Ludzie pytają co chwilę, kiedy wracam na ring. Zawsze mówię, że przygotowuję formę na pięćdziesiątkę, bo na czterdziestkę nie zdążyłam - mówi była bokserka Agnieszka Rylik w szczerej rozmowie z Ewą Koszowską.

Ewa Koszowska, Wirtualna Polska: Agnieszka Rylik - twardy zawodnik czy wrażliwa dusza?

Agnieszka Rylik: Jestem taka trochę Two-Face. Z jednej strony wrażliwa i kobieca. Z drugiej - odważna i twarda. Zawsze byłam ruchliwa, spontaniczna, miałam sto pomysłów na minutę. Od urodzenia jestem sportowcem. Ciągle się ścigałam, rywalizowałam z innymi. I uwielbiałam wygrywać. Tak się nauczyłam twardości. Potrafiłam zebrać się w sobie i stanąć do walki, ale jak nikt nie widział to w kącie pobuczeć. Musiałam gdzieś wylać duszone w sobie emocje. To wszystko jest we mnie. Taka jestem.

Wrażliwość i emocjonalność nie przeszkadzały ci w walce?

W pewnych momentach przeszkadzały. Zresztą początki miałam trudne. Musiałam się nauczyć być twardą. Do boksu najczęściej trafiają ludzie, którzy mieli ciężkie dzieciństwo, zostali doświadczeni przez życie. Ze mną było zupełnie inaczej. Miałam normalną, szczęśliwą rodzinę, spokojne życie. Niczego mi nie brakowało. Musiałam się nauczyć być bokserką. Całą tę drogę opisuję w książce "Nokaut. Historia bokserki".

Ten dzieciak łamał już szczęki

Ten dzieciak łamał już szczęki

Źródło: Archiwum prywatne Agnieszki Rylik

Kiedyś pokłóciłam się z Krzysztofem Kosedowskim (świetnie boksował), który uważał, że charakter do boksu kształtuje ciężkie doświadczenie życiowe. To stereotyp, że bokser musi być chuliganem. Widać to doskonale na moim przykładzie. Chociaż muszę przyznać, że jestem rzadkim przypadkiem w tym środowisku.

Wypominali ci, że jesteś za ładna do boksu?

Pewnie. Niejednokrotnie spotykałam się z opinią, że się nie nadaję, bo jestem za dziewczęca, za bardzo opalona, za mądra… Odpowiadałam wtedy: "a jak bym była brzydka i głupia, to wtedy mogłabym boksować?". Niestety, często byłam oceniana przez pryzmat urody.

Miałaś do czynienia z hejtem?

Chyba nie. Zresztą w ogóle nie interesuję się tym, co internauci piszą w komentarzach. Kiedyś wytykali mi, że byłam uśmiechnięta i opalona. Teraz pewnie już tylko połowa z tych osób mnie nie lubi, bo nadal jestem uśmiechnięta, ale już się nie opalam. Z tym opalaniem zresztą wiąże się śmieszna historia. Walczyłam kiedyś z Brytyjką Tracy Wilcock. Ona blondynka, ja - jak zwykle opalona brunetka z warkoczykami. Koleżanka zaprosiła na walkę brata. Chwaliła mnie przed nim, że jestem znakomita. Brat się spóźnił i wypalił do niej: "Mówiłaś, że ta Rylik taka dobra. A ona nie dość, że brzydka, to jeszcze ją ta murzynka napier…a".

Niektórzy pytają: "kim jest w ogóle ta Rylik, kto ją wepchnął do TVN-u?". Odbierają mnie jako celebrytkę. Przyszła nowa fala ludzi, którzy nie wiedzą, co w życiu robiłam. Ale ja mam dystans do tego. Zagrałam w teledysku Marcina Czerwińskiego do utworu "Jak lew". Dwie godziny przed premierą wyskoczyłam po sukienkę. Kiedy ją założyłam, pomyślałam: "kurcze, ale wąska". Niedługo potem serwisy portale internetowe napisały: "Agnieszka Rylik odsłania biust w seksownej sukience", "Agnieszka Rylik i jej biust na premierze klipu Marcina". Człowiek zapier…a od dzieciństwa, a na koniec i tak najważniejsze są cycki!

A co pisali po "Agencie"?

Nawet mi o tym nie przypominaj. Jestem bardzo zniesmaczona tym programem. Tyle lat pracuję w telewizji, że myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy.

Co cię tak zaskoczyło?

Montaż. Wycięli mnie prawie ze wszystkiego. W tym programie nie obowiązują zasady fair play. Nie widać w nim walki. Jeden z uczestników zakomunikował, że nie przyjechał, żeby się pocić. To po co przyjechał? Ludzie udają, że są fajni, zabawni. Wszystko było sztuczne i zakłamane. Ale to już historia. Nie interesuje mnie to. Dla mnie ważne jest to, co powie moja córka, moi bliscy i przyjaciele. Jestem dobrym człowiekiem, nigdy nikomu nie zrobiłam krzywdy. Mam czyste sumienie. Jak ktoś chce mi dowalić, niech to robi. Reaguję tylko na chamskie rzeczy, gdy ktoś na przykład deprecjonuje moje wszystkie sukcesy.

Agnieszka Rylik w programie Agent

Agnieszka Rylik w programie Agent

Źródło: Materialy TVN

Mówisz o wpisie pięściarki Ewy Piątkowskiej, która stwierdziła, że tytuły, które w przeszłości zdobywałaś były nieprestiżowe? "To, co zdobywały Iwona Guzowska czy Agnieszka Rylik, to były paski małych federacji (WIBF czy WIBO - przyp. red.). Mistrzyniami tych federacji mógł być każdy, wystarczy sprawdzić, z jakimi rywalkami Polki się mierzyły" - stwierdziła.

Młodzi ludzie, którzy są dzisiaj fanami boksu, w życiu nie widzieli naszych walk. Bo jest kłopot z dostępem do nich. Nie wiedzą, co robiłyśmy, co osiągnęłyśmy, jak ciężką drogę musiałyśmy przejść, by osiągnąć to, co osiągnęłyśmy. Przecież za moich czasów nie było jeszcze federacji, w których ona walczy. Przetarłam ścieżkę, zrobiłam dobrą robotę i powinna to docenić. Gdyby nie ja, to jej walki nie puszczaliby teraz w telewizji.

Przeprosiła?

Nie. Niech robi, co chce. Tylko niech nie buduje kariery na pracy innych.

Żałowałaś kiedyś, że wybrałaś boks?

Absolutnie nie.

A kiedy brałaś udział w "Tańcu z gwiazdami" nie pomyślałaś, że zamiast wypruwać sobie tyle lat żyły na ringu, mogłaś wywijać piruety na parkiecie?

To jest dopiero przesrane. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakich usterek na zdrowiu można się nabawić w tańcu. Zasuwasz od malucha, strzela ci kręgosłup, nawalają stopy i szyja. A do tego to, czy odniesiesz sukces zależy nie tylko od ciebie, ale też od partnera. Możesz się narobić jak dziki wół i jeszcze nic z tego nie mieć.

Kiedyś w liceum, gdy graliśmy w siatkówkę, koleżanka w pewnym momencie zwróciła się do mnie: "Czego ty się tak drzesz? Co za różnica czy wygramy czy przegramy?". Dla mnie to był wielka różnica. Wtedy postanowiłam sobie, że muszę uprawiać sport indywidualny.

*Ale wracając do "Tańca z gwiazdami"... *

Propozycję wzięcia udziału w programie dostałam, kiedy w Nowym Jorku przygotowywałam się do walki. Pomyślałam: "Kurcze, jak ja będę wyglądać w tych kawałkach materiału? Przecież te tancerki są często półnagie". No a potem się zaczęło. 8 godzin ciężkiej roboty dzień w dzień. Masz przed sobą obcego faceta. Biodro w biodro, nos w nos.

Taniec z gwiazdami, II edycja

Taniec z gwiazdami, II edycja

Źródło: East News

Zastanawiasz się, czy obejdzie się bez gumy do żucia. Wtedy odkryłam też mięśnie, o których do tej pory nie miałam pojęcia. Pamiętam, że kiedy na początku pierwszego tańca - to był walc angielski - ukłoniłam się, nie mogłam prawie podnieść kolana. Walczyłam ze swoimi słabościami przed milionami osób. Stres przeogromny.

Walki bokserskie też oglądają miliony ludzi.

Na ringu jest zupełnie inaczej. Tam najważniejsza jest koncentracja i wszystko jakoś wychodzi. Nie trzeba pamiętać o skomplikowanych krokach, figurach. A największym horrorem była dla mnie rama. I ten sztuczny uśmiech. Jak się koncentruję na ringu, to mam zawsze srogą minę. Po pierwszym odcinku zadzwoniłam do znajomego z Kołobrzegu i zapytałam, jak było. "Miałaś minę, jakbyś kogoś chciała zamordować. A do tego jesteś za chuda, żebra na klatce i zero cycków" - wypalił. Byłam załamana: "Tyle pracy i taki wstyd". Ale pomyślałam, że i tak pewnie zaraz odpadnę.

Ale tak się nie stało. Doszliście z Marcinem Olszewskim do półfinału.

Dopiero w ostatnim odcinku poczułam ten taniec, kiedy tańczyłam sambę. Ale to była wspaniała przygoda. To był inny świat, ale bardzo przyjemny. Odkryłam tam swoją kobiecość: długie kolczyki, sztuczne rzęsy, make-up. Kosmos, ale fajny.

Tę kobiecość potem postanowiłaś przenieść na ring.

Próbowałam. Sporty walki, niestety, zabierają kobiecość. Kiedy dziewczyny jechały na zawody w tych swoich dresach, to ja zakładałam różowy żakiecik. Do walki też zakładały byle co. Zresztą kiedyś nie było żeńskich strojów do boksowania. Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy Iwonę Guzowską w wysokich gaciach za kolano, to powiedziałam, że ja tak w życiu na ring nie wyjdę. I te wysokie buty. Przecież to morderstwo dla nogi! Założyłabyś buty na płaskim obcasie do połowy łydki?

Skracają nogę, fakt. Ale przecież to ring, a nie wybieg.

A ja zażyczyłam sobie buty krótkie i czarne. Dostałam je dzień przed walką.

Takie, jak sobie wymarzyłaś?

Nie! Były do połowy łydki, z białymi paskami i taką samą podeszwą. Obcięłam je, a te cholerne paski i podeszwę zamalowałam czarnym markerem. Na buty wywinęłam skarpetki i dopiero wtedy wyglądałam jak człowiek. Wymyśliłam też sobie, że zamiast w spodenkach, będę walczyć w spódniczce i ładnym topie. Krawcowa przyszyła mi nawet cekiny na ten top.

W słynnej nowojorskiej hali Madison Square Garden Agnieszka pokonała na punkty Tawanyah Freeman

W słynnej nowojorskiej hali Madison Square Garden Agnieszka pokonała na punkty Tawanyah Freeman

Autor: AGENCJA SE/Wojciech Kubik

Źródło: East News

Włosy też były bardzo ważne. Jak dziewczyna ma krótkie włosy, to albo wygląda jak Chopin albo trener robi porządek nożyczkami.

Obcina włosy?

A co ma zrobić, jak przeszkadzają w walce? Wpadające w oczy kosmyki bardzo dekoncentrują. Moje długie włosy były zaplecione w dziesiątki warkoczyków. Każdy włos dzięki temu był utrzymany na miejscu. Tradycją przed walką było też malowanie paznokci. To mnie relaksowało.

A co w byciu kobietą przeszkadzało ci na ringu?

Skoki hormonalne, wrażliwość. Kiedyś w Sopocie wzruszyłam się w czasie walki, bo usłyszałam jakąś muzykę wchodząc do ringu. Bywały chwile, gdy ta baba ze mnie wychodziła. Najgorzej jest przed okresem. Wtedy czas reakcji spada, zatrzymuje się woda. Wystarczy, że ktoś cię lekko puknie i od razu siniak wyskakuje. Ale nauczyłam się z tym żyć i walczyć.

Bokserki kumplują się?

Nie wiem. Ze mną się nigdy żadna nie kumplowała. Raczej trzymały mnie na dystans. Słyszałam, że jestem pełna złości, gniewu. A ja po prostu maksymalnie się koncentruję na ringu.

Czego ci najbardziej brakuje po zakończeniu kariery?

Czasu. Dzisiaj biegam ze spotkania na spotkanie, zajmuję się dzieckiem, zajmuję się różnymi projektami. Wyjeżdżam na nagrania, czasem po dniu, czasem po dwóch dniach. Nie wyobrażam sobie, żebym miała wejść znowu w te ramy treningowe. Ktoś myśli, że bokserzy to muszą zapieprzać. Tam się leży, je, śpi, trenuje, odpoczywa. Tak, trzeba też odpoczywać! Wszystko jest zaplanowane, poukładane. Nauczyłam się spać w zatyczkach, bo po treningu miał być sen i koniec. To jest takie odrealnione życie.

Rocky! Fota z idolem z dzieciństwa

Rocky! Fota z idolem z dzieciństwa

Źródło: Archiwum prywatne Agnieszki Rylik

Wielu zawodnikom po zakończonej karierze brakuje adrenaliny. Stres i adrenalina przed walką są niepowtarzalne. Ale ja sobie te adrenalinę z walki zastąpiłam inną.

Na przykład lataniem F-16?

Mega przygoda, pewnie bym ją powtórzyła. Po wszystkim powiedziałam Melinowi, teraz już generałowi Dariuszowi Malinowskiemu, z którym leciałam, że nikt mnie nigdy tak nie przeleciał - trzy razy rzygałam, a na koniec straciłam przytomność.

I tak ci zazdroszczę.

Lot przyczynił się do zakończenia mojej kariery. Musiałam przed nim przejść badania. Byłam zdrowa, ale przeciążenie to najlepszy diagnosta, wszystko wykryje. Po locie dostałam mocnego stanu zapalnego kolana. Gdy niedługo potem nagrywałam zdjęcia do programu "Kuchnia boksu" dla TVN Turbo, podskoczyłam, kolano nie wytrzymało i po raz drugi strzeliło mi więzadło.

Krzesiny. Po półtoragodzinnym locie bojowym

Krzesiny. Po półtoragodzinnym locie bojowym

Źródło: Archiwum prywatne Agnieszki Rylik

Miałam operację, potem rehabilitacja. Bolało, jak cholera. Nie było szans, by zrobić kondycje w takim stanie. Definitywnie zamknęłam temat boksu. To był koniec.

A co z pożegnalną walką?

Myślałam o tym. W międzyczasie zaszłam w ciążę, urodziłam i znowu zaczęłam trenować, biegać. Któregoś dnia zadzwonił telefon z propozycją pożegnanej walki. Poszłam na trening, staw biodrowo-krzyżowy mi się zablokował i stwierdziłam, że na 100 proc. w takim stanie zdrowia nie jestem w stanie dalej trenować. Swoje już zrobiłam. Co miałam zrobić? Wziąć sobie na pożegnanie zawodniczkę średniej klasy? Dla mnie, jako profesjonalistki, to wstyd.

Gadałyśmy nawet na ten temat z Iwoną Guzowską. Śmiałyśmy się, że będziemy się klepać po brzuchach albo zrobimy występ baletowy. Przecież to by był jakiś benefis starszych pań (śmiech). Mówię do niej: "to zróbmy jakiś występ baletowy". Zawsze mówiłam, że boks to nie jest sport dla starych ludzi. Pociąg odjeżdża, nie ma już tej wytrzymałości. Organizmu się nie oszuka.

Odczuwasz fizycznie te wszystkie przebyte walki?

Pewnie. Miałam sześć operacji ortopedycznych. Śpię na kamiennej poduszce, bo mam dwie przepukliny w szyi. Kręgosłup mam w takim stanie, jakbym zapieprzała 18 lat w kopalni. Mój lekarz powtarza, że został mi jeszcze basen i joga. Basenu nie lubię, a joga jest dla mnie za spokojna.

Boksujesz jeszcze dla przyjemności?

Tak. Jak zaczynam boksować od razu łapy mam popuchnięte. Ale lubię. Więc jak wchodzę na salę, to się pytają co chwilę, kiedy wracam na ring. Zawsze mówię, że przygotowuję formę na pięćdziesiątkę, bo na czterdziestkę nie zdążyłam (śmiech).

Pierwszy mistrzowski pas z trenerem Jackiem Urbańczykiem

Pierwszy mistrzowski pas z trenerem Jackiem Urbańczykiem

Autor: Karol Skiba

Źródło: Archiwum prywatne

Boks przydał ci się kiedyś też poza ringiem?

Poza jednym przypadkiem, gdy straciłam nad sobą kontrolę, nigdy.

Gdy uderzyłaś narzeczonego?

Tańczył z jakąś dziewczyną. Chciałam go uderzyć otwartą dłonią, ale jakoś tak się zdarzyło, że mimowolnie zacisnęła się w pięść. To było straszne uczucie. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pozwolę sobie na takie uczucie słabości.

Udało się?

Tak. Kiedy jestem świadkiem bójki, jakiś chłopak szarpie dziewczynę czy dwóch facetów się napieprza, to zawsze próbuję ich rozdzielić. Jak agresja któregoś z nich obraca się w moją stronę, mówię: "spokój". Chodzi o postawę, ton głosu. Takie rzeczy są lepsze od paniki.

Proponował ci ktoś wejście do polityki?

Sto lat temu wszystkie partie mnie na to namawiały (śmiech). W telewizji można było nawet zobaczyć sparing Lepper vs Rylik! Pan Lepper miał solidny prawy. Zresztą skończyłam politologię. Polityka zawsze była bliska mojemu sercu. Ale ja na inne czasy czekam. Może kiedyś będzie tak, że zamożni ludzie, którzy już nie muszą się dorabiać, będą chcieli pracować społecznie, zrobić coś tak po prostu, nie dla pieniędzy. Takiej klasy politycznej bym sobie w Polsce życzyła.

Na planie filmu

Na planie filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety" Patryka Vegi

Źródło: Archiwum TVN/Materiały prasowe

Obserwujesz to, co się dzieje dzisiaj w polityce?

Niestety, tak. I to, co widzę, bardzo mnie rusza. Zaakcentowałam swoje poparcie w "czarnym marszu". Jestem absolutnie przerażona tym, co robi nasz rząd. Nie zgadzam się na to, by ktoś miał decydować za nas - kobiety. Że ktoś, kto nigdy nie był w związku, kto nie ma dzieci, nie wie, co to rodzina, chce rozstrzygać o tym, czy matka ma umrzeć, zostawić resztę rodziny. To jest jakiś kosmos.

Podobno nie lubisz atmosfery boksu zawodowego w Polsce. Dlaczego?

Nie lubię tej całej otoczki. Lubię dobry boks, czystą grę fair play. A bywa tak, że do ringu wchodzą bokserzy i wygrywa gorszy. Jestem bardzo czuła na sędziowanie. Nieważne, że przegrywa mój dobry kolega. Jeśli przegra, to przegra, nie ma taryfy ulgowej. Tak się zaczął zresztą konflikt z Piątkowską. Nie znałam jej wtedy. Ale oglądałam walkę, która ogólnie była słaba, bez techniki. Brodnicka wygrała. Następnego dnia cała pięściarska Polska zastanawiała się, kto wygrał. Eksperci nie zgadzali się z werdyktem. Nie cierpię takich rzeczy. Dwóch sędziów daje więcej punktów jednemu z zawodników, a trzeci jemu przeciwnikowi. Przecież to chore!

W boksie możesz być fantastyczny, a i tak nie dostać szansy w walce o mistrzostwo. To czysty biznes. Rządzą telewizje i promotorzy. Dlatego prawie wcale już nie oglądam walk.

Boksowanie, to nie tylko mordercze treningi, ale też walka o wagę...

Sztuczne robienie wagi w boksie to horror. Każdy chce ważyć jak najmniej, by być w niższej kategorii wagowej, wtedy ma się lepsze warunki fizyczne od przeciwnika. Niestety, organizm dostaje mocno w kość, szczególnie, kiedy jest jeszcze młody. U mnie, młodej wtedy dziewczyny, powodowało to duże zaburzenia. Ważyłam 55 kg, to zrzucałam do 52. Organizm chciał to potem nadrobić, więc waga rosła do 57 kg. Najgorzej było podczas okresu. Organizm zatrzymuje wtedy wodę, co dodaje kilogramów.

Jaki miałaś sposób na pozbycie się tych nadmiernych kilogramów?

Wchodziłam do wanny z gorącą wodą, taką na pograniczu wytrzymałości. Pociłam się, a po wyjściu z niej nakładałam na siebie dwa dresy i wchodziłam pod kołdrę. Albo najlepiej dwie i do tego jeszcze koc. Kiedy nie miałam już nawet jak oddychać, to dokładałam do tego jeszcze suszarkę. I tak leżałam, godzinę, dwie, aż organizm przestał się pocić.

Kopnięcie boczne pełnoletnie

Kopnięcie boczne pełnoletnie

Źródło: Archiwum prywatne Agnieszki Rylik

Pomagało?

Można było dzięki temu stracić przynajmniej dwa kilogramy. Z niejedzeniem można sobie poradzić. Najgorzej, jak nie możesz pić. Było tak, że piłam łyczek wody i biegłam na trening. Wkładałam dwa dresy i zapieprzałam. Słaniałam się na nogach, ale robiłam swoje, Musiałam jakoś wytrzymać do ważenia.

Po ważeniu można było znowu jeść?

Tak, bywało, że zawodnicy przed walką tracili nawet 20 kg. Nie można ważyć więcej niż ustalono w limicie. W dniu walki natomiast zawodnik często waży już 10 kg więcej.

Teraz czasy się zmieniły. Używa się kroplówek, a nawet przetacza krew. Spotkałam kiedyś na bankiecie bokserów, którzy przed ważeniem wpieprzali jak gdyby nigdy nic. Potem wkładali dwa palce i wymiotowali.

A gimnastyczki artystyczne nacierały się solą, zawijały nogi taśmą, wkładały dwa dresy i szły na saunę. A tam przez godzinę skakały na skakance. A co robią modelki? Wpieprzają waciki. Normalnie szok. Z takiego postepowania bierze się anoreksja czy bulimia.

Jesteś szczęśliwym człowiekiem?

Bardzo. Mam to, o czym zawsze marzyłam. Jestem kochana i kocham. Jestem sobą.

Tak wygląda szczęście

Tak wygląda szczęście

Źródło: Archiwum prywatne Agnieszki Rylik

Żałujesz czegoś?

Może tego, że się wcześniej nie ogarnęłam. Do sportu zawsze podchodziłam zadaniowo. Zbieram się i robię, co do mnie należy. Z decyzjami życiowymi nie jest już tak łatwo. O siebie zawalczyć jest trudniej i to zajęło mi sporo czasu. Musiałam dorosnąć i dojrzeć. Ale lepiej późno niż wcale.

Rozmawiała Ewa Koszowska, Wirtualna Polska

Źródło: East News/Materiały prasowe

Agnieszka Rylik -_ znana w świecie boksu jako "Lady Tyson" lub "Tyson w spódnicy". Mistrzyni świata w boksie zawodowym, wielokrotna mistrzyni świata i Europy w kick boxingu. Przygodę z kick boxingiem rozpoczęła w wieku 15 lat. Po pół roku treningów zdobyła złoty medal mistrzostw Polski, dwa lata później świętowała mistrzostwo świata seniorek. W 1994 roku Rylik sięgnęła po zawodowe mistrzostwo Europy i rok później po mistrzostwo świata. W następnych latach najlepsza na świecie była jeszcze trzykrotnie. Od lat związana z telewizją jako komentator sportowy. Od 2005 jest dziennikarką porannego programu "Dzień Dobry TVN", w którym prowadzi autorski cykl sportowy. Wcześniej współpracowała też m.in. z redakcją sportową TVP. Niedawno wydała książkę "Nokaut. Historia bokserki" (wyd. Edipresse Polska)._