W stoczni musiałyśmy śrubować normy. Do dziś mam azbest w płucach
W stoczni, kochanie, zaczęłam pracować w 1962 roku. Fajna to była robota, ale ciężka – powiedziała mi Halina. Razem z mężem przed laty pracowała w Stoczni Gdańskiej. Podobnie jak setek innych kobiet, które tam harowały, i jej historia mogłaby łatwo przepaść. Sprzątały, projektowały, spawały, pracowały w magazynach i przy wykończeniu statków. Wdychały azbest, chorowały, rodziły praktycznie na wydziałach. Dziś dla wielu mogą być prawdziwymi bohaterkami.