Michał Kukawski, Archiwum prywatne

Tak jak Polacy doświadczyli wojny, biedy i głodu. Do tego nie mają emerytur, więc pracują do późnej starości. Mimo to, nie narzekają, tylko cieszą się życiem. Na czym polega sekret szczęśliwego życia japońskich staruszków?

*Nina Harbuz, Wirtualna Polska: Ile trzeba mieć skończonych lat, żeby być nazwanym w Japonii staruszkiem? *

Michał Kukawski, dziennikarz: Trudno powiedzieć, bo w Japonii nie ma czegoś takiego jak emerytura. Nie ma więc wyraźnej granicy, po przekroczeniu której zaczynałoby się to, co my nazywamy jesienią życia. W Japonii ludzie dojrzali i starzy często pracują tak długo, jak tylko mogą. Odchodzą z korporacji, z którą związani byli całe życie i zatrudniają się w muzeach jako osoby wskazujące odwiedzającym kierunek wystawy albo pomagają dzieciom przejść przez ulicę. Nie mają poczucia, że nowe zajęcie, znacznie mniej wymagające i angażujące intelektualnie od tego, które pochłaniało ich przez większość życia, jest dla nich uwłaczające. Po prostu, odprawa, którą dostają po zakończeniu pracy zawodowej najczęściej nie wystarcza na długo, więc nie mają wyboru, muszą pracować.

I nie buntują się przeciwko temu?

Japończycy mają w sobie dużo pokory i jak mało który naród potrafią pogodzić się z losem. Żyją tak, żeby na starość być jak najbardziej niezależnymi od innych ludzi. Robią to po to, żeby mieć siłę samemu sobie ugotować obiad, posadzić warzywa w ogródku, pójść na spacer, spotkać się z przyjaciółmi. Głównie dotyczy to kobiet, bo to one dożywają sędziwego wieku i przeżywają swoich mężów. Na Okinawie Japonki żyją średnio 90 lat, a mężczyźni 84. I co istotne, staruszkowie nie znikają z przestrzeni publicznej, jak to ma miejsce w Polsce. Cały czas są w niej obecni.

Autor: Michał Kukawski

Źródło: Archiwum prywatne

Gdzie na przykład ich widać?

W Japonii seniorzy cieszą się ogromnym szacunkiem i żadna uroczystość, nawet w małym miasteczku, nie odbędzie się bez udziału staruszków. Zwykle idą na czele pochodu, składają kwiaty, przecinają wstęgę, przemawiają. Byłem w domu jednej z mieszkanek Okinawy, Hisae, która ma 86 lat. Zauważyłem, że na ścianie powiesiła zdjęcie z uroczystości otwarcia mostu, w czasie której niosła sztandar. Fotografię dostała od burmistrza i była z tego powodu szalenie dumna. Czuła się ważna i szczęśliwa, że ją uhonorował, a potem jeszcze sprezentował pamiątkę w postaci zdjęcia. Drobny gest, a jednak dużo znaczący dla starszych ludzi, bo czują się potrzebni. Zresztą, takie podejście funkcjonuje nie tylko w życiu społecznym, ale i rodzinnym. To do babci chodzi się z pytaniem o to, jak przyrządzić glony, czy zupa ma odpowiednią gęstość i smak. Radzi się jej w sprawach małżeńskich i wychowawczych.

To dlaczego skoro są tacy ważni i potrzebni, rodzina na starość nie wspiera ich finansowo, a w Japonii praktykowano zwyczaj ubasute, czyli porzucania staruszków i pozostawianie ich w odludnym miejscu na pewną śmierć?

Na pewno są rodziny, które swoich rodziców czy dziadków wspierają, ale też nie wszystkich na to stać, bo życie w Japonii jest drogie. Poza tym to, że Japończycy pracują do późnej starości nie wynika wyłącznie z tego, że odprawa, którą dostają od firmy nie wystarczy na przetrwanie do końca życia. Bierze się to też z chęci bycia potrzebnym, bo praca nadaje ich życiu sens. Co więcej, kobiety, które poznałem na Okinawie wspierają się nawzajem finansowo. W grupie, powiedzmy, pięciu najbliższych przyjaciółek zbierają pieniądze do jednej "skarbonki". Każda z nich co miesiąc dorzuca do niej kwotę, na którą się umówią, dajmy na to, równowartość 100 dolarów, choć podejrzewam, że w rzeczywistości te kwoty są znacznie niższe. Skoro jest ich pięć, każdego miesiąca udaje im się uzbierać 500 dolarów. Po pół roku mają sporą sumę pieniędzy, którą otrzymuje jedna z nich. W kolejnym półroczu taką samą kwotę dostanie następna osoba z grupy. Gdyby jednak którejś z nich przydarzyła się tragedia, spłonąłby dom, tajfun zniszczyłby cały dobytek i niezbędny byłby remont domu, wówczas kolejność zostałaby zamieniona i pieniądze dostałaby ta najbardziej potrzebująca. Taki sposób oszczędzania daje im ogromne poczucie bezpieczeństwa. Z tych pieniądzy organizują sobie również wspólne wyjścia do restauracji, kupują ciasteczka i herbatę, by umilić sobie spotkania. Zastanawiałem się, czy taki wzajemny system wsparcia sprawdziłby się w Polsce i obawiam się, że szybko pojawiłyby się niepotrzebne pytania i głupie wymówki: dlaczego Kowalski dostaje pieniądze jako pierwszy i że w tym miesiącu Nowak nie może się dołożyć, bo musi kupić nowe opony, wykosztować się na prezent urodzinowy dla wnuka, a poza tym, potrzebuje pieniędzy na stomatologa, ale w przyszłym miesiącu chętnie zgarnie całą pulę. Mam nadzieję, że się mylę.

Autor: Michał Kukawski

Źródło: Archiwum prywatne

A w czym polscy i japońscy staruszkowie z Okinawy są podobni?

W doświadczeniu trudnego życia. Wyspę co jakiś czas nawiedzają tajfuny, które niszczą uprawy, a siła wiatru jest tak duża, że skutery fruwają w powietrzu. Poza tym Okinawa, podobnie jak Polska, doświadczyła wojny. To właśnie na tej wyspie rozegrała się najkrwawsza bitwa lądowa podczas wojny na Pacyfiku, toczona między Japonią a Stanami Zjednoczonymi. Zginął wtedy co czwarty mieszkaniec wyspy. Tylko że znów, z podobnych doświadczeń oba narody wyciągnęły zupełnie inne wnioski. W Polsce, odnoszę wrażenie, pokutuje przekonanie, że skoro tak zostaliśmy dotknięci nieszczęściami, to teraz nam się należy rekompensata i specjalne traktowanie. Nawet do składanych na urodziny życzeń podchodzi się inaczej.

Czego życzy się jubilatowi w Japonii?

Kobiety, które poznałem na północy Okinawy, życzyły sobie żyć jak najdłużej w zdrowiu i dobrej formie. Czyli niby tak jak u nas, ale one nie traktują tego w kategoriach marzenia i oczekiwania, ale dużo w tej sprawie robią. Wiedzą, że najwięcej zależy od nich samych. Codziennie wstają o 6:30, piją herbatę i mniej więcej godzinę później spotykają się nad brzegiem morza i razem gimnastykują się przez 40 minut. To nie są żadne skomplikowane ćwiczenia, tylko proste skłony, rozciąganie, ale dla 85-letnich pań to jest na pewno nie lada wyzwanie. Raz w tygodniu widzą się z trenerem, który instruuje je, co mają robić. Zwraca się do nich per "dziewczyny". Mówi: "Dziewczyny, najważniejsze, żebyście się nie przewracały, dlatego musicie ćwiczyć górne partie ciała – ramiona, plecy, brzuch, bo to one odpowiadają za utratę równowagi. Musicie uelastycznić przeguby i nadgarstki, żeby przy upadku niczego sobie nie złamać". I one potem same się do tych zaleceń stosują, nikt ich nie rozlicza. Po prostu wiedzą, że to od nich samych zależy, w jakiej będą formie, więc się codziennie mobilizują.

Autor: Michał Kukawski

Źródło: Archiwum prywatne

A jak reagują na nazywanie ich "dziewczynami"?

Mają ogromny dystans do siebie i swojego wieku. Wiedzą, że nie są już młode, a mimo to zachowują się jak nastolatki. Sam byłem świadkiem, jak podczas zajęć z trenerem do sali wpadła grupka dzieci z przedszkola. Zrobiło się małe zamieszanie, maluchy śpiewały, skakały, udawały zwierzątka. Kiedy wyszły, prowadzący zajęcia skwitował, że przedszkolaki były urocze, ale pora wrócić do zajęć, na co one odparowały, że on również jest uroczy. Mnie wyciągnęły na środek sali i zmusiły do tańca. Było nawet stukanie się bioderkami. Flirtowały ze mną, pytały czy podobają mi się ich zmarszczki, ciągnęły mnie za nos, bo jego kształt jest dla nich nietypowy – same mają spłaszczone nosy, a marzą o długich – i ciekawiła je moja pokryta włosami ręka, bo taka skóra to też dla nich coś niespotykanego. Swoim zachowaniem obaliły wszystkie stereotypy o zdystansowanych, chłodnych i niedostępnych Japończykach. Mimo sędziwego wieku było w nich coś dziewczęcego. Być może wynika to z tego, że w Japonii wierzy się, że po 97. roku życia człowiek wraca do psychologicznej postaci dziecka i w końcu może zachowywać się swobodnie. Znów można być bezkarnie ciekawskim, otwartym, bez oporów nawiązywać kontakty, bawić się, cieszyć życiem.

*Trudno to powiedzieć o polskich staruszkach. *

Pamiętam, że kiedy jeszcze żyły moje babcie, to choć miały koleżanki, z którymi rozmawiały przez telefon, to jednak nie spotykały się tak często. Nie wiem z czego to wynikało, może właśnie z braku sił albo chęci? Japonki regularnie spotykają się ze sobą na herbatę i pogaduchy. Rozmawiają o tym, jak się czują, o tym co słychać u ich dzieci. To daje im poczucie, że nie są same. Poza tym raz w tygodniu zbierają się we w domu kultury. Kiedy przyszedłem tam po raz pierwszy, była godzina 9:00, po budynku krzątali się tylko młodzi ludzie i panowała wręcz senna atmosfera. Wyszedłem przed dom i na końcu ulicy zobaczyłem staruszkę idącą ze specjalnym chodzikiem, który jednocześnie może służyć jako siedzisko. W każdej chwili można sobie na nim przysiąść i odpocząć. Po chwili stania na ulicy dostrzegłem następną postać idącą z drugiej strony miasteczka. A po niej następną i następną. Kiedy panie się już zebrały, natychmiast zaczęły się wygłupiać. Wszystkie mówiły na raz, jedna przez drugą krzyczały, zachowywały się jak szczebioczące gimnazjalistki. To było coś wspaniałego, bo takiego wigoru, takiego życia i energii dawno nie widziałem. W Polsce w ogóle nie widuje się czegoś takiego u starszych ludzi.

Autor: Michał Kukawski

Źródło: Archiwum prywatne

Skąd się bierze ta różnica?

Przypuszczam, że właśnie z tej świadomości bycia potrzebnym, ale i bycia wysłuchanym. Kobiety na Okinawie raz w tygodniu spotykają się z pielęgniarzami, którzy badają im ciśnienie, rozmawiają przez kilkanaście minut, pytają o ich samopoczucie, stan zdrowia, leki, które przyjmują. Zachęcają je, żeby prowadziły dzienniczki i zapisywały w nich, co ważnego zdarzyło się w ciągu tygodnia. Czy bolała je głowa, czy dobrze spały, czy miały z czymś trudności, czy się przewróciły i czy regularnie ćwiczyły. Dzięki temu są na bieżąco z informacjami o ich stanie zdrowia, a kobiety mają poczucie, że ktoś się o nie troszczy. Mają się komu wygadać, więc kiedy spotykają się we własnym gronie, nie skarżą się, nie narzekają. Wolą porozmawiać o tym, co u nich, u dzieci i wnuków, o tym, że jedna z nich wydała 3 tys. jenów na kosmetyczkę, żeby wygładzić sobie zmarszczki, że któraś z mieszkanek miasteczka przyłapała męża na zdradzie. Kiedy myślę o polskich staruszkach, czekających w kolejce do lekarza, narzekających, że tu ich boli, tam ich strzyka, a lekarz w gabinecie nie bardzo ma czas, żeby ich wysłuchać, to nie dziwię się nawet, że część z nich włącza potem Radio Maryja, bo to jedno z niewielu miejsc, gdzie porusza się sprawy starych ludzi i mówi się bezpośrednio do nich.

A Japonki, które spotkałeś opowiadały coś o swojej młodości?

Tak, choć to ewenement, bo Japończycy niechętnie się otwierają. Kobiety, które spotkałem na Okinawie wspominały, że bardzo wcześnie weszły w dorosłość. Miały 18,19 lat kiedy brały ślub, najczęściej nie z miłości i nie z własnej woli. Zamieszkiwały w domach mężów z ich rodzicami i jakoś musiały żyć. Nie było miejsca i czasu na myślenie o sobie. Z opowieści o wczesnej młodości płynnie przechodziły do tu i teraz, i było w tym, co mówiły, dużo radości z najprostszych, codziennych rzeczy. Poczucia szczęścia, że mają swój dom, ołtarzyk buddyjski, ogródek, koleżanki, kontakt z młodymi. Jedna z nich, która ciągle się śmiała, powiedziała, że pochmurna twarz może przysporzyć człowiekowi znacznie więcej kłopotów, niż pogodna i uśmiechnięta. Istnieje oczywiście ryzyko narażenia się na śmieszność, ale lepsze, jej zdaniem, to niż chodzenie ze skwaszoną miną. Poznałem grupę staruszek, które założyły girls band – średnia wieku to 84 lata – i pojechały koncertować do Singapuru. Żadna z nich zapewne nie zdecydowałaby się na taką podróż indywidualnie, ale kiedy są w grupie jest to możliwe, bo opiekują się sobą nawzajem i są za siebie odpowiedzialne. Staruszki na Okinawie nie wyglądały jak osoby, które żegnają się z życiem. Odniosłem wrażenie, że wraz z nadejściem starości, kobiety odzyskały radość życia i wolność.

Obejrzyj wzruszający film o 80-letnim Japończyku, który struga drewniane zabawki i wciąż ma głowe pełną pomysłów