Marek Wawrzynowski , 10 listopada 2017

Adam Nawałka - człowiek, który pomógł szczęściu

Jest pierwszym polskim trenerem od 30 lat, który na dużym turnieju wyszedł z grupy. Pierwszym, który zagrał na dwóch kolejnych dużych imprezach – licząc mistrzostwa świata i Europy. Czy Adam Nawałka będzie też pierwszym od 1982 roku, który przywiezie medal z mistrzostw świata?

Dwa czarno-białe zupełnie zwyczajne zdjęcia, które zaraz po mundialu w 1978 roku "Piłka Nożna" umieściła na okładce, mówią wiele. A właściwie podpis: "Zbigniew Boniek i Adam Nawałka to czołowi przedstawiciele nowej fali w polskim piłkarstwie. Świetnie spisali się w Argentynie i nie sposób wyobrazić sobie nowo budowanej reprezentacji bez ich udziału".

Los Zbigniewa Bońka jest wszystkim znany. Został na lata liderem kadry, poprowadził ją do 3.miejsca na mundialu w Hiszpanii. Kariera drugiego z nich rozsypała się na kawałki. Z czasem to wielkie niespełnienie będzie rozpatrywane jako klucz do jego kariery trenerskiej.

Po co jedziemy na turniej?

Chyba każdy selekcjoner w Polsce po roku 1976 musi być w jakiś sposób porównywany z Kazimierzem Górskim. Tak naprawdę jest to droga donikąd czy raczej jazda dookoła ronda, z drugiej strony dobra medialna zabawa. Adama Nawałki również nie ominęła.

Warszawa, 1975. Trening pilkarskiej kadry narodowej na boisku Akademii Wychowania Fizycznego, n/z trener seleksjoner Kazimierz Gorski (3L) i Bernard Blaut (1L). Fot. Marek Szymanski/FORUM

Warszawa, 1975. Trening pilkarskiej kadry narodowej na boisku Akademii Wychowania Fizycznego, n/z trener seleksjoner Kazimierz Gorski (3L) i Bernard Blaut (1L). Fot. Marek Szymanski/FORUM

Źródło: Forum

Pewne jest, że obu przyjęto sceptycznie. Przy Górskim było "Kaziu, nasz Kaziu, miły człowiek, ale prochu nie wymyśli". Nawałka był przyjmowany jako kolejny trener ligowy. Z nieufnością. Zresztą, nie był nawet pierwszym wyborem PZPN. Związek za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów robił sondaże "jak społeczeństwo przyjmie Dariusza Wdowczyka", w eter rzucano kandydaturę, ponoć bardzo poważną, Jerzego Engela. Ostatecznie wybrano Nawałkę.

W 1974 roku przed mistrzostwami świata prasa pytała: "Po co jedziemy na turniej? Żeby się skompromitować?".

Zwolnić tego Nawałkę

40 lat później, zaledwie po roku pracy, Nawałkę zwalniano, sugerując, że to tylko kolejna strata czasu. Czasem delikatnie , czasem po bandzie. I niewiele jest tu osób, które mogłyby pierwsze rzucić kamieniem. Autor tego artykułu również się do nich nie zalicza.

I jeszcze jedno podobieństwo. Obaj byli piłkarsko niespełnieni. Górski bardziej, zagrał jeden mecz w kadrze, przegrany 0:8 z Danią. Nawałka zagrał znacznie więcej. Ale znacznie mniej niż by chciał.

Z perspektywy czasu wszystko wygląda prosto. Adam Nawałka dobrym piłkarzem był. Ale nie wybitnym. Czy mógł być wybitnym? Na pewno powinien być kimś więcej.

Zaczęło się od Wisły

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że będzie piłkarzem. Choćby to, że urodził się 23 października. Tego samego dnia co Pele i Kazimierz Deyna. A także Mirosław Bulzacki.

Do Wisły Kraków Nawałkę zapisał ojciec. Przyprowadził chłopca na nabór do trenera Adama Grabki, znanego w tym czasie łowcy talentów. Był to 1969 rok. Trzy lata później Nawałka grał w drużynie juniorów Białej Gwiazdy, co oznaczało w tym czasie naprawdę dużo. Bo Wisła produkowała talenty jak sprawna fabryka. Stąd była najprostsza droga do młodzieżowych reprezentacji kraju. Przyszły selekcjoner trafił do kadry jako 16-latek. Młodzieżowa kariera Nawałki to pasmo sukcesów. Dwa razy mistrzostwo Polski, około 20 występów w młodzieżowych reprezentacjach kraju, wygrana spartakiada młodzieży i w końcu, w 1975 roku, debiut w drużynie seniorów. Przed ukończeniem 17. roku życia.

Adam Nawałka i Grzegorz Lato

Adam Nawałka i Grzegorz Lato

Źródło: Forum

Nowy trener pierwszej reprezentacji, Jacek Gmoch, szybko wypatrzył obiecującego piłkarza. Powołał go na zgrupowanie w Jugosławii, dał zadebiutować w kadrze PZPN w meczu z Grecją i w końcu wystawił w Płocku w meczu reprezentacji z drugą drużyną Rumunii. W tym spotkaniu, swoim debiucie w pierwszej reprezentacji, Nawałka nawet strzelił bramkę. A kilka dni później zadebiutował w oficjalnym meczu i potwierdził, że strzelać potrafi. Na Nepstadionie w Budapeszcie zagrał w 45.minut i pokonał Sandora Gujdara, ale Polska przegrała 1:2. Nigdy więcej w kadrze Nawałka bramki nie strzelił, a rozegrał jeszcze 33 mecze.

Nawałka to piłkarz jednostronny

W tym czasie dojeżdżał na treningi do Krakowa z rodzinnej Rudawy samochodem marki "Zastava" i wiele wskazywało na to, że szybko zmienni ją na coś lepszego. Podpatrywał kolegę klubowego Henryka Maculewicza ale pytany o wzory wymieniał Niemca Gunthera Netzera i Brazylijczyka Roberto Rivelino. Byli to jednak zawodnicy w tym okresie dla niego nieosiągalni.

Jak pisał Zygmunt Lenkiewicz, w tym czasie absolutnie topowy dziennikarz sportowy, w "Piłce Nożnej": „aktualny stan piłkarskich umiejętności Adama Nawałki nie przedstawia się jednak zbyt imponująco (…) w dobie dzisiejszego futbolu z punktu widzenia interesów drużyny wstawianie do gry zawodnika tego typu, a więc dość jednostronnego, jest zwyczajnym zmniejszeniem jej szans".

Dość brutalna ocena, ale Nawałka nie imponował ani strzałem, ani dobrym podaniem.

A jednak z czasem zrobił spory postęp i podczas mundialu w Argentynie, ten wówczas 21-latek zaistniał jako jeden z najlepszych polskich zawodników.

Dlaczego zniknął?

Wszystko popsuł wyjazd na XI Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów w Hawanie, na który Nawałka został oddelegowany jako wzór sportowca. Poleciał na Kubę razem z Czesławem Niemenem, Marylą Rodowicz i zespołem "Dwa plus jeden", a także duetem "Andrzej i Eliza".

"Następstwa wyjazdu na Kubę skrócą jego karierę" – pisze Łukasz Olkowicz, autor książki "Nawałka. Droga do perfekcji".

Czytamy:
"Od mięśnia dwugłowego zaczęły się z kolei kłopoty Nawałki. Zerwał go, potem doszły duże problemy z kolanem i z biodrem. Plotkowano, że ma to związek z tajemniczą chorobą, którą przywiózł z Kuby.

- Problemy pojawiły się wraz z powrotem z Hawany, to na pewno. Nie wiem może było tam za dużo rozluźnienia – mówi doktor Jasiński (Jerzy, lekarz klubowy Wisły –red.)".

Nawałka jako piłkarz powoli się kończył

Po raz ostatni w barwach narodowych wystąpił w lipcu 1980 roku. Polska wygrała w Bogocie z Kolumbią. Nawałka miał zaledwie 23 lata. Próżno szukać go w jakichkolwiek zestawieniach najlepszych polskich piłkarzy. Pięć lat później wyjechał do Stanów Zjednoczonych, dorobić sobie trochę w zespole "Polish American Eagles" z miasta Yonkers, na obrzeżach Nowego Jorku. Zdobył nawet z kolegami tytuł amatorskiego mistrza kraju w 1987 roku.

I to by było na tyle. Gwiazda zgasła.

Autor: Bartłomiej Zborowski

Źródło: PAP

Polacy go kochają. Nawet gdy wypowiada podczas konferencji zdania automatycznie, jakby był zaprogramowany. Są to odpowiedzi nie zawsze pasujące do pytania. Czasem odpowiada tak by nie odpowiedzieć, jakby wyznawał zasadę, że lepiej powiedzieć pięć zdań za mało niż jedno słowo za dużo. Czasem śmieje się do dziennikarzy, jakby chiał im powiedzieć: "Załatwiłem was". Początkowo byli oni zirytowani, a teraz już na wiele nie liczą. Przyjęli, że liczy się wynik.

Zachodni dziennikarze podczas EURO 2016 przecierali oczy ze zdumienia. „On tak zawsze? Przyjmijcie nasze kondolencje”.

To tylko poza

Kto rozmawiał z Nawałką wcześniej, wie, że ma sporo do powiedzenia, jest otwarty, słucha ludzi, nawet tych, którzy zdążyli go wielokrotnie przekreślić. Ale swoje wie.

Skąd w ogóle wziął się Nawałka? Sam mówił, że przełomowy był kontakt z Leo Beenhakkerem.

- Punktem zwrotnym była praca z kadrą narodową. Popatrzyłem na piłkę z innej perspektywy. Tamta praca pozwoliła mi bardziej dostrzec umiejętność pracy w sztabie. Wiele rzeczy wcześniej wydawało mi się oczywiste. Teraz obraz stał się szerszy, zacząłem wychwytywać znacznie więcej szczegółów – wyjaśniał.

Research na temat Nawałki miał zrobić dla Beenhakkera Bogusław Kaczmarek.

W biografii Nawałki czytamy: “Była sobota wieczór. Za dwa dni reprezentacja rozpoczynała we Wronkach zgrupowanie przed eliminacyjnymi meczami z Azerbejdżanem i Armenią. Beenhakker był postawiony pod ścianą. Do Wielkopolski nie dotarł Dziekanowski i selekcjoner w ekspresowym tempie szukał asystenta”.

REUTERS/Srdjan Zivulovic  (SLOVENIA SPORT SOCCER)

REUTERS/Srdjan Zivulovic (SLOVENIA SPORT SOCCER)

Źródło: Forum

To była szybka decyzja. Kaczmarek zadzwonił, Nawałka się spakował i przyjechał.

Holender przyznaje, że przyszły selekcjoner od początku zrobił na nim dobre wrażenie.

- Wtedy był po angażu w Wiśle, podobało mi się jak prowadził drużyny, jak rozmawiał z piłkarzami i w jaki sposób widział piłkę. Było akurat wolne miejsce w sztabie po odejściu Darka Dziekanowskiego. Porozmawialiśmy sobie i spodobała mi się jego wizja futbolu, więc zaprosiłem go do współpracy. Zawsze starałem się otaczać ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia i się z tym nie kryją. Adam miał własne opinie. Robił świetną robotę, miał bardzo dobry kontakt z piłkarzami. I widać było, że jest nią pochłonięty. W zawodzie trenera musisz mieć dwie rzeczy: wiedzę techniczną i wiedzę o ludziach, ich charakterach. Adam miał obie, doskonale radził sobie z piłkarzami, umiał do nich dotrzeć. Dlatego można było przypuszczać, że będzie świetnym trenerem.

A jak ten przełomowy moment wspominał sam Nawałka?

- Pojechałem do Włoch, byłem na krótkim rekonesansie w Romie i Lazio. Wróciłem do kraju. Wtedy zadzwonił Leo. Zapytał czy chcę być asystentem. Pytam: „Od kiedy?”. On mówi: „Jak to od kiedy, samolot czeka na ciebie w Balicach”. „Ok, już jadę”. To była szybka i bardzo dobra decyzja – mówił.

Od tej pory wszystko ruszyło

Dodał holenderską lekcję do swojej nieprzeciętnej pracowitości. Hasło „krew, pot i łzy” przelał na kluby, a z czasem na kadrę. W klubach, których pracował po prostu nie dało się robić na pół gwizdka.

Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Źródło: Forum

- Między innymi poprzez to, że szybko podjąłem pracę w GKS Katowice, hartowałem się w bardzo trudnych warunkach. Bez pieniędzy, ale z charakterem, siłą woli. Trzeba było przekonywać zawodników, ze warto. Trzeba było organizować wszystko od podstaw, łączyć funkcje trenera i menedżera. Wartościowy okres pod względem szkoleniowym. praca w takim klubie jakim był GKS to bardzo dobre doświadczenie. Dużo łatwiej pracować w klubie zorganizowanym o mocnych fundamentach ekonomicznych, ale prawdziwa szkoła jest tam, gdzie jest walka o przetrwanie, o życie - mówił.

A więc widział wszystko. Jak sam mówi, był w klubach bardzo bogatych jak Wisła i Zagłębie, średnich jak Jagiellonia, a potem w biednych jak Sandecja. I w końcu w GKS Katowice, gdzie te doświadczenia się skumulowały i talent Nawałki eksplodował. A potem był Górnik i podbój Ekstraklasy. I nawet gdy klub przechodził kryzys, wszyscy już wiedzieli, że Nawałka jest trenerem z polskiego topu, kandydatem do pracy z kadrą. Choć po słabszym okresie Franciszka Smudy i dość przeciętnym Waldemarze Fornaliku, patrzono na krajowego kandydata ze sporą nieufnością.

Sam jest fanem piłki włoskiej

Mówi, że kocha włoski styl życia, oddychanie włoskim powietrzem. Zresztą widać to po tym jak się prezentuje. Fascynacja Italią spowodowana jest względami rodzinnymi.

- To było od zawsze. Mój ojciec był piłkarzem, grał w Orlętach Rudawa i mój wujek Jan, brat mamy, też grał w piłkę w IV lidze. Wszyscy byli zakochani w piłce nożnej, a mój wujek we włoskiej. Zresztą od 30 lat mieszka w Rzymie, jest dominikaninem. To były czasy Interu, Milanu, Helenio Herrery. Graliśmy razem, byliśmy Rivą, Riverą, Mazzolą. Nie pamiętam kim ja akurat byłem, ale piłka włoska była u mnie od zawsze. Imponuje mi dziś to, jak zorganizowane są kluby, zarówno te bogate jak i te średnie. Jak funkcjonują sztaby trenerskie. Prowadzenie klubu, strategia, taktyka, to najwyższa półka. Włosi kiedyś byli wzorcowym krajem jeśli chodzi o futbol. Teraz są trochę z tyłu, ale wciąż fantastycznie pracują, odradzają się, kadra wciąż gra o najwyższe trofea – opowiadał.
Rozmawialiśmy tydzień przed tym jak przejął kadrę. Od tego czasu, jeśli udzielał wywiadów, to można je policzyć na palcach jednej ręki. Bardzo szybko wprowadził włoską "silenzio stampa" czyli "cisza medialna" i tylko słynne konferencje.

Jeden z jego byłych współpracowników jest przekonany, że właśnie Nawałka może być pierwszy od około 30 lat polskim trenerem, który wyjedzie z naszego kraju do dobrego zachodniego klubu.

Źródło: PAP

Na pewno w swojej pracy miał sporo szczęścia, że akurat trafił na Roberta Lewandowskiego w szczytowej formie. Ale też trzeba przyznać, że wiedział, jak to wykorzystać.

Sam wiele lat temu pisałem: "Kto znajdzie klucz do Lewandowskiego, ten wygra". Nawałka go znalazł.

Dał Lewandowskiemu opaskę kapitana, wymuszając jednocześnie na nim większą odpowiedzialność. Przy okazji dał do zrozumienia poprzedniemu kapitanowi, Kubie Błaszczykowskiemu, któremu ta zmiana się nie podobała: "Albo grasz na moich zasadach, albo w ogóle". Kuba, z oporami, ale się zgodził. Wygrali obaj.

Wprowadził do kadry jako stałego partnera dla Lewandowskiego Arkadiusza Milika, co zmieniło oblicze drużyny.

Miał szczęście, bo eksplodował talent Grzegorza Krychowiaka i Kamila Glika – liderów drużyny. Ale też potrafił znaleźć Michała Pazdana, czy Krzysztofa Mączyńskiego.

Jest najlepszym dowodem na prawdziwość powiedzenia: "Szczęściu trzeba pomagać".

Jest też pierwszym polskim trenerem od 30 lat, który na dużym turnieju wyszedł z grupy. Pierwszym, który zagrał na dwóch kolejnych dużych imprezach – licząc mistrzostwa świata i Europy. Czy będzie pierwszym po ponad 35 latach który sięgnie po medal? Nikt dziś tego głośno nie mówi. Ale po raz pierwszy od dawien dawna możemy o tym w ogóle pomarzyć.