Jedenaście, może dwanaście tysięcy kalorii. Wiesz ile to jest? Nie przejmuj się. Też długo nie wiedziałem. Tak, jak nie rozumiałem całego tego larum wokół zdrowego jedzenia, pustych kalorii i pośpiesznie pochłanianego śniadania.

Podobnie jak nie przekonywało mnie nieustanne gadanie o tym, że zjadanie ciasteczek przy biurku to coś złego. Do czasu kiedy na własnej skórze nie poczułem jakie to ważne, by organizm zasilać tym, co naprawdę ma wartość, a nie tylko tym, co mojemu podniebieniu sprawia przyjemność.

Przekonać mnie było tym trudniej, bo nigdy nie miałem kłopotów z nadwagą. Mało tego, raczej zawsze ważyłem nieco mniej niż powinienem. Co w praktyce dawało mi - w moim mniemaniu - przyzwolenie, że mogę zjadać wszystko na co mam ochotę i to całkowicie bezkarnie.

Bycie dobrym w trzech dyscyplinach to za mało. Pamiętaj o czwartej

A że w większości były to pod różnymi postaciami słodycze, to finał mógł być opłakany. Na szczęście w moim życiu pojawił się triathlon. Ze wszystkim co z sobą niesie. A niesie przede wszystkim ogromną dawkę wiedzy na temat tego co dzieje się z naszym organizmem, jak on funkcjonuje i czego naprawdę potrzebuje. Wreszcie, czym jest dla niego prawdziwe pożywienie.

Źródło: Archiwum Autor / "Jedenaście tysięcy kalorii spala się podczas jednych zawodów, które w moim przypadku trwają około dziesięciu i pół godziny"

Śmiało i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jeśli potrzebna ci motywacja do tego, by wreszcie zacząć dobrze i zdrowo żyć, to zacznij uprawiać triathlon.

Ta popularna od kilku lat dyscyplina, która składa się z czterech dyscyplin, nauczy cię tego lepiej niż niejeden dietetyk i niejedna książka. Tak, nie pomyliłem się. Triathlon to nie trzy, jak powszechnie się mówi, a cztery dziedziny. Trzy wiadomo: pływanie, rower i bieganie. Ale bez czwartej, którą jest właśnie odżywianie, szans na skończenie Iron Mana nie ma. I to nawet wtedy, gdy jesteś nie wiem jak bardzo wytrenowany i wytrzymały, czy też wytrzymała i wytrenowana.

I tu wracam do tych jedenastu tysięcy kalorii. To mniej więcej tyle, ile nasz organizm normalnie potrzebuje żeby funkcjonować przez trzy dni. Ale jedenaście tysięcy kalorii spala się też podczas jednych zawodów, które w moim przypadku trwają około dziesięciu i pół godziny, podczas których trzeba przepłynąć w jeziorze lub morzu prawie cztery kilometry, potem przejechać rowerem sto osiemdziesiąt, by wreszcie móc ruszyć do biegu w maratonie, czyli czterdziestu dwóch kilometrów i stu dziewięćdziesięciu pięciu metrów.

Spróbuj to zrobić na tak zwanych pustych kaloriach, czyli jedzeniu śmieciowym, albo bez odpowiedniego śniadania, czy ze złymi nawykami żywieniowymi. Możesz, choć osobiście nie radzę.

Wpiszcie słowa "Triathlon – IronMan". Będziecie zaskoczeni wynikiem wyszukiwania

Triathlon uczy nie tylko pokory wobec własnych słabości, nie tylko systematyczności, ale przede wszystkim uczy rozumienia organizmu i wszystkiego co się z nim dzieje podczas takiego morderczego wysiłku. Jeśli wsłuchać się w opowieści innych, to większość porażek bierze się nie ze złego przygotowania, z za małej ilości wytrenowanych kilometrów, a właśnie ze złego odżywiania. Jeśli wpiszecie w wyszukiwarki frazę: "Triathlon – IronMan", to najczęstsze poszukiwania dotyczą treningu, diety i śniadań. Gdy zaczynałem swoją przygodę, ja biegacz maratończyk, myślałem, że to kolejny element mody, bo przecież odżywianie sportowca zbyt zawiłą dziedziną nie jest. Byłem przekonany, że to taki trochę triathlonowy szpan na "zdrowe" jedzenie. Szybko się przekonałem, że w triathlonie zwyczaje żywieniowe to podstawa wszystkiego.

"Bez czwartej dyscypliny, którą jest odżywianie, szans na skończenie Iron Mana nie ma".

Źródło: EneaIronman

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością, to moje zawody w Gdyni, gdzie startowałem na dystansie ½ IM. Tam się przekonałem, jakim bólem płaci się za niewiedzę i zarozumiałość. Była nas spora grupa, która startowała w drużynie charytatywnej. Topa, Karolak, Dorociński, Dowbor, Nowak...

Żadni sportowcy, myślałem. Jakiż byłem pewien, że im złoję skórę. Na pewniaka opowiadałem, jak to będę ich wszystkich z uśmiechem na twarzy pokonywał w biegu. Uśmiech zszedł mi szybko z ust, gdy po rowerze wyprostowałem się do biegu i poczułem ból w brzuchu, jakby ktoś mocno potraktował mnie kijem od bejsbola. Ból nie minął do końca. A bolało długo, bo okazało się już po dwóch kilometrach mozolnego truchtu, że nie mam siły biec.

Cały zapas energii został na rowerowej trasie. Co prawda w końcu dotarłem do mety, ale jak gdzieś później czytałem, raczej nie byłem świadomy tego, co się działo dookoła mnie. Dużo w tym prawdy, bo zmęczenie z tamtego dnia pamiętam do tej pory. I rzecz nie w tym, że mięśnie odmówiły posłuszeństwa. One były po prostu bez sił. Jakby w nogach była wata.

Kluczowa jest jakość tego, co robisz, tego co jesz

Inne bolesne doświadczenie, to zawody w Koszalinie. W hotelu serwowano na śniadanie pyszne gofry. Wiadomo, ja łasuch, zjadłem o jednego za dużo. Co niby może się stać - myślałem. Dystans niezbyt wymagający. Pływania ledwo 900 metrów. To miała być zwykła wprawka przed większymi zawodami. Tyle, że jak to nad polskim morzem. Nagle zrobiło się zimno, ponuro, deszczowo, a do tego jeszcze wiatr, no i powstały z tego spore fale. Pierwszy i ostatni raz miałem chorobę morską płynąłem kraulem. Przez połowę dystansu zastanawiałem się, czy się nie poddać. Później, jadąc na rowerze, całą drogę było mi niedobrze.

Autor: Piotr Wittman

Źródło: PAP / Zdrowy styl życia uwiódł również gwiazdy. Na zdjęciu Maciej Stuhr przed startem w triathlonie w Gdyni.

Triathlon uczy, że nie da się najeść na zapas. To, co zjesz albo da siłę, albo będzie balastem. Jakość jedzenia przełoży się na komfort podczas treningów i zawodów.

Ileż to już tekstów powstało o tym, jak nakłonić ludzi do zdrowej diety. Trudno zliczyć portale, które tłumaczą czym jest zdrowe odżywianie. Nie sposób przytoczyć wszystkich nazwisk tych, którzy namawiają do tego, by zrezygnować ze śmieciowego jedzenia.

Wystarczy zacząć na poważnie trenować, by nie potrzebna była żadna zachęta. Każdy kogo znam spośród trenujących osób, błyskawicznie nabywa wiedzę i doświadczenia w tym, co naprawdę warto jeść, a jakich ilościach i kiedy. Im szybciej dotrze to do głowy, no i żołądka, tym lepiej. Nic tak nie uczy o pozytywnym wpływie piramidy żywieniowej jak niepowodzenie na zawodach po wielu tygodniach przygotowań.

To było chyba w Gołdapi. Podczas biegu mijałem kolegę, który ledwo słaniał się na nogach. Miał etap w swoim życiu, że postanowił żywić się tylko warzywnymi sokami. Przyznał później, że może i ma wrażenie, że lepiej się czuje, ale siły, to za dużo nie ma. Tak naprawdę czuł się lżejszy, a siłę którą miał szybko stracił. Potrzeby energetyczne upomniały się o swoje.

Paliwo nie może ci się nagle skończyć

Triathlon, to nie tylko rozłożenie sił fizycznych. To też takie gospodarowanie zasobami energetycznymi, by nie skończyło się paliwo wtedy, gdy jest ono naszemu organizmowi najbardziej potrzebne. Bo na co dzień, nie zdajemy sobie sprawy, dlaczego nagle mamy spadki koncentracji, czasem jesteśmy śpiący, rozdrażnieni lub zbyt pobudzeni. To najczęściej efekt złej diety, złego odżywiania, kiepskiego nawodnienia. Na co dzień nie zajmujemy sobie głowy tym, by poznać przyczyny tych stanów. Zrzucamy to na stres, przepracowanie lub niewyspanie. Sięgamy po antidotum. Jedno po suplementy, inni, po słodycze, ktoś jeszcze po używki. Na chwilę wracamy do normy i żyjemy w przeświadczeniu, że to co pomogło najlepiej na nas działa wpadając w pułapkę szybkiego radzenia sobie z niekomfortową sytuacją.

Autor: Paweł Naskrent

Źródło: Archiwum Marek Kacprzak / "Wielu kolegów ruszyło się z kanapy, bo na czas zorientowali się, że ich główna dieta, to czipsy, hamburgery i pizza popijane piwem z pilotem w ręku"

Sport, zwłaszcza ten długodystansowy, pozwala nauczyć się jak wsłuchiwać się w organizm, zrozumieć go i rozpoznawać jego potrzeby. Te prawdziwe. Sport długodystansowy pozwala poczuć, że marne śniadanie nie pozwoli na wydajny trening, zbyt tłuste jedzenie będzie powodowało refluksy w czasie biegania, za dużo alkoholu spowoduje, że kolejnego dnia odwodniony organizm będzie znacznie wolniejszy. Ból doskonale przekonuje do tego, by złe nawyki zastępować dobrymi. Brak efektów nabijania kolejnych kilometrów sprawia, że jesteśmy żądni wiedzy i chętnie tę pozyskiwaną wiedzę wprowadzamy w życie. Dla triathlonistów nie ma teoretyzowania. Wszystko dzieje się na naszych oczach i jakiekolwiek błędy dają znać o sobie bardzo szybko. Zwłaszcza te, które dotyczą odżywiania i nawadniania.

Zacznij od spraw prostych. Zobaczysz, że "to działa"

Wiele jest historii o przemianie poprzez sport. Mam przecież sporo kolegów, którzy zaczęli przygodę z triathlonem właśnie po to, by w wieku około czterdziestu lat nie ważyć ponad sto kilogramów. Wielu z nich ruszyło z kanapy, bo na czas zorientowali się, że ich główna dieta, to czipsy, hamburgery i pizza popijane piwem z pilotem w ręku. Zrzucać kilogramy można na różne sposoby. Czasem wystarczy zwyczajnie regularnie wychodzić z domu na mocne spacery.

Zmiana nawyków wymaga czegoś więcej. Zmiany świadomości i myślenia. A nic w tym nie pomaga bardziej, niż rozpoczęcie przygotowań do Iron Mana. A Jeśli nadal walczysz z tą myślą? Zacznij od czegoś prostszego. Od śniadania, które da ci "kopa" na pierwszą część dnia.