Agnieszka Mazur-Puchała , 21 stycznia 2021

"Się zgubili". Młodzież zadławiona samotnością

Depresja, zdjęcie ilustracyjne / fot. Fairfax Media, Getty Images

Paweł zaczął się okaleczać. Amelia ugrzęzła w domu z ojcem-pijakiem. Oliwier zrozumiał, że jego ojciec to dla niego obcy człowiek. Tylko Klaudia może liczyć na rodziców i stara się szukać w izolacji jakichś jasnych stron. Jest jednak coś, co łączy całą czwórkę: nie boją się koronawirusa, rozpaczliwie szukają bliskości, a samotność ich przeraża.

W statystykach nie zobaczymy ich historii. Będą po prostu jednymi z przypadków, które posłużą analitykom do zobrazowania sytuacji polskich nastolatków w czasie pandemii.

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Matki i Dziecka podczas pierwszego lockdownu wynika, że tylko 25 proc. nastolatków boi się zakażenia COVID-19. Dla 75 proc. największym problemem jest brak kontaktu z rówieśnikami. 60 proc. doskwiera nuda.

Za tymi badaniami szły kolejne. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę ustaliła, że 27 proc. w czasie lockdownu doświadcza przemocy domowej, a 9 proc. nie ma do kogo zwrócić się po pomoc.

Badania prowadzone przez psychologów i studentów Dolnośląskiej Szkoły Wyższej wykazały, że 44 proc. nastolatków ma objawy depresji.

Dla 75 proc. młodzieży największym problemem jest brak kontaktu z rówieśnikami. Młodzi chcieliby wrócić do szkoły nawet w maskach. Zdjęcie ilustracyjne

Dla 75 proc. młodzieży największym problemem jest brak kontaktu z rówieśnikami. Młodzi chcieliby wrócić do szkoły nawet w maskach. Zdjęcie ilustracyjne

Autor: Stefano Guidi

Źródło: Getty Images

W listopadzie Centrum Cyfrowe opublikowało statystyki dotyczące zdalnego nauczania. Okazało się, że około 50 proc. uczniów gdzieś "się zgubiło" - nie pojawiają się na lekcjach online. Tłumaczą to brakiem zasięgu, sprzętu, ale też brakiem motywacji. Wypadli z systemu.

Paweł: "Zadławiłem się samotnością"

Wczesne popołudnie. Mieszkanie okupuje pięciu kumpli – od czasu zamknięcia szkół to dla wielu nastolatków rzadka sytuacja, niemal święto. Paweł, wpatrzony w sufit, leży przed kominkiem. Dyktuje kumplom kolejne zdania zaległej rozprawki. Temat: "Miłość – źródło szczęścia czy rozpaczy".
Chłopak jest specem od "Cierpień młodego Wertera" i literatury romantycznej. Ma to coś, mityczne "lekkie pióro" - bez problemu znajduje ujmujące metafory i poetycznie skonstruowane zdania.

Bój o skończenie rozprawki 15-letni licealiści przerywają co kilkanaście minut wyjściem na balkon. Sztach marihuany ma podnieść ich elokwencję albo po prostu uspokoić.

Rozprawka skończona. Paweł wraca do domu i znów jest sam.

Wtedy trudno rozpoznać w nim Pawła sprzed kilkunastu minut – jednego z najlepszych uczniów najlepszego liceum w mieście. Widać zagubionego chłopaka, co rusz odgarniającego długie włosy wpadające mu do oczu.

Scenariusz rozprawki na jego temat wyglądałby tak: wychowuje się bez ojca, pije, pali, okalecza się.

- Teraz wszyscy przypalają – zaznacza szybko. – Zacząłem rok temu, bo uznałem, że to fajna alternatywa dla alkoholu. Liczyłem, że to mi pomoże wygrzebać się z dołka, ale nie pomaga.

- Brak ojca, prawie kompletna izolacja od blisko roku – wylicza główne powody. – Zresztą jeszcze przed pandemią ograniczyłem kontakty z własnej woli. Chciałem być sam, ale kiedy przyszedł wirus, zadławiłem się tą samotnością. Nie było dnia bez okaleczania się, płaczu albo picia bimbru po kryjomu.

Próbował znaleźć sobie dziewczynę, ale okazało się to trudniejsze, niż sądził.

- Totalnie nie wyszło – mówi. – Pewnie zdecydowało to, że 99 proc. kontaktu mieliśmy przez komunikatory, bo poznaliśmy się w szkole dzień przed lockdownem. Potem praktycznie nie spotykaliśmy się na żywo. W sumie trochę pogadaliśmy i tyle.

Zastanawia się, czy gdyby udało mu się utrzymać związek, to zmieniłoby coś w jego życiu.

- Czy byłoby mi lżej? Pewnie tak, ale niezbyt długo – analizuje. – Później pewnie bym się przyzwyczaił i wolałbym być singlem. Wiem też, że jestem trudny i zbyt długo nie da się ze mną wytrzymać. Ale fajnie było pomyśleć przez chwilę, że mam dziewczynę.

Paweł nie boi się wirusa: - Obchodził mnie tylko wtedy, gdy mieszkałem z dziadkami. Teraz gdy jestem sam z mamą, mam to totalnie gdzieś.

Siłę powinna dać rodzina

Czy lockdown, odosobnienie i zdalna nauka może zostawić trwały ślad na pokoleniu czasu koronawirusa?

Joanna Godecka, psychoterapeutka, współautorka poradnika dla pracowników młodzieżowych "Stres. Jak o nim rozmawiać i jak go niwelować" będącego częścią projektu "Improve the Youth" uważa, że to zależy od perspektywy, z której będziemy patrzeć.

- Skutki mogą być pozytywne i negatywne. Jeśli nastawimy się na pierwszy wariant, możemy mówić o większej elastyczności – uważa Godecka. - W sumie wiele osób narzeka na model szkoły, a nauczanie zdalne kładzie większy nacisk na samokształcenie. Może więc ono uczyć większej odpowiedzialności, zaradności. Część młodzieży, w tym na przykład mój nastoletni siostrzeniec, twierdzi, że nauczanie zdalne pozwoliło im uczyć się w sposób bardziej efektywny.

Duża część dzieci i młodzieży nie widziała się ze swoimi dziadkami i babciami nawet podczas świąt. Zdjęcie ilustracyjne

Duża część dzieci i młodzieży nie widziała się ze swoimi dziadkami i babciami nawet podczas świąt. Zdjęcie ilustracyjne

Autor: Majdi Fathi

Źródło: Getty Images

Według Joanny Godeckiej tak zwane trudne czasy zawsze niosą w sobie potencjał: weryfikację systemu wartości.

- Rozróżniamy wtedy łatwiej to, co powierzchowne i to, co prawdziwe. Doceniamy to, co utraciliśmy, więc lepiej o to dbamy w przyszłości. Uświadamiamy sobie, że życie bywa nieprzewidywalne, co sprzyja zachowywaniu otwartości umysłu – mówi terapeutka.

Drugą stroną medalu jest uruchomienie lęku z jego obsesjami, czyli myślenie: nie mam na nic wpływu, wszystko mogę stracić, nie warto się angażować, świat nie ma sensu. Jak wiemy, psychika nastolatka nie jest w pełni stabilna, gdyż dojrzewanie to czas silnych emocji i skrajności.

- Bardzo ważna jest więc w takich sytuacjach dobra relacja z rodzicami lub z inną osobą, która pomoże w uzyskaniu korzystnej perspektywy, konstruktywnej ścieżki myślenia. Jeśli brak takiej osoby lub też sami rodzice prezentują lękowy model doświadczenia pandemii, sytuacja może się wiązać z dużym obciążeniem – zaznacza Joanna Godecka.

Amelia: "Czasem łączę się z łazienki"

Ciemny warkocz, twarz bez cienia makijażu - Amelia nie rzuca się w oczy. O sobie mówi, że "była wpadką", gdy mama chodziła do klasy maturalnej. W tym roku i ona zdaje maturę. Już wie, że zaraz po niej ucieknie z domu.

- Chcę się stąd wyrwać raz na zawsze – podkreśla twardo. – Będę studiować w Krakowie psychologię lub dziennikarstwo. Jakichś świetnych wyników na maturze raczej nie będę mieć, ale się staram.

Jej postanowienie wiąże się z sytuacją w domu, w którym już dawno nie dzieje się dobrze. Ojciec pije, a gdy się wstawi, dochodzi do rękoczynów.
- Na mnie jeszcze ręki nie podniósł ręki, ale mamę czasem szarpie – mówi Amelia. – Oni się tak schodzą i rozchodzą od lat. Ojciec zrobi jazdę, mama go wyrzuca. On przeprasza, ona mu wybacza. Przez chwilę jest wspaniałym mężem i tatusiem. A potem znów to samo.

Od marca sytuacja w domu maturzystki stała się jeszcze trudniejsza.

- Mama straciła pracę przez COVID i jest cały czas w domu – opowiada Amelia. – Teraz to ojciec przynosi pieniądze, czyli nie można go już wyrzucać. Przy pierwszym lockdownie zrobiła się u nas prawdziwa masakra. Ciągle się kłócili, rzucali w siebie, czym popadło. Mnie też się obrywało wyzwiskami. W sumie to i od mamy, i od ojca.

Amelia boi się nie tylko przemocy. Dla niej problemem są też lekcje online.

- Muszę włączać kamerę, a przynajmniej mikrofon – mówi. – Koleżanki i koledzy mogli zobaczyć, jak mieszkam. Potwornie się tego wstydzę. Poprosiłam wychowawczynię, żebym nie musiała się już pokazywać. Szybko okazało się, że muszę wyciszać też mikrofon, bo ojciec zaczynał się drzeć. Czasem łączyłam się z łazienki, którą mogę zamknąć.

To niewiele pomogło i dziewczyna zaczęła udawać, że nie ma zasięgu, wreszcie przestała się pojawiać na lekcjach. Nauki nie ignoruje, po prostu uczy się eksternistycznie – na własną rękę, z internetem. Tak jest jej łatwiej, a na pewno czuje się bezpieczniej.

Z jednym nie potrafi sobie poradzić. To samotność.

- Nie mam chłopaka i raczej się na to nie zanosi – wyznaje. – Jestem na kilku portalach i szukam online, ale średnio mi to wychodzi. Do tego nie mam za bardzo kontaktu z koleżankami. Rodzice mojej jedynej przyjaciółki nie pozwalają jej się ze mną spotykać, bo boją się wirusa.

Ostatnią osobą, która była ostoją dla Amelii, jest babcia. Właściwie była, bo choć dziewczyna sama nie boi się COVID-19, to boi się go babcia.
- Jest mi strasznie przykro, że się z nią nie spotykam. Tam było tak rodzinnie, spokojnie. W tym roku nawet na święta jej nie odwiedziliśmy. Nie byłam u niej również w ferie – mówi Amelia. – Wytrzymam jeszcze te kilka miesięcy do matury. Muszę.

Nowy rodzaj przemocy

Terapeutka Joanna Godecka wskazywała na ważną rolę najbliższych, którzy mogą pomóc dzieciom i młodzieży w przetrwaniu kryzysu. Ilość tych, którzy nie znajdują takiego wsparcia, jest zaskakująco duża. Im pozostają telefony zaufania.

- Od początku pandemii potrzeba kontaktu ze strony dzieci i młodzieży jest większa, co zauważamy po wiadomościach – mówi Michalina Kulczykowska, ekspertka z telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży. - W kwietniu i maju mieliśmy dwa razy więcej takich zgłoszeń niż przed lockdownem. Do końca roku ta liczba wzrosła prawie o 3000 wiadomości. W 2020 roku dostaliśmy ich 12 525.

Kulczykowska wskazuje, że konsultantów jest zbyt niewielu, dlatego są w stanie odebrać tylko niewielki procent połączeń, a już na pewno nie większość. Tymczasem telefon dzwoni cały czas.

W listopadzie Centrum Cyfrowe opublikowało statystyki dotyczące zdalnego nauczania. Okazało się, że około 50 proc. uczniów gdzieś „się zgubiło” - nie pojawiają się na lekcjach online. Zdjęcie ilustracyjne

W listopadzie Centrum Cyfrowe opublikowało statystyki dotyczące zdalnego nauczania. Okazało się, że około 50 proc. uczniów gdzieś „się zgubiło” - nie pojawiają się na lekcjach online. Zdjęcie ilustracyjne

Autor: Ali Jadallah

Źródło: Getty Images

- Tak w wiadomościach, jak i w rozmowach telefonicznych motywem przewodnim było szeroko pojęte zdrowie psychiczne. Problemem był obniżony nastrój, depresja, ale też kwestia kontaktu ze specjalistą – mówi ekspertka. - W tym ostatnim przypadku chodzi o to, że młode osoby nie są w stałym kontakcie z psychiatrą czy terapeutą dlatego, że rodzice się na to nie zgadzają, nie ma terminów, ale też przez niechęć dziecka czy nastolatka do takiej formy kontaktu.

Według Michaliny Kulczykowskiej drugim powodem zgłoszeń jest przemoc. Domowa, ale też rówieśnicza i seksualna.

- W 2020 roku przemoc rówieśnicza zmieniła charakter. Trzeba pamiętać, że dla nastolatków świat wirtualny jest tak samo ważny jak ten realny. Lekcje zdalne i czaty były miejscem, gdzie rozgrywała się przemoc – wskazuje. - Mówię tu na przykład o przerabianiu zdjęć czy publikowaniu filmów. To z kolei prowadziło do strachu przed włączeniem kamerki.

Oliwier: "Udawaliśmy, że nas nie ma"

Na pierwszy rzut oka Oliwier to nastolatek wyluzowany, pewny siebie i zadowolony z życia. Pozory. Mieszka z rodzicami i 10-letnim bratem. Przed pandemią wydawało mu się, że relacje w rodzinie układają się poprawnie. Lockdown pokazał, że tak nie jest.

- Pogorszyły mi się relacje z tatą – przyznaje. – Zaczął mi dyktować, co mam robić, a czego nie. Żadne dyskusje nie pomagały – mówi Oliwier. Dopiero teraz zauważył, że gdy tylko ojciec jest w domu, zaczyna panować dziwna atmosfera.

Poznałem świetnych ludzi. Ledwie po raz pierwszy poczułem się przy kimś dobrze, a już zamknięto szkoły. Trudno może uwierzyć, ale tęsknię za normalnymi lekcjami

- Każdy zamykał się w swoim kącie. Udawaliśmy, że nas nie ma. Nie czułem się tam dobrze, a to bardzo negatywnie wpływało na moją psychikę – ocenia. – Z ojcem praktycznie już nie rozmawiamy. A ja potrzebuję teraz przy sobie takiego kogoś, kim on mógłby dla mnie być, ale nie jest.

W podstawówce Oliwier był gnębiony przez rówieśników. Jak mówi, tamta szkoła była dla niego piekłem. Teraz jest w pierwszej klasie liceum.

- Poznałem świetnych ludzi. Ledwie po raz pierwszy poczułem się przy kimś dobrze, a już zamknięto szkoły. Trudno może uwierzyć, ale tęsknię za normalnymi lekcjami – mówi Oliwer. – Do lekcji online mam za mało samodyscypliny i motywacji, żeby się uczyć.

Nastolatek ma jeszcze czas, żeby zdecydować, co chce robić w życiu. Mówi tylko, że ogólnie chciałby robić coś związanego z muzyką.

Dziś najbardziej brakuje mu wolności. Tego, żeby mógł wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi i spędzać z nimi czas bez łamania przy tym prawa: - W momencie największych obostrzeń potajemnie spotykaliśmy się z dwoma kolegami. Nie baliśmy się. Zresztą, ja w masce chodzę tylko tam, gdzie wiem, że nie dostanę upomnienia lub mandatu.

Klaudia: "Mam ambitne plany"

Blond włosy, intensywnie błękitne oczy i przekonanie, że wszystko jej się w życiu ułoży – to 14-letnia licealistka Klaudia. Sprawia wrażenie przedsiębiorczej i otwartej. Poukładana i bardzo towarzyska. Lubi się uczyć.

- Odkąd jestem w liceum, mocno się do tego przykładam – zaznacza dziewczyna. – Jestem w klasie z rozszerzoną biologią, polskim i angielskim. Chcę jeszcze zdawać rozszerzoną historię. Zależy mi, żeby mieć dużo możliwości, a rozważam studia na psychologii lub prawie.

- Myślą o prawie "zaraziła" mnie babcia, która pracowała w sądzie – zdradza Klaudia. – To jest interesujące. Te wszystkie tajemnice do rozwikłania, poznawanie spraw. I można przy tym pomagać ludziom, a to dla mnie ważne.

W przeciwieństwie do większości rówieśników Klaudia stara się być uczciwa podczas zajęć online.

- Rodzice powtarzali mi, że nauka jest dla mnie, a nie dla nich czy nauczycieli – mówi. – To, czego się nauczę, zostanie. Od kilku lat uczę się też sama. Dla siebie, bo mam ambitne plany. Na lekcjach online też nie ściągam. Matematyka i fizyka idą mi gorzej, ale tu też działam sama.

Podstawówkę kończyła w trakcie pandemii. Nie miała możliwości, żeby pożegnać się z klasą i szkołą - zakończenie odbyło się w ścisłym reżimie sanitarnym. Liceum rozpoczęła w zupełnie inny sposób.

- Tu wszystko było fantastyczne. Gdy pojawiła się lista osób przyjętych do naszej klasy, zrobiliśmy sobie grupę na Facebooku i zaczęliśmy się spotykać – śmieje się Klaudia i konspiracyjnie ścisza głos:

- Staram się raz na jakiś czas spotykać z przyjaciółkami. Jeździmy do siebie i rozmawiamy o szkole i znajomych. Zdarza się, że nocujemy u siebie. W tygodniu skupiam się na nauce, bo jest jej dużo, ale umiem to pogodzić i w sobotę czy niedzielę mam dla nich czas. Dzięki temu mam też luz, nie siedzę ciągle przy biurku.

Dziewczyna przyznaje, że jej mama na początku pandemii bardzo się bała, że Klaudia i jej rok starsza siostra, zachorują.

- Wtedy nikt nie wiedział, jaki będzie ten wirus. Oboje z tatą wytłumaczyli nam, co robić. Że wysiadając z autobusu, trzeba odkazić ręce, że trzeba nosić maseczkę. Obie z siostrą się do tego stosujemy. Rodzice rozumieli też, jak ważny jest dla nas kontakt z przyjaciółmi – mówi Klaudia.

Świat Klaudii jest więc dobrze poukładany, ale nawet ona w ostatnich miesiącach odczuwała dyskomfort.

- Podczas pierwszego lockdownu najbardziej bolało mnie to, że zamknięte były parki i kina – wspomina. – Teraz też nie mogę iść z przyjaciółmi do kawiarni i pogadać. Najbardziej tęsknię za spotkaniami ze znajomymi czy rodziną w większych grupach.


Pandemia niczym walec przejechała po świecie, który znaliśmy. W przypadku nastolatków ta rewolucja może mieć katastrofalne skutki. Niezależnie od wychowania, sytuacji rodzinnej, statusu społecznego. To grupa, której rozwój został właśnie poważnie zaburzony, a światełko w tunelu wcale nie majaczy gdzieś w oddali. Telefon zaufania dzwoni non stop. Dwa razy dziennie do domu jednego z młodych ludzi wysyła się radiowóz na sygnale, bo nastolatek chce odebrać sobie życie.

Jeśli jesteś nastolatkiem i masz jakiś problem, nie bój się prosić o pomoc. 116 111 – to numer telefonu zaufania czynnego całą dobę. Możesz też wysłać maila za pośrednictwem formularza dostępnego na stronie 116111.pl. Nie jesteś sam. Są ludzie, którzy ci pomogą.