Maciej Okraszewski , 28 listopada 2019

Lot 203. Początek końca narkotykowego bossa

Władzom Kolumbii wydał wojnę totalną. Na jego rozkaz zamordowano setki ludzi. Minęło 30 lat od najbardziej wstrząsającego mordu popełnionego przez Pablo Escobara.

Międzynarodowe lotnisko El Dorado w Bogocie. 27 listopada 1989 roku. Godz. 7.13. W powietrze wzbija się Boeing 727-21 kolumbijskich narodowych linii Avianca. Kierunek – odległe o zaledwie 300 km Cali, drugie po stolicy centrum gospodarcze kraju.

To popularne, kilkudziesięciominutowe połączenie, z którego chętnie korzystają drobni biznesmeni. Wylatują rano, załatwiają sprawy, jedzą lunch z kontrahentami, a wieczorem są z powrotem w domu. Dlatego lot 203 ma niemal komplet.

Od startu mija pięć minut. Samolot jest na wysokości 4 tys. metrów. To wtedy wybucha bomba. W walizce na kolanach trzyma ją młody mężczyzna siedzący na miejscu 18 A lub 18 K.

Mieszkańcy miasta Soacha sąsiadującego od południa z przedmieściami Bogoty widzą przerażający widok. Boening zaczyna dymić i pikować w kierunku ziemi. Dochodzi do kolejnej eksplozji, która jeszcze w powietrzu rozrywa go na cztery części.

Nikt nie przeżył. Ginie 101 pasażerów, 6 członków załogi oraz 3 osoby na ziemi, które zostają trafione odłamkami.
Za ich śmierć odpowiada baron narkotykowy Pablo Escobar - podłożenie bomby to kolumbijski znak firmowy w walce o wpływy i władzę. Bandyta jeszcze o tym nie wie, ale zamach z 27 listopada był dla niego wyrokiem śmierci.

Zamach na 200 tys. ludzi

W Polsce rok 1989 zaczyna się obradami Okrągłego Stołu, a w Kolumbii masakrą 12 pracowników ministerstwa sprawiedliwości.

Za spust pociągają członkowie prawicowych paramilitarnych bojówek. To oni są egzekutorami, ale więźniów oddają w ich ręce gangsterzy z karteli narkotykowych, a na zabójstwo ciche pozwolenie dają wysoko postawieni wojskowi.

Autor: Associated Press/East News

Źródło: East News / Jorge Gaitán był największa nadzieją Kolumbijczyków na normalne życie. Jego zabójstwo w 1948 roku na wiele dekad pogrążyło kraj w przemocy.

To sojusz stworzony naprędce, bo wszystkie te grupy oraz kilka komunistycznych partyzantek, prowadzą ze sobą najdłuższą wojnę domową w Ameryce Łacińskiej. Zamachy stanowią jej nieodłączny element.

Zaczęły się cztery dekady wcześniej, gdy 9 kwietnia 1948 r. zamordowany został Jorge Gaitán, największa nadzieja polityczna kraju. Kolumbia przypominała wtedy pozostawiony na ogniu i przykryty pokrywką garnek z wodą. Kwestią czasu było, aż ciśnienie zrobi swoje.

W miastach rośnie bezrobocie oraz inflacja, a maleją pensje. Na wsi praktycznie cała ziemia jest w rękach kilkudziesięciu najbogatszych rodzin w kraju, a chłopi i ich dzieci głodują. Coraz częściej wybuchają strajki oraz dochodzi do okupacji gospodarstw rolnych. Te ostatnie są krwawo tłumione przez prywatne bojówki.

Sprawę ułatwia im to, że kraj jest pocięty trzema andyjskimi pasmami, brakuje dróg, więc na prowincji aparat państwowy praktycznie nie istnieje, a rządzą lokalni kacykowie.

Nie ma miesiąca bez politycznego zabójstwa.

To w takich okolicznościach Kolumbijczykom objawia się Jorge Gaitán, świetnie wykształcony prawnik, mistrz retoryki. Obiecuje rodakom, że gdy zostanie prezydentem, zaprowadzi porządek nie siłą, tylko poszanowaniem prawa i ludzkiej godności.

Kreśli wizję reform i pojednania narodowego. Na wiecu w Bogocie, wystąpienie przed stutysięcznym tłumem kończy apelem, by zebrani uczcili ofiary morderstw minutą ciszy. W odpowiedzi milczący ludzie powiewają białymi chusteczkami. Wydaje się, że Gaitán zwycięstwo w wyborach ma w kieszeni. Prezydentem jednak nie zostanie.

W kwietniowy dzień spaceruje po stolicy. Za dwie godziny ma zaplanowane spotkanie z młodym kubańskim prawnikiem Fidelem Castro. To wtedy mijający go mężczyzna wyciąga pistolet i oddaje do polityka trzy strzały.

Nie wiadomo czy działał sam, czy z czyjegoś polecenia - zostaje na miejscu zlinczowany przez rozwścieczony tłum.
Gaitán umiera w szpitalu godzinę po zamachu.

W Bogocie wybuchają zamieszki stłumione przez wojsko, a cały kraj błyskawicznie pogrąża się w przemocy, która będzie w następnych latach kosztować życie 200 tys. Kolumbijczyków.
Wraz ze śmiercią Gaitána, w Kolumbii na dziesięciolecia umiera marzenie o spokoju.

Kolumbijski Janosik

W tej atmosferze dorasta Pablo Escobar, który przychodzi na świat niespełna rok po morderstwie polityka.

Jego rodzinne Medellín leży o 400 metrów wyżej niż polskie Zakopane. Cała okolica jest górzysta, trudno dostępna. Idealna dla bandytów, którzy w latach 50. grasują na miejscowych szlakach.

Choć przodują w okrucieństwie, to nie podporządkowują się ani komunistycznym partyzantom ani bojówkom opłacanym przez lokalne elity finansowe. Szybko zyskują więc sympatię przeciętnych Kolumbijczyków.

Autor: Martin Specht

Źródło: Forum / Karta zdrowia Pablo Escobara z 1971 roku. To jedno z najwcześniejszych zdjęć późniejszego bossa kartelu z Medellín.

Tak, jak u nas żywa jest legenda o Janosiku, tak pod szczytami, z których widać Medellín, wciąż opowiada się historyjki o bohaterach żyjących poza prawem. Gdy najsłynniejszy z nich Desquite (pol. "Odwet") ginie w potyczce z wojskowymi, utwór poświęca mu wybitny poeta Gonzalo Arango.

Przesiąknięty takimi opowieściami Escobar ma za nic instytucje państwowe. W biednej Kolumbii sytuacja jego rodziny nie wydaje się zła - ojciec z powodzeniem prowadzi małe gospodarstwo rolne, a matka ma stałą pensję jako nauczycielka. Ale nastoletni Pablo chce żyć jak osławieni przestępcy. Rzuca liceum i zaczyna utrzymywać się z kradzieży samochodów oraz handlu przemycanymi papierosami.

Przez kilka miesięcy spędzonych w lokalnym areszcie wyrabia sobie kontakty z całym lokalnym półświatkiem, a po wyjściu na wolność pnie się w górę. Organizuje porwania dla okupu i odbiera długi. Pracuje również na zlecenie innych gangsterów, a dla nastraszenia bardziej opornych, Escobar regularnie każe kogoś mordować. Życie innego człowieka przestaje mieć dla niego większe znaczenie. O lokalnym bandycie, świat usłyszy w połowie lat 70.

To wtedy Amerykanie zakochują się w kokainie produkowanej z rośliny rosnącej jedynie w Boliwii, Peru oraz Kolumbii.

Przestępcy z Medellín mają już doświadczenie w przemycie marihuany, teraz przerzucają się na dający dużo większy zarobek biały proszek.

Escobar wraz z kompanami tworzą kartel, niejedyny w kraju, ale działający z największym rozmachem. Eksport kokainy rośnie w takim tempie, że w połowie lat 80. gangsterzy nie wiedzą, co robić z pieniędzmi, a podczas transakcji liczą gotówkę w kilogramach.

W hacienda Nápolés, swoim ulubionym ranczu położonym ok. 150 km na wschód od Medellín, Escobar zakłada prywatne zoo, gdzie sprowadza między innymi hipopotamy. Ułamek swojej fortuny przeznacza jednak na pomoc ludziom z najbiedniejszych dzielnic Medellín. Buduje szkoły i boiska, a w zamian oczekuje poparcia i głosów. Dzięki temu w 1982 r. zostaje parlamentarzystą.

Autor: Tony Comiti

Źródło: Getty Images / Pablo Escobar i Jorge Luis Ochoa u szczytu potęgi kartelu.

Bandyta w parlemencie to jednak za dużo - dwa lata później minister sprawiedliwości doprowadza do odebrania Escobarowi fotela oraz immunitetu. Równocześnie nieradzący sobie z problemem narkotyków rząd podpisuje ze Stanami Zjednoczonymi umowę ekstradycyjną.

To ostatnie jest jedynym strachem gangstera. Reaguje w charakterystyczny dla siebie sposób - każe zamordować ministra i ogłasza, że dopóki państwo nie wycofa się z umowy z USA, będzie z nim prowadził otwartą wojnę.

Jej szczyt przypada na rok 1989.

Przerwany lot

W tych samych miesiącach, gdy magazyn "Forbes" klasyfikuje go z majątkiem 30 mld dolarów, jako siódmego najbogatszego człowieka na świecie, Escobar ogłasza 2 mln peso nagrody za każdego zabitego policjanta - życie straci z tego powodu 731 funkcjonariuszy.

Autor: MAURICIO DUENAS CASTANEDA

Źródło: Forum / Luis Carlos Galán, wróg Escobara i kandydat na prezydenta Kolumbii został zastrzelony na zlecenie kartelu podczas jednego z przedwyborczych wieców.

Bomby wybuchają tak często, że tradycyjnie lubiący się bawić Kolumbijczycy ze strachu przestają chodzić do barów i restauracji. Mordowani są dziennikarze, księża, prokuratorzy, sędziowie i politycy.

W lipcu samochód gubernatora departamentu Antioquia, którego stolicą jest Medellín, zostaje wysadzony w powietrze "przez przypadek", bo przestępcy mylą go z limuzyną szefa miejscowej policji, którego zresztą zabijają niedługo później.

W 1989 r. po raz pierwszy w historii żadna kolumbijska drużyna piłkarska nie zdobywa mistrzostwa kraju - rozgrywki zostają odwołane po morderstwie sędziego, który nie uznał gola zdobytego przez Atletico Nacional, zespół, w który Escobar wpompował miliony dolarów.

Podczas toczącej się kampanii prezydenckiej życie w zamachach traci 3 na 5 starających się o stanowisko kandydatów, w tym ten najważniejszy: Luis Carlos Galán.

To pierwszy polityk od czasów Gaitána, który budzi powszechny społeczny zachwyt, w publicznych wystąpieniach naśladuje zresztą jego styl.

Autor: Andrew Burton

Źródło: Getty Images / César Gaviria. To on był celem zamachu z 27 listopada 1989 roku. Kandydat na prezydenta nie wsiadł jednak do samolotu.

To Luis Carlos Galán jako pierwszy odważa się publicznie nazywać Escobara przestępcą jeszcze w czasach, gdy mało kto odważa się go krytykować. Mówi otwarcie o korupcji i powiązaniach osób publicznych z gangsterami. W sondażach Galán ma poparcie 60 proc. wyborców, na spotkaniach oklaskują go tłumy.

W sierpniu bierze udział w wiecu na południu Bogoty - w momencie, gdy wchodzi na podest z podniesionymi w pozdrowieniu rękoma, zamachowcy zaczynają strzelać. Trafiają go pięć razy, umiera tego samego dnia w szpitalu.

Zbrodnia wstrząsa krajem, miejsce Galána natychmiast zajmuje jego współpracownik César Gaviria, który zapowiada realizację wszystkich obietnic poprzednika.

To wtedy Escobar postanawia poradzić sobie z problemem w typowy dla siebie sposób - przez kolejny zamach. Jego ludzie dowiadują się, że polityk ma wykupiony bilet na lot 203 z Bogoty do Cali. Escobar nie waha się ani przez moment.

Zlecenie warte milion dolarów dostaje znany zabójca z Medellín. Kupuje dwa bilety (miejsca 18 A i 18 K) na nazwisko "Santodomingo" - takie samo, jakie nosi ówczesny szef linii Avianca. Bilety są dwa, bo jeden z nich zabójca wręcza zwerbowanemu na tę okazję, ledwo pełnoletniemu drobnemu przestępcy.

Ukrytą w walizce bombę chłopak dostaje już po odprawie paszportowej od przekupionych funkcjonariuszy tajnej policji - wnoszą ją na lotnisko z pominięciem kontroli.

Autor: Ollie Millington

Źródło: Getty Images / Agenci DEA Stephen Murphy i Javier Peña. To oni przyczynili się do ostatecznej rozprawy z Escobarem.

Tuż przed wejściem na pokład starszy gangster mówi podwładnemu, że źle się czuje i nie poleci. Jego podopieczny ma sam wykonać misję. A ta wygląda banalnie. Ma nagrać na dyktafon rozmowy siedzących przed nim ważnych pasażerów.

Chłopak nie wie, że w rzeczywistości w walizce są materiały wybuchowe, a to misja samobójcza. Zgodnie z instrukcją, gdy tylko samolot stabilizuje wysokość, naciska guzik. To jednak nie dyktafon zostaje uruchomiony.

Youtube i hipopotamy

Escobar jest wściekły. Okazało się, że César Gaviria nie wsiadł do samolotu. Na pokładzie Boeninga znaleźli się za to dwaj obywatele USA. To dlatego po wyborach wygranych przez Gavirię, Waszyngton wysyła do Kolumbii swoich ludzi. Cel – mają wspomóc specjalnie wyselekcjonowaną miejscową jednostkę i doprowadzić do pojmania narkotykowego bossa.

Escobar będzie jeszcze próbował się ratować. Dwa lata później samowolnie odda się nawet w ręce policji i zacznie odsiadywać karę w zbudowanym przez samego siebie więzieniu.

Autor: VIEWPRESS / Fredy Builes Corbis

Źródło: Getty Images / Luty 2019 roku. Wyburzanie budynku Monako w Medellín, który był przed laty kwaterą Escobara. W tym miejscu ma powstać park ku pamięci ofiar wojny narkotykowej.

Ale po ujawnieniu w mediach, że zza jego murów w dalszym ciągu kieruje kartelem, gangster ucieka i znów zaczyna się ukrywać, podczas gdy wspierana przez Amerykanów jednostka po kolei wyłapuje lub zabija jego najważniejszych współpracowników.

2 grudnia 1993 r. zastrzelony podczas obławy w Medellín zostaje wreszcie sam Escobar. Podczas pochodu pogrzebowego, tłum zmusza żałobników do otworzenia trumny - mimo nienawiści, jaką darzy go reszta Kolumbii, mieszkańcy jego rodzinnego miasta dotykają jego ciała w nadziei, że spłynie na nich błogosławieństwo. Gaviria skomentuje to potem, że "Escobar był geniuszem autopromocji".

César Gaviria, jedyny polityk, którego baronowi narkotykowemu nie udało się zamordować, po zakończeniu kadencji miał owocną karierę międzynarodową. Dziś przewodniczy Partii Liberalnej, wciąż jednemu z największych ugrupowań w kraju, choć już nie tak popularnego, jak w czasach Gaitána i Galána.

Przestępca, który namówił młodszego kolegę do naciśnięcia guzika podczas lotu 203, został zamordowany krótko po zamachu.

Jedyną osobą, która została ukarana w całej sprawie jest Dandeny Muñoz Mosquera „La Quica”, jeden z najważniejszych podwładnych Escobara - w 1995 r. skazano go w USA na karę dożywocia, którą odsiaduje w Kolorado w więzieniu o zaostrzonym rygorze.

W Kolumbii do dziś nie pociągnięto nikogo do odpowiedzialności, mimo że np. o wniesieniu bomby na lotnisko przez agentów tajnej policji opowiedział publicznie niejaki Popeye, inny znany podkomendny barona narkotykowego.

Popeye za popełnione przez siebie zbrodnie odsiedział w więzieniu 23 lata i w 2014 r. został warunkowo wypuszczony na wolność, gdzie postanowił zmonetyzować modę na narcos wywołaną popularnym serialem Netflixa i został youtuberem.
W zeszłym roku wrócił za kraty, gdy dwie rodziny pomniejszych przestępców złożyły doniesienie, że wymusza na nich haracze i grozi śmiercią.

Autor: Juancho Torres

Źródło: Getty Images / Hipopotamy sprowadzone przez Escobara. Zwierzęta pływają w jeziorze w pobliżu haciendy Nápolés.

Z najbliższego otoczenia Escobara praktycznie wszystkich spotkała śmierć, więzienie, lub przymusowa emigracja. Jedyny wyjątek to... hipopotamy. Gdy państwo rekwirowało majątek gangstera, przetransportowało do innych placówek wszystkie zwierzęta z jego prywatnego zoo, ale akurat te wielkie ssaki zdołały wcześniej uciec na wolność.

Choć naturalnie występują tylko w Afryce, to akurat środowisko przepływającej 100 km na wschód od Medellín rzeki Magdaleny wyjątkowo im służy: pierwotnie była ich czwórka, a dziś w tamtejszych wodach żyje ponad pół setki hipopotamów.

Dziś to na szczęście najtrwalsza spuścizna, jaka została po człowieku, który nie zawahał się nawet przed strąceniem samolotu pełnego niewinnych ludzi.