Katarzyna po 28 latach traumy będzie walczyć o prawdę, Materiały prasowe

Pierwszy raz wykorzystał ją, gdy miała 12 lat. Potem wielokrotnie dokonywał kolejnych gwałtów. Ostatnio 14 lat temu, prawdopodobnie podając jej narkotyk i zakładając czerwone stringi swojej żony. Rodzonej siostry Katarzyny.

OD REDAKCJI: Wszystkie imiona w materiale są zmienione, a wizerunki ukryte. Główna bohaterka – Katarzyna – chciała wystąpić pod własnym imieniem i bez zakrywania twarzy, ale ze względu na toczące się postępowanie karne przeciw oskarżonemu o gwałt szwagrowi dane osobowe zostały zanonimizowane.


– Przecież już ją przeprosiłem. Byłem tak samo młody – wyrzuca z siebie Piotr.

– Jednak pełnoletni. Miał pan dwadzieścia lat.

– Dwadzieścia lat to dużo? Kiedyś były inne czasy, nie mówiło się o tym wtedy. No tak czy nie? Gdybym wiedział, że tak ją krzywdzę, to przecież bym tego nie zrobił. Wy też mieliście kiedyś dwadzieścia lat.

Jego argumentacja obezwładnia. To tylko błędy młodości są winne temu, że przez 28 lat Katarzyna przechodziła piekło, że z trudem układała sobie życie, że dziś jest pod opieką terapeutów.

Nie mów nikomu. To tylko "zabawa w dorosłych"

Jest rok 1992. Katarzyna ma 12 lat, a w rodzinnym domu horror. Ojciec pije, awanturuje się, znęca się nad żoną i dziećmi. Gdy procenty uderzają mu do głowy, staje się postrachem całej okolicy.

Dlatego najstarsza córka, Beata, czym prędzej ucieka w małżeństwo. Wychodzi za lokalnego playboya. Piotr ma 20 lat. Jest przystojny i ma żyłkę do interesów. Za kilka lat dorobi się milionów. Teraz planuje wyjechać do Niemiec, zarobić i zainwestować w Polsce.

Zanim to nastąpi, Beata i Piotr przeprowadzają się do jej ukochanej babci mieszkającej w wiosce pod Świeciem. Staruszka ma trzy pokoje. Jeden użycza młodej parze.

Beata dojeżdża do Bydgoszczy, gdzie pracuje w hotelu. Piotr często zostaje w domu sam. Nudzi się, więc kiedy babcię odwiedza druga z wnuczek, stara się Katarzynie zaimponować, zagadać, zabawić.

"Zabawiał" ją już wcześniej, gdy razem z nim i Beatą wyjechała do rodziny na wakacje w góry.

– Ja spałam w domu cioci, a siostra ze szwagrem w namiocie. Gdy przychodziłam do nich, graliśmy w karty, leżeliśmy i patrzyliśmy, jak pada deszcz. Lubiłam spędzać tam czas. Kochałam siostrę, a Piotr był jej mężem, więc był jak brat, czułam się bezpiecznie – wspomina Katarzyna.

To w czasie tych beztroskich dni Piotr po raz pierwszy pokazał jej swoją drugą twarz. Beata gdzieś poszła, a on został sam z dwunastolatką.

– Kazał mi się położyć koło siebie i zaczął dotykać miejsc intymnych. Na początku przez ubranie, potem zaczął całować mnie w usta i próbował wkładać mi język. Sparaliżował mnie strach. Byłam dzieckiem bez żadnych doświadczeń z chłopcami, seksualnie kompletnie nierozwiniętym, zresztą wciąż jestem drobna, a wtedy miałam zaledwie 12 lat. Gdy na moment przerwał, uciekłam z namiotu. Później powiedział mi, żebym nikomu o tym nie mówiła, że to taka zabawa "w dorosłych". Nie powiedziałam, a do końca pobytu więcej to się nie powtórzyło – mówi Katarzyna.

Wtedy milczała, bo się wstydziła. Była też przekonana, że nikt jej nie uwierzy. A stawka była wysoka – mogli zakazać jej wizyt u babci, a to oznaczało stałe mieszkanie z pijanym ojcem. Od tego nic nie było gorsze.

– Nie chciałam też niszczyć szczęścia Beaty, bo ona bardzo Piotrka kochała. Babcia z kolei była dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Kochałam je obie, czułam się winna, że przeze mnie może dojść do awantury, zburzenia tego naszego małego świata. Poza tym jako dwunastolatka naprawdę nie rozumiałam tego, co ze mną robił. Liczyłam, że to się nie powtórzy – tłumaczy.

Po latach Katarzyna próbuje sobie racjonalnie wytłumaczyć powody milczenia.

– Lepiej było nie myśleć, odkładać te niedobre zdarzenia na bok.

"Widzisz, nie bolało"

"Niedobrych zdarzeń" wkrótce miało być więcej. Którejś soboty Beata jest w pracy w hotelu. Katarzyna ze szwagrem grają na konsoli. Babci też nie ma. Są w domu sami. Piotr mówi, żeby dziewczynka położyła się na łóżku, bo chce jej coś pokazać. Katarzyna robi, co jej każe. Zaraz potem słyszy, że ma zdjąć spodnie.

– Wstydziłam się i trzymałam usilnie bieliznę, aby mi nie ściągnął. On natomiast zsunął swoje spodnie i slipy do kostek. Jedną ręką się masturbował, drugą dotykał mnie po nagich udach i miejscach zakrytych majtkami – opisuje Katarzyna.

Katarzyna: "Kazał mi się położyć koło siebie i zaczął dotykać miejsc intymnych. Na początku przez ubranie, potem zaczął całować mnie w usta i próbował wkładać mi język. Sparaliżował mnie strach. Byłam dzieckiem bez żadnych doświadczeń z chłopcami, seksualnie kompletnie nierozwiniętym, zresztą wciąż jestem drobna, a wtedy miałam zaledwie 12 lat". Wszystkie zdjęcia pochodzą z filmu realizowanego przez autora reportażu

Katarzyna: "Kazał mi się położyć koło siebie i zaczął dotykać miejsc intymnych. Na początku przez ubranie, potem zaczął całować mnie w usta i próbował wkładać mi język. Sparaliżował mnie strach. Byłam dzieckiem bez żadnych doświadczeń z chłopcami, seksualnie kompletnie nierozwiniętym, zresztą wciąż jestem drobna, a wtedy miałam zaledwie 12 lat". Wszystkie zdjęcia pochodzą z filmu realizowanego przez autora reportażu

Autor: Mariusz Zielke

Źródło: Materiały prasowe

– W pewnym momencie powiedział, że się na mnie położy, ale żebym się nie bała i miała złożone nogi mocno razem. Byłam sparaliżowana strachem. Nie wiedziałam do końca, co się dzieje i jak w ogóle się zachować. Tak długo się ocierał, aż w pewnym momencie poczułam, że coś mokrego i ciepłego spływa po moich udach. Poderwałam się, żeby zobaczyć, co to jest. On tłumaczył, że nie mam się co bać, że już jest po wszystkim. Piotr stwierdza: – Widzisz, nie bolało.

Potem razem jadą po Beatę. Katarzyna siedzi z tyłu i próbuje zrozumieć, co się wydarzyło. Nigdy wcześniej nie miała kontaktów z mężczyznami, nie widziała penisa, nie miała pojęcia, czym jest sperma.

Beata namawia młodszą siostrę do częstszych wizyt. Chce zapewnić jej więcej oddechu od ojca-tyrana, chce się nią zaopiekować. Przez myśl jej nie przemknie, że mąż może być znacznie poważniejszym zagrożeniem dla dziewczynki.

Katarzyna jest wdzięczna siostrze, ale stara się przyjeżdżać tylko wtedy, kiedy wie, że ona będzie w domu. Uważa, że tak będzie bezpieczna i nie sprowokuje Piotra do "niewinnych zabaw".

– Bardzo się pomyliłam. Szybko znalazł sposób, namawiając mnie do wyjazdu po zakupy. Nie pomyślałam, że może mi coś zrobić w samochodzie, nawet wtedy, gdy zapytał, czy nie chcę poprowadzić. Wziął mnie na kolana i pozwolił kierować – wspomina Katarzyna.

Wjeżdżają do lasu, parkują w ustronnym miejscu. Piotrowi już nie wystarcza to, co było wcześniej. Próbuje ją przekonać do współpracy, żeby się rozebrała. Mówi: – Skoro ty mnie widziałaś nago, ja też chcę zobaczyć.

Tego dnia jeszcze jej nie zgwałci, ale z każdym wyjazdem będzie się posuwał dalej. Zacznie ją całować, dotykać palcami, zmuszać do tego, by ona dotykała jego. W końcu za piątym czy szóstym razem włoży jej palec do środka.

Dziewczynka czuje potworny ból, prosi go, żeby przestał. On nie przerywa. W domu Katarzyna unika babci, mówi, że ją boli brzuch. Płacze w samotności, ból nie ustępuje. Nasila się przy sikaniu.

Beata nadal nie zauważa, że coś jest nie tak. Wręcz namawia siostrę, żeby towarzyszyła Piotrowi w wyjazdach, bo "co ma tak sama siedzieć w domu". Dużo później uzna zachowanie Katarzyny jako dowód, że może nie było to dla niej "nieprzyjemne", że może "prowokowała" Piotra, bo chciała tych stosunków z dorosłym mężczyzną.

– To mnie chyba najbardziej boli. Latami starałam się ochronić Beatę kosztem mojego cierpienia. A kiedy w końcu odważyłam się zdobyć dowody i powiedzieć prawdę, siostra w zasadzie potwierdziła wszystkie moje obawy, że zwyczajnie by mi nie uwierzyła, gdybym powiedziała o wszystkim bez dowodów, wtedy, gdy to się działo – ocenia Katarzyna.

Piotr staje się coraz bardziej zuchwały i bezwzględny. Katarzyna wie, że gdy jadą w kierunku lasu, musi się przygotować na kolejne "lekcje" z przedwczesnej inicjacji. Zacisnąć zęby i mimo bólu wytrzymać. Mężczyzna posuwa się coraz dalej, aż w końcu próbuje wepchnąć w nią penisa.

– Pamiętałam, jak bolało już przy palcu, więc kiedy chciał mi włożyć penisa, poczułam potworny ból, krzyczałam i płakałam, żeby przestał. Wciąż próbował, namawiając żebym się rozluźniła. Kiedy nie ustępowałam, włożył mi tylko palec.

Katarzyna ogranicza przyjazdy do babci. Gdy babcia zaczyna dociekać, o co chodzi, zbywa ją ogólnikami.

"Wszedł w końcu cały"

Jest rok 1994.

– Latem siostra z mężem zaplanowali wyjazd nad jezioro. Mieliśmy jechać we trójkę, opalać się. W ostatnim momencie Beata musiała zrezygnować. Pomyślałam, że wśród ludzi nic mi nie grozi. Na plaży rzeczywiście tak było. Wracaliśmy jednak przez las. Wydarzyło się to, co ostatnim razem. Robił te wszystkie ohydne rzeczy – kontynuuje Katarzyna.

Katarzyna: "Kompletnie nie wiedziałam, co zrobić, a on to wykorzystywał. Przekonywał, że muszę milczeć, bo teraz, po latach, to w ogóle nikt nie stanie po mojej stronie. Wszyscy uznają, że to ja jestem winna"

Katarzyna: "Kompletnie nie wiedziałam, co zrobić, a on to wykorzystywał. Przekonywał, że muszę milczeć, bo teraz, po latach, to w ogóle nikt nie stanie po mojej stronie. Wszyscy uznają, że to ja jestem winna"

Autor: Mariusz Zielke

Źródło: Materiały prasowe

Znów szczegółowo opisuje to, do czego ją zmuszał. Wspomina obrzydzenie i odruchy wymiotne, gdy mężczyzna próbował wepchnąć penisa w jej usta. Pamięta smród, pogłębiającą się traumę i beznadziejność sytuacji.

– Kompletnie nie wiedziałam, co zrobić, a on to wykorzystywał. Przekonywał, że muszę milczeć, bo teraz, po latach, to w ogóle nikt nie stanie po mojej stronie. Wszyscy uznają, że to ja jestem winna. Sytuacje powtarzały się, z tą różnicą, że raz po razie pozwalał sobie na coraz więcej. Wykorzystywał moją naiwność, wymyślał zawiłe preteksty. Teraz zdaję sobie sprawę, że wszystko planował z wyprzedzeniem. Nikt z bliskich się nie zorientował, co się dzieje. Ja łudziłam się, miałam nadzieję, że przestanie to robić, że skończy się ten koszmar. Byłam z tym sama.

Kolejny raz szwagier wywozi Katarzynę w okolice starego rosyjskiego cmentarza. Na tylnym siedzeniu robi to, co zwykle. W końcu oznajmia: – Jesteś już na tyle duża, że mogę ci wsadzić.

– Sprzeciwiałam się, prosiłam, żeby tego nie robił. Nie posłuchał. Myślałam, że mnie rozerwał. Wsadził minimalnie. Pamiętam ból i to, że cała drżałam. Zaczęłam płakać i mówić, że to jest nie do wytrzymania, a on do mnie: "Wytrzymaj, wytrzymaj, już prawie wszedłem". Chwilami przestawał, ale próbował dalej. Jeszcze bardziej krzyczałam, więc powiedział: "Dobra, to już nie będę cię męczyć, to zrób mi to ręką". Wzięłam członka w ręce, żeby tylko dał mi już spokój i żeby nie próbował mi go więcej wkładać. Po powrocie do domu od razu się położyłam. Modliłam się, żeby jak najpóźniej zachciało mi się siku.

Następnym razem szwagier się nie zatrzymuje. Posuwa się coraz dalej, komentując, co robi. Dla niej czas jakby się zatrzymał. Mija wieczność, gdy dziewczynka słyszy: – Wiesz, wszedł w końcu cały. Teraz to już będziesz miała tylko lepiej.

– Co to znaczy? – pyta Katarzyna.

– Już nie będzie tak bolało – odpowiada. Dodaje, że straciła dziewictwo.

– Spytałam, co to jest, a on wyjaśnił, że to taka błonka i że on ją przebił, i że teraz już nic nie będzie bolało. W toalecie w domu zobaczyłam krew na majtkach. Wtedy myślałam, że mi się coś rozerwało.

Katarzyna ma wtedy 14 lat. Pochodzi z biednego, pełnego przemocy domu. Tam nie rozmawia się o seksie, dojrzewaniu, okresie. Nie uświadamia się seksualnie dzieci. Stąd jej kompletna niewiedza o "tych sprawach". Jest zahukana, wstydliwa. Wciąż ma chłopięcą sylwetkę, nie ma piersi, biodra są wąskie.

Od tego momentu unika Piotra, jak może. Przyjeżdża do babci tylko wtedy, gdy Beata jest w domu. Ale i to nie pomaga.

– Siostra gotowała obiad, a ja w pokoju oglądałam telewizję. On przyszedł i zaczął pić wino. Próbował mnie namówić, żebym spróbowała. Potem zaczął mnie obmacywać, próbował całować. W tym momencie weszła siostra. Zdążył odskoczyć, ale ona to widziała. Zapytała: "Co tu jest grane?". Na poczekaniu wymyślił, że odstawia kieliszek, bo dał mi spróbować wina i nie chciał, żeby Beata się dowiedziała i miała pretensje. Uwierzyła mu. Ja zawstydzona milczałam.

"Sama tego chciałaś"

W 1995 roku Piotr wyjeżdża do Niemiec do pracy, ale na weekendy przeważnie wpada do domu. W październiku umierają rodzice babci. Piotr z Katarzyną odwożą ją na pociąg, w drodze powrotnej skręcają w polną drogą.

– Było rano i zimno. Zgwałcił mnie. Byłam bezradna, próbowałam trzymać jego uda swoimi rękoma jak najdalej od siebie, żeby mnie to tak nie bolało, jak on siłą pchał. W tym momencie obok przejeżdżał traktor. On się wystraszył, podciągnął spodnie. Myślałam, że już da mi spokój, lecz stwierdził, że "nic nie było widać, szyby są zaparowane" i zrobił to jeszcze raz. Zgwałcił mnie kolejny raz.

Po wszystkim mówi: – Przecież ty za każdym razem tego chciałaś, widziałem jak na mnie patrzysz i na mnie lecisz. No sama tego chciałaś.

Wmawia jej to zresztą od dawna, za każdym razem, gdy tylko ma okazję.

– Aż w to w końcu uwierzyłam. Czułam się podle, miałam wyrzuty sumienia, wstydziłam się. Wiedziałam, że nie mogę nikomu powiedzieć, bo to moja wina. I tak z tym żyłam sama. Nie radziłam sobie z tym wszystkim. Z codziennością, z myślami, ze strachem i to były pierwsze momenty, kiedy zaczęłam myśleć o samobójstwie – wyznaje Katarzyna.

– Każdy mężczyzna stawał się dla mnie zagrożeniem. Zaczęłam nienawidzić facetów. Robiłam wszystko, aby im się nie podobać. Chciałam uciec, ale nadal nie miałam dokąd.

Wtedy postanawia wstąpić do zakonu, schować się przed mężczyznami i światem. Jest rok 1998, gdy zakłada habit. Wytrzyma dwa lata. Zamknięta na własne życzenie, prowadząca walkę ze sobą, z ciągle powracającymi wspomnieniami i nieustępliwymi demonami.

Piotr: "Dobra, nie ma o czym gadać. To nie jest żaden temat. Ja nie jestem żadnym celebrytą, są bogatsi ode mnie, po co wam robić ten film?"

Piotr: "Dobra, nie ma o czym gadać. To nie jest żaden temat. Ja nie jestem żadnym celebrytą, są bogatsi ode mnie, po co wam robić ten film?"

Autor: Mariusz Zielke

Źródło: Materiały prasowe

– Miałam 19 lat, gdy uświadomiłam sobie, że to nie była moja wina, że to ja jestem ofiarą. Nie mogłam sobie z tym poradzić. Potrzebowałam pomocy psychiatry. Do końca pobytu w zakonie przyjmowałam leki psychotropowe. Po wystąpieniu z zakonu siostra pomogła mi się pozbierać. Wtedy obiecałam sobie, że nigdy jej o tym wszystkim nie powiem. Niech chociaż jedna z nas wiedzie w miarę spokojne i szczęśliwe życie.

W 2002 roku Katarzyna po raz pierwszy idzie do ginekologa. Lekarka bada ją i pyta: – Czy była pani w dzieciństwie molestowana seksualnie?

– Zaczerwieniłam się i zaprzeczyłam. Wtedy usłyszałam: "Prawdopodobnie nie będzie mogła pani mieć dzieci, tak ma pani skrzywioną macicę, niech pani znajdzie sobie dobrego psychologa" – opisuje Katarzyna.

Po jakimś czasie Katarzyna spotyka się ze szwagrem w jego biurze. Mówi mu o wizycie u lekarki i jej słowach, tych, że prawdopodobnie nie będzie mogła mieć dzieci. I że to przez niego.

– Powiedział: "Tak? Aha". I zmienił temat. Liczyłam chociaż na przeprosiny.

Katarzyna chce być jak najdalej od oprawcy, od rodziny. W 2003 roku wyjeżdża do Anglii, potem do Norwegii. W grudniu 2005 roku, tuż przed świętami, wraca do Polski. Mieszka jakiś czas u rodziców pod Bydgoszczą. Pracuje w mieście. Wynajmuje pokój w "mieszkaniu studenckim". Unika mężczyzn. Nawiązuje relacje intymne z innymi kobietami. Uświadamia sobie, że w zasadzie to od zawsze podobały jej się dziewczyny, a nie chłopcy.

Łatwo oceniać, gdy nie przeżyło się piekła

Powody, dla których Katarzyna milczała, jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, są "książkowe". Na pewno nie zaskakują Jolanty Zmarzlik, specjalistki ds. ochrony dzieci przed krzywdzeniem z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

– Wiele osób wciąż nie rozumie, dlaczego ofiary milczą tyle lat. Czasem przez to nie dają wiary ich historiom. Wydaje im się, że oni zachowaliby się inaczej, nie milczeliby, a krzyczeli, stawiali opór. I jest to całkiem słuszny, zdrowy sposób oceny sytuacji – mówi Zmarzlik.

Zaznacza równocześnie: – Nie możemy jednak zapominać, że ofiara wykorzystywania traci ten zdrowy ogląd. Normalny porządek świata usuwa jej się spod nóg. Przytrafiają jej się rzeczy, których nie rozumie, które są bolesne i zawstydzające, powodują poczucie winy i współsprawstwa. Dziecko uważa, że w nim jest coś nieokreślonego, co sprawia, że oprawca traktuje je w ten sposób.

Sprawcy podstępnie manipulują dzieckiem i otoczeniem.

– Wmawiają dziecku, że samo tego chciało, prowokowało, dążyło do kontaktu, jest grzeszne, zepsute i niewiarygodne. Relacja ze sprawcą jest pułapką, z której nie ma wyjścia – opisuje Zmarzlik. – Równie często pojawia się w myśleniu dziecka wątek konieczności chronienia jakiegoś dobra. Milczy, bo nie chce sprawić bólu matce, siostrze, młodszemu rodzeństwu.

O tym wszystkim wspominała również Katarzyna.

– Milczy, bo czasem chce chronić sprawcę, który w pokraczny, wynaturzony sposób okazał jej jakieś zainteresowanie, uwikłał w fałszywą, szkodliwą relację, ale zagospodarował emocje dziecka osamotnionego, opuszczonego przez najbliższych.

Zmarzlik kończy: – Pamiętajmy, że ofiarami wykorzystywania seksualnego często padają dzieci nieśmiałe, z trudnościami, z niską samooceną, cierpiące na brak zainteresowania rodziców, z domów, w których też panuje przemoc czy alkoholizm, co jeszcze bardziej podkopuje ich wiarę we własne siły.

Gwałt w czerwonych stringach siostry

– W 2006 roku miałam nadzieję, że już nic złego z jego strony mnie nie spotka, bo, oprócz głupich tekstów rzucanych w moim kierunku, nic mi nie robił. Wtedy stało się najgorsze – wspomina Katarzyna.

Jest lato. Wczesne popołudnie. Siostra pojechała do pracy w Bydgoszczy.

– Podstępem zwabił mnie do domu. Zaproponował mi drinka, ale odmówiłam, bo nie piję alkoholu. Zrobił mi kawę. Siedzieliśmy, piliśmy tę kawę, oglądaliśmy telewizję i rozmawialiśmy, jak gdyby nigdy nic. Wtedy wstał i zaczął zasłaniać rolety, bo "słońce odbija się w ekranie". W tym momencie zauważyłam, jakbym zaczęła mówić jakoś chaotycznie, a wszystko dookoła działo się jak w zwolnionym tempie – opisuje Katarzyna.

Katarzyna wychodzi z budynku prokuratury w Świeciu. Po 28 latach właśnie opowiedziała swoją wstrząsającą historię

Katarzyna wychodzi z budynku prokuratury w Świeciu. Po 28 latach właśnie opowiedziała swoją wstrząsającą historię

Autor: Mariusz Zielke

Źródło: Materiały prasowe

– Powiedziałam mu, że chyba coś się ze mną dzieje, że nie czuję się dobrze. Opisałam, że mam problem z ruchami, że nawet nie mogę podnieść szklanki. Zaczął się śmiać. Podszedł do telewizora i wsadził do odtwarzacza płytę CD. Zamknął drzwi. Powiedział: "Oglądaj! Zobaczysz jaka tu będzie akcja".

Na ekranie leci porno. Katarzyna, która nie może się ruszać, ma je "oglądać i zrobić się wilgotna". Jest świadoma tego, co się dzieje, ale traci kontrolę nad ciałem.

– Wziął mnie na ręce, bo nie mogłam sama wstać i zrobić kroku, zaniósł mnie na piętro do ich sypialni i położył na łóżku. Podszedł do komody i wyciągnął czerwone stringi siostry. Założył mi je.

Potem gwałci Katarzynę, także analnie. Boli ją przeraźliwie, czas się zatrzymuje. Po wszystkim Piotr pierze ubrudzone stringi, a jej każe leżeć i odpoczywać, bo ona dalej nie jest w stanie wyjść, ubrać się samodzielnie. Musi jej pomóc. Katarzyna ubiera się z trudem i każe się zawieźć do domu.

– Gdy siedziałam w samochodzie, zapytałam, czy coś mi dosypał do kawy, a on że "tak, że przecież razem wzięliśmy". Zaczęłam płakać. Mówiłam, jakim jest gnojem i pytałam, co to było? Zaczął się wycofywać. Powiedział, że żartował, że nic mi nie dosypał. Nie uwierzyłam. Zagroziłam, że jak zrobi to jeszcze raz to albo go zabiję, albo o wszystkim powiem siostrze.

Słyszy: - No Katarzyna, piz… nie mydło, przecież się nie wymydli.

Szwagier odwozi ją na osiedle. Katarzyna siedzi w wannie i próbuje z siebie zmyć jego zapach. Z odbytu lekko krwawi. Stara się jak najszybciej zapomnieć. To nigdy jej się nie uda. Szczególnie, gdy uświadomi sobie manipulacje i strategie, które jej oprawca obmyśla, żeby najpierw doprowadzić do spełnienia swoich zachcianek, a potem kontrolować ją, żeby milczała.

– Uświadomiłam sobie, że zawsze po dniu lub dwóch od zdarzenia zjawiał się lub kontaktował pod byle pretekstem. Badał sytuację. Upewniał się, czy ma wszystko pod kontrolą. Tak było i tym razem. Po dwóch dniach zadzwonił. Chciał się zorientować, co ze mną, czy nic nikomu nie powiedziałam.

Skazana na wieczne cierpienie

Od gwałtu ze stringami Piotr już nigdy więcej jej nie dotknie. Ona uważa, co pije i je, gdy szwagier jest w pobliżu. Nie zostaje z nim sam na sam, unika w ogóle kontaktów, ale czasem jest to niemożliwe. Nie wie, jak miałaby wyjaśnić Beacie, że nie spotka się z nią, gdy jest w Polsce.

W 2010 roku Katarzyna poznaje Kornelię. Zakochuje się. Wyjeżdżają do Niemiec, gdzie nikogo nie dziwi związek dwóch kobiet. Zamieszkują razem w niewielkiej miejscowości pod Hanowerem. Kornelia zarabia, inwestując na giełdzie, Katarzyna pracuje w szkole jogi. Dobrze im się powodzi, są blisko, ale Katarzyna jeszcze nie ma odwagi, by opowiedzieć o dramacie, który przeżywała.

– Kornelia uczy mnie na nowo zaufania i tego, czym jest związek, pokazuje oddanie i miłość. Jesteśmy razem i jest nam wspaniale, a co robi on? Próbuje mi rozwalić życie po raz kolejny.

Dzieje się to na przyjęciu w domu babci. Nieświadoma zagrożenia Kornelia zostaje w pewnej chwili sam na sam z Piotrem.

– Nagle wulgarnie, ostentacyjnie zaproponował mi seks. To nie był żart. Zwyczajnie oniemiałam, oczywiście odmówiłam – wspomina Kornelia.

Nie mówi o tym partnerce, bo, podobnie jak Katarzyna w przeszłości, nie chce wywoływać rodzinnej awantury. Po kilku latach sytuacja się powtarza w nieco innych okolicznościach. Katarzyna z Beatą jadą na zakupy. Kornelia pracuje na górze, on coś robi na dole i ciągle nawołuje, by zeszła.

– W końcu mnie wkurzył, więc schodzę, a tu facet wyłazi do mnie z łazienki całkowicie nago: "Jak nie chcesz, to chociaż umyj mi plecy". Odpowiedziałam, że jeśli jeszcze raz się to powtórzy, to urządzę mu piekło i o wszystkim powiem Beacie i Kasi. Przepraszał, prosił, żebym nic nie mówiła, tłumaczył, że za dużo wypił, ale to było w dzień. Sądzę, że alkohol stanowił najłatwiejsze wytłumaczenie. Owszem, to jest prostak i pijak, ale przy tym wyjątkowo wyrachowany typ z łatwością tworzący sobie alibi – twierdzi Kornelia.

Zaraz po wyjeździe Kornelia opowiada Katarzynie o zdarzeniu i o tej pierwszej propozycji seksualnej. To wtedy Katarzyna decyduje, że opowie swojej miłości o horrorze, przez który przeszła.

Kornelia ją wspiera, pomaga w terapii, namawia na wizyty u psychologa.

– Dzięki terapii zrozumiałam, że powinnam się z tym zmierzyć, ujawnić i w końcu wyrzucić z siebie, bo inaczej nie będę mogła żyć normalnie, dalej funkcjonować, a tym bardziej zrobić kroku w przód, bo te demony będą ciągle powracały – mówi Katarzyna.

– Przez Piotrka nie doświadczyłam miłości z mężczyzną. Nie byłam w stanie nawiązać bliskich relacji. To już zostanie na zawsze. Nie zapomnę tego, nie zatrę. Każdego dnia chociaż przez chwilę przypomina mi się jakaś inna scena tego, co się wydarzyło.

Do dziś Katarzyna co tydzień rozmawia z psychologiem. To pomaga, dodaje siły, ale wystarczy impuls, by znów miała "doła".

– Chwilę popłaczę, zaraz potem jeszcze bardziej zaciskam pięści, że muszę coś z tym zrobić, doprowadzić tę sprawę do końca.

"Co tam się narobiło?"

Jest rok 2019, gdy Beata wyznaje siostrze, że chce się rozwieść. Powody nie mają związku z Katarzyną, ale ta reaguje na informację, jakby kamień spadł jej z serca. W końcu może o wszystkim powiedzieć bez ryzyka, że zniszczy siostrze życie. Przygotowuje się do powiedzenia całej prawdy.

Zdaje sobie sprawę, że dla siostry będzie to szok, że może jej nie uwierzyć. Najpierw umawia się ze szwagrem w restauracji. Niczego niepodejrzewający mężczyzna przychodzi i wesoło pyta: – Co tam się narobiło?

Katarzyna i autor reportażu podczas wywiadu

Katarzyna i autor reportażu podczas wywiadu

Autor: Mariusz Zielke

Źródło: Materiały prasowe

Katarzyna robi krótki wstęp o tym, że kończy niedługo czterdziestkę, więc nadszedł czas na rozliczenia, a potem wypala: – Przyszedł czas, żebym, że tak powiem, uporała się z moimi demonami z przeszłości. A ty jesteś jednym z tych demonów.

Wywiązuje się długa, bardzo naturalna rozmowa. Katarzyna nie sugerując i nie wymuszając wyznań, wyciąga z Piotra potrzebne dowody. Nagrywa rozmowę.

Mężczyzna przyznaje się do wykorzystywania seksualnego, tłumaczy, że nie wiedział, jaki to będzie miało na nią wpływ. Zwala winę na swoją młodość i że "w mediach wtedy się nie mówiło", że dziewczynka cierpi i że może mieć to opłakane skutki dla jej życia w przyszłości.

Co ważne, dyskusja dowodzi, że nie ma najmniejszych wątpliwości, że do przestępstwa doszło. Różnica jest jedynie w interpretacji zdarzeń. On upiera się, że "oboje" tego chcieli, czyli że wykorzystywał dziewczynkę za jej zgodą. Ona odpiera: – Ja nie wiedziałam, którą dziurką się siku robi, co ty opowiadasz, że trzynastolatka może czegoś chcieć. (...) Gdzie, Piotr, w wieku trzynastu lat rzeczy wychodzą obopólnie?

Nie chce go jednak spłoszyć, więc nie przypiera do muru. Rozmowa trwa prawie godzinę. Piotr rzekomo nie wie, że dziewczynka mogła cierpieć, bo "facet podchodzi do tego inaczej". Przyznaje się także do propozycji seksualnych składanych Kornelii, tłumaczy niewiedzą, nieświadomością, młodością, głupotą, potem alkoholem.

– Chciałbym naprawdę, żebyś kur… mi tam wybaczyła czy, czy przepraszam cię, no kur…, no – mówi. – No kiedyś przecież tak było, no przecież, ja pierd…! No przecież ja wiem, że źle zrobiłem. Czy ty tego nie rozumiesz? Ale czasu nie cofniesz, nie?

Gdy Katarzyna wyznaje, że chce o wszystkim opowiedzieć Beacie, mężczyzna błaga, żeby tego nie robiła.

– Rozj… to wszystko całkowicie – stara się ją powstrzymać.

Ze spotkania wychodzi uspokojony. Wydaje mu się, że zmanipulował ponownie Katarzynę, że nie wyzna prawdy jego żonie. Pewnie dlatego daje się nagrać podczas kolejnej rozmowy, tym razem telefonicznej.

Katarzyna wyznaje, że po poprzedniej rozmowie jej ulżyło i dopytuje, że skoro już sobie tyle wyjaśnili, to ma jeszcze pytania o 2006 rok i o ostatni gwałt. Piotr znów prosi szwagierkę, żeby zachowała wszystko w tajemnicy.

– To powinna być moim zdaniem nasza tajemnica do końca śmierci... – przejęzycza się i szybko poprawia: – Do końca naszego życia, do śmierci. Rozumiesz?

– Wszystkie te rozmowy prowadziłam tylko po to, żeby Beata nie miała wątpliwości. Umówiłyśmy się na kawę i wtedy jej powiedziałam. Wszystko, od początku do końca – mówi Katarzyna o najtrudniejszej rozmowie swojego życia.

– Potem Piotr jej się przyznał. Oczywiście powiedział, że ja sama chciałam. Zapowiedziałam siostrze, że zgłoszę sprawę do prokuratury. Zaczęła błagać, żebym tego nie robiła. Powiedziała, że szwagier wypłaci mi odszkodowanie. Milion złotych. Najbardziej bała się wstydu.

Katarzyna nie chce krzywdzić siostry. Zgadza się na propozycję bez negocjacji. Osiągnęła w końcu najważniejsze - przemogła się i po latach powiedziała siostrze. Za pieniądze z odszkodowania chce założyć fundację wspierającą ofiary przestępstw seksualnych. Przekazuje sprawę prawniczce.

Kilka tygodni później szwagier uznaje, że milion to za dużo, chce zapłacić mniej.

W tym samym czasie Beata robi coś, co od zawsze przerażało Kasię – uznaje siostrę za współwinną tego, co się wydarzyło.

– Nie byłam w stanie odsłuchać jej wiadomości do końca. Siostra wysłuchała kłamstw Piotrka i uznała, że, co prawda, jego wina jest bezsporna, ale ja jestem współwinna. Czyli jej zdaniem dziewczynka, jaką byłam, w jakiś sposób była jej rywalką. On ponownie nakłamał, że wiele razy uprawiał ze mną seks za zgodą, jak już byłam dorosła, po to, żeby stworzyć wrażenie rywalizacji o jego względy pomiędzy siostrami. Tymczasem nie było żadnego seksu, żadnej rywalizacji. Był jeden gwałt, gdy byłam dorosła, właśnie w 2006 r. i wieloletnie wykorzystywanie seksualne i gwałcenie dziecka, gdy miałam dwanaście, trzynaście, czternaście, piętnaście lat – mówi wzburzona.

– Był mój ból, moja krew, moje łzy, ogromne cierpienie. Były wstręt, ohyda, przerażenie i strach. I teraz własna siostra, którą mąż tyle razy okłamywał, uznaje, że ja tego chciałam? Nie przyjmuje, że on zniszczył mi życie, że przez niego nigdy nie miałam możliwości normalnych stosunków seksualnych, nigdy nie związałam się z żadnym mężczyzną, nigdy nie będę miała dzieci. To nie jest mój wybór.

"Przecież już ją przeprosiłem"

Katarzynie na pieniądzach w ogóle nie zależy. Jest rok 2020, gdy pisze do braci Tomasza i Marka Sekielskich, że chciałaby im opowiedzieć swoją historię. Sekielscy właśnie realizują kolejny dokument, ale polecają jej kontakt z prawnikiem i innymi dziennikarzami. Tak trafia do mnie.

Słucham nagrań, które zrobiła. Czytam spisaną przez nią opowieść. Później to wszystko jej prawnik przekaże prokuraturze. Najpierw z Katarzyną rozmawiamy telefonicznie. Gdy zaufa mi, przyjeżdżam do niej z ekipą filmową do Hanoweru. Następnie konfrontujemy Piotra z jej wyznaniami.

Katarzyna: "Był mój ból, moja krew, moje łzy, ogromne cierpienie. Były wstręt, ohyda, przerażenie i strach. I teraz własna siostra, którą mąż tyle razy okłamywał, uznaje, że ja tego chciałam?"

Katarzyna: "Był mój ból, moja krew, moje łzy, ogromne cierpienie. Były wstręt, ohyda, przerażenie i strach. I teraz własna siostra, którą mąż tyle razy okłamywał, uznaje, że ja tego chciałam?"

Autor: Mariusz Zielke

Źródło: Materiały prasowe

Od kilku tygodni jesteśmy w trakcie realizacji filmu dokumentalnego "Bezkarni". Chcemy pokazać bezsporne przypadki ludzi winnych wykorzystywania seksualnego dzieci, którzy nie ponieśli za to odpowiedzialności.

Na tej liście mamy znanych muzyków, reżyserów filmowych i teatralnych, aktorów, biznesmenów, ale nie ograniczamy się do sławnych i bogatych. Bo problem nie dotyczy tylko elit. Jest powszechny. Pedofilami są górnicy, nauczyciele, sportowcy, kucharze, zwykli ludzie. Każda historia jest ogromnie trudna, wstrząsająca, przepełniona bólem i płaczem.

Piotra łapiemy o szóstej rano przed jednym z jego sklepów. Teraz ma 48 lat i już dawno zrealizował swoje marzenia o bogactwie. Ma piękną willę w miejscowości pomiędzy Świeciem a Bydgoszczą. Jeździ luksusowym samochodem. Prowadzi sieć sklepów pod własna marką. Wybudował też galerię handlową.

Podchodzę do niego, przedstawiam się. Mówię o filmie, który realizuję. Jest zaskoczony i zaniepokojony.

– Nie róbcie tego filmu – prosi.

Namawiam go do rozmowy przed kamerą. Tłumaczę, że jego wyznanie byłoby szansą na obiektywne wyjaśnienie sprawy i naprawienie krzywdy Katarzynie. Bo że została skrzywdzona, nie mamy wątpliwości i on sam to przyznaje. Mówi, że ją szczerze przepraszał, że żałuje swoich czynów. Nasz brak napastliwości odczytuje najwyraźniej jako możliwość "męskiego", solidarnego spojrzenia na problem. I tego się trzyma.

Jest wulgarny. Przerzuca całą odpowiedzialność na Katarzynę, że "narobiła bigosu". Wymyka mu się: – Wszystkie baby to ch….

Wreszcie twierdzi, że Katarzyna chce od niego wyciągnąć odszkodowanie, a gdyby nie był milionerem, to i żadnej sprawy by nie było.

– To gołodupiec, nic nie ma, niczego się nie dorobiła, to chce wyciągnąć pieniądze ode mnie – wskazuje na motyw szwagierki.

To nieprawda. Byłem u Katarzyny, wiem, że radzi sobie finansowo więcej niż dobrze. Stać ją na markowe ciuchy. Mieszka komfortowo. Jeździ dobrym samochodem. No i najważniejsze – to nie ona wystąpiła z żądaniem wypłaty "odszkodowania". Propozycja wyszła z drugiej strony.

Gdy mówię o tym wszystkim, Piotr kończy:

– Dobra, nie ma o czym gadać. To nie jest żaden temat. Ja nie jestem żadnym celebrytą, są bogatsi ode mnie, po co wam robić ten film?

Nagrywamy go zatem z ukrycia. Powtarza, że on tyle dobrego zrobił dla Katarzyny i Kornelii. Gdy pytamy o gwałty, zapiera się, że nigdy nie zgwałcił Katarzyny ani żadnej innej kobiety. Jego zdaniem wszystko pomiędzy nimi odbyło się za zgodą.

Jak mantrę powtarza, że gdyby dziewczyna była skrzywdzona, to przecież nie przyjeżdżałaby w odwiedziny, nie mieszkała u nich w domu, jakby nigdy nic, nie jeździła z nimi na wakacje. Dlaczego zatem się przyznał w trakcie nagrywanej rozmowy?

– Nie chciałem, żeby powiedziała Beacie.

– Może, jeśli by pan szczerze przeprosił Katarzynę, powiedział prawdę, nie chciałaby wystąpić w naszym filmie i wybaczyłaby panu?

– Przecież już ją przeprosiłem.

Powtarza, że zgodziłby się na wszystko, żeby tylko Beata się nie dowiedziała. Problem w tym, że kwestia "powiedzenia Beacie" wyszła później, więc to zwyczajne kłamstwo. Przyznając się, po prostu powiedział prawdę.

– Byłem tak samo młody.

– Jednak pełnoletni. Miał pan dwadzieścia lat.

– Dwadzieścia lat to dużo? Kiedyś były inne czasy, nie mówiło się o tym wtedy. No tak czy nie? Gdybym wiedział, że tak ją krzywdzę, to przecież bym tego nie zrobił. Wy też mieliście kiedyś dwadzieścia lat.

Piotrowi ponownie włącza się strategia zaprzeczania. Coś tam było pomiędzy nim a Katarzyną, ale na pewno nie to, co ona mówi. A co dokładnie, to przecież opowiadać nam nie będzie. W końcu miało to zostać między nimi do końca życia. Widać, że będzie już zaprzeczać aż po grób.

– Może trzeba by było samemu pójść na terapię? Porozmawiać z psychologiem.

– Ja na terapię? – uśmiecha się pogardliwie.


Beata odmówiła rozmowy z nami, nie chce zabierać głosu w tej sprawie. Katarzyna po 28 latach traumy będzie walczyć o prawdę. Sprawa trafiła do śledczych. Biegli orzekli, że zawiadamiająca nie konfabuluje. Prokuratura postawiła zarzuty. Oskarżenie o gwałt oceni sąd. Proces ma rozpocząć się 11 grudnia 2020 roku w Sądzie Rejonowym w Świeciu.

Przestępstwa pedofilne pozostaną nieukarane – ich karalność przedawniła się. Informacje o nich przekażemy do państwowej komisji do spraw przestępstw seksualnych na dzieciach. W 2019 roku, kiedy tworzono rejestr pedofilów, w jego publicznej części figurowało 768 sprawców. W części z dostępem ograniczonym było 2614 nazwisk.