Dotarli do przełęczy. W morzu śniegu nie odnaleźli tropu, który podpowiedziałby im położenie ciał. Ksiądz wbił w śnieg czekan, który teraz służył jako krzyż. Odprawił mszę. Wszyscy na chwilę spojrzeli w górę. Z wysokiej skały zwisała tylko zerwana lina poręczowa.