Marek Wawrzynowski , 5 kwietnia 2018

Bobby Fischer. Geniusz ogarnięty antysemicką obsesją

Jak zostanie zapamiętany Bobby Fischer? Czy jako po prostu wybitny szachista, szaleniec czy może jako wielki reformator, geniusz, który odmienił grę? - Jego apologeci uważają, że za wszystko co złe, była odpowiedzialna choroba - mówi Stefan Gawlikowski, autor książki "Bobby Fischer. Obsesje geniusza" najnowszej biografii wybitnego szachisty.

*Marek Wawrzynowski, Wirtualna Polska: Mija 10 lat od śmierci Bobby’ego Fischera. Jeden z najwybitniejszych szachistów w historii umierał niemalże w samotności. *

Stefan Gawlikowski: Miał grono zaufanych osób, japońską żonę, kilku Islandczyków. Ale poza tym kompletnie izolował się od ludzi. Mieszkał w Reykjawiku, chodził na obiady do restauracji, gdzie zawsze siadał przy stoliku na uboczu. Mówiono, że gdy kiedyś jakiś chłopiec poprosił go o autograf, spojrzał na niego wzrokiem Bazyliszka. Ale chodził też do biblioteki, gdzie czytał powieści. Przywożono mu amerykańskie komiksy. Ubolewał, że jego majątek w Stanach Zjednoczonych został zlicytowany na poczet długów. A w tym były również jego komiksy. Powiedział, że nigdy nie wybaczy odpowiedzialnym za to ludziom. A jednocześnie zaczął coraz bardziej chorować.

Mógł się leczyć.

Ale nie zgadzał się na przetaczanie krwi, nie zgadzał się na żadne zabiegi i operacje. I żadne leki. A był chory na nerki, miał straszliwe bóle. Więc jego przyjaciele przemycali mu morfinę w pożywieniu, ponieważ wiedzieli, że dobrowolnie by jej nie przyjął. Był w szpitalu kilka razy. Za którymś razem stało się oczywiste, że nie wyjdzie.

I nie wyszedł.

Jego ostatnie słowa brzmiały: "Nic tak nie uzdrawia jak dotyk człowieka". Poprosił, żeby dostarczyć mu portret zmarłej matki i gdy doręczył mu go szwagier, odszedł w spokoju.

Kto został jego spadkobiercą?

Spadek czyli około 2 miliony dolarów trafił do Mioko Watai, żony Fischera.

A co z nieślubnym dzieckiem?

Filipinka, z którą żył wcześniej, zapewniała, że ma z nim córkę. Dokonano ekshumacji i okazało się, że nie on był ojcem.

Jak Ameryka zareagowała na śmierć Fischera?

Myślę, że wielu rodaków zrzuciło wszystkie jego obsesje na chorobę. Przez pewien czas był nawet pomysł, by sprowadzić jego zwłoki do kraju, ale sprzeciwili się temu jego islandzcy przyjaciele. Pamiętajmy, że został pochowany prawie że po kryjomu na cmentarzu pod Reykjavíkiem.

Obsesję miał głównie na punkcie Żydów. Przy czym było to już właściwie szaleństwo.

Mamy tu fragment wywiadu dla filipińskiego Bombo Radio z 1999 roku: "Śmierć Żydom. Po prostu ich zabić skur…" I jeszcze jeden: "Już czas zacząć zabijać Żydów na chybił trafił".

Mógł być jednak traktowany jako nieszkodliwy wariat. Ale już jego komentarze po zniszczeniu World Trade Center raczej nie przysporzyły mu popularności.

Raczej nie. Powiedział wtedy: "To świetna wiadomość. Amerykanie i Żydzi mordowali przez lata Palestyńczyków i nikogo to nie obchodziło. Teraz dostali za swoje. Chciałbym, żeby USA zostało zmazane z powierzchni ziemi. Mam nadzieję, że w Stanach władzę przejmie wojsko, że zostaną zamknięte synagogi, aresztowani wszyscy Żydzi, a żydowscy przywódcy zostaną poddani egzekucjom. Ostatecznie biały człowiek powinien opuścić USA, czarny powinien wrócić do Afryki, zaś kraj zwrócony Indianom". A wywiad zakończył stwierdzeniem: "Śmierć USA". Apologeci Fischera twierdzili, że nie potrzebował on adwokata, a psychiatry.

Smutne.

Tak. Bardzo. Tim Krabbe, znakomity holenderski publicysta szachowy napisał: "Słuchając trzeciego wywiadu Fischera w Bombo Radio, nagle zrobiło mi się niedobrze z powodu tych wszystkich tekstów. Ale nigdy nie myślałem o nim jako o antysemicie. Przeżuwając ciągle słowa Żyd, mówiąc że "Żydzi kontrolują Internet" albo "trzymają ręce na swoich kutasach", wygląda na człowieka z zespołem Tourette’a. Jednym z objawów jest koprolalia, a więc patologiczna, nie dająca się opanować potrzeba wypowiadania słów nieprzyzwoitych, przekleństw, obelg kierowanych do obcych. Ciągle o nim myślę jako o generalnie dobrym człowieku. Jako Żyd czułbym się bezpieczny ukrywając się z nim podczas Holokaustu. Jedynym niebezpieczeństwem mogłoby być to, że on nie wierzy, że holokaust miał miejsce. Nie sądzę, by przyjaciele pomagali mu pokazując światu co się z nim dzieje".

Faktycznie uważał, że Holokaust został…

Wymyślony, by Żydzi mogli na nim zarabiać pieniądze.

A przecież sam był Żydem.

Stuprocentowym, tyle, że tego nie uznawał. Co ciekawe, wśród żydowskich szachistów nigdy nie miał wrogów. Choroba doprowadziła go do tego, że węszył spiski, stracił kontrolę nad sobą. Z zębów kazał sobie usunąć wszystkie wypełnienia, plomby, gdyż uważał, że obce wywiady wpływają na niego, śledzą go. Miał te zęby w stanie koszmarnym.

Ale tak naprawdę jeszcze w latach 80. był wyalienowany.

Mieszkając w Los Angeles nie utrzymywał kontaktu z nikim, poza gosposią, zapuścił długą brodę, wyglądał jak lump. Kiedyś został aresztowany w Pasadenie (w 1981 roku), bo akurat w pobliżu był napad na bank. Był trzymany 48 godzin nago w celi. Policjanci myśleli, że to jakiś pijaczyna. Napisał wtedy, że był prześladowany, pobity.

Źródło: East News

A przecież po meczu ze Spaskim w 1972 roku mógł zostać niemal Bogiem.

Oczywiście, trwał wyścig zbrojeń, rywalizacja na każdym polu. Amerykanie robili co mogli. Nagle Fischer zaczął być Hannibalem, który zagraża Rzymowi, czy w tym przypadku Moskwie. Fischer podjął wyzwanie i wygrał. Amerykanie chcieli mu nawet zorganizować paradę na V Alei, taką samą jak mieli kosmonauci czy bohaterowie wojenni. Ale on odmówił. Podziękował, uznał, że to nie dla niego. W momencie gdy zaczynała się jakaś impreza i ludzie się bawili, jego najłatwiej można było spotkać gdzieś na boku, w kącie, grającego w szachy. Na jednym z turniejów spotkano go w foyer, jak rozkłada szachownicę. Poza szachami nie interesował się właściwie niczym. Prawie, bo słuchał Presleya, czytał komiksy i literaturę.

Dlaczego się wycofał?

Bo osiągnął cel. I długo nie grał. Myślę, że obawiał się, że podzieli los Spaskiego i przegra z Karpowem. Karpow miał ogromne osiągnięcia i nie miał nic do stracenia. Był kopią Fischera, naśladował go. Był zimną wyrachowana maszyną, stuprocentowym zawodowcem. To mógłby być fantastyczny mecz. Fischer mówił, że z pewnością wygrałby z Karpowem, ale też chciał tej konfrontacji uniknąć. Nie chciał rozmienić legendy.

Czy dziś Fischer byłby wielki?

Gdyby miał lat 18 i taką samą obsesję na punkcie gry, to bez wątpliwości. Ale mecz z 1992 roku pokazał jak bardzo szachy się zmieniły. Pod względem jakości gry był oceniany dość krytycznie. Ale cóż, Fischer nie grał przez dwadzieścia lat, dobiegał do pięćdziesiątki, więc na tym poziomie jest to odczuwalne.

Kiedy właściwie objawił się jego geniusz?

Kiedy miał 8, 9 lat grywał w klubach szachowych w Nowym Jorku, od razu było oczywiste, że objawił się niezwykły talent.

Ale w jaki sposób, ogrywał dorosłych mężczyzn?

No oczywiście, ale to akurat byłoby zbyt banalne. On spędzał całe dnie przy szachownicy. A wracając do domu zachodził do Central Parku i grywał z amatorami na tych kamiennych szachownicach. Gdy matka pytała, dlaczego jest cały mokry, dlaczego nie schował się przed deszczem, odpowiadał, że grał tak dobrą partię, że nie był w stanie jej przerwać.

To obsesja.

Jego matka myślała, że choroba, dlatego zabrała go do psychiatry. Ten, jak się okazało, też był szachistą i powiedział, że są gorsze dewiacje niż szachy. Kilku szachistów, Korcznoj, czy Karpow, napisało książki zatytułowane: "Szachy są moim życiem". A chyba Fischer, choć nigdy tego nie zrobił, miał do tego największe prawo. Jako przyjaciela i mentora miał amerykańskiego trenera, potem właściciela wielkiej biblioteki szachowej. I gdy miał 11 lat zaczęły się sukcesy na skalę ogólnokrajową. Zaczął wygrywać narodowe turnieje. Jako 16 latek pojechał na turniej do Bled w Jugosławii. Jego matka wysłała do organizatorów list, że on nie spotyka się z dziewczynami, nie pije, nie tańczy i żeby o niego zadbano.

Źródło: East News

Dziewczyny go nie interesowały?

Nie, aż do czasu, gdy zdobył mistrzostwo świata i miał znacznie więcej pieniędzy.

Ten fenomen to dziedzictwo Paula Nemenyi, prawdopodobnego ojca biologicznego?

To możliwe. Był to wyjątkowo zdolny człowiek. Gdy zmarł, matka Fischera napisała list do Petera Nemenyi, w sumie starszego brata Bobby’ego, z prośbą o pomoc finansową.

I tę pomoc otrzymała, co oznaczało, że Peter uznał ojcostwo Paula.

Uznał po prostu to, że Paul pomagał finansowo matce Fischera. Zresztą nigdy nie obnosił się tym pokrewieństwem. Prawdopodobnie Peter Nemenyi i Bobby Fischer widzieli się dwa razy w życiu.

Ta prośba o pomoc pokazuje, jak ciężkie było dzieciństwo Fischera.

Jako dziecko nie miał domu, bo matka cały czas zmieniała miejsce zamieszkania. Były czasy powojenne a ona była podejrzewana o sympatie komunistyczne, zresztą słusznie. A pamiętamy, że były to czasy komisji McCarthy’ego.

Hand-Gerhardt Fischer, uznawany przez lata za ojca Fischera, ze względu na komunistyczne sympatie, nigdy nie został wpuszczony do Stanów Zjednoczonych. Matka jest więc naturalnie bardziej niż ważną postacią w jego życiu.

Był bardzo z nią związany. Była nadopiekuńcza, ale z czasem stał się bardzo samodzielny. Był też potwornym egocentrykiem, nastawionym na siebie, skupionym na jednym celu – mistrzostwie świata w przyszłości. Pierwsze szachy dostał gdy miał 6 lat od siostry. Kupili je gdzieś w sklepiku przy stacji benzynowej w małej mieścinie gdzie mieszkali. Nauczył się gry w szachy z reguł gry wypisanych na odwrocie pudełka. Najpierw grał z siostrą, aż zaczął ją regularnie ogrywać. Znudziło się jej to, więc on grał sam ze sobą. Nosił szachy ze sobą do szkoły. Gdy nauczyciele kazali mu je chować, "odlatywał" i grał w głowie.

Wróćmy do momentu, gdy świat zrozumiał, że oto nadchodzi geniusz.

Mając lat 14 został najmłodszym mistrzem Stanów Zjednoczonych. A przecież w 20-leciu międzywojennym Stany Zjednoczone były kilka razy zwycięzcami olimpiady szachowej. Być mistrzem w takim kraju to nieprawdopodobny sukces.

Źle znosił porażki?

Jako dziecko płakał, jako młody szachista po porażce z Pachmanem w Mar del Plata rozrzucił wszystkie pionki. Ale żeby było jasne, jako szachista przegrał ok. 50 partii na ponad 800,więc jest to bardzo mało. Wygranie z Fischerem było wielkim wydarzeniem. Edmar Mednis, który wygrał z nim raz, napisał nawet o tym książkę: "Jak pokonać Bobby’ego Fischera", gdzie zebrał te partie. Dodatni bilans z Fischerem mieli Jefim Geller czy Michaił Tal, który wygrał z nim kilka razy na początku.

Zanim Fischer zaczął wygrywać z Rosjanami trochę czasu minęło.

Problem Fischera do połowy lat 60. polegał na tym, że na zachodzie poza Larsenem właściwie nie miał z kim grać. Najdorfowi czy Rzeszewskiemu szybko udowodnił, że są z poprzedniego świata. Z kolei w Związku Radzieckim było kilkunastu arcymistrzów, była to bardzo silna szkoła. Botwinnik, Petrosjan, Spaski, Tal, Geller, Keres, Tajmanow i wielu innych. Z czasem Fischer zaczął z nimi wygrywać. Skok jakościowy, który wykonał to druga połowa lat 60.

Apogeum i zarazem koniec to mecz o mistrzostwo świata ze Spaskim.

Fischer fantastycznie się przygotował do tego meczu. Z kolei Spaskiemu zarzucano, że był słabo przygotowany. Nie wiedział co się dzieje, gdy Fischer nagle zmienił strategię. Pierwsze partie rozpoczynał E2-E4 czyli pionem królewskim. Nagle po rozegraniu kilku partii całkowicie zmienił strategię i zaczął grać pionem hetmańskim. To ogromna zmiana taktyki, jakby bokser uderzający zawsze z lewej zmienił rękę. Jego przeciwnik nie wie jak się do niego dobrać, w ogóle się pod tym kątem nie przygotował. Nie było wiadomo, co Fischer zrobi, bo przecież on nigdy wcześniej tak nie grał.

W jakimś sensie Fischer obnażył szachy jako grę polegającą na zapamiętywaniu partii.

Można tak powiedzieć. Zresztą z czasem wymyślił tzw. Random Chess, które polegały na tym, że figury były rozstawione losowo. A to całkowicie obalało teorię gry. Jeśli chodzi o sam mecz, to na pewno Spaski był zbyt pewny swego. Federacja rosyjska zorganizowała mu sparing partnera, młodego Anatolija Karpowa. Spaski stwierdził, że nic mu to nie daje i po jednej partii skończył przygotowania.

Przecież nie miał prawa lekceważyć Fischera.

Oczywiście, Fischer w tym momencie miał niebotyczny wręcz ranking ELO, bo w drodze do meczu o tytuł wygrał około 20 innych - z rzędu. Ale w ich dotychczasowych meczach to Spaski zwykle narzucał reguły gry. Był bardzo trudny do pokonania. Dopiero w trakcie meczu zorientował się, że nie docenił siły uderzenia przeciwnika. Ale było już za późno.

Mecz poprzedziła wielka awantura o wynagrodzenie.

Fischera nazywano w latach 60. jednoosobowym związkiem zawodowym szachistów. To on dbał warunki dla szachistów, wyższe honoraria startowe dla ludzi. Domagał się, by gra była naprawdę królewska. Wyciągnął grę na salony. Gdy umierał, miał ledwie kilka osób w pobliżu. W tym dwóch szachistów, z którymi był zaprzyjaźnionych. Michaiła Tala i właśnie Spaskiego.

Skąd ta przyjaźń?

Może połączyła ich wspólnota losów? Spaski również stracił ojca. Został on wywieziony na krótko przed zamknięciem się niemieckiego pierścienia wokół miasta. Stalin wtedy kazał zamurować magazyny z żywnością, gdyż Leningradu i leningradczyków nienawidził. Jak był milenijny puchar świata w Warszawie robiłem z nim wywiad. Zapytałem go wtedy co pamięta z tych czasów wojennych. Był wstrząśnięty, powiedział że może rozmawiać o wszystkim, ale nie o tym, bo to zbyt traumatyczne. Więc może brak ojca był właśnie tym, co ich zbliżyło? W końcu Fischer powiedział, że dzieci, które wychowują się bez ojca wyrastają na wilki. Co jest jednak istotne, to to, że ten mecz był prawdziwym przełomem. Stawka była olbrzymia jak na tamte czasy (125 tys. dolarów). Finansował to angielski milioner Jim Slater. Oczywiście naprawdę wielkie sumy pojawiły się 20 lat później, gdy zagrali w Belgradzie.

Źródło: East News

W czasie gdy USA nałożyły sankcje na Serbię.

Gdy przybył na przedmeczową konferencję prasową, departament stanu dostarczył mu pismo, w którym groził sankcjami, karami finansowymi i więzieniem. Fischer wyjął to pismo i powiedział, że jedyne na co zasługuje, to na to, żeby na nie napluć. Po czym to zrobił i wyrzucił.

Amerykanie są pamiętliwi.

Oczywiście, dlatego Fischer nie mógł się pokazać w ojczyźnie, bo groziło to sądem.

*W końcu go dopadli. *

Owszem, byli skuteczniejsi niż w przypadku Polańskiego. Naszego reżysera próbowali przyskrzynić raz, w Szwajcarii. Ale Szwajcarzy się nie ugięli. Zaś Fischer został zatrzymany w 2005 roku. Kursował sobie między Filipinami i Japonią i w końcu ktoś się zorientował. Został zatrzymany na lotnisku Narita w Tokio, w Japonii. Zaczęła się procedura wydalenia go do Stanów Zjednoczonych.

Jednak nigdy nie wrócił.

Początkowo zasugerowano mu (szwagier Russel Targ – red,), że może ubiegać się o obywatelstwo niemieckie, w związku z tym, że Hans Fischer, uważany za jego ojca, był Niemcem. Fischer nie zgodził się. Zaproponowali mu też obywatelstwo Islandczycy.

I z tego skorzystał.

Na początku 2005 roku poleciał do Islandii przez Danię. Od razu po przylocie zorganizował konferencję prasową, na której oskarżył prezydenta George’a Busha i premiera Yoshiro Koizumiego, że został porwany i uwięziony i to był spisek dwóch krajów. Koizumiego nazwał nawet idiotą i sługą Busha, zaś Japonię nazwał "pięknym krajem, który ma rząd składający się z przestępców". Dodał też, że Stany Zjednoczony to kraj bezprawia, podobnie jak bandyckie państwo Izrael. Zaś Wielka Brytania, Japonia i Australia to szatańska oś. Dodał, że cieszy się, że wyjechał z Japonii, bo Islandczycy mają więcej odwagi, więc na pewno będzie tam bezpiecznie. A więc najpierw pojechał do hotelu, w którym był w 1972 roku.

Długo tam nie zabawił.

Gdy poproszono go, by rozegrał partię szachów, natychmiast wycofał się, wynajął sobie mieszkanie i się rozpłynął.

Jego matka pochodziła z rodziny polskich Żydów. On sam miał jakieś związki z Polską?

Był w Warszawie raz, przyjechał na mecz treningowy reprezentacji USA przed Olimpiadą w Warnie w 1962 roku. Mecz odbywał się w Domu Chłopa przy placu Powstańców Warszawy w Warszawie. Przyszły dzikie tłumy. Był tam wtedy mój 17-letni wówczas brat, razem z ojcem i mówił, że nie było gdzie wcisnąć szpilki.

Miał 19 lat.

Ale wszyscy wiedzieli, kto to jest. Grał wtedy z Bogdanem Śliwą. Wygrał partię. Polacy przegrali, bo fatalnie zagrał Andrzej Filipowicz. Ale to wszystko było mniej istotne, chodziło o to, że on tam się w ogóle pojawił.

Jak będzie pamiętany za kilkadziesiąt lat?

Myślę, że na pewno jako największy szachista lat 60. i początku lat 70. Jako cudowne dziecko, geniusz, prekursor nowoczesnych szachów. Człowiek, który je odmienił i wciągnął na wyższy poziom.

Źródło: Materiały prasowe

Stefan Gawlikowski - publicysta i dziennikarz specjalizujący się w tematyce szachowej, współpracownik m.in. "Gazety Wyborczej" i "Życia Warszawy", autor książek: "Arcymistrzowie. Złota era polskich szachów" oraz "Bobby Fischer. Obsesje geniusza"