Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka , 16 maja 2019

Kiedy samochód zostanie kierowcą

Uczy samochody rozmawiać ze sobą. Własne auto włącza telefonem z odległości kilku tysięcy kilometrów. Jest przekonana, że przyszłość motoryzacji to superbezpieczne, naszpikowane elektroniką autonomiczne auta. Jada Smith: inżynier i szefowa zespołu tworzącego najbardziej innowacyjne rozwiązania motoryzacyjne na świecie.

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka: Czy ty chcesz zabić przyjemność samodzielnego prowadzenia samochodu?!

Jada Smith: Wręcz przeciwnie! Prawdziwa przyjemność z jazdy dopiero przed nami. Czy wiesz, że samochód, którym przyjechałaś na spotkanie ze mną, jest najbardziej zaawansowanym technologicznie urządzeniem, jakie posiadasz i to nawet, jeśli nie jest najnowszą konstrukcją, która dopiero zjechał z taśmy produkcyjnej? Jest bardziej złożony niż twój smartfon, komputer czy elektroniczny osobisty asystent zarządzający twoim domem.

Samochód autonomiczny z urządzeniami firmy Aptiv w Las Vegas

Samochód autonomiczny z urządzeniami firmy Aptiv w Las Vegas

Autor: John F. Martin for APTIV

Źródło: APTIV

KIEDY AUTO NIE POTRZEBUJE KIEROWCY

Ty pewnie jeździsz samochodem wyposażonym w autonomiczne systemy tworzone przez zarządzaną przez ciebie firmę Aptiv?

Mój samochód jest wyposażony w kilka systemów bezpieczeństwa, ale nie jest autonomiczny. Za to mogę włączyć go swoim telefonem. Nawet teraz, chociaż spotykamy się w Krakowie, a moje auto stoi w garażu w Michigan.

Wystarczy, że sięgnę do torebki i kliknę w aplikację, odpowiedni sygnał poleci łączami internetowymi i voila - silnik odpali.

Kiedy przesiądziesz się do sterowanego samodzielnie przez komputer autonomicznego auta?

Nie liczyłabym, że stanie się to w przeciągu najbliższych kilku lat, choć mam nadzieję, że termin nie jest zbyt odległy. Codzienna droga do pracy zajmuje mi pół godziny. Dzień w dzień widzę te same krajobrazy, te same ulice. Część trasy to autostrada, część miasto. Wiele etapów drogi jest niepotrzebnie stresujących: korek, zablokowany zjazd, ktoś gwałtownie zahamował, ktoś inny wtargnął na drogę. Żadna frajda. W dodatku tracę na tym godzinę dziennie. Pewnie masz tak samo i miliony innych ludzi również.

A teraz wyobraź sobie, że mogłybyśmy wsiąść do samochodu, który bezpiecznie dowiezie nas na miejsce, ale nie musimy koncentrować się na drodze. W tym czasie możemy przygotować się do spotkania, wysłać zaległe maile, a czasami zdrzemnąć się jeszcze chwilę. Nie byłoby fajnie?

Z pewnością byłoby wygodnie. Ale wiele osób twierdzi, że nowoczesne systemy bezpieczeństwa i samochody autonomiczne to śmierć motoryzacji, a przede wszystkim frajdy z samodzielnego kierowania autem.

100 lat temu ludzie przemieszczali się głównie konno. Używali tych pięknych zwierząt, by dostać się z punktu A do punktu B, przetransportować ładunki, wykorzystywali ich siłę na różne sposoby, z których przyjemność z jazdy była chyba na ostatnim miejscu. Ale pojawiły się samochody i to one przejęły role transportowe, a nam została przyjemność z jazdy konnej. Identycznie będzie z samochodami. Tworzymy systemy bezpieczeństwa, które wspierają kierowców. Zostawimy systemom to, co nużące i powtarzalne. A gdy będziemy w dobrym nastroju, a przed nami będzie prosząca się o chwilę zabawy za kółkiem piękna droga, będziemy mogli to zrobić. To samo dotyczy samochodów autonomicznych. Wystarczy włączyć tryb manualny, odciąć się od informacji zbieranych i przekazywanych przez systemy auta i przejąć kontrolę.

Mamy już korporacje używające autonomicznych samochodów. Aptiv współpracuje w tym zakresie z firmą Lyft. Dla konsumenta jest to świetny sposób podróżowania. Musi po prostu przemieścić się z punktu do punktu i nie interesuje go, kto lub co go tam dostarczy. Samojezdne auta pozwalają wypełnić lukę. Jest za mało chętnych osób do pracy w porównaniu z zapotrzebowaniem rynku na kierowców. W Stanach to duży problem. Ale z tego, co się zorientowałam, również w Polsce jest coraz mniej chętnych do takiej pracy. Wczoraj znajoma nie mogła dojechać na spotkanie ze mną, bo Uber czterokrotnie odmówił wykonania kursu.

Z drugiej strony wiele osób bije na alarm, że wprowadzenie do użytku samojezdnych pojazdów odbierze ludziom pracę. Kierowca to wciąż jeden z najpopularniejszych zawodów na świecie.

Weźmy transport samochodowy, sznury tirów nieustannie przewożące towary w różne części kraju czy kontynentu. W USA jest ogromny problem ze znalezieniem chętnych do pracy w transporcie długodystansowym. Trudno się dziwić, to ciężka praca, odrywająca na wiele tygodni od rodziny. Firmy spedycyjne mają więcej zamówień, niż kierowców, którym mogą zlecić przejazd. I tutaj wkraczają samochody autonomiczne. Nie odbiorą pracy ludziom, ale przejmą tę, której ludzie nie chcą. Wiele lat potrwa, zanim całkowicie przejmą transport samochodowy.

Co wówczas z kierowcami?

Przecież takie auta będą wymagały obsługi! Masy ludzi, od serwisantów przez inżynierów, specjalistów IT. Choć tak, można powiedzieć, że w pewnej chwili odbiorą pracę kierowcom. Ale odbierając niskopłatną pracę, dadzą im wyżej płatną. Rynek nie zna próżni.

Samochód autonomiczny z systemem firmy Aptiv w 2017 r. w Las Vegas

Samochód autonomiczny z systemem firmy Aptiv w 2017 r. w Las Vegas

Autor: John F. Martin for APTIV

Źródło: APTIV

POGADAJMY. JAK SAMOCHÓD Z SAMOCHODEM

Czym jest system V2V, który dopracowuje Aptiv?

Sposobem bezpośredniej komunikacji pomiędzy samochodami. V2V to Vehicle to Vehicle, czyli pojazd do pojazdu.

Uczycie samochody rozmawiać ze sobą?

W pewnym sensie tak. Wyobraź sobie, że samochody mogłyby nieustannie pobierać dane o innych uczestnikach ruchu. Znać ich prędkość, cel do którego zmierzają, móc określać bezpieczną odległość między sobą i zareagować na gwałtowną zmianę kierunku jazdy lub hamowanie auta, którego my jako kierowcy nawet nie dostrzegamy. To właśnie V2V.

Powiedzmy, że jedziesz za ciężarówką, która zasłania ci widoczność. Robi to tak skutecznie, że próba wyprzedzenia jej byłaby obciążona dużym ryzykiem. Ale dzięki systemowi V2V wiedziałabyś, że z naprzeciwka nic nie jedzie i możesz wyprzedzać. Albo jedziesz autostradą, samochodów jest dużo, ale ruch jest płynny. Jednak gdzieś przed tobą nagle powstaje nietypowa sytuacja. Na przykład jakieś auto ma awarię. Normalnie w takiej sytuacji dziesiątki kierowców muszą zareagować bardzo szybko, by nie dopuścić do zderzenia, by również kierowcy za nimi zdążyli wyhamować. Ale o ile byłoby to prostsze, gdyby samochody, które jako pierwsze zarejestrowały zdarzenie, poinformowały o nim pozostałych kierowców? Pomyśl o tych wszystkich karambolach, których moglibyśmy uniknąć!

Czyli V2V jest czymś w rodzaju naszych oczu i uszu na drodze. Rozróżnia również kolory świateł?

To druga część systemu, którą opracowujemy. Komunikuje się bezpośrednio z infrastrukturą drogową, na przykład właśnie z sygnalizatorami świetlnymi. Samochód wyposażony w taki system otrzymywałby informację nie tylko o tym, jakie światło akurat się świeci, ale również jak długo się będzie świecić i kiedy się zmieni. Teraz wszystko polega na naszym wyczuciu. Często nie wiemy, jak długo już świeci się zielone - czy zdążymy jeszcze przejechać…

…czy w trakcie naszego przejazdu przez skrzyżowanie nagle zapali się żółte, a potem czerwone i zrobi się niebezpiecznie.

A nasz system, łącząc się bezpośrednio z sygnalizatorem, będzie to wiedział. I zdecyduje, czy uda się jeszcze przejechać, bo zielone będzie świecić się jeszcze przez kilkanaście sekund, czy raczej trzeba zwolnić, bo za moment zmieni się już na żółte.

Kiedy możemy się spodziewać na naszych drogach samochodów rozmawiających ze sobą?

W tej chwili system jest już wprowadzany przez General Motors i montowany w Cadillacach. Więc gdybyś miała ochotę na nowe, komunikatywne auto, możesz już je kupić. Ale to dopiero początek. Unia Europejska właśnie wprowadza regulacje prawne dotyczące systemów typu V2V i liczę na to, że w niedługim czasie kolejne firmy motoryzacyjne zdecydują się na takie systemy bezpieczeństwa. Bo choć teraz V2V może wydawać się futurystyczny, to wcale nie tak dawno tak samo mówiono o poduszkach powietrznych, a wcześniej o pasach bezpieczeństwa.

PRZYSZŁOŚĆ WRZUCIŁA SZÓSTY BIEG

Jak, według ciebie, będzie wyglądał rynek samochodowy za kilkanaście lat?

To będzie świat coraz bezpieczniejszych samochodów prywatnych i zautomatyzowanego transportu zbiorowego i towarowego. Autonomiczne ciężarówki będą woziły kontenery, mniejsze samochody transportowe będą rozwoziły przesyłki tak, jak dzisiaj robią to kurierzy. Handel przeniósł się do internetu, co wymusi rozwój firm kurierskich właśnie w kierunku samochodów autonomicznych. To jedyne wyjście.

Poza tym nasze prywatne auta będą potrafiły przynajmniej częściowo zastępować nas za kierownicą. Nasze wyposażone w elektronicznych asystentów smartfony będą łączyły się bezpośrednio z oprogramowaniem samochodów. Zobaczysz, że przywykniemy do tego równie szybko, jak przywykliśmy do naszych telefonów.

Brzmi fascynująco.

Bo świat jest fascynujący. Od lat pracuję z najlepszymi inżynierami i twórcami rozwiązań software'owych na świecie, miałam nawet przyjemność kierować ogromnymi zespołami takich ludzi. Ale wciąż z fascynacją przyglądam się pewnym rozwiązaniom, nawet tak oczywistym dzisiaj jak technologia Bluetooth. Byłam dziewczynką, która lubiła wiedzieć, potrzebowała zrozumieć. To się nie zmieniło do dziś.