Ten antydesign, o którym pisze Wicha, to „grzęzawisko, w którym pogrążają się klienci, wykonawcy, odbiorcy. Antydesign jest postawą, sposobem myślenia, stosunkiem do świata. Obojętnością, lenistwem, marznącą mżawką, infekcją bakteryjną, korpusem urzędniczym”. A wszystkim rządzi taka myśl, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, bo przyzwyczajenie jest ergonomią dla ubogich. No i fakt - przywykamy do wszystkiego. Do przejść podziemnych zaprojektowanych tak, by przejechanie przez nie z wózkiem dziecięcym było jak ultramaraton, do ważących tony tornistrów na dziecięcych plecach, bo jak długo żyję, nikomu nie przyszło do głowy zaprojektowanie czegoś, co odciążyłoby przyszłych pacjentów poradni ortopedycznych (a przecież chyba każdy widział szafki na książki w filmach z Ameryki), do burzenia zabytkowych kamienic i stawiania na ich miejscu brzydkich apartamentowców, do kostki Bauma na każdym niemal placyku w Polsce, do antresoli na Dworcu Centralnym, która prowadzi donikąd, do koszy na śmieci w wielu pociągach – tak małych, że zmieszczenie tam dwóch kubków po herbacie graniczy z cudem, do opadających klap w toaletach tych pociągów, tak, że strach być facetem idącym za potrzebą.