Podnoszę wzrok znad ziemi powyżej pustaka numer pięć i widzę mozaikę płacht ledwo trzymających się na drewnianych żerdziach. To namiot 41-letniej Nahnad, jeden z wielu na górskim pograniczu Syrii i Libanu. Nie przypomina domu, bo przypominać nie może. Musi być tymczasowy.