Zaraz po kacie
Pamiętam zabójcę taksówkarza. Nie wyrywał się, nie krzyczał. Gdy pisał do matki list pożegnalny, nawet mu ręka nie zadrżała. Skończył, wstał, krzesło do stolika przysunął. Pod sznur poszedł w całkowitym spokoju. Opaska na oczach, pętla na szyi. Dźwięk otwieranej zapadni. Miałem podstawową zasadę: nie rozmawiałem w domu o pracy. Swojej rodzinie do dziś się nie przyznałem, że byłem przy wykonywaniu wyroków śmierci.
Paweł Kapusta