Artur Długosz , 22 czerwca 2017

Skują cię łańcuchami i zamkną w ciemnościach

Zakładam ciemną opaskę, przez którą nic nie widać. Prowadzą mnie do tajemniczego pomieszczenia, słyszę zamykające się drzwi. Odsłaniam oczy. Widzę ciemność, do której muszę się przyzwyczaić…

Tak zaczęła się moja przygoda z pokonywaniem kolejnych łamigłówek, zagadek, szukaniem kodów, szyfrów, poznawaniem i otwieraniem coraz bardziej skomplikowanych kłódek, dzięki którym możliwe będzie wydostanie się z zamkniętego pomieszczenia, gdzie przebywam.

Co to tak właściwie jest Escape Room? Jak sama nazwa wskazuje, to pokój, z którego trzeba uciec. Tak, uciec. Bo najpierw samemu dobrowolnie, dodatkowo za własne pieniądze, trzeba dać się w nim zamknąć. Czasem nawet należy się uwolnić, będąc zakutym w kajdanki, odizolowanym w specjalnej celi czy przywiązanym łańcuchem.

Przeznaczony jest na to określony czas, a w trakcie rozgrywki rozwiązuje się różnego rodzaju zagadki, poszukuje wskazówek, które mają doprowadzić uczestnika zabawy do klucza, dzięki któremu możliwe będzie wydostanie się z pomieszczenia. To gra przestrzenna, która została przeniesiona ze świata wirtualnego do rzeczywistości. Uczestniczyć w niej może od jednej do kilku osób. Wszyscy muszą ze sobą współpracować, aby wspólnie doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.

Wyprawa do innego świata

Skąd w ogóle wzięły się Escape Roomy? - Wywodzą się z komputerowych gier typu "point-and-click", To lata 80. i 90. ubiegłego wieku. W końcu ktoś postanowił, przenieść je do świata realnego. Znacznie więcej wiadomo o pokojach stworzonych w Stanach Zjednoczonych, bo ponoć pierwszy powstał w Dolinie Krzemowej, zrobiony przez znudzonych programistów, którzy przenieśli grę do rzeczywistości. Ile w tym prawdy, nie wie nikt. Druga teoria mówi, że debiutancki pokój został wykreowany we wschodniej Azji. Myślę, że teraz nikt nie jest w stanie odkryć wszystkich szczegółów i wskazać, gdzie był pierwszy Escape Room na świecie - mówią nam Bartosz Idzikowski i Jakub Caban ze strony lockme.pl. Można na niej znaleźć wszystkie potrzebne informacje dotyczące tej pasjonującej i wciągającej rozrywki.

W Polsce na przestrzeni ostatnich lat Escape Roomy zyskały ogromną popularność. Świadczy o tym chociażby liczba pokoi w naszym kraju. – Pierwsze powstały wczesną wiosną 2014 roku. Dziś jest ich blisko 900, z czego najpierw zostały stworzone we Wrocławiu, następnie w Warszawie – wyjaśnia Idzikowski.

Escape Room to pewne pomieszczenie, które ma swój scenariusz wyjścia. Pokój może nawiązywać wystrojem do więzienia, szpitala psychiatrycznego czy nawiedzonego opuszczonego domu. Ale nie tylko. - To ma być głównie zabawa, nie straszenie, chociaż pokoje w stylu horroru czy thrillera najlepiej się sprzedają. Dostarczają największą dawkę emocji. Jest natomiast grupa odbiorców, którzy się najzwyczajniej w świecie boją i dla nich są pokoje czy to podróżnicze, czy typowo fabularne. Do tej grupy zaliczyć można sporą część osób, która chodzi do Escape Roomów rodzinnych. Przebywanie w pokoju ma prowokować przeżycie, budzić emocje, ma wprowadzić nas w inny świat. Jaki to będzie świat, zależy od własnych upodobań uczestników zabawy. Głównym celem jest przenieść klienta do równoległej rzeczywistości i dostarczyć mu rozrywki - twierdzą Idzikowski i Caban.

Powrót do dzieciństwa

Mam się dać gdzieś zamknąć? I to za własne pieniądze? - Takie jest zazwyczaj pierwsze wrażenie po usłyszeniu o Escape Roomach. Podobnie było ze mną. Nie owijając w bawełnę, gdy o tym usłyszałem, nie spodobało mi się. Postanowiłem jednak przekonać się, o co dokładnie chodzi i przeżyć te emocje. Mnie zafascynowały. A innych?

- Nie nazwałbym Escape Roomów moją fascynacją. Ale bezsprzecznie są one swego rodzaju wehikułem czasu, który przenosi do dzieciństwa. To jest zabawa razy 10. Gdy byliśmy mali, musieliśmy wymyślać scenariusze historii, robić rekwizyty, przygotowywać grunt pod nową przygodę z kolegami. Teraz, kiedy wyobraźnia dziecięca dawno uleciała z naszych głów, ustępując miejsca pomysłom na realizację planów rodzinnych i zawodowych, dostajemy rozrywkę na tacy. Na chwilę znowu jesteśmy dziećmi. Bawimy się bez skrępowania ze znajomymi, którzy czują dokładnie to samo - mówi nam mający na swoim koncie grę w kilku pokojach Dawid z Krakowa.

- Pierwszy raz poszedłem do Escape Roomu, by przekonać się, czy naprawdę jest tak trudno się wydostać, jak czytałem. Razem z kolegą wybrałem się do pokoju przeznaczonego dla czterech osób. W sumie nie rozwiązaliśmy nawet połowy zagadek - opowiada Bartosz z Gdańska. To go jednak nie zniechęciło. - Za drugim razem poszedłem już z kolegami ze studiów. Było nas chyba pięciu. Podzielono nas na dwie grupy, znajdowaliśmy się w osobnych pomieszczeniach. Znowu nas to przerosło, ale chyba dlatego, że dla niektórych był to pierwszy raz i nie do końca wiedzieli, na czym to polega - dodaje Bartosz. Jego kolegów ta sytuacja zniechęciła do dalszych wycieczek, ale mojego rozmówcę - wprost przeciwnie. Szuka osób, z którymi mógłby dalej przemierzać kolejne pokoje i rozwiązywać zagadki. Warto zaznaczyć, że najwięcej emocji dostarcza gra, w której uczestniczy kilka osób. To wtedy można zdać się na kogoś innego, sprawdzić, jak mocno się mu ufa oraz - nie ma co ukrywać - liczyć na czyjąś pomoc.

Źródło: Archiwum prywatne "Piwnica-quest

Sam do swojej pierwszej wizyty w Escape Roomie podchodziłem z lekkim dystansem. Nie miałem zbytnio pojęcia, czego oczekiwać. Od znajomych dostałem informację, że zostanę zamknięty w pokoju, z którego wspólnie będziemy musieli się wydostać, rozwiązując po drodze szereg zagadek. Wzbudziły one moją ciekawość, ale efekt zamknięcia - już niekoniecznie. Bo co, jeżeli tych sekretów nie rozwiążę i nie będę mógł wyjść? Kto mnie uwolni? Oczywiście później dowiedziałem się, że jak nie zdołam samodzielnie wyjść z pokoju, po upływie wyznaczonego czasu zostanie on otworzony przez obsługę danego Escape Roomu.

Kłódki, kajdanki…

W czasie swojej przygody z Escape Roomami spotkały mnie już różne historie. Trafiałem na pokoje, które samym wyglądem mroziły krew w żyłach. Mam tu na myśli klimat jakiegoś mrocznego lochu, piwnicy czy gabinetu obłąkanego doktora, który eksperymentował na ludziach. Oczywiście to tylko scenariusz, ale pierwsze wrażenie podnosiło ciśnienie. Kolejnym elementem dodającym efektownego smaczku niezwykłej przygody jest to, że do niektórych z pokoi wchodzi się z przepaskami na oczach lub w ciemnych workach na głowie – po to, aby dopiero po zdjęciu zasłony, zobaczyć, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Często okazuje się, że towarzyszy nam kompletna ciemność. Trzeba wówczas po omacku przeszukać pomieszczenie, aby znaleźć włącznik światła, żarówkę, którą można gdzieś wkręcić czy po prostu latarkę. Jedna taka, nawet dająca słaby strumień świata, może nam naprawdę pomóc. Zasłonięte oczy to jeszcze nic - wyobraźcie sobie, że ręce macie skute kajdankami i znajdujecie się w zamkniętej zimnej więziennej celi, z której oczywiście musicie się wydostać, najpierw odnajdując kluczyk. Do całego arsenału pomysłów twórców Escape Roomów dochodzą jeszcze różnego rodzaju łańcuchy i inne utrudnienia, dzięki którym uczestnik może się przenieść do zupełnie innego świata.

Są też jednak takie pokoje, do których śmiało możemy zabrać dzieci, aby rozwijać ich wyobraźnię i logiczne myślenie. Bo na tym też polega ta zabawa. Trzeba ułożyć sobie w głowie, co do czego może pasować i jak posegregować poszczególne elementy zagadki, aby ułożyły się one w logiczną całość, która da nam kod do kłódki czy szyfr do sejfu. A uwierzcie, spotkałem już kilkanaście rodzajów kłódek. I wciąż - chociaż coraz rzadziej - znajduję jeszcze takie, które potrafią mnie zaskoczyć. Poza pokojami przyrodniczymi, thrillerowymi czy tymi z gatunku horroru, jest jeszcze cały szereg innych możliwości. Możemy na przykład wcielić się w rolę detektywów rozwiązujących sprawę zagadkowego morderstwa albo próbować uciec ze schronu, banku czy starodawnej piramidy. Przy dokonywaniu wyboru odpowiedniego dla nas miejsca zabawy, można wspomóc się między innymi wspominaną wyżej stroną internetową. Tam odnajdziemy pokój odpowiedni dla naszego stopnia zaawansowania - od tych dla początkujących, po te dla doświadczonych. Tam też można zapoznać się z ogólnopolskim rankingiem pokoi. - Jest on tworzony na podstawie opinii wystawianych przez użytkowników, ale wielu szczegółów zdradzić nie możemy. To bardzo skomplikowany algorytm - wyjaśnia Jakub Caban.

Wystrój, tematyka i scenariusz danego pomieszczenia, a także ilość czasu przeznaczonego na jego przejście, zależy od właścicieli Escape Roomów. A sam proces tworzenia pokoju do łatwych nie należy.

Troska o szczegóły

- To żmudny proces. Kiedyś można było wymyślić scenariusz w ciągu dwóch, trzech godzin, teraz już nie. Aktualnie musimy bardzo dobrze sobie wszystko rozplanować. Jak budujemy pokój, mamy plany pomieszczenia, wizję jak ma on wyglądać, gdzie jaka zagadka ma być umiejscowiona, jak mają być pociągnięte kable. Staramy się, aby nic nie wystawało. Nie może być tak, że ludzie przychodzą i gdzieś widzą elementy techniczne, które nie biorą udziału w grze. Musi to wyglądać jakościowo. Sam nie zawsze jestem zadowolony z pracy, którą wykonuję, bo oczekuję jednego efektu, a przykładowo barwy na ścianach są inne, niż zakładałem. Koledzy mówią mi, żebym nie przesadzał. Staramy się jednak doprowadzić wszystko do zakładanego przez nas ideału, a klient w ogóle może nie zwrócić na to uwagi. Ludzie przychodzą, żeby się pobawić i nie zawsze obchodzi ich kolor ściany - wyjaśnia nam Yurek Podolyan z "Piwnica-Quest" we Wrocławiu. On sam przygodę z Escape Roomami rozpoczął od odwiedzenia jednego z pokoi. - Pomysł na to, żeby się tym zająć, przywiózł ze sobą mój kolega Romek, który mnie wciągnął w to wszystko. Na naszą późniejszą działalność spory był także wpływ mojej żony, bo ona jest wielką fanką tych gier - wspomina. - Escape Room działa w dwie strony. Albo wychodzisz i ci się nie podoba - jest to chyba 1 procent ze stu uczestników zabawy, 99 procent wychodzi z pokoju i chce jeszcze. To był akurat mój przypadek. Wyszliśmy i wciągnęliśmy się - dodaje z uśmiechem.

Podobnie było i w moim przypadku. Sam swojego Escape Roomu nie mam, bo jak się okazuje, to kwestia ogromnych pieniędzy. - Jeżeli chcesz zrobić dobry pokój od podstaw, jeżeli masz do tego miejsce, to w tej chwili szacujemy to od 50 do 100 tysięcy złotych w zależności od tego, co chcesz mieć w tym pokoju i w co chcesz go wyposażyć. Elektronika swoją drogą, ale zawsze staramy się zostawić w pokoju element manualny, mechaniczny, aby nie dać użytkownikowi zapomnieć o tym, że on jednak znajduje się w Escape Roomie i samodzielnie musi wykonać niektóre czynności. To nie jest tylko kwestia skomplikowanych urządzeń – objaśnia Podolyan. - Na samym początku było o wiele taniej. To też jest poniekąd nasza wina, bo jeżeli w tym siedzisz, cały czas chcesz stworzyć coś lepszego. Ten, kto może, stara się zrobić pokój jeszcze lepiej. To trochę jak taki wyścig, aczkolwiek nie ukrywajmy, że ten, kto to lubi i chodzi po pokojach i tak będzie pragnął wszystkie je zwiedzić. Może nie wszystkie, ale 90 procent - mówi.

Źródło: Archiwum prywatne "Piwnica-quest”

Niektóre z pomieszczeń dopracowane są w najmniejszych szczegółach. Ich właściciele dbają o wszelkie detale oraz o to, aby jak najlepiej odwzorować klimat miejsca, w którym się znajdujemy. Zdarzają się też jednak takie, gdzie widać, że nie włożono w nie całego serca. Szwankują elementy wystroju, zagadki nie wydają się być logiczne, a bez podpowiedzi trudno wpaść na rozwiązanie. Sugestie to kolejny element, który pomaga nam w wyjściu z pokoju. Wewnątrz bowiem cały czas znajdujemy się pod obserwacją kamer, a naszą grę kontroluje osoba z obsługi. Gdy utkniemy, służy wskazówkami, aby naprowadzić nas na rozwiązanie i przejście danego etapu. Kiedyś z podpowiedziami walczyłem, nie chciałem ich brać, bo przecież w końcu wymyślę rozwiązanie. Tak traciłem mnóstwo czasu, którego później brakowało. Wraz z kolejnymi pokojami przekonałem się, że czasem lepiej odłożyć własne ambicje na bok i skorzystać z pomocy. Czasem, ale nie zawsze. Gdy podpowiedzi jest zbyt wiele, to moim zdaniem, cała zabawa traci swój sens. Stąd też nie warto od razu porywać się na pokoje dla doświadczonych, bo początkujący z nich po prostu nie wyjdzie. Gra nie dostarczy nam zabawy, zakończymy ją zdenerwowani i rozgoryczeni. Z pokoju na pokój buduje się bowiem swoje doświadczenie, a nasze umiejętności dostrzegania różnych ukrytych elementów czy łączenia faktów po prostu rosną.

Chęć przeniesienia się w inny świat, wcielenia się w rolę zupełnie kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości, nawet kosztem zamknięcia się w niezwykłym miejscu, zyskuje w Polsce coraz większą popularność. Typowy biznesmen na co dzień pracujący w renomowanej korporacji nagle może zostać zakuty w kajdanki i zamknięty w więzieniu. Student, zmęczony nauką i egzaminami, znajdzie chwilę wytchnienia, poszukując zaginionego skarbu lub poczuje zastrzyk adrenaliny, badając sprawę morderstwa. Zawsze pod presją czasu, która wyzwala dodatkowe emocje. Nic tak bowiem nie działa na człowieka jak świadomość upływających nieubłaganie minut. A to nie wszystko, bo Escape Roomy wśród grupy przyjaciół budują wzajemne zaufanie i interakcje. Niektórych elementów gry nie da się przejść bez wzajemnej pomocy. Gdy nie uwolnimy jednego członka naszej grupy, nie damy rady wydostać się z pokoju. Pracuje także nasz umysł, który poddawany jest coraz to nowszym wrażeniom – czasami także pod dodatkowym naciskiem zaskoczenia, bo w niektórych miejscach można spotkać się z celowo wprowadzonymi aktorami, których widok może nas sparaliżować.

Mnie zafascynowało to, że praktycznie za każdym razem spotykam się z czymś nowym. Chęć odkrywania kolejnych zagadek tak mnie wciągnęła, że dziś na koncie mam już ponad 70 pokoi. Oczywiście nie ze wszystkich się wydostałem, ale to tylko sprawia, że od razu rodziła się u mnie chęć odwiedzenia kolejnego. Zresztą, tak to wygląda nie tylko w moim przypadku.

- Drugi raz poszedłem do Escape Roomu, bo każdy pokój jest inny, bo z każdym nabiera się doświadczenia, które pomaga w szybszym rozwiązaniu zagadek. Wyjście w wyznaczonym przez organizatora czasie - cieszy. Mimo że jest to tylko zabawa, dochodzi do niej element rywalizacji, coś, co sprawia, że możemy się sprawdzić. Niektóre pokoje są naprawdę wymagające i po zakończeniu gry wychodzi się zmęczonym. Oczywiście, jest to jak najbardziej pozytywne uczucie! – wspomina Dawid z Krakowa.

Europejska czołówka?

Rynek Escape Roomów w Polsce dynamicznie się rozwija. - Zaskoczeni byliśmy już na początku, gdy zrobiliśmy nasz portal. Jak Bartek (Bartosz Idzikowski – dop.red.) projektował grafikę, zastanawialiśmy w ilu miastach mogą już być gotowe pokoje. Uznaliśmy, że nie więcej niż w sześciu i na tyle przygotowaliśmy miejsce. Zaczęliśmy uzupełniać bazę i już wtedy okazało się, że pokoje były w trzynastu miastach. A i tak nie wiedzieliśmy o wszystkich. Przez kolejne pół roku zastanawialiśmy się, jak zacząć na tym zarabiać, ale nawet nie myśleliśmy o tym na poważnie, bo kto by wpadł na pomysł, że z roku na rok ilość Escape Roomów będzie się podwajać. A tak mniej więcej to przez ostatnie lata działa. I oby tak funkcjonowało dalej – wyjaśnia Jakub Caban. - W tej chwili wygląda to tak, że firmy zgłaszają się do nas. Rzeczywiście, jak pokój pojawia się na naszej stronie, to ludzie do niego przychodzą. Jest to w pewnym sensie motor napędowy, bo jest tylko jedna strona w internecie, gdzie Escape Roomy znajdują się w jednym miejscu. Aktualnie sami nie przeszukujemy sieci pod kątem nowych Escape Roomów, bo nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Nie sposób skontrolować jakiejś małej miejscowości, w której powstanie pokój – dodaje Bartosz Idzikowski. Oni na swoim koncie mają już ponad 250 pokoi. Stronę stworzyli trzy lata temu. Dziś już z niej żyją.

Escape Room

Escape Room "Break the Brain" w Bydgoszczy to pierwszy w Polsce pokój-zagadka inspirowany "Gwiezdnymi wojnami".

Źródło: PAP

Escape Roomy stają się coraz bardziej popularne, czego sam doskonale doświadczam. Jeszcze rok temu nie było problemu z zarezerwowaniem wybranego pokoju, gdy nabrałem ochoty na podróż do innego świata. Dziś o to zdecydowanie trudniej. Aby pójść do Escape Roomu w weekend, trzeba dokonać rezerwacji kilka dni wcześniej. Inaczej obejdziemy się smakiem, bo pokoje będą już zajęte. Warto też zaznaczyć, że w Escape Roomach organizowane są eventy firmowe, wieczory panieńskie czy kawalerskie. To doskonały pomysł na zintegrowanie grupy, nawiązanie wzajemnych relacji przed późniejszą zabawą.

Polska to także kraj, który może pochwalić się naprawdę ciekawymi i zaawansowanymi technicznie pokojami. - Byliśmy w kilku państwach w Europie. Szczerze mówiąc, jesteśmy dosyć wysoko. U nas rynek "strasznie napęczniał", jest wiele miejsc do tego typu zabawy. Konkurencja jakby pobudza to, że kolejne pokoje muszą być coraz lepsze. Polska jest raczej w czołówce europejskiej jeżeli chodzi o ilość Escape Roomów, a ilość musi się przełożyć na ich jakość. W świecie prym z pewnością wiedzie Rosja, głównie Moskwa. Jest tam chyba 900 pokoi. Gigantem są również Stany Zjednoczone, chociaż tam to poszło chyba w inną stronę, bardziej w POP, w mocną komercjalizację. Z kolei kolebką europejską są Węgry, ale ponoć to powoli tam podupada - wyjaśniają nam właściciele lockme.pl.

Jakość jeszcze wzrośnie

Po ponad 70 pokojach, które udało mi się odwiedzić, uświadomiłem sobie, że coraz częściej zwracam uwagę na szczegóły. Już nie samo pomieszczenie jest dla mnie wyzwaniem, ale też profesjonalizm jego wykonania i stopień zaawansowania zagadek. Zwykłe przeszukiwanie miejsca zabawy nie jest już tak zajmujące, jak poznanie odpowiednich mechanizmów, które otworzą nam ukryte za ścianą następne zakamarki, czy skrzynię, w której, jak się wydawało, nic nie ma.

- Na pewno w niektórych rodzajach scenariuszy zabawa pójdzie w kierunku aktorów w pokojach. Nie do każdej zagadki aktor pasuje, ale inne efekty zaskoczenia będą przynosić coraz więcej emocji. Cały czas trwa boom na mechanizmy, wcześniej była era elektroniki. To dowodzi, że twórcy scenariuszy rozbudowują napięcie i ekspresję przeżyć graczy, a nie prześcigają się w zastosowaniu efektów specjalnych - komentuje Caban. - Moim zdaniem w pewnym momencie na rynku zostaną tylko najlepsze Escape Roomy. Liczba pokoi zmniejszy się, bo ich sprzedaż będzie spadać. Ludzie będą wymagać więcej, a nie ukrywajmy, że nie wszyscy właściciele pokoi chcą w nie inwestować i niechętnie wydają na to pieniądze. Są firmy, które nie utrzymają się długo na rynku - dodaje Yurek Podolyan z "Piwnica-Quest".

Escape Room to oderwanie się od świata rzeczywistego, które ma też swoją cenę. Rozrywka nie jest tania, bo koszt przebywania w pokoju ze scenariuszem przeznaczonym na godzinę, wynosi około 100 zł. Oczywiście ceny są różnorodne i nie da się ich dokładnie określić. Są bowiem pokoje, w których czas przeznaczony na wydostanie się jest krótszy niż godzina. Najczęściej można spotkać te 60 minutowe, ale są również i 120. Cena waha się w zależności od długości i dostępnych atrakcji. Gdy jednak idziemy tam w czteroosobowej grupie, to nie jest to aż tak odczuwalne dla naszej kieszeni.

- Dążymy do tego i też mam nadzieję, że to w tę stronę pójdzie, że Escape Room jako rozrywka będzie traktowany na równi z kinem. Cena jest podobna, czas, jaki trzeba zaangażować, jest podobny. Tutaj jednak zamiast tylko oglądać, doświadcza się przygody. Fajnie by było, gdyby to tak "osiadło" w kulturze i przyzwyczajeniach ludzi, że zamiast wyjścia na seans, idziemy do pokoju ucieczki – komentuje Idzikowski.

- Myślę, że jeszcze nie było największego boomu, bo do Escape Roomów jeszcze nie dobrały się większe marki i tak zwany mainstream. Na zachodzie już widać, że pokoje są wykorzystywane do większych akcji promocyjnych typu nowy film, nowa gra komputerowa.

U nas powoli ludzie też zaczynają mieć takie pomysły, bo bardzo często do nas docierają pytania o podobne przedsięwzięcie. Jednak koszt wykonania tego zlecenia względem ilości osób, która może mieć interakcję z tym pokojem, jest, jak na razie, za duży. Myślę, że w ciągu najbliższego roku pomysły produkcyjne i promocyjne się rozwiną – dodaje.

Po trzech latach od założenia pierwszego pokoju podjętej decyzji nie żałuje Yurek Podolyan. - Nie żałujemy, bo co chwilę mamy nowych klientów, nowe coraz ciekawsze projekty - przekonuje.

I to zdanie najbardziej mnie ucieszyło, bo mam nadzieję, że moja przygoda z Escape Roomami dalej będzie trwała. Gdy pierwszy raz wchodziłem do pokoju z opaską na oczach, nie byłem zbyt zadowolony. Teraz staram się przynajmniej raz, dwa razy w miesiącu doświadczyć tej zabawy i przekonać się, jaki scenariusz dla mnie przygotowano. Sam mam swoje ulubione ich rodzaje, nie przepadam za aktorami w środku, którzy dodatkowo mnie straszą. Wolę skupić się na rozwiązywaniu zagadek, szukać odpowiedniego kluczyka. Otworzenie kłódki, gdzie nad znalezieniem kodu do niej spędziłem 20 minut, starając się łączyć poszczególne fakty i przeszukując pokój, aby wszystko scalić w logiczną całość, daje sporą radość. A jeszcze większą wyjście z pomieszczenia przed czasem przeznaczonym na jego ukończenie. Dlatego mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach twórcy scenariuszy dalej będą potrafili mnie zaskoczyć. A o tym, że ten rynek w naszym kraju doskonale się rozwija, niech świadczy fakt, że właśnie trwają pierwsze mistrzostwa Polski związane z tematyką Escape Roomów. Niedawno zakończył się etap eliminacji internetowej.