Mark Galeotti , 4 lutego 2020

Tajemnice rosyjskiej supermafii

Domniemani członkowie rosyjskiej mafii zatrzymani w Tajlandii, NARONG SANGNAK, PAP/EPA

Mafijny boss z Nowego Jorku: "My, Włosi, zabijemy ciebie. Ale Rosjanie są szaleni, oni zabiją całą twoją rodzinę". To krótki, ale celny opis przestępców ze wschodu.

Wor to dosłownie złodziej, ale tym słowem określa się również członków sowieckiego świata przestępczego. Jednych ukształtowały gułagi, drugich wieloletnie więzienie, innych wojna.

Przetrwali stalinizm, zimną wojnę, Afganistan i upadek ZSRR. Świetnie się odnaleźli w nowej rosyjskiej rzeczywistości. Wory to przestępcy, którzy przez lata nie tylko funkcjonowali w ramach potężnego reżimu, ale też wykorzystywali go i wykorzystują do swoich celów.

W książce "Wory. Tajemnice rosyjskiej supermafii" ich świat opisuje Mark Galeotti. To specjalista do spraw przestępczości zorganizowanej w Rosji, który temu tematowi poświęcił dwadzieścia lat. Z jego wiedzy korzystają rządy i policja na całym świecie.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Publikujemy fragment rozdziału "Przestępcze wojny".

Pierwsza wojna przestępcza: zajęcie Krymu

"Czy Krym jest pierwszym w historii podbojem przeprowadzonym przez gangsterów pracujących dla państwa?" – pytanie, które otrzymałem podczas warsztatów NATO w 2015 r.

Odpowiedź – jak często bywa, gdy pozornie proste pytanie zada się naukowcowi – jest złożona.

To nic nowego, że gangsterów wykorzystuje się w czasach wojny, ale w tym konflikcie gangsterzy walczyli, nie tylko współpracowali, i nie byli rzuceni do walki z wrogiem jak XVIII-wieczni korsarze – piraci aprobowani przez państwo, dopóki atakują drugą stronę – lecz zostali wcieleni do sił zbrojnych najeźdźcy.

Rosja dokonała inwazji na Ukrainę przy użyciu nie tylko niesławnych "zielonych ludzików", czyli członków sił specjalnych bez oznakowania, lecz także przestępców.

Gangsterzy nie walczyli o geopolitykę, a tym bardziej o naprawienie tego, co Putin nazwał "oburzającą historyczną niesprawiedliwością", która zaistniała, gdy Półwysep Krymski został w 1954 roku przeniesiony z Rosji do Ukrainy. Oni walczyli o nowe możliwości dla siebie.

Od początku kampania Moskwy, by wyrwać Krym spod kontroli Kijowa, była powiązana z interesami świata przestępczego. Premier nowej Republiki Krymu Siergiej Aksionow jest podejrzewany o worowską przeszłość, mówi się bowiem, że w latach dziewięćdziesiątych jako "Goblin" należał do zorganizowanej grupy przestępczej Salem.

Sierpień 2019 roku. Prezydent Władimir Putin wizytuje Sewastopol. W wózku motocykla siedzi premier okupowanego Krymu Siergiej Aksionow podejrzewany o worowską przeszłość

Sierpień 2019 roku. Prezydent Władimir Putin wizytuje Sewastopol. W wózku motocykla siedzi premier okupowanego Krymu Siergiej Aksionow podejrzewany o worowską przeszłość

Autor: Kremlin.ru

Źródło: Materiały prasowe

Aksionow odpiera te zarzuty, twierdząc, że są częścią oszczerczej kampanii prowadzonej przeciwko niemu przez przeciwników politycznych, ale tylko raz pozwał ich o zniesławienie i Sąd Apelacyjny odrzucił jego pozew jako bezzasadny.

Jednakże przebieg kariery zarówno Aksionowa, jak i grupy Salem mówi nam coś o rozwoju samego Krymu oraz roli, jaką worowskoj mir mógł odegrać w niemal bezkrwawym przejęciu półwyspu przez Rosję. (Trudno uznać to za zbieg okoliczności, że obydwie części Ukrainy, gdzie Rosja się umocniła – według stanu na czas pisania tych słów – miały tak samo dużo worów ze starej szkoły).

Nawet przed upadkiem Związku Radzieckiego w 1991 roku Krym znany był jako raj dla przemytników i handlarzy na czarnym rynku oraz oszustów i defraudantów skupionych wokół tamtejszych miejscowości leczniczych i wypoczynkowych.

Gdy w latach dziewięćdziesiątych niezależna Ukraina zmagała się z kryzysem gospodarczym i załamaniem organów ochrony porządku publicznego, przestępczość zorganizowana stawała się coraz bardziej widoczna i agresywna.

Autor: Znak

Źródło: Materiały prasowe

O Symferopol walczyły dwa konkurencyjne gangi, Baszmaki (Buty) i Salem (nazwany od kawiarni Salem, która z kolei nosiła nazwę miasta partnerskiego Symferopolu).

Były one zarówno przedsiębiorcami, jak i drapieżcami zmuszającymi lokalne firmy do płacenia haraczu oraz sprzedaży produktów pod groźbą podpalenia, pobicia, a nawet gorzej.

Emerytowany (jak twierdzi) przedsiębiorca uwikłany w działalność przestępczą wspomina podróż promem do Kerczu, miasta na wschodnim krańcu półwyspu, gdy na pokładzie towarzyszył mu kurier z walizką wyładowaną puszkami taniego kawioru siei, które zmuszeni przez Salem restauratorzy kupowali jako drogi kawior bieługi, stado prostytutek rekrutowanych do domów publicznych w Jałcie oraz dwóch skacowanych, mocno wytatuowanych "byków" – egzekutorów mafii – wracających z popijawy w Noworosyjsku.

Jak się wyraził, "cała krymska przestępczość płynęła na tym promie". Była to sytuacja z natury niestabilna: elity polityczne i biznesowe naciskały na policję, żeby odzyskała władzę, a wojna gangów zaczynała uniemożliwiać osiąganie zysków przez którąkolwiek z jej stron.

Konflikt eskalował, przeradzając się w paroksyzm morderstw i przemocy, który obydwa walczące gangi rzucił na kolana, a Giennadijowi Moskalowi, komendantowi policji na Krymie w latach 1997–2000, dał okazję do rozpoczęcia kampanii przeciwko jawnemu gangsteryzmowi.

Krym stał się spokojniejszy, ale zapewnienia, że gangi zostały wreszcie złamane, były tylko dogodną fikcją. Tatarski weteran wojen gangów z lat dziewięćdziesiątych o pseudonimie "Ałfrid" twierdził: "chuligani dorośli i zrozumieli, że wojny nie służą interesom i znacznie więcej pieniędzy da się zarobić w biznesie.

Moskal tylko im pomógł podjąć tę decyzję". Starsi rangą i mniej ostentacyjnie bandyccy gangsterzy – w tym jeden brigadir znany jako "Goblin" – wykorzystali swoje pieniądze i koneksje, by założyć (częściowo) legalne przedsięwzięcia albo wejść do polityki.

Najczęściej podejmowali obydwa te rodzaje działalności, traktując przestępcze sojusze, które teraz utrzymywali mniej jawnie, jako narzędzia do osiągania celów politycznych i biznesowych18. Pod tym względem krymscy wory przyjęli praktycznie tę samą metodę co ich koledzy w Rosji.

Po 2000 roku gangsterzy-biznesmeni zaczęli dominować na Krymie. Kijów właściwie nie interesował się zaprowadzeniem dobrych rządów i dobrobytu na półwyspie zamieszkanym przez etnicznych Rosjan, to zaś dawało lokalnym elitom nie tylko wolną rękę, lecz także przewrotną legalność. Krym postrzegał się jako region zaniedbany przez polityczną centralę i odrębny od niej. W tej politycznej, gospodarczej i społecznej próżni rozkwitały nowe imperia mafijno-biznesowo-polityczne.

W jednej z depesz przekazanych w 2006 roku ambasada USA stwierdzała, że ci "krymscy przestępcy są fundamentalnie różni niż w latach dziewięćdziesiątych: wtedy byli »bandytami« w sportowych ubraniach i z pistoletami, którzy budowali reputację Krymu jako »Ukraińskiej Sycylii« i albo kończyli w więzieniu, albo ginęli od kuli, albo się zapadali pod ziemię; teraz w większości przeszli do legalnych przedsiębiorstw oraz samorządów lokalnych".

Autor depeszy stwierdza następnie, że "dziesiątki postaci o znanej przestępczej przeszłości wybrano na lokalne stanowiska w wyborach samorządowych 26 marca". Były prokurator regionalny Wiktor Szymczuk wspominał, że "władze Krymu były skryminalizowane na każdym szczeblu. Nierzadko sesja parlamentu lokalnego Krymu zaczynała się od minuty ciszy dla uczczenia jednego z zamordowanych »braci«".

Kluczowym towarem była kontrola nad przedsiębiorstwami i coraz częściej nad gruntami. Na przykład niektórzy z byłych liderów Baszmaki zostali oskarżeni o próbę przejęcia największego klubu piłkarskiego SK Tawrija Symferopol przede wszystkim ze względu na nieruchomości, które doń należały.

Ogólnie mówiąc, ponieważ ceny nieruchomości rosły – zwłaszcza gdy po przymusowym wysiedleniu z krymskiej ojczyzny przez Sowietów wrócili Tatarzy – biznesmeni powiązani z przestępczością oraz ich sojusznicy ze skorumpowanej administracji lokalnej zaczęli przejmować nieruchomości i projekty budowlane, żeby wykorzystać ten rynek dla siebie.

Chociaż Krym był częścią Ukrainy, wiele z najbardziej opłacalnych przedsięwzięć przestępczych, jak przemycanie narkotyków i podrabianych albo nieoclonych papierosów, zależało od relacji z rosyjskimi sieciami przestępczymi.

Pomagał fakt, że na mocy traktatu z Kijowem rosyjska Flota Czarnomorska zachowała bazę w Sewastopolu na Krymie i wielu weteranów marynarki wojennej na emeryturze osiadło właśnie tam: cywile i wojskowi nieustannie przemieszczali się tam i z powrotem. Gdy państwo ukraińskie zaczęło się chwiać wskutek konfliktu prezydenta Janukowycza z protestantami na Majdanie, Moskwa sięgnęła po potencjalnych sojuszników na Krymie, używając kanałów świata przestępczego.

Z rozmowy z funkcjonariuszem policji rosyjskiej wiem, że przedstawiciele Sołncewa wybrali się na Krym na rozmowy z tamtejszymi worami przed 4 lutego 2014 roku, gdy Prezydium Rady Najwyższej obradowało nad referendum na temat statusu półwyspu.

Moskwianie przybyli, żeby ocenić zakres przyszłych przestępczych przedsięwzięć, ale też wybadać nastroje panujące w lokalnym świecie przestępczym. Aksionow, szef partii Rosyjska Jedność, wydawał się idealnym kandydatem na kremlowskiego figuranta. Chociaż został wybrany do parlamentu regionalnego w 2010 roku zaledwie czterema procentami głosów, był ambitny, bezlitosny i podejrzewany o bliskie związki zarówno z politycznymi, jak i przestępczymi tuzami Krymu.

Gdy 27 lutego 2014 roku Moskwa sięgnęła po Krym, posłała do walki "zielone ludziki", lokalnych policjantów, którzy zdecydowanie poparli zamach, i bandytów w niedobranych mundurach polowych i czerwonych opaskach na ramieniu, ale za to często ściskających w dłoni nowiutkie karabiny szturmowe.

Te "siły samoobrony" dzieliły swój czas między okupowanie przedsiębiorstw – włącznie z salonem sprzedaży samochodów należącym do wspólnika następnego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki – a demonstrowaniem siły na ulicach, podczas gdy w rzeczywistości zajmowali strategiczne lokalizacje.

Chociaż znajdowali się wśród nich weterani i ochotnicy, wielu było żołnierzami działających na półwyspie gangów, które tymczasowo odłożyły na bok rywalizację, żeby wyprowadzić Krym z Ukrainy.

Marzec 2014 roku. "Zielone ludziki", czyli nieoznakowani rosyjscy żołnierze, nie byli jedyna siłą, którą Putin wykorzystał w czasie aneksji Krymu. Moskwa sięgnęła również po bandytów w niedobranych mundurach polowych i czerwonych opaskach na ramieniu, ale za to często ściskających w dłoni nowiutkie karabiny szturmowe

Marzec 2014 roku. "Zielone ludziki", czyli nieoznakowani rosyjscy żołnierze, nie byli jedyna siłą, którą Putin wykorzystał w czasie aneksji Krymu. Moskwa sięgnęła również po bandytów w niedobranych mundurach polowych i czerwonych opaskach na ramieniu, ale za to często ściskających w dłoni nowiutkie karabiny szturmowe

Autor: Jakub Kamiński

Źródło: PAP

Nowa elita jest więc triumwiratem moskiewskich nominatów, lokalnych polityków i najlepiej prosperujących gangsterów.

A prosperowali znakomicie, szybko dobierając się do funduszy, które Moskwa poufnie przekazała na rozwój półwyspu, oraz przywłaszczając sobie majątek ukraińskiego rządu i jego sojuszników. W teorii majątek ten był sprzedawany na licytacjach, żeby zyskać jak najwięcej kapitału na rozwój, w praktyce jednak często te przetargi okazywały się korzystnym interesem załatwianym po znajomości.

Na przykład "Ałfrid" nie ukrywał, że ze środków płynnych swojej firmy skwapliwie wykupywał okazje na rynku nieruchomości.

"To jak prywatyzacja z lat dziewięćdziesiątych – stwierdził. – Jedna z tych szans w życiu, dzięki którym zarobisz fortunę, jeśli działasz szybko i wiesz, co robisz".

Ponieważ był już po sześćdziesiątce, traktował to jako "zabezpieczenie emerytalne". Tymczasem Sewastopol mógł się stać wyzwaniem dla ukraińskiego portu Odessy jako centrum przemytnicze. Wcześniej Odessa kontrolowała lwią część nie tylko ukraińskiego, lecz także rosyjskiego przemytu na Morzu Czarnym (i dużo rzadziej pod jego powierzchnią).

To, czy w świetle zachodnich sankcji Sewastopol miał szansę poważnie rywalizować, jest poniekąd nieistotne: sama możliwość, że mógłby, zmusiła ojców chrzestnych z Odessy do obniżenia "podatku", który nakładają na przestępcze towary przerzucane przez ten port, co jest przykładem ekonomii czarnego rynku w czystej postaci.

Druga wojna przestępcza: palenie Donbasu

"Beneficjentami są politycy, oligarchowie i gangsterzy. Węgiel, złoto, ropa i tytoń. O to idzie walka we wschodniej Ukrainie" – rosyjska dziennikarka Julia Poluchina, 2016 r.

Przewrotna motywacja jest zmorą wielu pozornie dobrze przemyślanych przedsięwzięć. Skoro Moskwa obiecuje, że każdy ukradziony albo spisany na straty samochód zastąpi nowym, to po co sobie zawracać głowę zamykaniem auta na noc?

Co więcej, może warto powiedzieć, że samochód ukradli, i komuś go sprzedać? Niestety ten sam mechanizm zadziałał w przypadku dostaw amunicji obiecanych grupom milicji w Donbasie, regionie na południowym wschodzie Ukrainy.

Zwerbowano przestępców i kombinatorów, uzbrojono ich i zaangażowano w brudny, nieostry konflikt przebiegający na terenie utartych szlaków przemytniczych, obiecując pokryć koszty poniesione w walce, nie ma więc co się dziwić, że potyczki z ukraińskim rządem wybuchały tylko dlatego, żeby wystrzelać powiedzmy 10 tysięcy pocisków, a potem zameldować, że się zużyło dwa razy tyle.

Gdy dowiozą te 20 tysięcy ze składu w głębi Donbasu, nadwyżkę można z łatwością sprzedać z zyskiem na czarnym rynku.

Moskwa prawdopodobnie zakładała, że opierając się w znacznym stopniu na lokalnych milicjach, może toczyć z Kijowem niewypowiedzianą wojnę, w dodatku tanim kosztem, ale w praktyce wytworzyło to sytuację, w której często traciła kontrolę nad swoimi hipotetycznymi przedstawicielami.

Co więcej, od początku była przez nich okradana i szybko przypłaciła to rosnącą liczbą brutalnych przestępstw oraz skalą nielegalnego handlu bronią na swoim terenie. W Rostowie nad Donem, mieście na południu Rosji, w którym zorganizowano logistyczne centrum wsparcia dla wojny na Ukrainie, problem ten stawał się coraz poważniejszy.

W 2015 roku obwód rostowski był dziewiąty pod względem liczby przestępstw, ale już w 2016 roku zajmował siódmą pozycję, a samo miasto według różnych wskaźników stało się najniebezpieczniejsze w Europie, choć wcześniej nie znajdowało się nawet w pierwszej dziesiątce tego zestawienia.

Wtedy jednak operacja w Donbasie musiała się wydawać doskonałym pomysłem. Z Krymem poszło łatwo i Rosjanie, jakby niesieni na fali sukcesu, stali się jeszcze nawet ambitniejsi. Chodziło nie o to, żeby zaanektować brudny, upstrzony kominami fabrycznymi Donbas, choć także ludność etnicznie rosyjska i rosyjskojęzyczna stanowiła tam względnie duży odsetek. Postanowiono wywołać pseudo rewoltę żeby wywrzeć nacisk na Kijów.

Rosja zakładała, że Ukraina będzie musiała uznać hegemonię Moskwy w tym regionie, a proces okaże się tyleż szybki, co nieunikniony. Tak więc podczas gdy na Krymie chodziło o stworzenie nowego porządku, w Donbasie celem było między innymi wywołanie chaosu, nawet przy kontrolowanym użyciu broni.

Maj 2015 roku. Walki w Donbasie. Rosja zwerbowała przestępców i kombinatorów. Uzbrojono ich i zaangażowano w brudny, nieostry konflikt przebiegający na terenie utartych szlaków przemytniczych

Maj 2015 roku. Walki w Donbasie. Rosja zwerbowała przestępców i kombinatorów. Uzbrojono ich i zaangażowano w brudny, nieostry konflikt przebiegający na terenie utartych szlaków przemytniczych

Autor: onathan Alpeyrie/SIPA

Źródło: Getty Images

Aby to osiągnąć, Rosjanie zaczęli reżyserować lokalne powstanie rosyjskojęzycznej ludności przerażonej nowym reżimem w Kijowie. Próbowano wywołać zamieszki w różnych miastach regionu, większość jednak została stłumiona albo wcale nie wybuchła.

Ale w Doniecku i Ługańsku początkowy sukces pozwolił Moskwie zainstalować swoich pełnomocników, tworząc tak zwaną Doniecką Republikę Ludową i Ługańską Republikę Ludową. Dla obydwu pseudo państw ostateczną ochroną pozostawała armia rosyjska, ale Moskwa chciała, żeby wyglądało to bardziej na ruch oddolny, zachęciła więc różnego rodzaju nacjonalistów, awanturników, najemników i Kozaków z Rosji, żeby dołączyli do lokalnych sił zbrojnych.

W rezultacie powstał zdumiewający zlepek formacji milicyjnych, często stanowiących chaotyczną zbieraninę autentycznych ochotników, uciekinierów przed rządem i lokalnych gangsterów.

Dla worów była to nieoceniona okazja, żeby zamienić swoich ulicznych bandytów w jakiś rodzaj legalnej formacji. Chociaż postsowiecka Ukraina odnosiła co najwyżej umiarkowany sukces w budowaniu państwa prawa (jeśli w ogóle można mówić o sukcesie, ponieważ w 2014 roku korupcja była tam większa niż w Rosji, wschód nastręczał szczególnych problemów, opanowany przez pozornie niezniszczalną klikę oligarchów biznesowych i skorumpowanych funkcjonariuszy politycznych.

Krótko mówiąc, "tamtejsi magnaci – kilku karanych za przestępstwa jeszcze pod rządami sowieckiego prawa – uniemożliwiali rządy prawa w Donbasie i poważnie ograniczali tworzenie się społeczeństwa obywatelskiego".

Wystarczy połączyć to z dużym skupiskiem więzień na tym terenie i kulejącą lokalną gospodarką, która sprzyjała rozwojowi gangów ulicznych, a nie będzie zaskoczeniem powtarzane wtedy powszechnie stwierdzenie, że "co trzeci mężczyzna w Doniecku i okolicach jest w więzieniu, był w więzieniu albo będzie w więzieniu".

Gdy Rosjanie wyjęli już część Donbasu spod kontroli rządu Ukrainy, szefowie lokalnego świata przestępczego odbyli schodkę w grudniu 2014 roku, żeby ustalić, jak zareagować.

Opowiedzieli się za pełnym wykorzystaniem nowej sytuacji oraz zachęceniem worów z obszarów Donbasu kontrolowanych przez rząd do wejścia na teren rebeliantów. W tym samym czasie nielegalna produkcja podrabianego alkoholu oraz tytoniu i ich eksport do Rosji, na Ukrainę i do Europy nasiliły się, ponieważ przestępcy praktycznie przejęli stery.

Warto być może zauważyć, że dowódcy "rebeliantów" często używali kryptonimów takich jak "Motoroła", "Batman", "Striełkow" (Strzelec) albo "Giwi", jakby chcieli uczcić tradycję gangsterskich kliczek.

Większość ważnych postaci była entuzjastycznymi awanturnikami albo weteranami służb mundurowych. Jednak mniej ważne milicje i wielu młodszych dowódców wywodziło się ze świata przestępczego. Z nimi przyszła kultura zastraszania, przemocy i złodziejstwa.

Pewnego rosyjskiego ochotnika, który zgłosił się do walki, ponieważ uwierzył w moskiewską propagandę, że ukraińscy "faszyści" prześladują Rosjan, czekała przykra niespodzianka po wstąpieniu do milicji: "Gdy tylko się tam znajdziesz, już od pierwszej minuty wiesz, że to nie jest żadna jednostka militarna – to prawdziwy gang".

Węgiel, złoto, ropa i tytoń. O to idzie walka we wschodniej Ukrainie

Węgiel, złoto, ropa i tytoń. O to idzie walka we wschodniej Ukrainie

Źródło: PAP

Rebelianci mogą oczywiście wywoływać chaos, i tak właśnie się stało. W chwili pisania tych słów pod koniec 2017 roku nie widać końca tego żałosnego konfliktu. Ale też gdy w grę wchodzi broń, chaos o wiele łatwiej wywołać, niż opanować. Kilku dowódców zginęło w zamachach, prawdopodobnie z ręki rosyjskich służb specjalnych właśnie dlatego, że stali się zbyt samowolni i zbyt niebezpieczni.

Wiele walk na mniejszą skalę toczy się – jak się zdaje – poza kontrolą, często tylko dla zabicia nudy albo zdobycia pieniędzy. W Rostowie nad Donem liczba morderstw gwałtownie wzrosła (o 19 procent w 2016 roku), a podaż nielegalnej broni drastycznie się zwiększyła, gdy kałasznikowy, a nawet cięższa broń przecieka z powrotem na rosyjski czarny rynek36. Bez względu na to, czy Kreml uznaje wszystkie te wydarzenia za sukces, nie ma wątpliwości, że w Donbasie toczy się wojna przestępcza, a nie tylko wojna w rozumieniu prawa międzynarodowego.

Trzecia wojna przestępcza: Crimintern

"Obecnie zachodzi swego rodzaju "nacjonalizacja mafii: struktury mafijne są zastępowane przez prawdziwe władze" – Władimir Owczynski, emerytowany generał porucznik milicji, 2016 r.

Od powrotu Putina na urząd prezydenta po krótkim okresie przerwy w latach 2008–2012, gdy jako premier kierował marionetkowym prezydentem kraju, Rosja wprowadza coraz większą mobilizację.

W praktyce, jeśli nie w świetle prawa, władza zastrzega sobie możliwość wezwania każdego obywatela i organizacji, od przedsiębiorstwa po środki masowego przekazu, do wsparcia programu Kremla. Może to oznaczać na przykład przeznaczenie jakiejś sumy pieniędzy na cel, którego rząd nie chce wspierać jawnie, a nawet zapewnienie szpiegowi fałszywej tożsamości.

W zasadzie nic nowego. Po roku 2000 zbudowano olbrzymi pałac w Gelendżyku nad Morzem Czarnym, rzekomo do użytku Putina za pieniądze oligarchów jako "podatek" przeznaczony na polepszenie infrastruktury ochrony zdrowia. Tej wersji zaprzeczono, ale jakakolwiek jest prawda, budynek jest powszechnie znany jako "Pałac Putina".

Rosyjscy gangsterzy przenieśli część swoich interesów na zachód Europy. Na zdjęciu hiszpańska policja w domu jednego z mafijnych bossów pod Barceloną

Rosyjscy gangsterzy przenieśli część swoich interesów na zachód Europy. Na zdjęciu hiszpańska policja w domu jednego z mafijnych bossów pod Barceloną

Autor: HO

Źródło: PAP/EPA

Jednak w ostatnich latach Rosja, przynajmniej psychologicznie, została wprowadzona na ścieżkę wojenną, zwłaszcza gdy wyłonił się nowy konflikt geopolityczny. Coraz częściej odmienne zdanie traktowane jest jako zdrada, a interesy obecnego reżimu przedstawiane jako interesy całej Rosji.

Wystarczy skojarzyć to z długą tradycją utrzymywania powiązań między światem przestępczym a światem legalnym, szczególnie przez służby bezpieczeństwa, żeby sobie uzmysłowić zakres tego szczególnego typu mobilizacji. W przeszłości państwo najczęściej wykorzystywało te powiązania w celach negatywnych: na przykład żeby narzucić nowe reguły gry po dojściu Putina do władzy albo żeby ostrzec gangi czeczeńskie przed wspieraniem rebeliantów w ich kraju.

Jednak od tamtej pory państwo wykorzystuje worów jako instrumenty – albo do kontrolowania więźniów politycznych w łagrach, albo do kompromitowania obcokrajowców, żeby Kreml mógł ich wykorzystać.

Oczywiście nie jest tak, że wszystkie rosyjskie działania przestępcze za granicą służą Kremlowi. Nie każda grupa czy sieć przestępcza mogą zostać uruchomione w ramach mechanizmu, który przez analogię do Kominternu, czyli Komunistycznej Międzynarodówki, określam mianem "Crimeinternu", jest bowiem nielegalnym następcą dawnej sowieckiej organizacji.

Te, które mogą, nazywam Russian-based organized crime (przestępczość zorganizowana zakotwiczona w Rosji, RBOC), najważniejszą ich cechą jest to, że chociaż działają za granicą, to zachowały silne interesy w Rosji.

Może to oznaczać, że ich członkowie nadal mają tam rodzinę albo aktywa, czasem też większość swojej działalności przestępczej prowadzą w kraju.

Niezbyt elegancko, ale za to obrazowo określił tę sytuację znajomy funkcjonariusz zachodniego kontrwywiadu, opisując sytuację pewnego wora z RBOC: "dopóki jaja ma w Moskwie, Rosjanie zawsze mogą go za nie chwycić".

Nie musi chodzić o wspólną narodowość czy język, ale właśnie o podatność. Na przykład niektórzy gangsterzy narodowości rosyjskiej działający w Hiszpanii przenieśli się tam na stałe, zabierając ze sobą rodziny i majątki, inni jednak zostawili w kraju silne powiązania osobiste i zawodowe.

Także kluczowe postaci gangów gruzińskich działających we Francji, Włoszech, w Grecji i krajach Beneluksu utrzymują wyraźne związki z Rosją. Artur Juzbaszew, aresztowany we Francji w 2013 roku za udział w międzynarodowym gangu włamywaczy i skazany w 2017 roku, nie tylko miał czeczeńskiego ochroniarza, lecz także został aresztowany w Moskwie znacznie wcześniej, bo w 2006 roku.

Za posiadanie narkotyków spędził wtedy w więzieniu tylko dwa miesiące, to jednak wystarczyło, żeby nawiązał kontakty z zakotwiczoną w Rosji grupą, z którą kontynuował współpracę po wyjeździe do Francji w 2010 roku.

Z kolei spora sieć przestępcza zbudowana przez gruzińskich i armeńskich gangsterów skazana w 2012 roku za włamania i kradzieże na całym terenie Francji i Belgii nie miała bezpośrednich związków z Rosją i dlatego nie wchodziła w skład RBOC.

RBOC jest od czasu do czasu, choć coraz częściej, używana do odgrywania różnych ról w prowadzonej przez Moskwę "politycznej wojnie", żeby dzielić, rozpraszać i demoralizować Zachód, zwłaszcza Europę, choć tylko wówczas, gdy wywiad rosyjski nie ma alternatywy.

Na przykład rosyjskie służby bezpieczeństwa coraz częściej rozwijają własne możliwości hakerskie, ale Moskwa nadal musi rekrutować cyberprzestępców albo od czasu do czasu zwracać się do nich z prośbą o pomoc w zamian za gwarancję swobody działania.

Dostarczają oni zwłaszcza "zwiększoną moc" dla dużych operacji, jak na przykład atak na Estonię w 2007 roku i na Gruzję w 2008 oraz na potrzeby trwającej cybernetycznej dywersji na Ukrainie. Działania hakerskie często mają wspierać polityczną działalność wywrotową, to zaś wymaga pieniędzy.

Jak pokazuje przypadek Kohwera, grupy RBOC mogą też zasilać fundusz o nazwie czornaja kassa (czarna kasa). Tak pozyskane pieniądze łatwiej wykorzystać do oszustw i intryg, ponieważ nie są przesyłane bezpośrednio z Rosji, dlatego nie ma bezpośredniego ryzyka, że zostaną powiązane z działaniami Moskwy.

Z kolei na poziomie taktycznym specjaliści zawodowo przerzucający ludzi i towary przez granicę są cenni podczas operacji wywiadowczych. Na przykład w 2010 roku dzięki operacji Ghost Stories odkryto 11 szpiegów SVR głęboko zakamuflowanych w Stanach Zjednoczonych.

Najzdolniejszy, jak wszystko na to wskazuje, w tej grupie używał nazwiska Christopher Metsos i zdołał uciec na Cypr. Został potem aresztowany, ale podjęto decyzję o zwolnieniu go za kaucją i wtedy natychmiast zniknął mimo wszystkich wysiłków, żeby trzymać go pod obserwacją.

W rozmowie ze mną kilku funkcjonariuszy amerykańskiego kontrwywiadu wyraziło opinię, że ludzie RBOC użyli swojej wiedzy i powiązań, żeby potajemnie odesłać Metsosa do Rosji lub do innego kraju, skąd rosyjski wywiad mógł zorganizować jego powrót.

Algorta. Hiszpańska policja zatrzymuje gangstera podczas operacji wymierzonej w rosyjską i gruzińską mafię. Marzec 2010 roku

Algorta. Hiszpańska policja zatrzymuje gangstera podczas operacji wymierzonej w rosyjską i gruzińską mafię. Marzec 2010 roku

Autor: Miguel Tona

Źródło: PAP/EPA

Spektrum działań obejmuje też działania brutalne, bowiem wiele wskazuje, że mnóstwo zabójstw przypisywanych rosyjskiemu wywiadowi zostało przeprowadzonych przez ludzi RBOC, na przykład zamachy na kilku zwolenników Czeczenów i innych bojowników z Kaukazu Północnego w Stambule.

Nadim Ajupow, którego tureckie władze oskarżają o zamordowanie na zlecenie FSB trzech rzekomych czeczeńskich terrorystów, był członkiem moskiewskiej grupy przestępczości zorganizowanej specjalizującej się w kradzieży samochodów.

Także grupy RBOC mogą stać za wspieraniem powiązanych z Moskwą organizacji paramilitarnych takich jak Węgierski Front Narodowy oraz zwłaszcza agitatorów, którzy wzięli udział we wspieranej przez Moskwę próbie zamachu stanu w Czarnogórze w 2016 roku, co miało zapobiec przyjęciu tego państwa do NATO.

Czwarta wojna przestępcza: nieoczekiwane konsekwencje

"Czasem naprawdę nie wiemy, czy ci faceci to szpiedzy, czy przestępcy. Ale rzecz w tym, że nawet jeśli przeprowadzają jakąś operację [wywiadowczą] tu w Niemczech, to w Rosji dopuszczają się defraudacji, kradzieży i przejmowania przedsiębiorstw". Pytam, czy przynoszą Kremlowi więcej szkody niż pożytku. "Och, na miejscu Putina bardziej bym się martwił tym, co robią u siebie w kraju" – rozmowa z funkcjonariuszem niemieckiego wywiadu, 2016 r.

Jednak Moskwa ponosi poważne ryzyko, utrzymując tę zmowę państwa i przestępczości. Łatwo zrozumieć pokusy, na które wystawiony jest Władimir Putin.

Rosja nie ma najlepszej pozycji, żeby rościć sobie pretensje do statusu supermocarstwa i rzucać wyzwanie Zachodowi. Militarnie jest słabsza niż połączone siły europejskich członków NATO, nawet bez Kanady i Stanów Zjednoczonych, gospodarczo zaś mniejsza niż stan Nowy Jork. Ale jako reżim autorytarny może koncentrować zasoby na swoich celach; Putin nie musi się niepotrzebnie martwić odpowiedzialnością demokratyczną, a każdą przewagę, którą znajdzie, może wykorzystywać z całą bezwzględnością i pragmatyzmem.

Świat przestępczy stanowi poważne obciążenie dla politycznego, społecznego i gospodarczego rozwoju kraju, ale za to może być – i jest – mobilizowany jako narzędzie polityki zagranicznej w światowej wojnie polityczno-przestępczej, zapewne pierwszej takiej na świecie.

Czy jednak Kreml prawidłowo skalkulował ryzyko?

Nie chodzi tylko o raptownie pogarszającą się pozycję Rosji na świecie (choć jest ona niezaprzeczalna), ale też morale deprawowanych przez kontakty z worami funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, których były dyrektor FSB Nikołaj Patruszew nazwał "nową szlachtą" Rosji.

Ich uprzywilejowany status przy braku efektywnego nadzoru i wykorzystywaniu pozaprawnych metod w codziennej pracy zamienił to środowisko w inkubatory działalności i sieci przestępczych.

Dziennikarze Andriej Sołdatow i Irina Borogan, najlepsi rosyjscy obserwatorzy działań szpiegowskich, opisali to następująco:

W czasach sowieckich ludzie KGB byli elitą. Ale gdy Związek Radziecki przestał istnieć i Rosja pogrążyła się w "mrokach nowego kapitalizmu", tylko bardzo niewielu oficerów KGB dało się poznać jako odnoszący sukces biznesmeni. Bardzo szybko wyprzedzili ich młodsi i aktywniejsi oligarchowie. Weteranom KGB przyszło zadowolić się drugo- i trzeciorzędnymi rolami: stanęli na czele służb bezpieczeństwa finansowych imperiów oligarchów.

Kim więc są "nowi bogacze" Rosji? Weźmy za przykład Siergieja (z oczywistych powodów nie jest to jego prawdziwe imię), pułkownika FSB, z którym spotkałem się kilka razy w Moskwie.

Jest bystry, wykształcony, rozważny, przekonujący. Lata dziewięćdziesiąte wspomina jako "okres kłopotów" i więcej niż raz wyraził szczere przekonanie, że "Putin został zesłany przez Boga, żeby ocalić Rosję".

Nie mam też wątpliwości, że Siergiej jest do cna skorumpowany. Pochodzi z rodziny robotniczej, poszedł na uniwersytet, potem z niejasnych powodów odbył służbę wojskową jako młodszy oficer, po czym wstąpił do KGB i w 1991 roku przeszedł do utworzonej w jego miejsce FSB.

Raczej nie odziedziczył żadnego majątku, a jego żona nie pracuje, ale jest właścicielem położonego na przedmieściach olbrzymiego, wyposażonego we wszystkie atrybuty moskiewskiego nowobogackiego domu – od trzymiejscowego garażu (range rover dla niego, bmw dla niej i renault dla mieszkającej z nimi gosposi) po blaty z importowanego marmuru, wielkie telewizory na każdej możliwej ścianie i basen w przydomowym ogródku.

Mark Galeotti przy grobie Wiaczesława Iwankowa ps. Japończyk. Gangster działał w Rosji i USA. Na jego pogrzeb do Rosji zjechali mafiosi z całego świata

Mark Galeotti przy grobie Wiaczesława Iwankowa ps. Japończyk. Gangster działał w Rosji i USA. Na jego pogrzeb do Rosji zjechali mafiosi z całego świata

Autor: Znak Horyzont

Źródło: Materiały prasowe

Jak rozumiem, Siergiej jest dostawcą usług. Stanowisko zajmowane w FSB daje mu dostęp do wielu informacji, które służby bezpieczeństwa gromadzą w państwie autorytarnym.

Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, ile pieniędzy naprawdę ma delikwent, którego zamierza oskubać, do kogo naprawdę należy firma, którą ma na oku, albo po prostu chce sprawdzić prywatny numer telefonu komórkowego jakiegoś faceta lub jego kochanki, to Siergiej będzie właściwą osobą.

Prawdopodobnie nie przeszkadza mu to we właściwym wykonywaniu obowiązków służbowych, tyle tylko, że sprzedaje dostęp do służbowej wiedzy i możliwości. Większość jego klientów to prawdopodobnie biznesmeni, ale w dzisiejszej Rosji światy biznesu, przestępczości i polityki swobodnie się przeplatają, więc nic to nie znaczy.

Im częściej służby specjalne wykorzystują do swoich zadań przestępców, hakerów czy zabójców, tym więcej mają z nimi kontaktów, co stwarza okazje do kompromisów i zwiększa ryzyko, że oficer prowadzący zostanie najemnikiem.

Na przykład w 2012 roku Jeffrey Delisle, porucznik kanadyjskiej marynarki wojennej, został aresztowany za szpiegostwo na rzecz GRU. Służył na HMCS Trinity, centrum wywiadowczym odpowiedzialnym za przetwarzanie materiałów wywiadowczych nie tylko od służb kanadyjskich, ale też od sojuszników z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii.

Miał zatem dostęp do wyjątkowego zestawu tajemnic. Wraz z postępami prowadzonego śledztwa stało się jasne, że wśród wykonywanych przez niego zadań było ustalenie, co Królewska Kanadyjska Policja Konna wie o rosyjskich gangsterach w tym kraju.

Z rozmowy z funkcjonariuszami kanadyjskiej służby bezpieczeństwa wynika, że nie mają pojęcia, dlaczego GRU chciało pozyskać te informacje.

Jest bardziej prawdopodobne, że ktoś gdzieś w łańcuchu dowodzenia po prostu doszedł do wniosku, że dzięki współpracy z Delisle’em bez wysiłku zdobędzie informacje, a następnie dobrze je sprzeda gangsterom, których dotyczą.

Wory to przestępcy, którzy przez lata nie tylko funkcjonowali w ramach potężnego reżimu, ale też znajdowali sposoby, żeby go wykorzystać do swoich celów.

Potrafili się zaadaptować i dobrze prosperować od obozów pracy przymusowej po czarny rynek, ponieważ wiedzieli, jak obrócić sytuację na swoją korzyść.

Lekkomyślnością, a nawet głupotą byłoby zakładać, że umiejętności dzisiejszych następców sowieckich worów są mniejsze.