Michał zaangażowanie w sprawy klimatu przypłacił stanem depresyjnym. Małgosię wyśmiali wystawcy na Targach Górniczych. Alexandria na początku protestowała sama, owinięta w śpiwór. Dziś wszyscy organizują młodzieżowe demonstracje klimatyczne. Idą za nimi tysiące.

Wszystko zaczęło się w sierpniu zeszłego roku. Piętnastolatka z warkoczykami usiadła przy budynku szwedzkiego parlamentu z arkuszem tektury. Napisała na nim czarną farbą: "Skölstrejk for Klimatet", czyli "Szkolny strajk dla klimatu". Postanowiła, że będzie tak robić w każdy piątek, by protestować przeciwko bezczynności rządzących wobec kryzysu klimatyczno-ekologicznego. Właśnie dlatego demonstracje w wielu miejscach świata idą dziś pod hasłem "Fridays for Future" ("Piątki dla przyszłości").

Później, w jednym z wywiadów, Greta wyznała, że do działania zainspirowała ją młodzież z USA. Dwa miliony amerykańskich uczniów, zamiast przyjść do szkoły, w marcu 2018 wyszły na ulice. Była to reakcja na śmierć siedemnastu nastolatków w strzelaninie w liceum w Parkland miesiąc wcześniej.

Aktywistka klimatyczna Greta Thunberg w rozmowie z Justinem Trudeau

Aktywistka klimatyczna Greta Thunberg w rozmowie z Justinem Trudeau

Autor: The Canadian Press/Associated Press/East News

Źródło: East News

"Pomyślałam, że dzieci mogłyby zadziałać w taki sam sposób dla klimatu, że być może zrobiłoby to jakąś różnicę. Próbowałam namówić do tego znajomych, ale nikt nie był zainteresowany. Dlatego musiałam pójść przed parlament sama" - mówiła Greta Thunberg w wywiadzie dla amerykańskiego portalu "Democracy Now" w grudniu zeszłego roku, podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach.

Kawałek kartonu – tyle starczy, by protestować

Greta nie była już wtedy sama. Szczyt można było obserwować na całym świecie. Relacje śledziła również 13-letnia Alexandria Villasenor z Nowego Jorku. Wcześniej przyglądała się niszczycielskim pożarom w rodzinnej Kalifornii. Naukowcy powiązali je z globalnym ociepleniem. - Akurat odwiedzałam tam swoich bliskich. Dym przedostawał się przez drzwi do domu. To było przerażające - mówiła w wywiadzie dla magazynu "The Nation". Po powrocie zobaczyła w telewizji Gretę przemawiającą w Katowicach. Poruszona, postanowiła działać. Na kawałku białego kartonu wymazała czarnym flamastrem napis: "School Strike 4 Climate", opatuliła się w śpiwory i mimo zimna poszła samotnie protestować przed główną kwaterą ONZ. Dziś jest jedną z liderek strajków klimatycznych w USA. W ostatnim nowojorskim marszu dla klimatu, zaledwie 10 miesięcy po samotnym proteście Alexandrii, poszło ponad 250 tysięcy osób.

Mniej więcej w tym samym czasie odbył się jeden z pierwszych polskich protestów dla klimatu. Wzięło w nim udział około 30 osób – uczniów śląskich szkół, którzy zgromadzili się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym, gdzie odbywał się katowicki szczyt klimatyczny. W rękach niektórzy z protestujących trzymali kartonowe arkusze z literami układającymi się w napis "12 years left", czyli "Zostało 12 lat". Odnieśli się w ten sposób do ustaleń Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC). Powołany przez ONZ zespół naukowców z całego świata ustalił, że w 2030 roku emisje gazów cieplarnianych muszą spaść o przynajmniej połowę. Inaczej nie uda się powstrzymać globalnego ocieplenia na bezpieczniejszym poziomie, do którego ludzkości będzie łatwiej się przystosować. Tydzień wcześniej, również podczas trwania szczytu, młodzi skrzyknęli się też na pikietę przed Urzędem Miasta w Katowicach.

- To były moje pierwsze demonstracje w życiu. Podczas szczytu byłam wolontariuszką organizacji 350.org. Pomagałam uczestnikom szczytu poruszać się po Katowicach. Działacze stamtąd pomyśleli, że dobrze byłoby zorganizować piątkowy strajk również na terenie COP24. Podsunęli nam pomysł, że moglibyśmy zabrać ze sobą kilka osób z naszej szkoły. Ja zostałam wyznaczona do odpowiadania na pytania dziennikarzy, bo dobrze mówię po angielsku. Zainteresowanie mediów z całego świata było olbrzymie. Musiałam udzielać wywiadów przez prawie dwie godziny - wspomina Małgorzata Czachowska, licealistka z Tychów.

Małgorzata Czachowska, działaczka klimatyczna z Tychów

Małgorzata Czachowska, działaczka klimatyczna z Tychów

Autor: Małgorzata Czachowska

Źródło: Archiwum prywatne

Kilka dni później zadzwonił do niej znajomy aktywista. Powiedział, że w Warszawie "coś się dzieje". Małgorzata spakowała się więc i pojechała do stolicy razem z przyjaciółką. Tam spotkała się z innymi osobami podobnie myślącymi o klimacie. Tak powstał Młodzieżowy Strajk dla Klimatu (MSK), wzorowany na ruchu Fridays for Future, a 15-letnia Małgosia stała się jego koordynatorką na Śląsku. Dzięki temu mogła wyjechać na spotkanie młodych aktywistów w Lozannie na początku sierpnia. Wzięła też udział w demonstracji w Berlinie, gdzie przemawiała do 25 tysięcy osób z tej samej sceny, co Greta. Dziś Śląsk to pod względem liczby protestów najmocniejszy region MSK. 20 października odbyły się tam demonstracje w 13 miastach, między innymi Katowicach, Tychach, Dąbrowie Górniczej, Pszczynie, Zabrzu i Bytomiu.

Niewiedza błogosławieństwem

Młodzi podczas warszawskiego spotkania określili też swoje postulaty. Chodzi między innymi o ogłoszenie stanu "kryzysu klimatycznego" w Polsce i adekwatne do tego działania - na przykład powołanie niezależnej od rządu eksperckiej Rady Klimatycznej, która przygotowałaby plan odejścia Polski od węgla.

Żądania młodych liderów strajków klimatycznych są zazwyczaj podobne – niezależne od tego, skąd pochodzą. Alexandria Villasenor mówi o zatrzymaniu emisji produkowanych przez 100 największych światowych przedsiębiorstw, wypuszczających w atmosferę około 70 procent gazów cieplarnianych. W podobnym tonie wypowiada się Luisa Neubauer z Niemiec.

- Protestując, chcemy wywrzeć presję na nasze narodowe rządy, ale nic nie uda się bez międzynarodowej współpracy - przekonywała podczas szczytu klimatycznego w Bonn liderka niemieckiego Fridays for Future, Luisa Neubauer. 23-letnia studentka z Hamburga działa społecznie od trzech lat, jednak dopiero organizowanie strajków klimatycznych przyniosły jej rozgłos. Dostrzegły ją media. Chętnie zapraszana jest jako komentatorka, pojawiła się też na kilku okładkach magazynów, udzieliła długiego wywiadu prestiżowemu tygodnikowi "Der Spiegel". "Chciałabym, by inne osoby z naszej inicjatywy też były podobnie promowane, ale rozumiem, jak działają media. Dziennikarze chcą, by każda organizacja miała swoją twarz" - mówiła Neubauer w wywiadzie dla australijskiego portalu ABC.net.

Niemiecka aktywistka klimatyczna Luisa Marie Neubauer razem z Gretą Thunberg na proteście w Berlinie

Niemiecka aktywistka klimatyczna Luisa Marie Neubauer razem z Gretą Thunberg na proteście w Berlinie

Autor: TOBIAS SCHWARZ/AFP/East News

Źródło: East News

Młodzi działacze twierdzą, że o ocieplaniu się klimatu wiedzą "od zawsze".

- Oczywiście nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, z jaką skalą tego problemu mamy do czynienia. To przyszło z czasem - mówi Michał Kiwerski, licealista z Warszawy, jeden z działaczy MSK w stolicy. Jak dodaje – niewiedza bywa błogosławieństwem. Fakty dotyczące klimatu mogą napawać przygnębieniem, co w przypadku Michała skończyło się epizodem depresyjnym. - Depresja klimatyczna może być o tyle trudniejsza, że jednostka nie może sama sobie poradzić z jej przyczynami - przyznaje młody aktywista.

Do stanów depresyjnych przyznała się również Greta. Dopadły ją one już w wieku 11 lat.

- Wciąż rozmyślałam nad zmianami klimatu i nad tym, czy w ogóle mamy jakąś przyszłość - mówiła brytyjskiemu "Guardianowi". Jakie jest najlepsze lekarstwo na "klimatyczną depresję"? Według Kiwerskiego – działanie.

- Staram się nie myśleć o tym, co złego może się zdarzyć za 30 lat. To się jeszcze okaże. Dzięki temu, że mam dookoła ludzi, z którymi mogę cały czas pracować, przebywać, rozmawiać, mogę myśleć też o tym, co dzieje się dzisiaj, co mogę zrobić tu i teraz.

Michał Kiwerski, jeden z działaczy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Michał Kiwerski, jeden z działaczy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Autor: Michał Kiwerski

Źródło: Archiwum prywatne

Hejt? "Zazwyczaj wynika ze strachu"

O dobry nastrój czasem jednak trudno. Szczególnie, kiedy dorośli na zaangażowanie młodych odpowiadają hejtem. Ten szerokim strumieniem wylał się w mediach społecznościowych po strajkach 20 września i wystąpieniu Grety na szczycie klimatycznym ONZ w Nowym Jorku. Epitety padały głównie pod adresem szwedzkiej 16-latki, dostało się jednak też całemu ruchowi MSK i Fridays for Future. Z komentarzy przeciwników na Twitterze i Facebooku wyłania się obraz niedouczonej i zmanipulowanej przez polityków młodzieży, walczącej o nic nieznaczącą sprawę. Niepochlebne komentarze pojawiają się jednak również w "realu".

- Zorganizowaliśmy akcję protestacyjną na Targach Górniczych, chcieliśmy tam porozmawiać z przedstawicielami biznesu węglowego - mówi Czachowska. - Kilka osób podeszło wtedy do nas i zaczęło krytykować. Że nic nie wiemy, że jesteśmy głupi, że bez węgla nie będzie elektryczności, żebyśmy wyłączyli prąd i zobaczyli, ile osób umrze w szpitalach. A przecież wiedzą, że nie o to nam chodzi.

Z niezrozumieniem spotkała się również Gabriela Chomiczewska, działająca we włodawskim oddziale MSK. W 13-tysięcznym mieście nad Bugiem strajk zorganizowany 20 września przyciągnął około 100 uczniów.

- Dyrektorka jednego z liceów nie pozwoliła nam nawet wywiesić plakatów, była bardzo przeciwna. W drugim liceum na początku było OK. Wywiesiliśmy plakaty, nasz kolega miał przeprowadzić lekcję dotyczącą zmian klimatu i zachęcającą do udziału w proteście. W ostatniej chwili powiedziano nam, że nie możemy tego zrobić, bo to namawianie do odrzucenia obowiązku szkolnego - mówi Gabriela, która wyjechała właśnie na studia do Krakowa i chce tutaj włączyć się w działanie strajków. Włodawskie MSK czeka właśnie na kolejnego organizatora.

Gabriela Chomiczewska, działaczka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Gabriela Chomiczewska, działaczka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Autor: archiwum prywatne

Źródło: Gabriela Chomiczewska

Krytyka dotknęła też się Luisę Neubauer Internauci odkopali jej zdjęcia z zagranicznych podróży - między innymi do Maroka i Chin, które publikowała na Instagramie. Jak domyślali się komentatorzy – musiała dotrzeć tam samolotem, w ten sposób wybierając środek transportu emitujący najwięcej dwutlenku węgla. Luisa odpierała krytykę mówiąc, że teraz lata o wiele mniej, a do swojego rodzeństwa mieszkającego w Londynie jeździ pociągiem. Zarzuciła też krytykom, że dla klimatu nie robią zazwyczaj nic.

Niepochlebne głosy nie milkną. Żaden z komentujących nie może jednak odmówić protestującym jednego: determinacji.

- Robimy to, bo to nasze pokolenie będzie najbardziej dotknięte kryzysem. Dorośli rządzący odbierają nam przyszłość - wyjaśniała Alexandria Villasenor w magazynie "The Nation". - Nie mamy więc czasu, musimy zejść z kursu, na którym teraz jesteśmy.