Robiłem te wszystkie rzeczy, których nie powinienem. Trafiałem do paki – mówi Dwayne "The Rock" Johnson. Bóg wrestlingu, kasujący ogromne pieniądze szybki i wściekły aktor. I być może przyszły prezydent USA.

Cios łokciem w serce kończył zabawę. Chwilę wcześniej stawał nad pobitym rywalem, a ochraniacz na rękę rzucał w tłum. Potem odbijał się od jednej liny, przeskakiwał nad jęczącym z bólu przeciwnikiem, odbijał się od drugiej liny, nabierał prędkości i z wielkim impetem, całą swoją ogromną masą, spadał na pokonanego. Ze wspomnianym łokciem wymierzonym w serce. Wycie z bólu przeszywało całą halę.

"Skała" ponownie okazał się nie do skruszenia.

Wyrzucony na bruk. To ja złodziej!

Walczyć musiał od dziecka. Kiedyś opowiadał w "The Hollywood Reporter": - Przyszliśmy do domu, na drzwiach wisiała kłódka i nakaz eksmisji. Moja mama zaczęła krzyczeć, płakać, załamała się. Nigdy tego nie zapomnę.

Dwayne Johnson miał wówczas 14 lat. Mieszkał z rodziną w Waikiki na Hawajach. Jego ojciec Rocky Johnson był zapaśnikiem, ale nie stać go było, żeby zapewnić żonie i dzieciom finansowe bezpieczeństwo. To wtedy ubogi nastolatek podjął strategiczną dla swojego życia decyzję. Była bardzo logiczna. – Jedyne, co mogłem robić gołymi rękami, to budować swoje ciało.

Dziś ma swoją własną siłownię w – jak sam mówi – gównianym sąsiedztwie, czyli złej dzielnicy Los Angeles. Ma tam spokój, nikt mu nie przeszkadza.

Chłopak urodził się w Kalifornii, jego matka pochodziła z Samoa, a ojciec z Kanady. Gdy był dzieckiem, mieszkał też w Nowej Zelandii. W Stanach życie było ciężkie. Dziś Johnson kasuje za swoje filmy ponad 60 mln dolarów rocznie, jako nastolatek z pustymi kieszeniami musiał inaczej walczyć o przetrwanie. Okradał turystów, którzy przyjeżdżali na plażę Waikiki na wakacje.

Źródło: Archiwum prywatne

- Wtedy, w wieku 14 lat, po raz pierwszy byłem aresztowany. Za bójki, kradzieże i wszystkie inne tego typu rzeczy, których nie powinienem robić. Zanim skończyłem 17 lat, trafiłem do paki osiem albo dziewięć razy – opowiadał.

Legenda ringu

Arkadiusz "Pan" Pawłowski, promotor pro wrestlingu, współzałożyciel polskiej federacji Kombat Pro Wrestling i ring announcer, łapie się za głowę, gdy słyszy, że ludzie u nas kojarzą Dwayne'a Johnsona przede wszystkim z filmów. A przecież wrestling w USA jest religią. A skoro tak, "The Rock" jest bogiem. Zna go każdy.

- Jest jedną z największych gwiazd w historii. Po erze słynnego Hulka Hogana stał się jego następcą. To nazwisko, które elektryzowało miliony – mówi.

Johnson musiał zostać zapaśnikiem. Byli nimi jego ojciec i dziadek. Nawet kuzynka walczyła w ringu. Jednak on, zanim trafił do wrestlingu, myślał o karierze w futbolu amerykańskim. A raczej tę przygodę wymyślił za niego ktoś inny.

Oto scena opowiedziana przez samego "The Rocka" w reportażu w "Highsnobity". Miał wtedy 16 lat, uczył się w liceum w Betlejem w Pensylwanii. Pewnego dnia w swej młodzieńczej bezczelności i niesubordynacji uznał, że skorzysta z toalety przeznaczonej dla nauczycieli.

- Wszedł nauczyciel, nazywał się Jody Cwik.Twardy gość. Mówi do mnie: "Hej, nie możesz tu być". Nastała chwila ciszy, spojrzałem za siebie i odpowiedziałem, że ok, wyjdę jak skończę. I dalej myłem ręce. Spojrzał na mnie, nie powiedział ani słowa, ale był wściekły.

Tego samego dnia chłopak poczuł jednak, że przesadził. Poszedł przeprosić nauczyciela. Wspomina: - Uścisnął mi dłoń w sposób, jakiego nigdy nie zapomnę. Nie puszczał jej i powiedział: Chcę, żebyś coś dla mnie zrobił. Zagraj w mojej drużynie.

Potem Jody Cwik stał się jedną z najważniejszych osób w życiu Johnsona. Był jego mentorem. On z kolei coraz lepiej radził sobie w szkole, podciągnął się w nauce. I był naprawdę dobrym, młodym futbolistą. – To wtedy zacząłem się zmieniać. Postanowiłem stawiać sobie cele i je osiągać.

Z drużyną Uniwersytetu Miami został mistrzem kraju. Jednak nie był już gwiazdą tego zespołu, a NFL się o niego nie upominała. W końcu postanowił rzucić futbol i wejść do ringu. Był silny, wysportowany, a z racji zapaśniczej historii rodziny, miał ułatwiony start. Wkrótce podbił Amerykę.

Źródło: Picture Perfect/Rex Features/EAST NEWS

My w Polsce tego nie rozumiemy. Nie potrafimy emocjonować się skaczącymi po ringu facetami, którzy przecież nie do końca biją się naprawdę. W USA wrestling jest jednak religią. Pawłowski tłumaczy nam jego fenomen. – To jest opera mydlana dla panów. Powinno się go oglądać jak film akcji, serial na żywo. To jest w nim najpiękniejsze. Walki federacji WWE zjadają popularnością baseball, NBA, tylko mało się o tym mówi. U nas jest to coś niszowego.

A zawodnicy nie dość, że muszą mieć umiejętności sportowe, to dodatkowo porywać tłumy. "The Rock" był w tym najlepszy.

Pawłowski: - Ma dar zdobywania publiczności. To mistrz ciętej riposty. Wielu zawodników, żeby wywołać u publiczności jakąś reakcję, musi wykonać dziesięć salt pod rząd. A on podniósł jedną brew i cała hala albo stadion, kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy ludzi było jego. Nie było w historii wrestlingu zawodnika, który wywoływałby taką ekstazę.

Źródło: Picture Perfect/Rex Features/EAST NEWS

Nie ma też żadnych wątpliwości, że kilkunastoletnia kariera w tym biznesie dała mu porządne przygotowanie aktorskie. - Zawodnicy federacji WWE nie są nazywani wrestlerami, tylko supergwiazdami. Na tym to polega, żeby być kimś więcej, a nie tylko zawodnikiem. Każdy ma swoją postać do odegrania. Wrestling ma w sobie dużo elementów teatru, filmów akcji, musisz w nim ciągle improwizować. Dostajesz do ręki mikrofon i działaj. Albo ludzie będą jedli ci z ręki, albo uznają cię za nudziarza i więcej nie przyjdą. On miał to coś, tę kontrolę nad publicznością.

Jeden na jednego z Polakiem

Każdy z zawodników ma też swoje tak zwane "catchphrase’y", czyli chwytliwe powiedzenia. The Rock miał ich kilkanaście. Gdy stawał naprzeciwko swojego rywala, patrzył mu prosto w oczy, wyciągał dłoń w jego kierunku i mówił: Do you want to go one on one with the great one?! ("Chcesz stanąć do walki jeden na jednego z wielkim?!”).

Paweł "Boryss" Borkowski jest komentatorem wrestlingu. Dwayne’a Johnsona spotkał kilka lat temu na Wrestlemanii w Atlancie. Opowiada anegdotę, która pokazuje, jakim "The Rock" jest człowiekiem.

- Był w WWE taki okres "attitude", czyli show bardziej dla dorosłych, gdy dopuszczono przeklinanie, przemoc, pojawiła się krew, elementy seksualne. "The Rock" był jej ambasadorem. Byłem akurat na konferencji prasowej w Atlancie. "The Rock" zaczął tłumaczyć dziennikarzom, że czasami można użyć słowa "dupa", bo przecież ma kilka znaczeń. Tu zjechali dziennikarze z całego świata, a on zastanawiał się, kiedy można, a kiedy nie można powiedzieć "dupa". W pewnym momencie parsknąłem śmiechem, cała sala zaczęła się śmiać. On też.

Źródło: Hill/face to face/Reporter

- Potem spotkałem go za kulisami. Szedł akurat z ochroniarzami. Stanąłem więc naprzeciwko niego, wyciągnąłem w jego kierunku rękę i zawołałem: Hey, maybe one on one with the great one?! Od razu uśmiechnął się od ucha do ucha, podszedł, podaliśmy sobie ręce, zrobiliśmy zdjęcie.

W każdym reportażu o Johnsonie można przeczytać, jaki to normalny, miły facet.

Michał Nowak z serwisu WP Film mówi: - "The Rock" ma do siebie duży dystans i na dystans nie trzyma fanów. Jest bardzo aktywny w social mediach. Jest naturalny i kreuje siebie na normalnego faceta. Takiego, który mógłby być twoim sąsiadem. Ludzie to kupują. Wyrazem tego są również nagrody, które zdobywa. Gdy oceniają ludzie, a nie krytycy, wtedy wygrywa. Daje się lubić i w tym jego siła.

Szybki i wściekły król Skorpion

Taki ringowy aktor musiał sprzedać się w filmie. W 2001 roku zagrał główną rolę w "Królu Skorpionie". Michał Nowak: - Wtedy go poznałem. To kiepski film, ale był hitem, a "The Rock" spisał się naprawę nieźle, dał się zauważyć. Od tego się zaczęło. Ludzie chodzą do kina na konkretny gatunek filmu, dla reżysera albo aktora. Dziś chodzą na Dwayne'a Johnsona. On ma poczucie humoru, ale też taką butę, której jednak nikt nie bierze za chamstwo. Po prostu, jest takim w porządku gościem. Widownia to kupuje. Filmy się sprzedają.

Źródło: Agencja Forum/DIG Film

To niejedyny powód sukcesu. – Idealnie wypełnił lukę po odchodzących mięśniakach, takich jak Sylvester Stallone czy Arnold Schwarzenegger. Bruce Willis też już rzadko biega w zakrwawionym podkoszulku. To taki twardziel nowego pokolenia. Z drugiej strony sprawdza się też w rolach komediowych. Idealnie wpisuje się również w trend, który w USA jest od dawna. W Polsce obserwuję go od 3-5 lat. Chodzi o wyraźny kult ciała. Siłownie pękają w szwach. A on jest kimś, za kim mogą iść miliony. To potężny facet, trenuje od zawsze – wyjaśnia Nowak.

I dodaje: - Jego filmy są w większości na jedno kopyto. Czy to wielki aktor? Nie traktowałbym tego słowa jako metafory. "The Rock" jest po prostu wielkim człowiekiem. Ale aktorem wybitnym na pewno nie. Tyle że jest w swoich rolach wiarygodny, puszcza oko do widza. Tłucze tych złych. Jednak nie widziałem żadnej jego roli, która ocierałaby się o jakąś nagrodę.

Latem ubiegłego roku magazyn "Forbes" podał, że z roczną gażą w wysokości 64,5 mln dolarów Dwayne "The Rock" Johnson jest najlepiej opłacanym aktorem na świecie. W kwietniu do kin weszła ósma część "Szybkich i Wściekłych". W pierwszym tygodniu projekcji film na całym świecie zarobił ponad pół miliarda dolarów, pobił rekord "Gwiezdnych Wojen". Teraz Amerykanie żyją "Słonecznym Patrolem" z jego udziałem.

Źródło: CAP/KFS/Capital Pictures

Patriota. Prezydent?

Jesienią ubiegłego roku, w magazynie "The People", "The Rock" wyjawił: - Ja w wyborach prezydenckich? Początkowo żartowałem sobie na ten temat. Jednak za każdym razem, gdy o tym mówiłem, spotykało się to z autentycznym zainteresowaniem. Więc zacząłem myśleć na poważnie. I zadawać sobie pytania. Czy byłbym w stanie coś zmienić? Czy potrafiłbym otoczyć się naprawdę błyskotliwymi ludźmi, który pomogliby mi podejmować decyzje? Czy dbam o ten kraj? I gdy odpowiedź za każdym razem brzmiała "tak", pomyślałem, że to dobra okazja. Tak, pewnego dnia to zrobię.

Dla "Reutersa" mówił z kolei: - Kocham mój kraj, jestem wielkim patriotą i czuję, szczególnie teraz, jak dobre, szanowane przywództwo jest tak ważne. Czuję, że byłbym skutecznym liderem. Ostatnio swoje zamiary powtórzył w magazynie "GQ", a jego słowa cytowane były na całym świecie, z takimi dziennikami jak "The Guardian" na czele.

Ta polityka chodzi mu po głowie od dawna. Gdy był jeszcze wrestlerem, przemawiał na konwencjach demokratów i republikanów, mówiąc jak udział w głosowaniach jest ważny. Był zresztą na Florydzie zarejestrowany jako republikanin. Zdradził teraz, że Donald Trump i Hillary Clinton próbowali wciągnąć go w kampanię wyborczą.

Autor: Kevin Winter

Źródło: Getty Images

- Czuję, że mam pozycję, gdzie moje słowa dużo ważą, mają wpływ na ludzi, więc to oczywiste, że chcieli mojego poparcia – powiedział.

Teraz zaś krytykuje Trumpa choćby za politykę ograniczania wjazdu do USA dla obywateli niektórych państwa muzułmańskich.

Jak dziś na takie deklaracje celebryty patrzeć? Dr Sergiusz Trzeciak, politolog, ekspert ds. marketingu politycznego i autor książki "Drzewo kampanii wyborczej" mówi nam: - Droga od statusu osoby popularnej do osoby wybieralnej jest bardzo długa. Zdobywanie rozpoznawalności może przełożyć się na głosy, ale oczywiście nie musi. Do wyborów są jeszcze ponad 3 lata, dziś nie sposób niczego przewidzieć. To za wcześnie, aby składać takie deklaracje. Tyle się może jeszcze wydarzyć, że dziś to może być falstart.

Trzeciak nie wyklucza jednak, że Johnson faktycznie myśli o polityce. – W showbiznesie gwiazda w końcu zaczyna gasnąć, a polityka otwiera nowe możliwości funkcjonowania. Być może po prostu pozycjonuje się pod przyszłą karierę polityczną. Nie musi to wcale oznaczać, że w przyszłych wyborach wystartuje.

"The Rock" nie byłby pierwszą osobą w USA ze świata rozrywki, która weszła w politykę. Prezydentem jest teraz Donald Trump, finansista, aktor, sportowiec, ale też fan wrestlingu. Wcześniej Stanami Zjednoczonymi rządził aktor Ronald Reagan, a Arnold Schwarzenegger był gubernatorem Kalifornii. Zapaśnicy też próbowali. Hulk Hogan ogłosił, że zawiesza występy w ringu, bo chce powalczyć o prezydenturę, ale nic z tego nie wyszło. Gubernatorem Minnesoty był Jesse "The Body" Ventura.

Dwayne Johnson ma dziś miliony fanów. Dr Sergiusz Trzeciak: - Jest zasadnicza różnica pomiędzy fanem, a kimś kto uzna, że warto oddać na niego głos. Zatarcie tej różnicy będzie jego największym wyzwaniem.

Autor: Tammie Arroyo

Źródło: AFF-USA.com

"The Rock" jest pewny siebie, ale absolutnie nie butny, a to już jakaś podstawa sukcesu. Jeszcze raz Michał Nowak z WP Film: Widziałem ostatnio fragment wywiadu przy okazji "Szybkich i Wściekłych 8". Dziennikarz pyta Johnsona:

- Co sprawia, że pomimo 8 części ludzie chodzą na ten film?

A "The Rock" uśmiecha się i mówi: - Odpowiem ci wprost. Ja!