Teatrzyk Telewizji
Seks, władza, pieniądze, ludzki dramat – to podobno przepis na hitowe przedstawienie. W piątkowy wieczór zaserwowano nam spektakl, który z wyjątkiem seksu, zawierał pozostałe elementy. Nie pomogła doborowa obsada – prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki. Spektakl był klapą.
Nie zamierzam pastwić się nad aktorami - wszak przekonująco wytłumaczyć, że w partyjną telewizję państwo pakuje blisko 2 mld złotych, to wyzwanie, któremu nikt by nie sprostał. Chwała bohaterom wieczoru, że w ogóle spróbowali.
Ba, szczególnie jeden z nich obiecywał nawet więcej, niż mogliśmy się początkowo spodziewać. Tak należałoby odczytać to, że prezydent wspomniał, że podpisze ustawę pod pewnymi warunkami.
A że potem nie dowiedzieliśmy się o nich niczego więcej? Nieważne.
Kurski ukradł Dudzie rolę
Zamiast tego usłyszeliśmy frazesy o informowaniu Polaków. O tym, że telewizja jest ważna. A ważna jest, bo jest ważna. Że poznajemy dzięki niej folklor regionów, a tego folkloru nie poznalibyśmy, gdyby nie pokazała go nam telewizja. Tak samo, jak bez telewizji nie byłoby Teatru Telewizji.
I tak w koło Macieju. Mało treści, wiele słów.
O tym, że telewizja robi kampanię kandydatowi Andrzejowi Dudzie, nie usłyszeliśmy od prezydenta Andrzeja Dudy. To bynajmniej nie przez niedopatrzenie.
Ten fragment roli zakosił bezwstydnie głowie państwa aktor, który zaszczytu wejścia na scenę nie dostąpił, ale jego duch wyraźnie się nad nią unosił. Chodzi o prezesa TVP Jacka Kurskiego.
Zanim podniosła się kurtyna przypomniał w liście do prezydenta, że to dzięki telewizji Polacy wiedzą, co w ogóle robi Andrzej Duda. Gdyby nie TVP to żadna inna stacja by tego nie zrobiła.
Przekaz jasny – wyskakuj prezydencie z dwóch miliardów, bo jesteś telewizji coś winien.
Jak już napisałem, Kurski na scenę nie wszedł, ale z niej zejdzie (a w każdym razie podobno ma zejść). To dopiero sztuka. Tak się złożyło, że w ekspresowym tempie Rada Mediów Narodowych przeprowadziła korespondencyjne głosowanie nad odwołaniem prezesa Kurskiego.
Poinformował o jej przewodniczący Krzysztof Czabański, który najwyraźniej przechodził w pobliżu i wpadł do prezydenta, aby ogłosić tę radosną nowinę.
Dlaczego radosną? A dlatego, że prezydenta niepokoi "atmosfera wokół telewizji centralnej, pełna gorących sporów". Z ust Dudy nazwisko Kurskiego nie padło, ale kontekst był więcej, niż jasny.
Nie dowiedzieliśmy się jednak dlaczego Kurski powinien odejść, choć podobno jest doskonałym prezesem. Nie powiedział tego ani prezydent, ani Czabański, ani Mateusz Morawiecki.
Trudno do końca powiedzieć jaką rolę w piątkowy wieczór odgrywał zresztą sam premier.
Z jednej strony ogłosił, że on, niczym magik, znajdzie dodatkowe miliardy na onkologię. Wcześniej opozycja - trzeba zaznaczyć, że populistycznie - zarzucała PiS, że daje na TVP, a nie daje chorym.
Z drugiej premier mógł podtrzymywać na duchu omdlewającego ze strachu prezydenta. Otóż Andrzej Duda w przebłysku śmiałości miał domagać się ustąpienia Kurskiego od samego Jarosława Kaczyńskiego. A teraz zrozumiał swoją zuchwałość i zmiękły mu kolana.
W kupie (Morawiecki za Kurskim również nie przepada) było im raźniej. Oczywiście obydwaj panowie mogą się jeszcze zdziwić.
Czas na jeszcze "lepszą" zmianę
Jacek Kurski, niczym kot ma w zapasie jeszcze kilka politycznych żywotów. I to, że Krzysztof Czabański coś ogłosił (już raz ogłaszał koniec Kurskiego), nie znaczy, że to się naprawdę stanie.
Na pewno za prezesem Kurskim tęsknić będą prawicowi publicyści, którzy tak hojnie korzystają z kasy przeznaczanej przez PiS na partyjną telewizję. Oni nawet nie starają się ukryć, że TVP jest od tego, aby PiS i Duda rządzili przez dekady.
"Nie zmienia się koni w czasie przeprawy przez rzekę" – zauważył wczoraj jeden z prawicowych dziennikarzy w programie "Salon dziennikarski" w TVP Info. Ta przeprawa to oczywiście wybory prezydenckie.
Panowie, spokojnie. Stajnie PiS są pełne "koni" gotowych dać zmianę, o ile to możliwe jeszcze "lepszą", niż ta, którą dał Kurski.
Z dwoma miliardami złotych będzie mu jeszcze łatwiej wystawić pisowski Teatrzyk Telewizji. W repertuarze tylko farsy.