Jarosław Kociszewski , 9 sierpnia 2019

Wpadnij do Afryki, pojeździmy na nartach

Chwytam za telefon. Kilkanaście rozmów. Głośne SOS zwykłych ludzi słyszę z każdego zakątka świata. To, co się dzieje, nie jest normalne.

Głęboka prowincja południowej Etiopii. – Stój, proszę! – wykrzykuję do kierowcy. Czuję, że nie możemy jechać dalej, że nie mogę przejechać obojętnie obok tego, co widzę. To umierający las.

Pniaki i sterty gałęzi powalonych drzew nie przestały jeszcze dymić. Po wykarczowaniu ostatnich krzaków wyrośnie tu kukurydza posiana przez mieszkańców położonych kilkaset metrów dalej, okrągłych chat z gałęzi.

Trzymajcie kciuki za 350 mln drzew

Tak padają resztki prastarego lasu równikowego, który jeszcze 100 lat temu pokrywał jedną trzecią, liczącej ponad milion kilometrów kwadratowych, powierzchni tego afrykańskiego kraju.

Trudno się przy tym dziwić skrajnie ubogim ludziom, którzy pracują, żeby przeżyć. Niewielkie poletka przez parę lat rodzą ziarna, dzięki którym można przetrwać lub zarobić kilka groszy. Później są porzucane na rzecz następnych. Tak było od tysiącleci.

Problemem jest to, że jeszcze pół wieku temu w Etiopii żyło ok. 35 milionów ludzi, a teraz jest ich ponad 100 milionów, a plony zwiększa się, wycinając kolejne, rosnące setki lat drzewa.

Autor: EthioTube

Źródło: Facebook.com / 29 lipca 2019 roku. Tego dnia Etiopczycy zasadzili 350 mln drzew. Docelowo chcą ich zasadzić 4 mld.

Na skutki nie trzeba czekać długo. Deszcze spłukują glebę ze wzgórz, na których pozostały już tylko pojedyncze, święte drzewa odaa. Próby zaradzenia temu podjęte kilka dekad temu nie przyniosły rezultatu. Wielkie połacie pokryto lasami tuji , które wyrosły na kilka metrów, wysuszyły glebę, same umarły z braku wody i straszą hektarami pożółkłych kikutów.

Rząd w Addis Abebie postanowił temu zaradzić, organizując wielką akcję sadzenia 350 mln drzew. Oby się udało, bo jeśli nie, to do przeludnionego, wyjałowionego kraju wróci głód potęgowany przez dotkliwe susze.

Przeludnienie i rabunkowa, a często po prostu bezmyślna, gospodarka niszczy nie tylko Etiopię.

Trwa dyskusja o tym, jak bardzo działalność człowieka wpływa na globalne zjawiska klimatyczne.

Niezależnie od stanowiska naukowców dowodzących, że ludzkość rujnuje planetę i krytyków podkreślających naturalny charakter zjawisk, trudno nie zauważyć, że dzieją się rzeczy niepokojące.

We wszystkich zakątkach Ziemi. Nie ma wyjątków.

Matterhorn zaczyna pękać

„Uwaga! Dziś burze z gradem i intensywne opady deszczu. Możliwe lokalne podtopienia oraz przerwy w dostawie prądu – to kolejny alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, który dostałem.

Już drugi w ciągu miesiąca. Poprzedni także mówił o burzach, gradzie i wietrze. Ostrzegał także przed chowaniem, się pod drzewami, co grozi porażeniem przez piorun.

Przez zachód Europy przechodziła akurat druga w ciągu tego lata fala upałów. Temperatury przekraczające 40°C nękały mieszkańców północnej Francji, Belgii, Holandii i Niemiec. W angielskim Cambridge zanotowano 38,7°C, co jest rekordem historycznym.

Autor: Maja Hitij

Źródło: Getty Images / Listopad 2018 rok. W tym okresie wody Renu powinny być wezbrane. Tymczasem letnia susza i brak opadów w górnym odcinku rzeki sprawiły, że rzeka stała się trudna do żeglugi. W tym roku sytuacja może sie powtórzyć.

Europejskie służby ratunkowe bezpośrednio z falą upałów wiążą już śmierć ok. 20 ludzi i proszą o zachowanie ostrożności. Przestrzegają przed wychodzeniem z domów.

Mieszkańcy chłodnych zazwyczaj części kontynentu muszą szybko wypracować u siebie odruchy typowe dla krajów położonych dalej na południe. Nie chodzi tu tylko o śródziemnomorską sjestę w najgorętszym okresie dnia, ale przede wszystkim o picie odpowiedniej ilości wody, a najlepiej posiadanie przy sobie przynajmniej niewielkiej butelki.

- Od jakiegoś czasu nawet tutaj w Irlandii mamy prawdziwe lata, czyli przez 2, a nawet 3 tygodnie ani razu nie pada deszcz, a do tego temperatura przekracza 20 stopni – mówi Tomasz Kuczyński, przewodnik i alpinista od lat mieszkający na wyspie. - W rezultacie wprowadzono zakaz podlewania ogródków czy napełniania basenów. Doszło do tego, że na jedną z sieci handlowych nałożono karę za sprzedawanie basenów pomimo zakazu.

Oglądaj też: Dramatyczna sytuacja w mieście. Przez upały zabrakło wody

Kuczyński zwraca jednak uwagę na to, że nie tylko lata zaskakują temperaturą wyjątkowo wysoką, jak na północ Europy.

- Zimy też robią się ekstremalne – podkreśla. - Dwa lata temu spadło tak dużo śniegu pod koniec lutego, że ludzie dosłownie walczyli o chleb i mleko z powodu nieregularnych dostaw. Żarty się wtedy skończyły. Desperaci włamali się i ograbili sklep. Sam miałem ze 2 m śniegu przed domem, a służby państwowe zwyczajnie nie pracowały.

Polak, który dużo podróżuje i organizuje wyprawy do wielu miejsc na Ziemi, od dawna zwraca uwagę na to, że z pogodą "coś" się dzieje. Jest jakaś "rozchwiana", niestabilna.

- W Alpach ma to wpływ na prowadzenie wypraw – podkreśla Kuczyński - Na przykład w Sylwestra 2017 r. spadło kilka metrów śniegu i ludzie utknęli w górach. Pół roku później, czyli w 2018 r., odnotowano najcieplejsze lato w historii. Stopniało tyle lodu i śniegu, że zaczęły schodzić lawiny kamieni i musiano zamknąć część szlaków.

Autor: Frank Bienewald

Źródło: Getty Images / Szwajcarzy zauważyli, że Matterhorn, jeden z najsłynniejszych szczytów Alp, po stopnieniu części lodowca zaczął pękać.

Alpinista planuje wyprawę na Matterhorn, jeden z najwyższych i najsłynniejszych szczytów alpejskich. Szwajcarscy badacze zauważyli, że stopniało tam tak wiele lodowca i śniegów, że góra dosłownie zaczęła pękać. Nie grozi jej zawalenie, ale Kuczyński zaznacza, że pojawiają się nowe szczeliny i zmienić trzeba trasy wspinaczki, aby wszyscy bezpiecznie doszli do celu i wrócili do domów. Z kolei w Karakorum w Himalajach zima w tym roku była tak sroga, że Polak jeszcze niedawno widział śnieg zalegający w miejscach, w których nie było go od lat.

"Generał mróz" nie rządzi już w Moskiwie

Śniegu i mrozu, który pokonał Napoleona i Hitlera, nie doczekali się za to mieszkańcy Moskwy.

- Ostatniej zimy, po raz pierwszy od 140 lat, w stolicy nie padał normalny śnieg. Nie było wielkich mrozów, tylko niewielkie przymrozki – zaznacza dziennikarka Ariadna Rokossowska.
Zwraca uwagę na mnożące się anomalie pogodowe, o których regularnie informują media.

Prasa z różnych części ogromnego kraju donosi o dziwnych zjawiskach, takich jak grad wielkości kurzych jaj, który niszczy dachy domów, samochody i powoduje, że ludzie muszą pozostawać w domach, czy ulewne deszcze, które - tak jak w Czelabińsku – zalewają całe dzielnice miast.

Burzowce nie były budowane z myślą o takich opadach, więc ulice zamieniają się w rwące rzeki niosące wszystko, z samochodami włącznie.

Autor: www.roscosmos.ru

Źródło: PAP/EPA / Na Syberii płonie 3 mln ha lasów. Ogień rozprzestrzenia się błyskawicznie z powodu suszy.

Jednak w pamięci mieszkańców Moskwy najbardziej utkwiła burza, która pod koniec maja 2017 r. przeszła nad miastem. Była to największa klęska żywiołowa, która dotknęła rosyjską stolicę od przeszło 100 lat. Wichura zrywała dachy i łamała drzewa. Zginęło 18 osób, a ok. 170 zostało rannych.

Teraz w północnej Europie panują niezwykłe upały, ale nie są one jedyną anomalią, która w tym roku nawiedziła Stary Kontynent.

Przyzwyczajonych do wysokim temperatur Greków zaskoczyła wiosna, która wyraźnie odbiegała od normy. Nagle pogoda stała się przedmiotem rozmów w kraju, w którym dyskutuje się wiele o polityce, sporcie i gospodarce, ale nie nie o aurze.

- W Grecji trudno rozmawiać o pogodzie, bo zawsze jest tutaj tak samo – mówi Aleksandra Siudek, Polka mieszkająca w Atenach. - Jednak w tym roku nawet Grecy zaczęli narzekać na pogodę. Wiosna była wyjątkowo zimna – podkreśla Polka. - O ile zazwyczaj już w marcu zaczynam chodzić w sandałach, to w tym roku dopiero w maju mogłam je założyć, bo było zbyt chłodno. W rezultacie zbankrutowało wiele sklepów z okularami przeciwsłonecznymi.

Palmy łamią się pod śniegiem

Nieco dalej na południe w Izraelu, także w basenie Morza Śródziemnego, pogoda zazwyczaj również nie zaskakuje. A właściwie, nie zaskakiwała. Lato jest długie i gorące, a nad morzem duszne. Z kolei zima, to kilkanaście deszczowych dni z temperaturami spadającymi czasem w okolice 10°C.

Wtedy robi się naprawdę zimno, bo budynki postawione tak, aby oddawać, a nie gromadzić energię, natychmiast się wychładzają. To jednak tylko kilka kłopotliwych dni.
Sensacją jest najwyżej cienka warstwa śniegu w Jerozolimie zdarzająca się mniej więcej raz na dekadę. Wystarczą dwa, trzy centymetry opadu, żeby miasto zostało sparaliżowane. Kierowcy nie umieją jeździć po śliskiej nawierzchni.

Niewielu nawet słyszało, że istnieje coś takiego jak opony zimowe. Drzewa i palmy łamią się pod ciężarem, który w naszych warunkach wydaje się trywialny Jednak to ciekawostka i atrakcja turystyczna. Dalej powinno być normalnie – czyli słonecznie i ciepło od marca aż do listopada, czy grudnia.

Autor: .

Źródło: Instagram.com / Żyrafy w RPA pośród ośnieżonych drzew. To zdjęcie we wrześniu 2018 roku rozgrzało Internet.

Z kolei w Ejlacie na dalekim południu kraju pogoda jest jeszcze bardziej przewidywalna. Praktycznie cały rok jest sucho i gorąco. Deszcze zdarzają się tak rzadko, że planiści nie zadali sobie nawet trudu zbudowania sieci burzowców. Jeśli już pada, to woda po prostu ulicami spływa wprost do Morza Czerwonego.

- W tym roku wydarzyło się coś niesłychanego – opowiada Hagay Hacohen, dziennikarz "Jerusalem Post". – W lipcu, pod koniec wyjątkowo upalnego dnia w Ejlacie spadł deszcz. W tym samym czasie rejonie Sodomy nad Morzem Martwym było ok. 50°C. W całym Izraelu pada praktycznie tylko zimą, tymczasem deszcz latem jest czymś niezwykłym.

Takie niezwykłe zjawiska pogodowe czasem jedynie wywołują zdziwienie, ale potrafią być też bardzo niebezpieczne. Szczególnie groźne są nagłe oberwania chmury nad Morzem Martwym, gdzie woda nie wsiąka, tylko z dużej wysokości, wąwozami wpada w najgłębszą depresję na świecie zmiatając wszystko na swojej drodze.

Rok 2018 był wyjątkowo tragiczny w tym miejscu. W lutym nagła ulewa porwała wycieczkę izraelskich licealistów – 10 zginęło. Pół roku później podobna ulewa porwała szkolny autobus po jordańskiej stronie granicy. W tej katastrofie zginęło 21 uczniów.

Wystarczy słońce i jajecznica gotowa

Prawdziwym jednak nieszczęściem są anomalie pogodowe w połączeniu z najgorszą katastrofą, jaką może zgotować sobie człowiek, czyli z wojną. Tak dzieje się w Jemenie na południu Półwyspu Arabskiego.

- Deszcz, upały i chłody w ubiegłym i w tym roku są niezwykłe – opowiada Nasser Arrabyee, dziennikarz z Saany. - Zmienia się intensywność tych zjawisk i czas ich trwania . Jeżeli przychodzi fala upałów, to są cięższe, niż powinny być. Zimą było chłodniej niż zazwyczaj, więc ludziom było trudniej. Do tego deszczu w Jemenie zawsze jest mało, a teraz jak pada, to bardzo intensywnie, a okresy suszy są dłuższe i bardziej dotkliwe.

Autor: Uday Deolekar

Źródło: Getty Images / Indyjski stan Maharashtra. Rolnicy alarmują, że nie mają już czym poić zwierząt. Zagrożonych suszą jest w tym roku blisko połowa terytorium Indii. A mówimy o 7. kraju świata pod względem powierzchni i populacji powyżej 1,3 miliarda ludzi.

W rezultacie przez wiele miesięcy rolnicy wyczekują deszczy z nadzieją, że mokra ziemia przyniesie plony w kraju, w którym kilkunastu milionom ludzi grozi śmierć głodowa. Jednak gdy zaczyna już padać, wezbrane potoki występują z brzegów, a wody powodziowe nie tylko niszczą wszystko na drodze, ale także roznoszą choroby, pogłębiając cierpienia mieszkańców kraju od lat pogrążonego w wyniszczającej wojnie domowej.

Z Jemen sąsiaduje Oman, który również jest krajem pustynnym, w którym gorące lata nie są niczym niezwykłym.

- To, co się dzieje w tym roku jest niezwykłe nawet jak na to miejsce, bo zdarzają się upały po 55 °C. – mówi prof. Najma al Zidjaly Uniwersytetu Sultana Qaboosa. - My, Omańczycy jesteśmy znani z luźnego podejścia do życia. Dlatego nie może dziwić, że znaleźli się chętni do smażenia jajek na rozgrzanych blachach pod gołym niebem. Jest jednak druga strona medalu. Inni muszą brać zwolnienia lekarskie, bo w takim upale zwyczajnie nie da funkcjonować. To niebezpieczne. Wyraźnie coś się dzieje z naszą planetą – dodaje profesor.

- W Bombaju od kilku dni leje tak bardzo, że zaczyna to przypominać 2005 r., kiedy 1 500 osób utonęło na ulicach miasta – opowiada Michał Lasoń od lat mieszkający w Indiach. – Równocześnie najstarsi zaklinacze wężów twierdzą, że te dzisiejsze monsuny to już nie to, co dawniej bywało. Rzeczywiście monsun w tym roku przyszedł prawie miesiąc później niż normalnie.

Opóźnienie sezonowych deszczy spowodowało katastrofalne susze w indyjskim interiorze, gdzie powysychały nawet wielkie zbiorniki wody. Żaden inny kraj na świecie nie zużywa tak dużo słodkiej wody niż państwo zamieszkiwane przez 1,3 mld ludzi. Co więcej, wielkie aglomeracje miejskie w dużej mierze wykorzystują otwarte zbiorniki napełniane przez deszcze sezonowe.

Każde zachwianie takiego naturalnego cyklu grozi katastrofą, czego przykładem jest susza w Ćennaj, dawniej Madras, czwartym co do wielkości mieście Indii, gdzie miliony ludzi modliły się o deszcz.

Opóźniający się monsun spowodował, że poziom wody w okolicy spadł do najniższego poziomu zanotowanego w ciągu ostatnich 70 lat. Wodę zaczęto racjonować do picia i w celach higienicznych, a naukowcy bili na alarm, że jeżeli susza się przedłuży, to cała okolica przestanie nadawać się do zamieszkania.

Oczekiwanie na deszcz staje się zjawiskiem globalnym.

Autor: University Of Queensland

Źródło: Wikipedia / Według majowego raportu "The Global Ecosystem Assessment” zagrożonych jest milion gatunków zwierząt i roślin. Jako pierwszy wśród ssaków wyginął z powodu globalnego ocieplenia szczurzynek koralowy. Maleńki gryzoń zamieszkiwał wyspę Bramble Cay na Oceanie Spokojnym.

- W tym roku w Senegalu na afrykańskim wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego nie wydarzyło się nic dramatycznego, co nie znaczy, że nie ma zmian – podkreśla Anna Haris z Dakaru. - Od lat już obserwowane jest skracanie się pory deszczowej. Opady stają się też mniej intensywne. O ile jeszcze dekadę temu deszcze spadały już w czerwcu, to teraz praktycznie pada już tylko w sierpniu i wrześniu.

"Wreszcie doczekaliśmy się deszczu w Dakarze" – napisała Anna Haris na Facebooku dopiero 25 lipca 2019 r.

Pora deszczowa gdzieś uciekła

Bardzo podobne zjawiska obserwowane są po drugiej stronie oceanu.

- W tym roku upały są bardziej dotkliwe niż rok temu – twierdzi Pablo Curise z Meksyku. - Mieliśmy już rekordową temperaturę 53 °C, a w ubiegłym roku najwyższa wyniosła 48 °C. Do tego pada mniej deszczu niż przed rokiem. Wyobraź sobie, że jest przełom lipca i sierpnia, a praktycznie nie rozpoczęła się jeszcze pora deszczowa. Raptem jednego dnia pokropiło trochę przez 2 godziny.

Oglądaj też: "Znikające jeziora". Pojezierze gnieźnieńskie wysycha

Tymczasem mieszkańcy południowego krańca kontynentu przeżywają potężny atak zimy, która od dawna nie była tak sroga. Na przykład zamknięto międzynarodowy port lotniczy San Carlos de Bariloche w argentyńskiej Patagonii po tym, jak w ciągu kilku godzin spał prawie metr śniegu. Fala chłodu dotarła nawet do odległej o 1,5 tys. km stolicy kraju Buenos Aires, gdzie temperatura spadła do ok. 10 °C.

Autor: David Silverman

Źródło: Getty Images / Argentyński przewodnik trzyma zdjęcia pokazujące, jak lodowiec Upsala, część południowego pola lodowego Patagonii, cofnął się w ciągu ostatnich 90 lat

Odbiegające od normy zjawiska pogodowe obserwowane są także na północy kontynentu.

- Bardzo niepokoją mnie zmiany naszego klimatu – mówi Imogene Salva z Kolorado na zachodzie USA. – Mamy okresy strasznej suszy i okresy okropnego chłodu bez żadnych pór przejściowych. Co więcej, w ciągu ostatnich 10 lat zauważyliśmy w Kolorado dramatyczny wzrost liczby zygzakowatych smug chemicznych, tzw. chemtrails, których niekiedy jest tak dużo, że rozchodzą się, tworząc chmury całkowicie przesłaniające Słońce. Choć akurat tego w ciągu ostatniego roku jest trochę mniej.

Niezwykłe albo przynajmniej rzadko spotykane zjawiska pogodowe obserwowane są na całym świecie. Istnieje cała gama wyjaśnień i teorii, od naukowych po spiskowe, które mają tłumaczyć zmiany pogody i szerzej – klimatu.

Są też tacy, którzy twierdzą, że nie dzieje się nic niezwykłego i nienaturalnego.

Niezależnie od tego, które argumenty i co kogo przekonuje, nawet wyrywkowe i subiektywne głosy docierające ze wszystkich zakątków globu powodują, że warto zainteresować się własnym otoczeniem i pomyśleć o ewentualnych konsekwencjach nawet naszych zachowań.

A jeśli nie zrobimy nic? Cóż, jeśli za kilkanaście lat zadzwonię do Dakaru, czy nie usłyszę przypadkiem: "Wpadnij, pojeździmy na nartach".