewangelizacji.

A czemu ma służyć to, że głowę Kościoła można spotkać na zakupach czy u optyka?

To jest właśnie cały Franciszek! Jakież musiało być zdziwienie wiernych, gdy media społecznościowe i prywatne stacje radiowe obiegła wieść, że oto "Franciszek jest w jednym ze sklepów w centrum miasta". Przed jedną z najbardziej znanych sieci sklepów optycznych zauważono granatowego forda z watykańską rejestracją "CV". Tłum momentalnie zebrał się z nadzieja na upolowanie selfie z Franciszkiem. Tymczasem Bergolio, jak gdyby nigdy nic, rozmawia z właścicielem i tłumaczy mu, że chce tylko wymienić szkła w okularach i nie potrzebuje nowych oprawek. "Nie chce wydawać za dużo" - podkreśla.

Nie był to jednak jednorazowy "występek" Franciszka?

Rok później poszedł do sklepu ze sprzętem rehabilitacyjnym nieopodal Watykanu, żeby zamówić nową parę butów rehabilitacyjnych. Stare były w opłakanym stanie, a musi nosić buty ortopedyczne z powodu problemu ze stawem biodrowym.

Franciszek podróżuje tramwajem

Franciszek podróżuje tramwajem

Autor: Stefano Rellandini/Pool photo via AP

Źródło: East News

Te dwa epizody to klucz do jego pontyfikatu. Mamy do czynienia z takim "ludzkim" wymiarem działania. Jednak z racji tego oryginalnego sposobu, w jaki papież sprawuje swoją misję, staje się też znakiem sprzeciwu.

Dlaczego?

Zastanówmy się, czy w jego działaniu nie ma jakiejś przesady. Przecież papież może kogoś wysłać, żeby mu kupił te szkła, czy buty. Nie byłoby to problemem. Może to kwestia jego przyzwyczajeń z czasów, kiedy jeszcze mieszkał w Buenos Aires i rzeczywiście robił to sam.

Często próbuje się mu przypiąć jakąś etykietkę, zaklasyfikować go według przyjętych powszechnie stereotypów. Prawicowy czy lewicowy? Konserwatysta czy zwolennik postępu? Jaki jest papież?

Nie można go raczej wkładać w ramy polityczne. Kategorie nie dają się zastosować do tego papieża. Oczywiście, wszyscy wiemy, że wybrał imię "Franciszek", Biedaczyny z Asyżu. Daje głos ubogim. Zwraca się do krajów Południa, czyli tych, które były zaniedbywane przez ostatnie lata i mówi w ich imieniu. Podejmuje też dialog z ruchami ludowymi w Ameryce Łacińskiej, to też jest bardzo znamienne. Z tego punktu widzenia można by go nazwać lewicowym.

Z drugiej strony można łatwo popaść w pułapkę, bo poszczególne gesty mogą wszystko zmienić. Na przykład, kiedy nagle żandarmeria watykańska usuwa bezdomnych z Placu św. Piotra, to wtedy podnoszą się głosy: "o, papież już przestał być lewicowy". Ryzykuje więc, że czasami jest to zbyt polityczne i uproszczone. Że ludzie nie przebiją się jednak do tej warstwy, o której on tak naprawdę mówi. W jego działaniu może rzeczywiście zbyt mocno widać podejście antyjankeskie i antykapitalistyczne. Co jest jakąś odpowiedzią na poprzednich papieży, którzy zawsze byli silnie związani ze światem zachodnim. Pochodzili z niego i byli zwróceni w jego kierunku.

Władimir Putin spotkał się z Papieżem Franciszkiem

Władimir Putin spotkał się z Papieżem Franciszkiem

Autor: AFP/GREGORIO BORGIA

Źródło: East News

Teraz mamy papieża i dyplomację watykańską, która robi zaskakujące ruchy. To znaczy patrzy w stronę Putina i Rosji, widząc w nich naturalne zabezpieczenie i ochronę przed agresywnym islamem. Rozmawia z Chinami w sprawie uregulowania nominacji biskupich na tamtym terenie. Rozmawia wreszcie z Iranem, który miałby być jakimś punktem odniesienia do świata islamskiego. To są wszystko gesty i działania nadzwyczajne, których może się nikt nie spodziewał. I z tego też punktu widzenia przypina się papieżowi łatkę lewicowości.

Ale też zwróćmy uwagę, że 62 proc. włoskiej młodzieży zaznaczyło w ankiecie, że papież za bardzo zajmuje się sprawami polityczno-ekonomiczno-społecznymi. A za mało jest duchowości w jego przemówieniach.

Papież przekonuje, że państwa powinny być świeckie, bo te wyznaniowe kończą źle.

To akurat nie jest specyfika dokładnie tego pontyfikatu. Bo już za czasów Benedykta XVI mieliśmy do czynienia ze sformułowaniami przestrzegania tego rozdziału "co boskie Bogu, co cesarskie - Cezarowi". I to też jest pokłosie Soboru Watykańskiego II, który jednak przyznaje, że polityka jest strefą w jakiś sposób oddzielną, którą należy respektować.

Papież jako dobry jezuita otwiera wiele nowych dróg, szuka kultury spotkania, szuka dialogu. Nie patrzy na rozmówcę z uprzedzeniami, nie chce mieć wrogów. To znaczy - co sam powtarza - postanowił patrzeć na ludzi przede wszystkim przez pryzmat tego, kim są i co robią, a nie co myślą i kogo reprezentują. Dlatego Franciszek otwiera też dialog z islamem, który pewnie niektórym środowiskom katolickim nie będzie się podobał.

Dialog chrześcijaństwa z islamem jest w ogóle możliwy?

Ten dialog z islamem jest krytykowany. Papież na przekór wszystkim przyjął do siebie, do Watykanu, trzy syryjskie rodziny muzułmańskie. Gest ten wzbudzał ogromne zdziwienie, a nawet niezadowolenie niektórych ludzi.

Sytuacja jest bardzo skomplikowana. Bo jak nawiązać dialog z islamem, który jest zróżnicowany, a przy tym pozbawiony struktury hierarchicznej i cieszących się autorytetem przywódców? W świecie islamskim nie ma odpowiedników papieża, czy biskupów. Także nie ma dialogu na tym samym poziomie, ale mimo to Franciszek się bardzo stara.

Papież Franciszek pielgrzymuje do Afryki

Papież Franciszek pielgrzymuje do Afryki

Autor: Grzegorz Galazka/SIPA

Źródło: East News

I tak, pomimo bardzo dużego ryzyka, złożył wizytę w Republice Środkowoafrykańskiej w momencie, kiedy ISIS organizowało tam zamachy. Wszedł do meczetu w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy w Bangiu witając się z muzułmanami słowami: "Jesteśmy braćmi". Potem pojechał na wyspę Lesbos, by wykazać wsparcie imigrantom i uchodźcom.

To właśnie stamtąd zabrał ze sobą do Watykanu muzułmańskie rodziny?

Dając tym samym świadectwo, że wiara w Boga nie wyklucza tego, kto jest inny. Muzułmanie zareagowali, kiedy terroryści brutalnie zamordowali francuskiego księdza Jacquesa Hamela. Ten starszy już kapłan przez całe swoje życie głosił dialog między wyznawcami różnych religii. Zbrodnia wstrząsnęła świadomością społeczności islamskiej. Obok potępienia można było z ich strony wyczuć także gorące pragnienie pokoju.

Przychodzi mi teraz do głowy wydarzenie z pontyfikatu Jana Pawła II, który w 1985 roku udał się do Maroka i tam na stadionie w Casablance spotkał się z grupą młodzieży islamskiej.

Muzułmanie oklaskiwali tam polskiego papieża.

Ujęły ich słowa Jana Pawła II, który położył nacisk na to, jak wiele łączy chrześcijan i muzułmanów. "Znaleźliśmy się na przeciwnych pozycjach i straciliśmy naszą energię na polemiki i wojny. Uważam, że Bóg wzywa nas dzisiaj, abyśmy zmienili nasze stare przyzwyczajenia. Musimy się szanować" - mówił.

Casablanca. Tam muzułmanie oklaskiwali papieża

Casablanca. Tam muzułmanie oklaskiwali papieża

Autor: JEAN-CLAUDE DELMAS

Źródło: East News

Dziwić może, że świat islamski nie zareagował po tragedii w Nicei, kiedy tir staranował barierki i wjechał w ludzi. Zginęły 84 osoby, a pierwszą zamordowaną była muzułmanka, matka siedmiorga dzieci.

To, co robi papież Franciszek może być o tyle niebezpieczne, że w jakiś sposób usypia czujność świata na islam agresywny. Ale z drugiej strony może właśnie taka postawa ma pomóc islamowi przezwyciężyć jakoś jego lęk przed nowoczesnością.

Oczywiście, papież mówi o tym, że jest rozróżnienie między islamem, a islamskimi terrorystami. Bo mamy islam, który interpretuje Koran jednostronnie, jako wojnę z niewiernymi. Ale mam też tę część islamu, która jest religią pokoju. Wiele przeciwieństw, które możemy obserwować. Papież jednak też popełnia takie gesty, wypowiedzi, które mogą być widziane niekorzystnie.

Co robi źle?

Nie powinien mówić o tym, że jeśli jest terroryzm islamski, jest też terroryzm chrześcijański, czy katolicki. Trzeba rozróżnić takie kwestie.

25 września opublikowano list, który papież Franciszek dostał 11 sierpnia. Konserwatywni duchowni zarzucili papieżowi w nim, że szerzy herezje. Co wywołało sprzeciw sygnatariuszy?

Jest to z jednej strony swego rodzaju pokłosie tego, co określone jest jako Dubia (wątpliwości), czyli wcześniejszy list, w którym kardynałowie Carlo Caffarry, Walter Brandmüller, Raymond L. Burke i Joachim Meisner wskazali na „zamieszanie i dezorientację”, jakie wśród katolików wywołała papieska adhortacja “Amoris Laetitia”. A z drugiej strony - jakaś konsekwencja tego, co wydarzyło się 30 czerwca, kiedy kard. Gerhard Muller szef Kongregacji Nauki Wiary (dawniej Świętego Oficjum) przestał pełnić swoją funkcję. Papież mu podziękował, mimo tego, że kardynał był swego rodzaju przewodnikiem dla środowisk tradycjonalistycznych. A jednocześnie był też wierny Franciszkowi.

Możemy więc powiedzieć, że jest to jakaś reakcja wewnętrzna. List, który nie ma aż takiej rangi jak by się mogło wydawać, został oczywiście opublikowany w wielu językach. Łączy się z nim niebezpieczeństwo, ponieważ pojawia się tam zamysł delegitymizacji władzy papieża. Na ten list papież będzie chyba musiał odpowiedzieć, żeby wyjaśnić sytuację, żeby rozwiać wątpliwości (na wcześniejszy list nie odpowiedział). Żebyśmy nie mieli do czynienia z sytuacją, kiedy jedna diecezja podejmuje takie decyzje, a inna zachowuje się inaczej. Jedna parafia przestrzega pewne zalecenia, a inna - inne.

Pod listem podpisały się 62 osoby. To pierwszy taki przypadek od 1933 roku?

Mieliśmy już w Kościele z takimie bardzo trudne sytuacje. Na przykład, schizma arcybiskupa Lefebvre, który uczestniczył w soborze (1962-65) i podpisał się pod jego wszystkimi dokumentami, ale potem ze swymi zwolennikami uznał Vaticanum II za "zgorszenie", początek kryzysu oraz "protestantyzację Kościoła".

Oczywiście, dużo gorsze jest to, że możemy mieć do czynienia ze swojego rodzaju milczącą schizmą, to znaczy z podziałem wiernych. Na ostatnich dwóch synodach mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie 70 proc. biskupów opowiedziało się za zmianami zaproponowanymi przez Franciszka, a 30 proc. było przeciwnych.

Ojciec Święty samotny w Watykanie

Ojciec Święty samotny w Watykanie

Autor: Grzegorz Galazka

Źródło: East News

A być może w tym trudnym temacie, bardzo skomplikowanym, zabrakło wcześniej przygotowania duszpasterskiego do przekazania tej wiadomości, jak te zmiany miałyby wyglądać. Bo jeśli mamy do czynienia z sytuacja, kiedy w jednym z włoskich sanktuariów ukazuje się gazetka, w której pisze się, że w Kościele dzieją się przeciwne rzeczy, że to, co wcześniej było zabronione, teraz jest dozwolone, to oznacza, że ten, kto to pisze i tym samym ten, kto to przeczyta, nie rozumieją do końca tego, co się tu wydarzyło. Tak naprawdę nie chodzi tutaj przecież o zmianę doktryny, ale o zmianę podejścia duszpasterskiego.

Mówimy w tej chwili o podejściu Kościoła do rozwodników, par homoseksualnych czy aborcji?

Tak. Na przykład, w przypadku aborcji była nadzwyczajna sytuacja z okazji Roku Świętego na wybaczanie tego czynu. Papież tę decyzję przedłużył. I teraz każdy ksiądz może rozgrzeszać osoby, które popełniły grzech tzw. aborcji. Cała procedura nie musi przechodzić już przez biskupa. Ale tak też działo się wcześniej. W diecezji rzymskiej księża mogli to robić już za czasów Jana Pawła II.

Drugą sprawą, która rozpalała wszystkich do czerwoności, było przyspieszenie i uproszczenie przez Franciszka nieważności małżeństwa. Tak, aby małżonkowie mający negatywne doświadczenia mogli łatwiej uzyskać opinię dotyczącą zawartego związku. Tymczasem niektórzy, zaczęli nawet mówić o "katolickim rozwodzie".

A więc zmiany zachodzą. Chodzi może troszeczkę o kulturę słowa, o zmianę języka. Kiedyś swego czasu biskup miasta Prato we Włoszech surowo mówił o tych, którzy są w publicznym konkubinacie, potępiając ich. Teraz już nie mamy do czynienia z takim językiem w Kościele. Zachodzą więc na pewno pewne zmiany w tej kwestii.

A co się dzieje w samym Watykanie. Mówi się o buncie. Grupa kardynałów chce abdykacji papieża. Mają nawet kandydata na jego miejsce - kard. Pietro Parolina. To możliwy scenariusz?

Moim zdaniem nie zachodzi taka obawa i mam nadzieję, że do czegoś takiego nie dojdzie. Pietro Parolin jest sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, ale jest sekretarzem stanu pozbawionym inicjatywy. To nie jest postać formatu dawnych, wielkich sekretarzy, jakim był np. Agostino Casaroli.

Nie ma też tak naprawdę powodów do dymisji. Kościół katolicki zbyt długo mówił językiem na „nie”. Interpretacje Ewangelii się zmieniają. Nie chcę bronić Franciszka, ale staram się szukać wyjaśnienia. Kościół nie może cały czas mówić wiernym "nie". Nie może cały czas podejmować przykrywać Ewangelii przez prawa, zalecenia i pouczenia. Franciszek stara się Ewangelię uwolnić spod ciężaru tych wszystkich zaleceń.

Włoski arcybiskup - Pietro Parolina

Włoski arcybiskup - Pietro Parolina

Autor: Scavuzzo/AGF/REX/Shutterstock

Źródło: East News

Stąd też list czterech kardynałów, którzy uważają, że Kościół staje się zbyt przebaczający. Ale jeśli poszliby dalej, to zabroniliby być Panu Bogu miłosiernym.. A więc tak naprawdę zmiany idą w dobrym kierunku. Chodzi o to, żeby powrócić do tej interpretacji Ewangelii, która ma być o moralności, ale nie ma być moralizowaniem.

Podsumowując, myślę, że takiej dymisji nie będzie. Jest to raczej nie do pomyślenia. Poza tym ta grupa kardynałów, która czeka na abdykację Franciszka, nie ma większości w Kolegium Kardynalskim.

Ale ciągle robi się różne rzeczy, żeby zdyskredytować papieża. Przed rozpoczęciem II Synodu prałat Krzysztof Charamsa wyjawił swoje skłonności homoseksualne. Pojawiły się też plotki o raku mózgu, na który miał cierpieć Franciszek. To były zaplanowane akcje?

Tak, są podejmowane różne działania. W wystąpieniu księdza Charamsy bez wątpienia było widać, że jest przygotowane przez środowiska homoseksualne, żeby można było wpłynąć na synod. Z kolei list kardynałów był spowodowany tym, że papież podejmuje działania bez mediacji, bez konsultacji. W taki sposób przygotowuje dokumenty czy podejmuje decyzje o nominacjach.

Dlaczego nie pyta o radę innych?

Mamy tu do czynienia z paradoksem, że papież podejmuje decyzje bez konsultacji, ponieważ chce iść szybko do przodu. Gdyby miał to wszystko uzgadniać, tak jak było wcześniej, na drodze mediacji, konsultacji, prawdopodobnie by nie doszedł do żadnych wyników. Trwałoby to zbyt długo. Zmiany zachodziłyby tylko na papierze, zamiast być wprowadzone w życie.

W ten sposób właśnie papież coraz bardziej staje się samotny w działaniu, ponieważ wyprzedza wszystkich innych. Idzie jeszcze bardziej do przodu. Otwiera nowe drogi.

Ojciec Święty czuje się wykorzystany. Jak bardzo jest samotny? Czy ma w ogóle na kogo liczyć na swoim dworze?

Jest taka grupka współpracowników argentyńskich, albo generalnie z Ameryki Południowej, no i może ktoś jeszcze, kogo zastał już papież w Watykanie, którzy są mu bliscy. Może pewien błąd polega na tym, że te osoby wprowadzają papieża w stan oblężenia. Na pewno niektórzy z nich przygotowują jego wypowiedzi, w których czuć pewną przesadę.

Papież Bergoglio realizuje śmiały plan odnowy Kościoła

Papież Bergoglio realizuje śmiały plan odnowy Kościoła

Autor: AP Photo/Antonio Calanni

Źródło: East News

"Zostałem wykorzystany" - to rzeczywiście straszne słowa w ustach papieża, które sugerują, że izolacja Bergoglia może być także formą obrony przed kurią, którą uważa jeśli nie za wrogą, to w każdym razie za nie zawsze współpracującą.

Z drugiej strony jest bardzo symboliczne to, jak ten papież, który mieszka w domu św. Marty, spożywa tam posiłki. Wcześniej jadał je na stołówce przy stole, do którego każdy miał dostęp. I rzeczywiście, tam podchodzili do niego księża, biskupi, rozmawiali z nim. I w pewnym momencie, kiedy poczuł się wykorzystany, odsunął się.

Teraz siedzi sam w kącie w rogu sali w gronie swoich współpracowników, odwrócony do pozostałych plecami. Jest to bardzo symboliczne. Ten papież, który miał być tak bardzo otwarty na innych, teraz jest tak jakby oddzielony od wszystkich.

Papież Franciszek na początku swojej drogi Ojca Świętego zapowiedział, że nie zamierza być zwierzchnikiem Kościoła do końca życia. "Mój pontyfikat będzie krótki. Nie potrwa dłużej niż dwa, trzy lata" - powiedział. Powinniśmy się spodziewać, że lada chwila przejdzie na emeryturę?

Trudno jest coś powiedzieć na ten temat, ponieważ sam papież często zmienia zdanie. Swego czasu zapowiedział, że nie zamierza się wycofywać.Jednocześnie powiedział, że ocenia pozytywnie fakt, że Benedykt podjął decyzję o rezygnacji. Mówił, że pontyfikat potrwa dwa, trzy lata, a wchodzimy już w piąty rok.

Jedno, co mogę powiedzieć, że jest raczej pewne, że nie zostałby wtedy w Watykanie, tylko udałby się do Domu Księży Emerytów w Argentynie.

Chciałbym jeszcze dopowiedzieć, że przy wszystkich problemach, z którymi się ściera papież, on ma też określone bardzo precyzyjne cele swojego pontyfikatu. Jednym z nich ma być właśnie powrót do Ewangelii, zmiana Kościoła przez miłosierdzie. To nie jest jego oryginalny pomysł. Już Jan XXIII mówił w czasie soboru o tzw. medycynie miłosierdzia. Jan Paweł II ustanowił Święto Miłosierdzia Bożego. A Franciszek podjął miłosierdzie przy okazji Roku Świętego Miłosierdzia.

Co to znaczy?

Jest to pojęcie, które oczywiście przez wieki było zapominane, albo było sentymentalizowane. Mieliśmy do czynienia z wielkimi dziełami miłosierdzia, ale ludzie zapomnieli, co tak naprawdę znaczy to słowo. A może się ono stać prawdziwą kategorią pojęciową dla Kościoła, która może wszystko zmienić. Dzięki któremu Ewangelia może się stać na nowo żywa. I w ten sposób dzięki miłosierdziu - o czym mówił też Jan Paweł II - Kościół nie będzie już macochą, a stanie się dobrą matką.

Rozmawiała Ewa Koszowska, Wirtualna Polska

Źródło: East News/Materiały prasowe

Gian Franco Svidercoschi - włoski dziennikarz o polskich korzeniach, watykanista, specjalista ds. problemów religijnych i polityki międzynarodowej. Relacjonował przebieg Soboru Watykańskiego II. Wieloletni redaktor miesięcznika "L'Osservatore Romano". Autor kilkunastu książek, w tym bestsellerowego wywiadu z kard. Stanisławem Dziwiszem "Świadectwo". W oparciu o jego biografię Jana Pawła II powstał scenariusz filmu "Karol. Człowiek, który został papieżem". Niedawno w Polsce ukazała się (wyd. Znak) jego najnowsza książka "Papież, który zapalił świat".