Dodatkowe dwa tygodnie z dala od stresów. Brzmi nieźle, prawda? Tyle spędzamy rocznie w korkach na ulicach miast. Gdyby czas przeznaczony na kierowanie pojazdem zamienić na rozrywkę czy czas z rodziną, autonomiczne pojazdy miałyby sens. Przyszłość nie jest jednak tak optymistyczna.

Zbliżamy się do końca pewnej ery w motoryzacji - powiedział Bob Lutz, a branża z konsternacją przyjęła jego zaskakującą opinię. Jakby nie patrzeć to właśnie Bob rządził motoryzacyjnym światkiem od kilkudziesięciu lat, zajmując wysokie stanowiska w Fordzie, BMW, Chryslerze czy General Motors. Charyzmatyczny staruszek wprowadził na rynek sportowe auto z silnikiem z ciężarówki - Vipera; wymusił stworzenie w cztery miesiące małego roadstera - Pontiaca Solstice; czy nawiązującego wyglądem do hot rodów z lat 30. - Plymoutha Prowlera. Żaden z nich nie był hitem sprzedaży, lecz nikt nie mógł zarzucić Amerykanom swego rodzaju naiwnej odwagi.

Bob Lutz i Elon Musk na imprezie w 2011 roku

Bob Lutz i Elon Musk na imprezie w 2011 roku

Źródło: Getty Images

Nie zaglądaj pod maskę

Koniec ery według Boba ma polegać na ustandaryzowanych, autonomicznych pojazdach, które wjadą na autostradę i będą samodzielnie radzić sobie w takich monotonnych sytuacjach. Jeśli tak ma wyglądać przyszłość, to… już tam jesteśmy. Standaryzacja samochodów już dawno stała się czymś normalnym. Silniki z Dacii lądują w Mercedesach, Mitsubishi sprzedawane są jako Fiaty, a Ople to tak naprawdę Peugeoty. I nikomu to nie przeszkadza.

Źródło: Getty Images

No dobrze, ale pan Lutz przejmuje się automatyzacją jazdy w trasie. Tutaj też bez zaskoczeń i nie chodzi nawet o auta z wyższej półki. Miejskie, kompaktowe auta mają już opcjonalne adaptacyjne tempomaty (czyli utrzymają prędkość i zwolnią przed poprzedzającym autem). Co więcej, większość nowych samochodów utrzyma bez problemu pas ruchu. Czemu więc nie zajmujemy się ważniejszymi rzeczami podczas jazdy tylko cały czas musimy sterczeć na miejscu kierowcy?

Problemem są przepisy. Suche zapisy nie nadążają nad rozwojem techniki. Jeśli zasiądziemy na miejscu kierowcy w Mercedesie lub Volvo, naciśniemy przycisk i oddamy się wysyłaniu obraźliwych tweetów, po kilkunastu sekundach auto zacznie domagać się naszej uwagi. Ręce na kierownicy! - krzyczy elektroniczny policjant, przez co cała ta autonomiczność przestaje mieć jakikolwiek sens. Na szczęście co bystrzejsi kierowcy kładą na kierownicy… banana. Albo portfel. Albo cokolwiek co imituje nacisk dłoni. Szach mat elektroniko!

Z nosem w komórce

Cały ten pościg za kolejnymi wspomagaczami kierowcy nie ma na celu wyłącznie wyciągnięcia pieniędzy od co bardziej leniwych klientów. Finalnym efektem ma być wypuszczenie na drogi w pełni autonomicznego samochodu. Takiego, który odbierze dzieci ze szkoły, podrzuci nas do domu z pubu i pozwoli odzyskać wspomniane wcześniej dwa tygodnie, które i tak stracimy na patrzenie w ekran smartfona. Pozostawmy na razie na boku kwestie technologiczne jak i etyczne. Samochód nigdy nie będzie musiał wybierać pomiędzy rozjechaniem staruszki czy dziecka. Wyobrażacie sobie te pozwy?

Źródło: Ferrari Press/East News

Zmieni się przede wszystkim wnętrze auta. Zapomnijmy o kabinach jakie znamy dzisiaj. Bliżej będzie im do pokoju dziennego czy sali konferencyjnej. Ford przygotowuje się do tej ewolucji. Jeszcze tego nie widzimy, lecz wystarczy zerknąć na patenty, które mówią o okrągłym stoliku, sporych poduszkach powietrznych i ekranach pozwalających na obejrzenie ostatniego odcinka serialu czy zerknięcie na „fejsa”. Nie mówcie, że nie – na przeglądanie Internetu tracimy średnio 140 minut w ciągu dnia. A będzie jeszcze gorzej.

Personalizacja to nie wybór lakieru

Wiecie na jakiej zasadzie działa wyświetlanie reklam w Internecie? W przerwie pomiędzy naciśnięciem przycisku enter a pojawieniem się pierwszych treści, toczy się aukcja, o której możecie nie mieć pojęcia. Jeśli jesteście mężczyzną w wieku 34 lat, interesującym się motoryzacją i kosmetykami, wasze urządzenie już dawno zdradziło wasze sekrety i preferencje (tak, nawet te). Teraz firmy zainteresowane trafieniem do konsumenta o właśnie takim profilu zaczynają licytować się o miejsce na reklamę. Wszystko po to, by zmniejszyć koszty trafienia do klienta zainteresowanego odżywką do włosów.

Źródło: Ferrari Press/East News

Teraz wyobraźcie sobie możliwości personalizacji reklamy w samochodzie. Już teraz asystent Alexa (dzieło Amazonu) nasłuchuje naszych rozmów w samochodzie. A w niedalekiej przyszłości? Gdziekolwiek nie spojrzycie, auto będzie doskonale o tym wiedziało i zaserwuje odpowiednie informacje na temat produktu za oknem. Myślicie, że to dzikie fantazje? Sieć sklepów Target jest w stanie określić – na podstawie obserwacji preferencji zakupowych – czy dana kobieta jest w ciąży. Nawet, jeśli ona nie zdaje sobie z tego sprawy. Przy odrobinie wysiłku można nawet określić, ile tygodni ma płód.

Dobra wiadomość to zła wiadomość

Czy za 15 lat trzeba będzie pożegnać się ze swoim analogowym samochodem? Trudno powiedzieć. Tzw. tipping point, czyli momentem w którym będziemy chcieli się wycofać z aut wymagających naszej uwagi, będzie pojawienie się na drogach przynajmniej 30 proc. myślących samochodów. Wtedy – przy optymistycznych założeniach – wypadki będą wyłącznie kwestią ludzkiego błędu. Auto wynajmiemy od każdego. Niezależnie czy będzie to Google, Apple, Uber, Ford, Tesla, chińskie Cherry czy Dyson. Tak, ten od suszarek do dłoni.

Źródło: Getty Images

Czy możemy pożegnać się więc z tradycyjnymi samochodami? Nie. Prowadzenie auta samemu stanie się czymś w rodzaju luksusowego hobby uprawianego na torach wyścigowych. Młodsi będą ze zdumieniem patrzeć na możliwość sterowania pojazdem według własnego „widzimisię”, starsi będą tłumaczyć zawiłości technologiczne. Być może będzie to wyglądać tak, jak podczas premiery Vipera na początku lat 90., podczas której dziennikarze nie mogli uwierzyć, że tak ubogo wyposażonym autem można jeździć. Cóż, znak czasów…