Fragment ostatniej książki Janusza Głowackiego

Piszę ten scenariusz i nagle przerywam, tracę ochotę. Nagle nikt nie chce palić ani Wałęsy, ani jego kukły. Nikt nie krzyczy: "Precz z Bolkiem!". Stało się coś naprawdę strasznego. Katastrofa pod Smoleńskiem. Ginie prezydent, jego żona i kilkudziesięciu wrogów i przyjaciół.

Obraz
Źródło zdjęć: © Forum | Krzysztof Kuczyk

Jaki był ten prezydent, taki był, ale wielki żal, naród w żałobie. Urocza żona, biedna pani Walentynowicz i tylu ludzi. Tragedia jak u Szekspira. Polska przykryta kirem, ale za chwilę wchodzą na scenę żałobnicy i przebrani za żałobników gracze polityczni, pochlebcy, tyrani, chorobliwi intryganci, błazny. Dwór. To Szekspir, ale bez wzniosłości. Parodia Szekspira? Czyżby Ilf i Pietrow, dwaj, zresztą bardzo utalentowani, radzieccy satyrycy? Nie, to zbyt płaskie. To co to jest? Druga wojna światowa i Holokaust wy¬wołały nowy gatunek sztuki, który rozpieprzył pojęcie tego, co ludzkie i tego, co nieludzkie – teatru absurdu.

Atak Al-Kaidy zjednoczył Amerykanów. A u nas? No, wiadomo, Smoleńsk podzielił to, co jeszcze było do podzielenia. Zaczyna się wielki spektakl, więc najpierw pochówek na Wawelu, z królami i Piłsudskim. Za dużo? Nie, za mało, trzeba krwi, więc narada dworu i decyzja. Samolot strącili takim czy innym sposobem Putin i KGB. A współpracował z nimi podporządkowany Rosji rząd agenturalny, pseudopolski. Tusk i Komorowski. Nienawidzili prezydenta i jego partii politycznej, nadarzyła się okazja. Kiedy na miejscu katastrofy Putin objął Tuska, to Tusk mu dziękował za zbrodniczą przysługę. "Już ustalali przebieg śledztwa" – to mówi w telewizji polska posłanka. Brak dowodów, ale się znajdą. Towarzysz Werfel, propagandzista KC PZPR mawiał: "Ja rzucam myśl, a wy go łapcie". To zresztą sprawa wiary, nie wiedzy. A Polacy, jak wiadomo, irracjonalni są. Z tym, żeby znaleźć tych, co uwierzą, nie było kłopotu. Smutny, biedny, skołowany tłum, szukający sensu, nadziei i odwetu za smutne, biedne życie, znalazł cel. Od dawna szukał winnych, to mu pokazano. Jest zbrodnia, są zbrodniarze. Trzeba ukarać. Lud pod krzyżem jest szczęśliwy, bo czuje się nareszcie potrzebny. Można to zrozumieć.

Szekspir nie miał zbyt wielu złudzeń co do tłumu, ale rozumiał jego straszliwą siłę. W sztuce "Juliusz Cezar" wszystko zależy od tego, jak lud przyjmie wiadomość o zamordowaniu Cezara. Brutus, czyli główny zabójca, przemawia do ludu pierwszy. Mówi pięknie, kochał Cezara, ale go musiał zabić, żeby uratować republikę. Dać ludziom wolność. Lud szaleje z miłości. Tak! Brutus to zbawca ojczyzny, najszlachetniejszy z Rzymian. Trzeba natychmiast zbudować mu pomnik. W chwale odprowadzają go do domu.

Janusz Glowacki podczas wręczenia nagrody im. Leona Schillera oraz nagrody GUSTAW w siedzibie ZASP
© Forum | Jacek Lagowski

Ale Brutus popełnił błąd, pozwolił, żeby po nim przemówił Antoniusz. Kiedy Antoniusz kończy, lud znów szaleje, ale teraz z nienawiści do Brutusa. Obywatele krzyczą: "Mordować, spalić dom Brutusa, niech zdrajca nie ujdzie żywy!". Może gdyby Brutus miał szansę, żeby jeszcze raz przemówić... ale nie miał. U Szekspira patrycjusze mówią wierszem, a obywatele prozą. To robi różnicę.

Pod pałacem na Krakowskim Przedmieściu mówi się głównie prozą. "Wyłaź, szczurze, z pałacu!", "Precz z komuną!", "Komorowski won do Rosji!", "Znajdzie się kija na Tuska ryja", "Polaku, nie buduj Eurosodomy!", "Oto jest głowa zdrajcy" (to o Tusku), "Zdrajców, zbrodniarzy i szczury, które nami rządzą, musimy odsunąć od władzy!", "Putin morderca!", "Putin i Tusk spalony, teraz idziemy po Bronka", i "Sierpem i młotem czerwoną hołotę!", "Sikorski won do Rosji!", "Święty Andrzeju Bobola, patronie Polski, przed masońską Unią Europejską obroń nas!" (głos przez megafon). Papież Benedykt XVI pozdrawia obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Chór kobiet po osiemdziesiątce: "Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy". Zabrał też głos poeta prozą, ale poetycką:
"Smoleńsk uwolnił tysiące Polaków od lęku przed śmiercią. Otworzył groby dawnych bohaterów, pokazując, że polskość to wolność, nad którą nawet śmierć nie ma władzy". Smoleńsk wywołał "wielki triumf polskiej duszy, odrodzenie duchowe Polaków z różnych pokoleń, którzy wspólnie modlili się na Krakowskim Przedmieściu, a dziś odważnie świadczą o prawdzie". "...przeczucie demonicznej inspiracji w kontekście przebiegu rosyjskiego śledztwa i postawy polskiego premiera jest uzasadnione”... Bo "szatan jest ojcem kłamstwa".

A nad wszystkim rozpościera ramiona krzyż. Najpierw wkopany, potem na kółkach. Część biskupów czuła niezręczność, bo przed Hotelem Europejskim i barem zakąskowym grupy młodzieży układały konkurencyjny krzyż z puszek po piwie, grały w ciuciubabkę, chłopcy, kręcąc dziewczynami, żądali, żeby pokazały z zasłoniętymi oczami, gdzie jest krzyż. Skandowano: "Zburzyć pałac, bo zasłania krzyż!".

Więc Kościół przysłał księży, nie tych, którzy odprawiali przed krzyżem msze i dawali komunię, ale zupełnie młodych, żeby krzyż przenieśli na stałe do kościoła Świętej Anny, ale lud się nie zgodził, jak są obrońcami, to bronią. Żarty się skończyły "Spieprzajcie, bo przestaniemy dawać na tacę i zdechniecie z głodu!" – krzyczy do księży jeden z obrońców krzyża.

Janusz Głowacki na pokazie prasowym filmu pt. "Wałęsa. Człowiek z nadziei". Warszawa, 17. 09. 2013
© Forum | Filip Błażejowski

Ciekawe, czy gdyby samolot z dziewięćdziesięcioma sześcioma osobami, w tym parą prezydencką, na pokładzie, rozbił się w Rzymie, w Londynie albo w Paryżu, to by był tylko tragiczny wypadek czy coś więcej? Czy, krótko mówiąc, żeby uruchomić demony, potrzebni byli Ruscy, czyli kacapy – jak mówi stale pijany były bokser, który pożycza ode mnie na Krakowskim pieniądze, raz nazywając panem Głowackim, a raz panem Kamińskim, i nie odróżnia Stalina od Putina.

A w Berlinie jakby doszło do tragedii? Pojawiłaby się sztuczna mgła czy nie pojawiła? Może, ale niekoniecznie. A przecież pod okupacją niemiecką też nie było za wesoło. Do rozbiorów się przykładali. Czy wybaczamy im łatwiej, bo jesteśmy razem w Unii Europejskiej, mają mercedesy i jeździmy do nich do pracy?

A Rosjanami gardzimy, bo, owszem, miliarderów mają sporo, niezła literatura, ale ogólna bieda z nędzą, dużo gorsza niż nasza. No i nóż w plecy... Katyń. Niby Amerykanie wybaczyli Japończykom zdradziecką napaść na Pearl Harbor, ale przedtem zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. Czy, żeby odpuścić Rosjanom, musimy przedtem zbombardować Moskwę?

Na obchody 3 Maja szedłem do Pałacu Prezydenckiego. Po jednej stronie przy bramie do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego stały tłumnie odrodzone dusze. Drogą obok hotelu Bristol z nisko opuszczonymi głowami przemykaliśmy się my – ludzie, którzy przyjęli zaproszenie prezydenta Komorowskiego. Galeria hańby. Kiedy wchodziłem, ktoś spod bramy zaanonsował mnie z pogardą: "Idzie Janusz Głowacki – przyjaciel Wajdy i Michnika". Zabrzmiało to, jakbym się kolegował z Hitlerem i Stalinem. Trochę potem już sam zostałem zdrajcą.

Książka "Przyszłem czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy" ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki
© Materiały prasowe
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY