Żeby zrozumieć, o czym chcę ci opowiedzieć, musisz spróbować poczuć, jak to jest nie widzieć – powiedział Sebastian, po czym dał mi biało-czerwoną laskę i dość szczelną opaskę na oczy. I tak – ja z laską, asekuracyjnie uczepiona jego ramienia i on z psem przewodnikiem, wyszliśmy na prawie dwukilometrowy spacer ulicami zaczynającej weekendowy wieczór Warszawy.

- Niewidomy będzie prowadził widzącą – śmieje się ktoś z obsługi Niewidzialnej Wystawy, gdy laską próbuję wybadać drzwi. Tyle, że patrząc na Sebastiana widzimy przede wszystkim młodego, dobrze zbudowanego faceta, który wyszedł z psem na spacer, a nie niewidomego.

Tak naprawdę Sebastian nie jest niewidomy, tylko ociemniały, ale o tym później.

Ani żyć jak kiedyś, ani się zabić

- Nie chodzę z laską, bo ona za bardzo przyciąga wzrok ludzi, a poza tym budzi w nich instynkt opiekuńczy – a ja nie potrzebuję litowania się nade mną – wyjaśnia.

Stracił wzrok po wypadku, gdy skończył 32 lata. Kiedy usłyszał od lekarzy, że wzrok utracił nieodwracalnie, chciał się zabić, bo co to za życie, kiedy człowiek nie widzi i jest skazany na pomoc innych? Po czasie samą historyjkę o chęci popełnienia samobójstwa przekuł w niemal dowcip. „Ciężko się zabić, gdy nie widzisz. Ani tabletek nie połkniesz, bo nie wiesz, co tak naprawdę bierzesz, ani z okna nie skoczysz, bo samo zlokalizowanie okna i tego, jak się otwiera, zabiera wieki. Kiedy już wiedziałem, jak niezauważonym wejść na parapet, doszedłem do wniosku, że to bez sensu. Bo jeśli leżę na parterze, to skok mnie nie zabije, a ryzykuję złamanie kręgosłupa. I skończę niewidomy i przykuty do łóżka" – opowiada.

Żył dalej, ale niejako siłą rozpędu, wciąż nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Do wcześniejszej pracy nie mógł wrócić, bo robił, jako "fizyczny". Niby mógł zatrudnić pracowników i tylko zarządzać, ale przecież nie mógł kontrolować jakości ich pracy.

Momentem przełomowym był któryś wieczór spędzony ze sprawdzonym przyjacielem, którego poprosił o zrobienie czegoś do jedzenia. Kolega wzruszył ramionami i spytał, czy poza wzrokiem Sebastian stracił też zdolność poruszania rękami?

Wkurzony, poszedł do kuchni i przez pół godziny męczył się, by nie pokaleczyć się, robiąc jakąś najbardziej podstawową kanapkę. Udało się i wtedy zrozumiał, że choć może być trudno, to jednak życie toczy się dalej i albo się poddajesz, albo żyjesz najlepiej jak potrafisz.

Alejami Jerozolimskimi w kierunku Dworca Centralnego idziemy szybko. Ja ze dwa razy zahaczam o słupki, ale Sebastian zupełnie nie ma problemu z ustaleniem, czy nie ma przed nim przeszkód, gdzie jest przejście dla pieszych czy jakie jest akurat światło.

- Trzeba się wsłuchać w miasto. Słyszę, że tramwaj na Alejach się zatrzymał, więc wiem, że za chwilę na Lindleya zapali się zielone światło – wyjaśnia, a chwilę później daje znak do wejścia na jezdnię. Po raz pierwszy łamię zasady gry i lekko ściągam opaskę. Bingo, zielone.

W miasto warto się wsłuchać

Pewnie byłoby łatwiej, gdyby wszystkie przejścia były wyposażone w sygnalizację dźwiękową, ale tak nie jest. Albo są, ale nieprawidłowo. Sebastian wspomina o dużym przejściu niedaleko centrum handlowego Arkadia, gdzie trudno jest przejść obie jezdnie na jednej zmianie świateł. Po przejściu pierwszej, niewidomy wciąż słyszy charakterystyczne klekotanie i odważnie wchodzi na drugą – i to może go kosztować życie, bo światło na tej jezdni zdążyło się zmienić, tyle że on wciąż słyszy dźwięk z poprzedniej.

- Nigdy nie wchodzę na pasy, jeśli zielone światło zapaliło się wcześniej, bo mogę nie zdążyć zejść. I nie sugeruję się tym, że akurat przechodzą inni ludzie – bo przecież mogą wbiegać na czerwonym – wyjaśnia dalej.

Po pokonaniu przejścia podziemnego (Sebastian schodzi z wielką lekkością, ja opieram się na lasce niczym na kijku trekkingowym. "Nie napieraj tak na nią, bo złamiesz, a nowa kosztuje 200 zł" - strofuje mnie), wchodzimy na przystanek tramwajowy. Pytam, czy korzysta z zamontowanych na przystankach systemów do odczytywania rozkładu środków transportu.

- Nie korzystam, bo na różnych przystankach są zamontowane w różnych miejscach, więc jeśli stoi dużo ludzi, to szybciej zapytam o numer linii, niż będę się przepychał w poszukiwaniu guzika – opowiadając o braku standaryzacji w Warszawie, dodaje, że w Łodzi i Kielcach istnieje bardzo sprytne rozwiązanie. Niewidomi mają specjalne piloty. Po naciśnięciu z głośników zamontowanych na autobusie rozlegnie się informacja o numerze linii i kierunku jazdy. W kabinie kierowcy zapali się zaś kontrolka informująca, że wśród oczekujących na przystanku znajduje się osoba niewidoma.

Pomagać, ale wiedzieć, jak

Jedziemy zaledwie dwa krótkie przystanki, w tym czasie jedna osoba proponuje nam miejsce. Ludzie podobno ogólnie są skłonni do pomocy, ale rzadko wiedzą, jak to prawidłowo robić.

- Nie raz i nie dwa zdarzało mi się, że ludzie siłą sadzali mnie na wolne miejsca w autobusie czy tramwaju. Stałem przy drzwiach, pojazd zbliżał się do mojego przystanku, a ktoś mnie chwytał za rękę i popychał w kierunku siedzenia. Kiedyś pani na stacji kolejowej tak bardzo chciała mi pomóc, że w ogóle o nic nie proszona pchnęła mnie w kierunku drzwi. Zaparłem się, ona znów pchnęła – tak skutecznie, że spadłem z peronu na tory – opowiada.

Ile razy ktoś niepostrzeżenie chwytał go za ramię czy ciągnął za rękę, by przeprowadzić przez ulicę, nie zliczy. Robimy więc instruktarz. „Jeśli chcesz pomóc niewidomemu, podejdź do niego, przedstaw się i zapytaj, czy możesz mu pomóc. Nie wyrywaj się do ciągnięcia go bez pytania, bo dla nikogo nie jest przyjemne, gdy niespodziewanie obcy zaczyna go dotykać”.

Jeśli chcemy pomóc przejść przez skrzyżowanie czy doprowadzić do jakiegokolwiek miejsca, powinniśmy zgiąć rękę w łokciu i ewentualnie naprowadzić niewidomego na naszą dłoń. On spokojnie sobie wtedy znajdzie nasz łokieć i się go przytrzyma. Broń Boże nie wyrywamy laski.

- Wyobraź sobie, że obcy ludzie nieustannie traktują cię jak nieporadne dziecko. Dotykają bez pytania, szarpią – i choć robią to w dobrej wierze, to jednak przekraczają twoje granice. Czasem zdarzy się nam wtedy warknąć czy coś niemiłego powiedzieć, na co ludzi kręcą głowami i mówią o niewdzięcznych, roszczeniowych niepełnosprawnych. A my przecież po prostu nie chcemy być traktowani przedmiotowo.

„Pan nie widzi? A to przepraszam”

Kiedyś poprosiłem przechodzącą kobietę o jakąś wskazówkę. Poczuła się kompletnie skonsternowana i do tego stopnia nie wiedziała. jak zareagować, że udawała, że jej nie ma, zupełnie zamarła. Uśmiechnąłem się, powiedziałem, że przecież wiem, że stoi obok, i poszedłem dalej. Innym razem jechałem w przedziale w pociągu z dziewczyną, którą zainteresował mój pies (czy już wspominałem, że mój Rollo bardzo ułatwia mi nawiązywanie kontaktów z kobietami?).

Zaczęliśmy rozmawiać o zwierzętach. W pewnym momencie wyczułem, że trzyma przed moimi oczami wyświetlacz telefonu i coś pokazuje, pewnie zdjęcie swojego psa. "Wiesz, jestem niewidomy, więc musisz mi go opisać" - powiedziałem. Nie wiem, czy to szok czy strach, ale dziewczyna zamilkła, pożegnała się i wyszła z przedziału.

Ale bywają też zupełnie inne sytuacje.

- Moją koleżankę zaczepił kiedyś przepity facet. Odsuwała się, nie podtrzymywała rozmowy, ale kiedy powiedział jej, że dobrze ma, że jest niewidoma, zainteresowała się i zapytała, dlaczego tak uważa. "Bo możesz bez strachu pić alkohol metylowy" - powiedział gość.

Gdy weszliśmy do restauracji, pozbyłam się swoich „atrybutów niewidomego”. Dopiero teraz widzę, że wszyscy, po prostu wszyscy patrzą na Sebastiana. Jeszcze nigdy nie przechodziłam przez żaden lokal pod takim nadzorem.

Aplikacje na miarę

- Kiedy powiedziałam znajomym, że napisałam do ciebie wiadomość na Facebooku, kilka uśmiechnęło się i zapytało, jak ty niby odczytasz tę wiadomość i odpiszesz – przecież Messenger nie jest pisany Braille'em – powiedziałam i przeszliśmy do „prezentacji” smartfona.

Ten, przy odpowiednim skonfigurowaniu, może zawierać bardzo wiele aplikacji, które pomagają niewidomym sprawnie radzić sobie z różnymi życiowymi sytuacjami. Przede wszystkim aplikacje skanujące tekst – np. książki czy dokumenty – i umożliwiające odsłuchanie go, programy do nawigacji pieszej, które umożliwiają uzyskanie informacji na temat aktualnego położenia użytkownika i nawigowanie go do wybranego punktu, wreszcie – udźwiękowiony kalkulator, zegarek czy notatnik dźwiękowy. Można zainstalować aplikację odczytującą kolory, która przyda się na zakupach, a aby sprawniej posługiwać się banknotami, przy każdym płaceniu warto włączać aplikację, która skanuje nominał i odczytuje go.

Wprawdzie polskie banknoty są różnej wielkości, to jednak różnice nie są duże, więc rozpoznawanie ich po wymiarach nie jest wygodne. Wprawdzie z myślą o niewidomych zostały wyposażone w wypukłe znaki, ale są one wyczuwalne tylko w nowych, niezniszczonych egzemplarzach. Jeśli niewidomy nie dysponuje aplikacją, może sprawdzić nominał „analogowo” – za pomocą specjalnej prostokątnej ramki. Po zawinięciu banknotu wokół niej sprawdza się, którego ząbka dotyka. Ramka służy też do podpisywania się – urzędnik nie ciągnie ręki klienta, tylko kładzie ramkę tak, by linijka na podpis znalazła się w pustym, wyciętym polu.

Nowoczesne technologie umożliwiają też korzystanie z kultury. Niektóre teatry są wyposażone w zestawy słuchawkowe z audiodeskrypcją.

- Przychodzę do teatru i dostaję słuchawkę, w której słyszę, jak lektor między dialogami aktorów opisuje, co się dzieje na scenie, coś w stylu: "Starsza pani w zielnej sukni balowej, ciężko wzdychając z grymasem na twarzy, usiadła na dużej wzorzystej kanapie". To od nas zależy interpretacja tego grymasu na twarzy – opisuje Sebastian. - To pomaga zwłaszcza w odbiorze sztuki, w której jest mało dialogów.

Pytam, czy to standard w warszawskich teatrach.

- Nie. Czasem dostosowane sztuki są w Teatrze Rozmaitości, czasem w Wielkim. To samo w kinach. Przykładowo, w Cinema City w Arkadii są słuchawki, ale nie każdy film jest dostosowany, czyli ma dodatkową ścieżkę dźwiękową. Jeśli jest to robione w fazie produkcji, to kosztuje grosze, ale jeśli twórcy nie pomyślą o tym zawczasu, dogranie ścieżki w postprodukcji jest już znacznie droższe. Dzięki audiodeskrypcji nie trzeba organizować pokazów dla niewidomych, które są jakimś tam wykluczeniem społecznym.

Zwracam uwagę, że w filmie, w którym jest wiele dialogów, włączenie dodatkowej ścieżki może być bardzo trudne. Dla Sebastiana to nie problem, bo wszystkie te udogodnienia można starannie przemyśleć.

- Jesteśmy zwykłymi klientami, którzy płacą za usługę. Niektóre firmy to rozumieją i dostosowują usługi do potrzeb osób niewidomych - czyli 240 milionów potencjalnych klientów. Apple doskonale to rozgrywa. iOS to rozwiązanie systemowe, bo łatwo można go skonfigurować do codziennej pracy. W telefonie mam masę aplikacji: do nawigacji, wyszukiwania książek w Audiotece...

- Ale po tradycyjne książki nie masz po co sięgać? - dopytuję.

- Żaden problem! Biorę z półki książkę, skanuję tekst, konwertuję przez OCR, a następnie słucham przez program do odczytu tekstu.

No przecież, że proste.

Od autorki:

Wszystkie słowa z przedrostkiem "tyflo" oznaczają, że mają związek z osobami niewidomymi, np. tyfloinformatyka (rozwiązania informatyczne dla niewidomych i niedowidzących), tyflopedagogika (nauka zajmująca się wychowaniem osób niewidzących), tyflosprzęt.

No właśnie, niewidomy, niedowidzący, słabo widzący...? Gdybyśmy chcieli być precyzyjni, to:

• Niewidomym nazywamy osobę, która nie widzi od urodzenia lub utraciła wzrok przed piątym rokiem życia.
• Osoba ociemniała utraciła wzrok po piątym roku życia.
• Słabowidzący tracą wzrok w przebiegu różnych schorzeń.

Niewidzialna Wystawa działa w Warszawie od 2011 r. Pozwala widzącym choć trochę zrozumieć świat, w którym funkcjonują osoby niewidome. Zwiedzający w kilkuosobowych grupach poruszają się z przewodnikiem w całkowitej ciemności.

W Polsce żyje ok. 90 tys. osób z dysfunkcją wzroku. Trudno precyzyjnie wskazać liczbę niewidomych, z punktu widzenia odbiorców świadczeń społecznych zależy to od orzeczenia ZUS, a orzecznicy mogą przyznać ten sam stopień niepełnosprawności osobie, która nie widzi zupełnie nic, jak i takiej, która dostrzega ostre światło.