Marta Ossowska , 9 listopada 2019

Krzyczą o miłości, a potem "bij Żyda i obcego"

Stanisław Czerczak, Archiwum prywatne

Jestem "zdrajcą ojczyzny" i nie daje mi się prawa do nazywania się patriotą – mówi Stanisław Czerczak. Kiedyś był zafascynowany faszyzmem, dziś zwalcza radykalizm.

"Teraz jest nas garstka i się z nas śmieją, ale jeśli poczekamy kilka lat, to nie będzie nas tutaj stu, ale kilka tysięcy" – wykrzykuje przez megafon krótko ostrzyżony mężczyzna. W grupce 150, góra 200 osób są Janusz Bryczkowski, Bolesław Tejkowski i Leszek Bubel. Jest też Stanisław Czerczak, młody chłopak z Gorzowa Wielkopolskiego. Zapatrzony w ówczesnych liderów skrajnej prawicy bije brawo razem z innymi. Czuje moc. Jest 11 listopada 1997 roku. Centrum Warszawy.

Marta Ossowska: Przepowiednia z tamtego marszu się sprawdziła?

Stanisław Czerczak: Niestety tak, i to po wielokroć. Choć wtedy bardzo chciałem, żeby tak było. Na tamten marsz pojechałem z czterema kumplami. Miła grupka - jeden zafascynowany faszyzmem, drugi nazizmem, trzeci przedwojennym polskim nacjonalizmem, czwarty był pseudokibicem. Pociąg jechał przez Piłę, Bydgoszcz, Toruń. Wszędzie dosiadało się 2-3 naszych. Rozpaczliwie mało.

Lata 90.

Lata 90.

Autor: Arch. S. Czerczak

Źródło: Archiwum prywatne / Stanisław Czerczak (pierwszy z lewej) z kolegami.

W zeszłym roku w Marszu Niepodległości wzięło udział blisko 200 tysięcy osób. Oczywiście przytłaczająca większość to normalni ludzie. Młode rodziny z dziećmi, starsi patrioci. Chyba nie do końca rozumieją, że ten Marsz Niepodległości został zawłaszczony przez skrajną prawicę.

Ludzie, którzy obecnie go organizują, wywodzą się z tego samego środowiska, które w latach 90. tworzyło ten niszowy marsz, w którym uczestniczyłem.

Dzień Niepodległości świętują też z nami zagraniczni "goście".

Przyjeżdżają faszyści z Włoch, z Niemiec, z całego świata i skala tego działania jest dla mnie szokująca. Podczas zagranicznych konferencji słyszę, że u nas odbywa się największa nacjonalistyczna manifestacja na świecie. Nie bez przyczyny utrwala się taki obraz Marszu Niepodległości.

W tym roku marsz ruszy pod hasłem "Miej w opiece Naród cały". To fragment pieśni maryjnej. Zdaniem rzecznika Marszu Niepodległości Damiana Kity "nasza tożsamość narodowa jest nierozłączna z wiarą katolicką", czyli prawdziwy Polak równa się katolik.

Przypomniał mi się teraz reportaż o Ku Klux Klanie. Ten ruch powstał w XIX wieku, potem podupadł, przybrał na sile przed I wojną światową i odrodził się po 1945 r. Ich "sukces" przy trzecim podejściu polegał na tym, że zrozumieli, że nienawiść można szerzyć, promując miłość. Oni nie idą dziś z hasłami "zabijmy Murzynów, zróbmy im drugi Holocaust". Głoszą, że to rodzina, religia jest najważniejsza. I to nasze hasło też jest bardzo przyjazne, ale pójdą za nim wszyscy nacjonaliści w kraju.

Dziwi się pan? Przecież pan również dał się uwieść "słowom miłości".

Pochodzę z inteligenckiego domu, panowało w nim uwielbienie do literatury, sztuki, bywali w nim artyści. Wychowywałem się na podwórku z dzieciakami z rodzin robotniczych i czułem się tam nieakceptowany. Stwierdzenie, że radykalizm pojawia się tylko w rodzinach dysfunkcyjnych to mit. Z chłopaka interesującego się książkami, muzyką grunge’ową wyrosłem na neofaszystowskiego radykała.

Skinheadzi objaśnili panu świat?

Jeden ze starszych kolegów, który należał do tej subkultury, w bardzo prosty sposób tłumaczył nam zjawiska panujące na świecie. Pokazał raczkującą wówczas stację MTV, trampki, kurtki, samochody, na które nas oczywiście nie było stać. Oglądaliśmy te rzeczy w telewizji i zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego nie mamy do nich dostępu.

Autor: Arch. S. Czerczak

Źródło: Archiwum prywatne / Stanisław Czerczak na meczu reprezentacji Polski w piłce nożnej. Lata 90.

Dzisiejsi nastolatkowie też się pewnie nad tym zastanawiają.

Zwłaszcza w erze mediów społecznościowych, kiedy wszystko musi być fancy, cool. Większość młodych chce mieć w kieszeni najnowszy model iPhone’a, ale nie wszystkich na to stać. Pieniądz kreuje rzeczywistość, ale nie dla każdego ta rzeczywistość jest w zasięgu ręki. Szukając winnego tego stanu, młodzież wsłuchuje się w słowa liderów, którzy mówią: to wina Unii Europejskiej, bo nas okrada. To wina mitycznego Żyda z Nowego Jorku władającego bankami. To przez nich nie mamy dostępu do dóbr materialnych.

Ale nie wszyscy rozczarowani kapitalizmem stają się radykałami.

Gdy rozmawiam z inteligentnymi ludźmi, których ta kwestia nie dotyczy, mówię: nawet nie próbujcie tego zrozumieć. Sam do końca tego nie rozumiem. Po prostu są ludzie, którzy mają skłonność do radykalizacji i tacy, którzy nie mają.

"Być radykałem", co to właściwie dla pana znaczy?

Dla mnie to posiadanie skrajnych poglądów nieakceptowanych przez demokratyczne społeczeństwo. Wiąże się to z podejmowaniem radykalnych kroków. Poczynając od tego, jak się wygląda, jakie emblematy nosi, po głoszenie obrzydliwych haseł i udziału w aktach przemocy. Bycie radykałem to bycie buntownikiem w skrajnej formie.

Co zatem młodych ludzi przyciąga do skrajnych ugrupowań?

Często ma to podłoże emocjonalne. Niektórzy mają potrzebę wytłumaczenia sobie rzeczywistości przez pryzmat czarno-białego świata. Bez żadnych odcieni szarości. Młodzi ludzie próbują zrozumieć mechanizmy rządzące światem, ale nie otrzymują tej wiedzy w szkole czy w domu.

Taka wychowawczo-edukacyjna porażka na całego?

Chyba tak. Często jeżdżę na pogadanki w szkołach. Niedawno byłem w małej miejscowości pod Berlinem, gdzie dzieciaki aż wyrywały się do pytań. U nas z kolei jest odwrotnie, młodzież jest skrępowana albo niezainteresowana. A potem znajdują sobie takich bohaterów jak Janusz Waluś. Morderca, który w RPA odsiaduje dożywotni wyrok. Na stadionach wciąż wznosi się flagi z jego wizerunkiem i okrzyki poparcia dla niego. Kierując się normami społecznymi, nie powinniśmy wcale dyskutować o tym, czy pospolity morderca słusznie odsiaduje wyrok, czy nie.

Autor: S. Czerczak

Źródło: Facebook.com / Stanisław Czerczak i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Pol&Rock 2019.

Powinno mówić się o tym na lekcjach historii?

Oczywiście, bo młodzież jej nie zna, więc łatwo poddaje się fascynacji bohaterami, którzy niekoniecznie pięknie zapisali się w historii. Wtedy łatwo o mitologizację historii i zawłaszczenia, nawet paradoksalne, jak przejęcie symboli Polski Walczącej przez ruchy nacjonalistyczne.

Jest to jeszcze łatwiejsze w warunkach brutalnej walki politycznej. W Polsce trudno mówić o budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Czy to z jednej, czy z drugiej strony, politycy bardziej nas dzielą, niż łączą. Zamiast proponować konstruktywne działania, stosują zasadę "dziel i rządź". Retoryka jest taka, że albo jesteś zdrajcą ojczyzny, albo oszołomem. Zatraciliśmy zdolność dyskutowania ze sobą. Przekłada się to na młodych ludzi, którzy przesiąkają tą atmosferą, a potem podążają za głosem liderów.

Można być radykałem tylko w słowach? Czy prędzej czy później przechodzi się do czynów?

Zawsze konsekwencją mowy nienawiści, dehumanizacji pewnych grup społecznych, są akty terroru i przemocy. Znamy już tego następstwa, takie jak morderstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Słowa, które wygłaszał Stefan W., to były hasła stricte polityczne, uderzające w jedną grupę polityczną i to na nie się powołując dokonano mordu.

Po tej tragedii prezydenci wielu miast zapowiadali, że wprowadzą lekcje na temat mowy nienawiści, przeciwdziałania radykalizmowi…

...a w większości przypadków skończyło się na pojedynczych akcjach.

W takich lekcjach brałem udział i 10 lat temu i teraz. Nie zauważyłem, aby pojawiało się ich więcej.

Ale robi pan dużo, żeby były powszechne.

Założyłem fundację CODEX z własnych pieniędzy i widzę zainteresowanie szkół mówieniem o zagrożeniach radykalizmu, ale one często nie mają środków na zorganizowanie takich lekcji. Jeśli się na to decydują, to głównie za sprawą pieniędzy z komitetu rodzicielskiego. A są potrzebne takie spotkania zarówno dla młodzieży, jak i pedagogów. Jest wiele organizacji pozarządowych, które poruszają te tematy, ale wciąż czekam na systemowe rozwiązanie problemu.

Szkoli pan też policjantów.

Prowadziłem niedawno szkolenie dla policji z województwa lubuskiego. Byli na nim przedstawiciele wszystkich komend powiatowych. Na pytanie, do ilu przestępstw popełnionych na tle nienawiści doszło w zeszłym roku, nie potrafili odpowiedzieć. Nie odnotowali ich wcale. Nie mieli świadomości, że w ogóle do nich dochodzi, więc kwalifikowali je jako pospolite przestępstwa. Bardzo chciałbym mieszkać w województwie, w którym nie występują żadne przestępstwa na tle homofobicznym, ksenofobicznym czy rasistowskim, ale to niemożliwe.

Autor: Arch. S. Czerczak

Źródło: Archiwum prywatne / Konferencja członków międzynarodowej grupy Exit.

Czyli policja nie stosuje się do przepisów?

Mamy artykuł 13 Konstytucji RP i przepisy 2.5. 6 i 2.5.7 Kodeksu karnego, ale te przepisy w rzeczywistości są martwe. Służby mundurowe dysponowały do 2015 r. podręcznikiem dotyczącym symboli nienawiści.

Tak, żeby wchodząc do domu przestępcy i widząc plakat z krzyżem celtyckim, mieli świadomość, że mają do czynienia z osobą radykalizującą się, posiadającą treści zabronione. Po dojściu do władzy PiS-u, po interpelacji posła Andruszkiewicza, ten podręcznik został wycofany.

Zawsze z zazdrością wracam z konferencji zagranicznych, bo tam na zachodzie mają już świadomość problemu z radykalizmem islamskim, skrajnie prawicowym, a my cały czas zastanawiamy się nad postawieniem tej diagnozy. Gdy spotykamy się przy Komisji Europejskiej, z zagranicy przyjeżdżają ministrowie spraw wewnętrznych, przedstawiciele policji i innych służb. Od nas jestem ja i osoby z organizacji pozarządowych.

Jednak zmiany prawne też by się przydały. Przepisy dotyczące nawoływania do nienawiści nie obejmują kwestii orientacji seksualnej. Dlatego sprawa "tęczowej zarazy" została umorzona.

Byłem w tym roku na pierwszym w moim mieście, Gorzowie Wielkopolskim, Marszu Równości. Leciały wyzwiska i jajka, podczas gdy ludzie chcący w radosnej atmosferze podkreślić swoją walkę o równe prawa musieli iść otoczeni kordonem policjantów w pełnym rynsztunku. Obserwując doniesienia z innych marszy, widziałem tysiące ludzi, którzy mieli pianę na ustach, ziejących nienawiścią. Czy to nie powinien być sygnał dla rządzących, że mamy poważny problem z utrzymaniem demokracji?

Jeszcze 20 lat temu przynależność do skrajnych ruchów była powodem do wstydu. Nikt nie eksponował koszulek z zakazanymi symbolami. Jeśli odbywały się niszowe marsze faszystowskie, to ludzie zakrywali na nich twarze. Wtedy chyba bardziej pamiętano, do czego doprowadziły skrajne ideologie w naszym kraju. Teraz dzięki internetowi ci radykałowie przekonali się, że nie jest ich tylko garstka, są tysiące i to rozwiązało im języki.

Panu jednak udało się opuścić to środowisko. Jak do tego doszło?

Pod wpływem pewnej znajomości. To jest tak, że poznając drugiego człowieka albo można się zradykalizować, tak jak było w przypadku mojego spotkania z subkulturą skinheadowsko-pseudokibicowską, albo z tego wyjść. U mnie stało się to pod wpływem miłości. Moja ówczesna dziewczyna dostrzegła we mnie coś więcej niż emblematy i postawiła mi ultimatum.

Autor: Arch. S. Czerczak

Źródło: Facebook.com / Stanisław Czerczak i Karen Winther, reżyserka filmu dokumentu "Exit".

Miłość lekiem na całe zło.

Tak naprawdę w którymś momencie te jednakowe mundurki, płytkość muzyki, ciasne horyzonty myślenia zaczęły mnie przerastać. Jak tu się buntować i być indywidualistą, kiedy oczekuje się od ciebie schematycznego działania? Po 4 latach zaangażowania chciałem ten ruch zostawić i potrzebowałem do tego impulsu.

Spotyka pan dawnych kolegów?

Jak obserwuję losy osób, które mi wówczas towarzyszyły, to albo oni są nadal w tym ruchu i są jeszcze bardziej zradykalizowani, poszli do polityki albo siedzą w więzieniach. Są też tacy, którzy wstydzą się tej przeszłości. Zajęło mi kilkanaście lat, aby stanąć przed lustrem, przyznać się przed sobą, kim byłem, jakie błędy popełniałem i zaakceptować to.

Dawni gorzowscy policjanci mają do pana zaufanie?

Mam kolegę Roberta Ostropolskiego, który jako policjant w latach 90. ścigał mnie za przestępstwa z nienawiści, a teraz przyjaźnimy się i wspólnie działamy w fundacji.

Jak pomóc osobie, która chce wyjść z radykalnej grupy?

Przede wszystkim wykazać się otwartością. Ja się z nią nie spotkałem, również ze strony środowisk liberalno-demokratycznych. Jak chciałem działać społecznie, to przez długi czas czułem się jak trędowaty. W teorii ci ludzie powinni być otwarci, ale wielu uważa, że rasiści i homofobi to przestępcy, a z przestępcami się nie rozmawia.

To kto ma rozmawiać z takimi pogubionymi, młodymi ludźmi?

Często poświęcam swój wolny czas, który mógłbym spędzić z rodziną, na rozmowy z radykalną młodzieżą i ich rodzicami. Ostatnio koresponduję z chłopakiem, który podsyła mi różne artykuły. Jeden był o teoriach spiskowych związanych z lekami. Gdzieś tam doczytałem się, że słowiańskim sposobem na wysoki poziom cukru jest picie morwy białej. Poszedłem do apteki, kupiłem tę morwę i spróbowałem. Na WhatsAppie wysłałem temu chłopakowi zdjęcie mojego zakupu i pokazałem, że coś dla siebie wyciągnąłem z treści, które mi przesyła. Oczywiście dodałem, że co do innych tez to będę z nim polemizować, ale już zawarliśmy nić porozumienia.

Sprawdzonych, precyzyjnych porad nie ma?

Należę do organizacji Life After Hate, zrzeszającej byłych radykałów z całego świata. W ten sposób poznałem Sammy’ego Rangela, który należał do gangu latynoskiego i spędził 9 lat w więzieniu za przestępstwa na tle nienawiści. Bazując na 12 krokach dla anonimowych alkoholików, tworzy teraz taką książkę dla byłych ekstremistów. Czyli analogicznie, jeśli chcesz to rzucić, najlepszym drogowskazem będzie dla ciebie osoba, która sama przez to przeszła i udało jej się z tym wygrać.

Zależy mi na zbudowaniu grupy wsparcia dla takich osób, bo oni mierzą się z szykanami swojego byłego środowiska oraz brakiem akceptacji z nowego. Takich chłopaków jak ja jest w Polsce wielu, ale tylko ja mówię o tym publicznie. A przecież, czerpiąc ze swoich doświadczeń, mogliby pomóc innym.

Kim pan jest dla dawnych znajomych?

Jestem "zdrajcą ojczyzny" i nie daje mi się prawa do nazywania się patriotą. Choć działam z myślą, że robię to dla moich dzieci, żeby żyły w bardziej otwartym, lepszym kraju.

Stanisław Czerczak jako uczeń renomowanego gorzowskiego liceum dołączył do nacjonalistycznych skinheadów. Prześladował rówieśników wyglądających i myślących inaczej. Uczestniczył w jednym z pierwszych skrajnie prawicowych marszów niepodległości w Warszawie. Wychodzenie z tego środowiska i akceptacja swojej przeszłości zajęła mu kilkanaście lat. Powołał fundację CODEX, której misją jest wskazywanie drogi wyjścia z ekstremizmu. Należy do międzynarodowego zrzeszenia byłych radykałów Life After Hate oraz sieci przeciwdziałającej radykalizmowi RAN przy Komisji Europejskiej. Szkoli młodzież, nauczycieli i służby mundurowe, jak rozpoznawać zagrożenia ekstremizmem.