Katarzyna Troszczyńska , 6 października 2017

Wiedzą o nas wszystko. Taksówkarze zdradzają sekrety Polaków

Mnie już nic w ludziach nie zdziwi - mówi Jan, taksówkarz od 13 lat. - Ściągam z ulicy pijane piętnastolatki, wożę do burdeli młodych chłopców i zdradzających mężów, uspokajam sfrustrowane mężatki. Widziałem dwudziestolatka uprawiającego seks z siedemdziesięciolatką. Ci wszyscy ludzie są na co dzień idealnymi Polakami. Mili, uczynni, nie klną, pracują, albo się uczą. Prowadzą uprzejme rozmowy przez telefon. Wiem, bo wożę ich też w ciągu dnia.

W taksówce kierowca rozmawia z klientem przez telefon: „Pół litra wódki i co do tego? Zostawić pod płotem, na tyłach budynku? Dobrze, za pół godziny. Tak, tam gdzie zawsze”.

- No proszę, właśnie facet z ośrodka odwykowego chce, żeby mu zawieźć wódkę - rzuca w moją stronę taksówkarz.
Ma na imię Jan. znamy się. Jeżdżę z nim czasem.
- Przecież chyba jest tam po to, żeby nie pić?
- Chyba pani żartuje, nieraz dzwonią z ośrodka. Jeden z moich kumpli przez płot się przedostawał codziennie, bo drzwi wejściowe były zamknięte, torbę z zakupami pod okna doniósł, a z góry wciągali ją na prześcieradle.
- Nie czuje się pan źle z tym? To moralne? Oni walczą z nałogiem.
- I tak sobie załatwią wódkę, jak nie ja, dowiezie ktoś inny. Nie oceniam. Jeżdzę. Ale ostatni raz chyba to robię. Mój przyjaciel zapił się na śmierć. Ten klient to nic, życie taksówkarzy nadaje się na książkę. Ta praca zmienia nastawienie do ludzi. Nikomu już nie wierzysz, wiesz, że każdy może wszystko.

Zgadza się z tym kilka dni później kolega Jana z korporacji, Wojciech. „Ludzie myślą, że jesteśmy przezroczyści. A nie jesteśmy... Może jak to przeczytają, oprzytomnieją”.

Katarzyna Troszczyńska: Najdziwniejszy klient?

Jan: Wszyscy są dziwni. Słowo daję, wszyscy. Szczególnie ci, którzy jeżdżą nocą. A najgorsi wyglądają niewinnie. Kiedyś wsiadł do mnie młody chłopak, miał może 25 lat. Na początku był miły, potem jakby wstąpił w niego demon. Dosiadł się do niego kolega, chcieli jechać do agencji towarzyskiej. Byli po jakiś narkotykach. Młody dostał nagle ataku szału. „Oszukujesz nas, co to za trasa”. I do kumpla: „Daj tu nóż, to mu łeb upierdolę”. Człowiek w takiej chwili traci zdolność logicznego myślenia, naprawdę się bałem. Chciałem podjechać na stację benzynową, zostawić samochód i uciec.

Co pan zrobił?

Milczałem, bo agresja to najgorszy pomysł. Zawiozłem w ich okolice Gocławia, chyba odbierali jakiś towar, kazali mi zaczekać i chcieli jechać dalej, ale gdy tylko zniknęli za winklem, odjechałem.

Wojciech: Ja bym już od 10 lat kwiatki wąchał od spodu, bo klient chciał mnie zabić, uratowała mnie para, która przypadkowo przechodziła ulicą. Do taksówki wsiadło dwóch starszych wstawionych facetów. Byli z młodą dziewczyną, nie miała jeszcze osiemnastu lat. Z rozmowy zorientowałem się, że to wnuczka jednego z nich, którą tamten drugi namawiał na seks.

Dziadek chciał oddać kumplowi wnuczkę na seks?

Dziadek nie chciał, ale chyba nie za wiele kojarzył. Odstawiliśmy go pod dom, i dalej wnuczka jechała sama z tym drugim, też był nawalony i stawał się coraz bardziej obcesowy. „Niech mi pan pomoże” szepnęła ta dziewczyna, bo siedziała bliżej mnie. Zatrzymałem samochód i mówię do faceta: „Może pan już skończy podróż? Albo proszę podać konkretny adres, gdzie mogę pana zawieźć”. Zaczęliśmy się szarpać. W końcu on trochę się uspokoił. Ale gdy tylko ruszyłem, zaczął mnie kopać. Na początku myślałem, że to przypadek, ale każde uderzenie było silniejsze. W końcu dostałem kilka razy butem po głowie. W pewnym momencie nachylił się do mnie i zaczął mnie dusić taką elastyczną smyczą, którą miałem na szyi. To takie modne smycze, wiesza się na nich wejściówki do korporacji, klucze, ja nosiłem tak telefon.

Gdzie była dziewczyna?

Uciekła wcześniej, kiedy się szarpaliśmy. Koleś mnie dusi, a ja mam 60 na liczniku. Na szczęście ulica była pusta. Puściłem kierownicę, sprzęgło, samochód się zadusił i stanął. Szamotałem się z tym człowiekiem, w końcu zobaczyłem parę, która szła tą ulicą, zacząłem walić nogą w drzwi. Zorientowali się, że coś się stało, podeszli. Wtedy tamten się przestraszył i mnie puścił.

Zgłosił pan to na policję?

On zgłosił, miałem potem sprawę za pobicie, bo zmasakrowaliśmy go z tym chłopakiem, który mnie uratował. Podobno żona, jak przyszła do szpitala to nie poznała gościa. Na szczęście sprawę umorzono, bo ja z kolei złożyłem skargę o napaść, miałem też świadków. Facet odpuścił. Potem słyszałem: „Przecież to taki porządny człowiek, żonę ma, syna ma, pracuje”.

Źródło: iStock.com

Pijane nastolatki, wściekłe mężatki

Wojciech: Na palcach jednej ręki można policzyć ludzi, którzy nie są w nocy po alkoholu.

Jan: Taki nawet krąży żart: w dzień się zdarza człowiek po kielichu, w nocy się trafia trzeźwy. Nie wszyscy są agresywni, ale to, co szokuje najbardziej to pijane dziewczyny. To są najczęściej nastolatki, młode kobiety, między piętnastym a dwudziestym rokiem życia.

Wojtek: Kiedyś zatrzymuje się przy przystanku autobusowym. Jest środek nocy. Dwóch chłopaków, dwie dziewczyny. One dwa razy bardziej nawalone od nich, bełkoczą. „O k..., zobacz, taksówka, zadzwoń po nią” krzyczy jedna. „Ch..., co będziesz dzwoniła, przecież ona tu stoi”. „Ale srać mi się chce” ciągną dialog. „To sraj tutaj” odpowiada koleżanka, nagle wtrąca się chłopak: „sraj tutaj, głupia, będzie ci cieplej”. Dla mnie, sześćdziesięciolatka takie dialogi i widoki to szok. No ale ty może jesteś Janek młodszy, to inaczej.

Jan: Nie, to jest szok. Szczególnie, że pijanych lasek jest znacznie więcej niż chłopaków. Wiozę dziewczynę wyglądającą jak anioł. Jest z dwoma chłopakami, już w samochodzie rozmawiają co kupią. Przewodzi ona: „No jak to co, wódę”. Podjeżdżamy pod nocny sklep, oni robią zakupy. Wracają, dziewczyna wyciąga ćwiartkę, pije duszkiem, popija red bullem. Albo inna scena. Dziewczyny wychodzą z knajpy. Gdzie idą? Do nocnego. A potem stają w krzakach i rozpijają flaszkę. Kobiety są męczące po alkoholu, flirtujące, podrywające, to czasem jest aż niesmaczne.

Tysiące jest takich sytuacji. Dzwoni dziewczyna, po głosie czuje, że nie ma jeszcze dwudziestu lat, chce zamówić samochód. „A ile to będzie kosztować?” Podaję kwotę, a ona mówi: „Tyle to nie mam, a można zapłacić w naturze?”.

Może żartowała?

Jan: Gdzie tam żartowała. A jak one rozmawiają o facetach. W życiu nie słyszałem, żeby kumpel z kumplem tak wulgarnie rozmawiali o kobiecie. Z podawaniem szczegółów anatomicznych, rozmiarów, technik seksualnych i tak dalej. Dla nich kierowca nie istnieje, nie zauważają go, więc rozmawiają jakby mnie nie było.

No i są potwornie agresywne, jednak w agresji wygrywają starsze, zwykle mężatki. Na mężu się nie może wyżyć, więc wrzeszczy na kierowcę. Ostatnio miałem klientkę. „Ty skur…., Ty taki, owaki” darła się. Nawet nie wiedziałem o co chodzi. Mnóstwo jest takich kobiet niezadowolonych z życia, które po alkoholu dostają pierdolca.

Wojciech: Najlepiej to widać, jak się zawozi ludzi na wesele. Do taksówki wchodzi piękna, dojrzała kobieta, wystrojona. Makijaż, włosy. „Oł, ęł” mówią i są takie eleganckie, że nie się nie da do niczego przyczepić. „Marku, ależ proszę cię, kochanie, a mój mąż to…”. Nad ranem się tych ludzi odbiera i wtedy wyraźnie widać, że prysły zmysły. Przekręcona spódnica z suwakiem do przodu, loczki wiszą na twarzy, oczy rozmazane, szminka też. I już nie ma gładkich słówek tylko jest: „Ty kutasie, zniszczyłeś mi życie”. „Jak mogłeś z tą Maryśką całą noc tańczyć”. A często jest tak, że taka pijana kobieta jeszcze zagaduje kierowcę: ‚A pan by się tak patrzył na inną kobietę? Proszę mu powiedzieć”. I co ja mam powiedzieć?

Źródło: iStock.com

Coś?

Wojciech: Lawiruję, a co mam robić? Nie chcę się narazić na złość którejś ze stron. Poza tym co to za dyskusja trzeźwego z pijanym.

Jan: Wsiada dziewczyna z chłopakiem do samochodu i nagle ni stąd ni zowąd słyszę, jak ona wali go w twarz. „Skur…, jak mogłeś z tą kur… tak długo tańczyć” i jedzie mu. On: „No zatańczyłem dwa razy, przestań”. „Dwa razy, dwa razy? Jakie kur…. dwa razy. Z kim przyszedłeś, z tym wychodź, a nie chciałeś wyjść z jakąś lafiryndą. „Proszę pana, niech pan mu coś powie” zwraca się do mnie.

Dużo par się tak kłóci?
Wojciech: Dużo. Ale bywa też, że wsiadają oboje i się nie odzywają. „Dokąd jedziemy?” pytam. Kobieta: „Nie wiem dokąd ten pan jedzie. Gdzie jedziesz?”. On: „No na pewno nie tam gdzie ta pani”. A ja dalej stoję i nie wiem. Kiedyś wiozłem takie milczące małżeństwo. Z Warszawy do Milanówka, więc trasa długa. On w samochodzie zasnął. Podjechaliśmy pod dom, ona wysiadła trzaskając drzwiami. „On zapłaci, chciał jechać taksówką niech zapłaci” rzuciła i tyle ją widziałem. Budzę więc faceta. A on nie ma pieniędzy. „suka mi zabrała” złorzeczy i wytacza się z samochodu.

A seks uprawiają?

Jan: Zdarza się, ale rzadziej. Najczęściej nastolatkowie, którym rodzice dali pieniądze na powrót z imprezy. Ale bardziej są to macanki. Zresztą nie wiem, nie podglądam, bardziej słyszę. Sam też miałem propozycje seksualne od dziewczyn. „Może pojedziemy do ciebie, co?”. Niektórzy kumple korzystają, ja mam żonę, nie interesuje mnie takie coś.

Niewierność w kilku odsłonach

Wojciech: - Podjeżdżam po faceta, który właśnie wychodzi z agencji towarzyskiej. „Kotku, zaraz będę, miałem służbowe spotkanie” mówi przez telefon do żony.

Jan: - Takie sceny są nagminne. No cóż, każdy taksówkarz nieraz był świadkiem zdrad.

Jan: Dzwoni klient, podjeżdżam, jest krótka piłka. Zawozisz mnie do Warszawy, mówi, do agentury. Płacę Ci 300 złotych w jedną stronę i 300 złotych w drugą. Warunek jest jeden, mam tam być na szesnastą, czekasz czterdzieści minut, na osiemnastą mam być w domu, bo chwilę po osiemnastej żona wraca z pracy. Jadę więc pędem, bo korki, omijam je. Udaje się. Raz mi się zdarzyło, że zamknęły się zanim drzwi do domu, a ulicą, z drugiej strony szła już żona.

Skąd faceci wiedzą, gdzie są dobre agencje?

Jan: Czasem od kumpli, ale częściej od taksówkarzy. Nieraz zdarzyło się, że facet wszedł do auta i poprosił: „Zapłacę dużo, ale zawieź mnie do dobrej agentury”. Wszystko zależy od budżetu, jakim facet dysponuje.

Ile kosztuje najdroższa prostytutka?

Jan: Najdroższe są w Moulin Rouge w podwarszawskich Łomiankach, za godzinę trzeba zapłacić 1000- 1500 złotych

Kogo stać, żeby płacić 600 złotych za taksówkę, a potem 1500 złotych za dziewczynę?

Wojciech: Dużo jest takich facetów, proszę mi uwierzyć.

Jan: Nie wyobraża sobie pani, ile mężczyźni potrafią wydać w agenturach. Mam takiego jednego, który lekką ręką zostawia w agencji 8 tysięcy złotych. I co tydzień tak jest.

Skąd ma takie pieniądze?

Wojciech: Tego już nie mogę zdradzić, a wiem, bo alkohol rozwiązuje języki wszystkim.

Ma żonę?

Wojciech: Nie, ten akurat jest singlem. 40 lat, pracuje jako prawnik. Nie chce mu się podrywać dziewczyn, nie ma śmiałości, choć jest przystojny. Poza tym, jak mówi, żadna dziewczyna nie zrobi mu tak dobrze, jak prostytutka. Dziwce mówisz wprost: chcę to i to. Nowo poznanej kobiecie nigdy tak nie powiesz.

Źródło: iStock.com

Potem przyjeżdża pan po swoich klientów?

Jan: Albo stoję pod agencją i czekam aż wyjdą.

Dostaje pan za to ekstra stawkę?

Normalnie nie dostaję ekstra stawek, zależy od tego, ile czekam. Godzina postoju to 40 złotych. W tym czasie czasem śpię, a czasem po prostu obserwuję wchodzących i wychodzących klientów, dziewczyny, które są zabierane do miasta, bo zdarza się, że ktoś zażąda dziewczyny do domu

Wojciech: Taksówkarze też przywożą i odwożą dziewczyny. Jan to często robi.

Jan: Tak, dzwoni facet i mówi: „Przywieź mi dziewczynę z miasta”. Jego nie obchodzi, jak to zrobię. Ma być ładna i zdrowa. Jadę więc do zaprzyjaźnionej agencji i wybieram dziewczynę. Mnie interesuje tylko jaką klient może przeznaczyć na to kwotę, bo ceny wahają się od 100 do 1500 złotych. Ale za w miarę dobrze wyglądającą laskę trzeba zapłacić od 300 do 500 stów. Mówimy o stawce za godzinę. Agencji trzeba zapłacić trzy, cztery razy tyle, bo przecież dziewczynę trzeba dowieźć, a potem z powrotem odwieźć do agencji.

Źródło: iStock.com

Jak wyglądają takie agencje?

To najczęściej zwykłe mieszkania, czasem domy. Przy wejściu jest pokój, w którym mieści się biuro, jest salon przerabiany na bar. Bar to ważna część agencji, bo chodzi o to, żeby klienta naciągnąć, alkohol jest strasznie drogi. Choćby butelka szampana. W Tesco za 75 złotych, tu potrafi kosztować trzy tysiące złotych. Zwykłe piwo kosztuje 30 złotych, a pół litra wódki 200 złotych minimum.

Dziewczyny natomiast wychodzą do przedpokoju. Są tylko w stringach, jest ich od kilku do kilkunastu, zależy od miejsca. Wiek: od 19 do 50 lat, choć zdarzyło mi się wieźć do klienta siedemdziesięcioletnie prostytutki.

Siedemdziesięcioletnie prostytutki?

Oczywiście. Im starsza, tym tańsza. Godzina ze starszą kobietą potrafi kosztować 70 zł. Kiedyś wynająłem siedemdziesięciolatki dla trzech dwudziestolatków. To akurat były Ukrainki, zresztą w Polsce bardzo dużo pracuje Ukrainek. W kraju często zostawiają mężów, dzieci. Mówią im, że zarabiają jako sprzątaczki albo niańki. Ale są też Polki. Trzy miesiące temu wiozłem dziewczynę, która poprosiła bym o piątej rano koniecznie po nią wrócił, bo musi być w domu. Mąż myśli, że pracuje w klubie nocnym i o szóstej kończy pracę. Ma dwójkę małych dzieci.

Spytał się jej pan dlaczego to robi?

Odpowiedź jest jedna, dla pieniędzy. Mąż zarabia 1500 zł, a oni mają kredyt 2000 tysiące miesięcznie.

Nic nie grozi tym dziewczynom, które pan zawozi do klienta?

Wcześniej jadę go zobaczyć, odbieram kasę. Wielu zresztą znam. Poza tym dziewczyny mają gaz. Nigdy nie zdarzyło się nic złego.

To są najczęściej żonaci mężczyźni?

W większości tak. Nawet wyróżniamy różne typy „zdradzających”. Jest urlopowicz, który zawsze korzysta z usług agencji, gdy żona jeździ z dziećmi na wakacje. Dzwoni i mówi: „Przyjedź, ruszamy w teren”.

Wojciech: Mam takiego policjanta, który co dwa dni jeździ do agencji, gdy żony nie ma. Dzień przed jej powrotem mówi: „No dobra, to dzięki, teraz trzeba mieszkanie doprowadzić do porządku, bo ona już jutro wraca”.

Kobiety też tak zdradzają?

Wojciech: Zdradzają, ale inaczej. Najczęściej w hotelach. Zamawiają taksówkę do restauracji blisko hotelu. I na konkretną godzinę powrót. Zresztą słyszę, jak rozmawiają z kochankami przez telefon.

Źródło: iStock.com

Ile trwa taka randka w hotelu?

Wojciech:Zwykle trzy, cztery godziny, ale zdarzają się dwie. A potem jedzie odebrać dziecko ze szkoły albo wraca do pracy.

Ale skąd wiecie, że one zdradzają?

Wojciech: To się po prostu wie. Jeśli zawożę kobietę do restauracji, odbiera ją mężczyzna, z którym wita się raczej służbowo, a dwie godziny później już się całują, czy łapią za rękę przy żegnaniu, to nie mam złudzeń. Niektóre zresztą zaczynają się zwierzać. Podobnie jest z mężczyznami, którzy chyba przed nami próbują się tłumaczyć. „Muszę jeździć do agencji, bo moja to w ogóle seksu nie chce, no tak się nie da żyć”. Te historie się pokrywają. I kobiety, i mężczyźni mówią o tym samym. Ale nie wszyscy faceci chodzą do agencji, niektórzy się zakochują. Mają stałe kontakty. Mam klienta, którego regularnie wożę do kochanki, jego żonę też znam, nieraz z nimi jeździłem, mają dzieci. Wyglądają na super parę. Czuli, radośni, dzieci fajne. Dziwnie się to ogląda, ja sam mam 60 lat i nigdy nie zdradziłem żony. Czasem myślę: jak trzeba być pojebanym, żeby robić coś takiego. No ale głośno tego nie mówię, to tylko praca.

Jan: I fajna praca, bo większość tych ludzi jest fajna, da się pogadać. Tylko czasem przykro, jak ludzie pieprzą sobie życie. No na przykład ten koleś co chce, żeby mu wódę dowozić.

A zdarzają się piękne historie?

Wojciech: Pewnie, że zdarzają. Ostatnio wiozłem parę staruszków, trzymali się za ręce, rozmawiali czule. Aż ich obserwowałem w lusterku. No chciałbym tak z żoną kiedyś.

Jan: Ostatnio wiozłem ojca z córką. Tyle troski było w przemowie ojca do niej, potem obiecywał, że po nią przyjedzie, żeby tylko się nie martwiła, bo o drugiej w nocy wsiądzie w samochód. A dziś rano wiozłem dziesięciolatka z ojcem. I kurczę, chciałbym, żeby ojciec tak mówił do mnie, jak miałem dziesięć lat. Tak, że nie jest źle. No chyba, że właśnie nocą…